Spis legend
Legendy o świętych
|
Św. Alojzy wyznawca jezuita W książęcym zamku Castiglione, położonym w Lombardyi, dnia 8 marca 1568 r., w którym to dniu margrabina Marta, po złożeniu ślubu, że z dzieckiem swem zrobi pielgrzymkę do Matki Boskiej Loretańskiej, gdy Marya zachowa ich oboje przy życiu, szczęśliwie wyszła z groźnego niebezpieczeństwa śmierci wbrew oczekiwaniom lekarzy i stała się matką pierwszego syna Alojzego. Gorąco i serdecznie dziękowała pobożna matka Bogu i Matce Najśw. za ocalenie jej życia i jej dziecięcia i ofiarowała je na służbę Bożą w zakonie, przyzwyczajając je już od kołyski do pobożnej modlitwy i do dziecięcej miłości Maryi. Lecz wysokie urodzenie i ówczesne zwyczaje nakazywały mu wstąpić do stanu rycerskiego, a własny jego ojciec Ferdynand Gonzaga, margrabia w Castiglione i książę państwa rzymskiego pragnął gorąco widzieć syna swego najstarszego sławnym rycerzem. Już pierwsze wychowanie, jakie otrzymał, zmierzało do tego celu. Alojzy, będący dopiero w szóstej życia wiośnie, musiał towarzyszyć ojcu w jego ćwiczeniach wojskowych i manewrach. Żywy chłopiec wielkie okazywał zainteresowanie się tem i znajdował przyjemność w życiu żołnierskiem; lecz szorstkie obejście się i życie złe żołnierzy raniły delikatne i czyste jego sumienie. Bo jeszcze gdy bawił się na łonie matki, zrodziło się w duszy jego niezwykle gorące uczucie miłości ku Bogu Ojcu niebieskiemu i ku religii i objawiło się w nim wielkie zamiłowanie do modlitwy. Ledwo począł mówić, a już umiał odmawiać pozdrowienie Anielskie, które często bardzo podczas dnia - przy swych zabawach dziecięcych - odmawiał, a na pytanie, czy kocha Maryę, odpowiadał radośnie: „Tak jest, wszak Ona jest Matką moją." Często opuszczał potajemnie zabawy i towarzystwo całe, by w jakim kąciku pałacu pomodlić się na kolanach i ze złożonemi pobożnie rękami; często także widziano, że w nocy godzinami klęczał obok łóżka na zimnej posadzce i całował nabożnie krzyż. Gdy Alojzy skończył 10 lat, posłał go ojciec do Florencyi na dwór wielkiego księcia Toskańskiego Franciszka Medyceusza, by tamże poświęcił się naukom, a zwłaszcza by nauczył się towarzyskich i szlachetnych zwyczajów i wytwornych manier. Dwór bowiem florencki przewyższał wszystkie inne włoskie dwory książęce przepychem i szczególniejszem zamiłowaniem literatury i sztuki lecz także rozrzutnością i lekkomyślnością i szukaniem zmysłowych uciech. Lecz Alojzy, który przez dwa lata mieszkał w rozbawionej i zdradliwej Florencyi, zachował wśród tych nęcących zabaw światowych nieskalanemi swe oczy i serce, bo przed ołtarzem Matki Najśw. złożył ślub dożywotniej czystości i z Jej pomocą dotrzymał go wiernie. Unikał stanowczo wszelkiego obcowania z osobami płci drugiej, gdy widział, że może się stać dlań niebezpiecznem. Razu pewnego miał bawić się w ogrodzie z dwiema księżniczkami, które jeszcze dziećmi były; lecz on wymawiając się grzecznie, opuścił je. Pewnego wieczoru zimowego miał w towarzystwie podczas zabawy pocałować cień głowy pewnego dziewczęcia na ścianie widoczny celem wykupienia fantu; lecz bez wahania zostawił fant i uciekł. Gdy robił konieczne wizyty, czuwał pilnie nad oczami i nie patrzał nigdy w twarz ani żyjącej ani nawet malowanej tylko niewiasty. Wuj jego urządził na cześć jego i brata jego Rudolfa wspaniałe przyjęcie. Alojzy z niechęcią tylko i z konieczności przyjął zaproszenie. Lecz gdy po kolacyi miał tańczyć z pewną panienką, opuścił natychmiast towarzystwo. Gdy innym razem odwiedził z kilkoma towarzyszami pewnego zamożnego starego już pana, a ten w ich obecności opowiadać zaczął żarty nieprzyzwoite, wówczas Alojzy przerwał mu w świętem oburzeniu, ganiąc mu to otwarcie słowami: „Nie przystoi szlachcicowi, którego Bóg obsypał Swymi darami, mówić o takich rzeczach!" Jaka sprzeczność między tymi dwoma ludźmi! Sprawdzają się na nich słowa Zbawiciela: ,,Z obfitości serca usta .mówią!" (Łuk. 6, 45). Takim więc pięknym sposobem objawiała się skuteczność środków, jakich młody Alojzy używał celem zachowania kosztownego skarbu niewinności: środkami tymi były czujna bojaźń i ucieczka przed niebezpieczeństwami, pilne korzystanie z czasu, spełnianie sumienne obowiązków, nabożna modlitwa i rozmyślanie, posty ścisłe i umartwianie zmysłowych żądz i skłonności. Z powodu ciężkiej choroby Alojzy wrócił z Florencyi do Castiglione, gdzie - w dwunastym roku życia - przyjął z nieopisaną radością z rąk św. Karola Boromeusza pierwszą Komunię świętą, ten Chleb Anielski i niebiański środek ochronny przeciw każdemu grzechowi. Wkrótce nastał dlań czas ciężkich walk. W jesieni r. 1581 musiał opuścić spokojny zamek Castiglioński i udać się z rodzicami do Hiszpanii, by tam na królewskim dworze Madryckim wstąpić w szeregi paziów królewskich. Tutaj znalazł się młody, przystojny, nadzwyczaj uzdolniony i dobrze wychowany Alojzy w pośrodku potężnych ponęt i pokus przepychu świeckiego i zbytku jak owi młodzieńcy Babilońscy w piecu ognistym. Ze wszech stron otaczały go rozliczne pokusy zmysłowe i nęciły ku sobie. Lecz wielka bojaźń Boża, gorąca modlitwa i surowe umartwienia zachowały nieskalaną czystość jego myśli i serca, a głos niebieski mówił mu, że Bóg powołuje go nie do służby państwowej, lecz do zakonu Towarzystwa Jezusowego. Idąc za głosem Bożym, Alojzy oznajmił rodzicom, jaki stan wybrał sobie po dokładnej rozwadze i oświadczył im stanowczo, że postanowił wyrzec się znikomych i niebezpiecznych uciech światowych i poświęcić się w zakonie Jezuickim służbie Bożej i ratowaniu dusz chrześcijańskich. Ambitny ojciec, który inne zupełnie plany co do przyszłości swego następcy był sobie ułożył, odmówił jego prośbie, czyniąc mu gorzkie wyrzuty i wszelkich dokładał starań, by z głowy jego wypędzić ,,te głupie mrzonki." Chcąc koniecznie osiągnąć swój zamiar, wysłał go ze znacznym pocztem sług i towarzyszy do różnych miast i książąt, by ich w jego imieniu pozdrowił, spodziewając się, że piękne i wspaniałe przyjęcia, jakie mu zgotują, każą mu zapomnieć o chorobliwem, religijnem jego marzycielstwie. Równocześnie prosił uczonych i pobożnych ludzi, by nakłonili syna do porzucenia swego zamiaru i oporu; a nawet sam groził mu biciem i swą niełaską, jeżeli nie spełni jego woli. Lecz Alojzy powtarzał zawsze: „Bóg mię woła, a ja więcej muszę słuchać Boga niż ludzi." (Por. Dzieje Apost. 5, 29). Po dwu latach cichych cierpień Alojzy prosił znowu pokornie i gorąco ojca, by mu pozwolił wstąpić do zakonu Jezuickiego; lecz na próżno; margrabia odpędził go ze złością od siebie. Alojzy nie odpowiadając ani słowa, wrócił do swego pokoju, a padłszy przed obrazem Jezusa ukrzyżowanego na kolana, biczował się sam aż do krwi i błagał Boga ze łzami w oczach o pomoc i ratunek. Tymczasem ojcu żal się go zrobiło i zawstydził się sam przed sobą z powodu okrutnego obejścia się z synem, poszedł więc po cichu do jego pokoju i zajrzał dziurką od klucza do wnętrza. Z przestrachem ujrzał krew płynącą po obnażonych plecach dziecka swego, a łzy płynące z ócz jego i usłyszał błagalną modlitwę: „O dobry Boże, oświeć i nakłoń serce ojca mego, by mi pozwolił iść za Twym głosem!” Czyn ten i ta modlitwa przeniknęły jak miecz obosieczny duszę margrabiego, płacząc wszedł do pokoju, uściskał serdecznie syna i rzekł wzruszony: „Synu mój, dyscyplina twoja zadała i mnie rany, które dłużej krwawić będą od twoich. Kocham cię, boś tego godzien. W tobie pokładałem całą nadzieję mego rodu i księstwa; lecz teraz nie powstrzymuję cię dłużej, idź za głosem Pańskim, a Bóg niech ci błogosławi, byś był szczęśliwym.” Ośmnastoletni Alojzy wielce uradowany zrzekł się przy świadkach swych praw do mitry książęcej na rzecz brata Rudolfa i wstąpił dnia 25 listopada 1585 roku w Rzymie do nowicyatu zakonu Jezuickiego. W drodze do tego miasta rzekł doń jego towarzysz: „Twój brat jest szczęśliwym, że tak łatwym sposobem otrzymał mitrę książęcą.” Lecz Alojzy odparł na to z uśmiechem: „A ja jestem jeszcze szczęśliwszy, żem się jej z taką łatwością pozbył.” W zakonie był Alojzy doskonałym wzorem posłuszeństwa, pokory, umartwienia, gorliwości w modlitwie, miłości ku Panu Jezusowi utajonemu w ołtarzu, miłości dziecięcej ku Maryi i przygotowywał się z niezwykłą pilnością i pobożnością do przyjęcia święceń kapłańskich. Obcowanie z nim wywierało tak błogi i uświęcający wpływ na wszystkich, że nawet uczeni, Kardynałowie i inne wysokie osobistości odwiedzali go w wolnych godzinach a potem z wdzięcznością opowiadali, jak wielki odnieśli pożytek ze słów jego pełnych namaszczenia. Mądrość Boża podała wiernemu słudze kielich cierpień i boleści, bo dokuczały mu cierpienia ciała; umarł mu ojciec, a brat jego zacięty toczył spór z księciem Mantuańskim, lecz za sprawą Alojzego nastała między nimi zgoda i trwały pokój. W roku 1590 powstała w Rzymie wskutek głodu straszna zaraza. Jezuici założyli zaraz szpital celem pielęgnowania biednych, opuszczonych chorych. Alojzy otrzymał na gorące prośby pozwolenie od przełożonych, by mógł także usługiwać chorym w szpitalu. Z weselem i radością pracował dla chorych, podawał im lekarstwa i potrawy, pościelał łóżka, zawiązywał i opatrywał wrzody i rany, zamiatał i wykadzał sale, pocieszał i pouczał smutnych, a trwożliwych zachęcał do ufności w Bogu. On, książęcy syn, nie brzydził się tą nędzą i temi wstrętnemi chorobami, ani nie myślał o tem, że i sam zarazić się może; wszak on opatrywał i pielęgnował z radością drogiego Jezusa w każdym chorym, aż w końcu sam legł na łoże boleści; febra złośliwa przecięła pasmo dni życia jego; dnia 21 czerwca 1591 anielska jego dusza przekroczyła. podwoje niebieskie. Papież Paweł V policzył Alojzego w r. 1605 w poczet ,,Błogosławionych”, a Benedykt VIII ogłosił go w r. 1720 ,,Świętym” i uczynił go szczególniejszym Patronem chrześcijańskiej a zwłaszcza uczącej się młodzieży. Na obrazach przedstawiają go zwykle ubranego w czarne szaty zakonne, w białą komżę, gdyż otrzymał już był cztery niższe święcenia, trzymającego w ręku krzyż i lilię - symbole zaparcia się siebie i niewinności. Legenda pochodzi z książki „Prawidła życia chrześcijańskiego dla każdego wieku i stanu”, ks. Otto Bitschnau, z rozdziału „Stan bezżenny (wolny): Wybór stanu”
© 20002021 barbara Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved Strona nie zawiera cookies |