Spis legend

Logo serwisu Biblia


Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl
















Legendy o świętych



Katarzyna Genueńska wdowa


Jezus, nasz Boski Książę pokoju, okazuje wszystkim ludziom dobrej woli a szczególnie małżonkom Swe miłosierdzie. Udzielił im bowiem sakramentalnej godności i przyrzekł im pomoc nadprzyrodzoną i pociechę aż do śmierci: lecz w zamian za to żąda, by byli zawsze dobrej woli i by z łaską Jego zawsze spółdziałali. Żąda od małżonka, by wyższość swą i panowanie utrzymał w granicach prawnych, a praw swych nie przeprowadzał pięścią, gdy znajduje opór niesłuszny przeciwko swej woli. Lecz Pan Jezus żąda zarazem od żony, by nie nadużywała władzy od Boga jej danej nad sercem męża, by nie wymagała od niego nic niestosownego, niesłusznego, by potem, gdy tenże zupełnie słusznie jej odmówi, z podrażnionym uporem jak dziecko niegrzeczne nie robiła gorzkich wymówek i nie wylewała łez ze złości tak długo, dopóki nie osiągnie celu swego kaprysu, gdy małżonek dla świętej zgody ustąpi. Pouczającem jest w tym względzie małżeństwo zawarte między św. Katarzyną Genueńską a szlachetnym Julianem Adorno.

Katarzyna, urodzona w r. 1447 lub też 1448, była córką wicekróla Neapolitańskiego Jakóba Fieschi, którego rodzina dała Kościołowi katolickiemu dwóch Papieży i kilku Kardynałów. Żywy umysł, jasne poznawanie, szybkie pojmowanie, czułe, gorące i pobożne serce: oto przymioty i zalety duszy tej dziewicy, która i pięknością ciała przewyższała inne rówieśnice. Dobrzy rodzice nie szczędzili starań około wychowania córki w sposób odpowiedni stanowi i urodzeniu i około udoskonalenia wrodzonych zdolności. Szczera bojaźń Boża Katarzyny i głębokie zrozumienie św. Religii przeszły nawet ich oczekiwanie. Ośmioletnia dopiero Katarzyna łączyła w sobie ujmującą prostotę i naiwność dziecięcą ze szlachetną powagą skromnej dziewicy, stroniącej od zmysłowych uciech i zabaw hałaśliwych, od udawań i samolubstwa. Jak cudnie kolorowy kwiat południa tęskni w okolicach zimniejszych za słoneczną oranżeryą, tak i ona kochała spokój swego pokoju, gdzie oko jej od pracy się odrywając, spoglądało na obraz ukrzyżowanego Jezusa i Maryi, Matki Bolesnej. Rozmyślaniem karmiło swój umysł i serce. Wzruszający był to widok dla nieba i ziemi, gdy ta maleńka dziecina późno w noc modliła się, klęcząc przed dwoma tymi obrazami i gorzkie łzy spółczucia wylewając: ,,O Jezu i Maryo, dopomóżcie mi, bym się stała cierpieniem Wam równą; a potem kładła się na ziemi do snu, obok łóżka przepysznie przyozdobionego, kładąc kawałek drzewa pod głowę zamiast poduszki.

W trzynastym roku życia chciała się Katarzyna poświęcić służbie Bożej w klasztorze, ale nie przyjęto jej dla jej młodego wieku. Natomiast czarne jej włosy otaczające śnieżnobiałą skroń, jej oczy jaśniejące niewinnością, jej zarumieniona twarzyczka i usta i zupełna harmonia całego jej ciała wzbudzały podziw nadzwyczajny u młodzieży męskiej, która też przy każdej sposobności okazywała jej swoje uwielbienie. Najszczęśliwszym ze wszystkich był Julian Adorno, któremu jej rodzice także sprzyjali, chcąc małżeństwem położyć kres nieprzyjaźni panującej między temi dwoma rodzinami. Katarzyna złożyła Bogu drżącem sercem tę ofiarę zapokojną, a rękę swą oddała z bohaterskiem zaparciem się siebie oblubieńcowi. Julian, będący usposobienia gwałtownego, dumny ze swego majątku i rodu szlacheckiego i pragnący życia i użycia, niechętnem patrzał okiem na pokorną prostotę swej żony, na jej skromność a przede wszystkiem na jej pobożność i zamiłowanie do modlitwy. I Katarzyna także nie czuła się szczęśliwą przy boku męża, w którego sercu nie gorzała święta miłość i z którym się nie zgadzała w najważniejszych potrzebach umysłu i serca. Zewnętrznie, wobec ludzi, była z nim złączona, ale w duszy, wobec Boga, nie żyła z nim razem. Katarzyna poznała dobrze, że wybierać może i musi tylko między tem dwojga: albo służyć światu razem z mężem a przez to największą ponieść szkodę na duszy, albo pozostać wierną Wierze świętej i dotychczasowemu sposobowi życia a wtedy - znosić mężnie aż do śmierci szorstkie obejście się i zniewagi męża. Bez wahania wybrała to drugie z ukrytą w sercu nadzieją, że jej spokojna i cicha łagodność i cierpliwość upamięta za łaską Bożą gwałtowne usposobienie męża.

Lecz Julian nie szanował bynajmniej uczuć swej żony, trwonił majątek na zwiększające się z dnia na dzień zachcianki i żądze zmysłowe i w kilku zaledwie latach zmarnował doszczętnie cały majątek. Katarzyna cierpiała niezmiernie; więcej bolała ją obraza Boga i zmarnowanie tylu łask Bożych przez męża jak upadek poniżający rodziny.

Krewni i przyjaciele radzili jej: „Zapanuj nad sobą, przezwycięż się, zastosuj się do żądań męża, ubieraj się bogato i odpowiednio szlachetnemu pochodzeniu, bywaj z nim w towarzystwach; może w ten sposób wpłyniesz zbawiennie na męża twego.”

Katarzyna poszła za tą radą, towarzyszyła mężowi w jego zabawach i rozrywkach światowych, o ile to możliwem było, lecz serce jej zadrżało przed wstrętną próżnią i marnością takiego sposobu życia. Cierpienia jej duszy zwiększały się z dnia na dzień. Błagała gorąco Boga za pośrednictwem Matki Najświętszej i św. Benedykta, by jej cierpienia duszne zamienił na cielesne. Lecz ciało jej pozostało zdrowe, duszę jej natomiast owładnęło jeszcze większe przygnębienie. Szukając pocieszenia postanowiła cierpienia swej duszy uleczyć lekarstwem Bożem tzn. szczerą spowiedzią z całego życia. W trzydniowem gorącem nabożeństwie błagała Maryę, „Ucieczkę grzeszników” o pomoc w tem tak ważnem przedsięwzięciu. I o dziwo! Już przy wezwaniu Ducha Świętego zrobiło się tak jasno w jej duszy, że poznała dokładnie wszystkie swe grzechy a nawet małe niedoskonałości, a żal nadprzyrodzony doskonały przeniknął jej serce. Łzy gorące spłynęły po jej policzkach i westchnęła z boleścią: „O mój Boże, Boże Miłości, jak ciężko obraziłam Ciebie, jak bardzo poniżyłam siebie, a przecież sądziłam, że jestem dobrem Twem dzieckiem! Ojcze najmiłosierniejszy, wyrwij mię z tej niedoli, chętnie wyznam publicznie me grzechy i pokutę uczynię.” Wtem ukazał jej się Pan Jezus, z cierniową koroną na głowie, dźwigając ciężki krzyż na ramionach, świeża krew spływała z ran Jego i pocieszył ją, mówiąc: ,,Patrz, krzyż ten wziąłem za ciebie na Me ramiona i krew Moją przelałem dla zgładzenia twych grzechów!” Skutek tego widzenia był potężny: Katarzyna widziała odtąd zawsze i wszędzie przed sobą oczami duszy Jezusa zranionego z krzyżem i niezliczone razy mówiła ze łzami w oczach: ,,O Jezu, miłości najgodniejszy, już nigdy, nigdy nie chcę grzeszyć!”

Po tej spowiedzi generalnej miała Katarzyna jedną tylko troskę, jednego tylko nieprzyjaciela, z którym się nigdy nie pojednała, któremu nigdy nie dała spokoju; tym nieprzyjacielem było własne jej ciało. Odmówiła sobie wszelkich wygód, zabaw i uciech doczesnych, trzymała wszystkie pięć zmysłów na wodzy, ograniczyła się w jedzeniu i piciu do możliwych granic; przez dwadzieścia trzy lata nie przyjmowała żadnego innego pokarmu, jak codzienną Komunię świętą i czasem trochę wody zmieszanej z solą i octem. A chociaż spełniała wszystkie zadania i prace pilnej i troskliwej gospodyni domu, duch jej zajęty był nieustannie modlitwą ustną lub myślną.

W Genui kwitnęło wówczas bractwo chrześcijańskiego miłosierdzia tzn. stowarzyszenie zamożnych pań, które z miłości ku Panu Jezusowi wspierały ubogich, a mianowicie biedne matki, wstydzące się prosić o jałmużnę. Katarzyna była najczynniejszym członkiem tego bractwa. Wysokie pochodzenie nie wstrzymało jej od zbierania jałmużny po domach zamożnych miasta rodzinnego, by potem wspierając biednych materyalnie przynosić im także pociechę duchową. Z natury i wychowania swego czuła nieprzezwyciężoną obawę przed niektóremi chorobami i wstręt do wszelkiego brudu i nieczystości. Lecz gdy w świetle wiary poznała i nauczyła się w każdym chorym czcić Pana Jezusa krwią oblanego, plwocinami i razami grzeszników shańbionego, z łatwością i miłością wielką całowała ich wrzody cuchnące i spełniała około nich czynności najniższe. Wielu nie rozumiało tej bohaterskiej miłości, szydziło z niej i robiło jej upokarzające wyrzuty.

Jeszcze większą łagodność i poświęcenie się jak względem ubogich i chorych okazywała mężowi swemu Julianowi. Wypełniała sumiennie wszelkie obowiązki prawdziwie chrześcijańskiej żony względem jego duszy i ciała. On odwdzięczał się jej szyderstwami i razami, lecz ona znosiła to wszystko cierpliwie. On nie ustawał w gonitwie za uciechami światowemi, dopóki nie roztrwonił ostatniego grosza, a choroba zaraźliwa nie rzuciła ciała jego wyniszczonego na łoże śmierci, na którem, wijąc się w boleściach bluźnił Bogu i samego siebie przeklinał. Nędza jego cielesna i duchowa przechodziła wszelkie pojęcie. Lecz noc ponurą jego nieszczęścia rozjaśnił cudownie blask cnót Katarzyny, która przeszła przez ogień cierpień i udręczeń; bo przekonał się o prawdzie słów Pisma świętego: „Kto ma żonę dobrą, zaczyna osiadłość; pomoc wedle niego jest i filar jako odpocznienie” (Syr. 36, 26). Julian miał silne oparcie w wiernej swej żonie. Katarzyna wyprosiła u ludzi pożywienie potrzebne dla jego ciała, a u Boga zbawienie jego duszy. Gdy razu pewnego, wijąc się z boleści na łóżku przeklinał i rzucał się jak obłąkany, uklękła obok niego i płacząc rzewnie i krzyż całując, modliła się: „O Jezu najdroższy, proszę Cię o duszę mego męża, daruj mi ją, Ty jeden możesz to uczynić!” Julian zdziwił się, gdy to ujrzał i usłyszał, niepojęte wzruszenie ogarnęło jego serce, jasno zrobiło się w jego umyśle

„I skierował tam swój wzrok,

Gdzie panuje wieczny mrok:

W piekła bezdenne otchłanie,

Gdzie płacz i zębów zgrzytanie;”

potem spojrzał na krzyż, wiszący na ścianie i rzekł skruszony:

„O mój Jezu ukochany,

Któryś za mnie cierpiał rany,

Bądź mej duszy miłosierny,

Chociaż byłem Ci niewierny!”

Przykre uczucie wstydu owładnęło jego sercem, straszne wspomnienia popełnionych występków przeniknęły go śmiertelnym strachem, okropną obawa przed surowym sądem Bożym wstrząsnęła całem jego jestestwem. Przez chwilę z jękiem bełkotał słowa niezrozumiałe, jak gdyby staczał straszną walkę z rozpaczą nań nacierającą, a potem rzekł z największą boleścią w głosie do modlącej się żony: „Katarzyno, zapoznałem cię zupełnie i dręczyłem okrutnie, zgrzeszyłem ciężko przeciwko Bogu i tobie, wyrządziłem ci krzywdę niepowetowaną, wtrąciłem cię w zupełną nędzę i ubóstwo: czy możesz mi jeszcze przebaczyć?” Z radością ujęła Katarzyna jego rękę, a całując ją, odpowiedziała:

„Tak, drogi Julianie, mogę i chcę ci z całego serca przebaczyć, i Jezus ukrzyżowany ci przebaczy, lecz ufaj silnie bezgranicznemu Jego miłosierdziu.” Z największą łagodnością i troskliwością pomagała mu się przygotować do dobrej spowiedzi. Chory, otrzymawszy sakramentalne rozgrzeszenie od kapłana, radował się i dziękował gorąco Bogu za spokój niebieski, który spłynął do jego duszy i często ponawiał silne postanowienie znoszenia cierpliwie i ochotnie boleści dotkliwych ciała jako zadosyćuczynienie i pokutę za grzechy. Potem dopomogła mu Katarzyna pouczeniem i modlitwą do godnego przyjęcia Komunii św. i do wytrwania w powziętem postanowieniu przez wiele jeszcze dni, aż w końcu jako nawrócony i skruszony pokutnik umarł w r. 1474 jako członek III Zakonu św. Franciszka.

Katarzyna żyła jeszcze trzydzieści sześć lat we wdowieństwie i uświęciła je w szpitalu w mieście Genui, gdzie pielęgnowała chorych i umierających z takiem zaparciem się i poświęceniem, że zasłużyła na tytuł zaszczytny: ,,Męczenniczki miłości i matki dusz biednych.” Umarła 15 września 1510, a już po 27 latach policzył ją Papież Klemens XII w poczet Świętych.


Legenda pochodzi z książki „Prawidła życia chrześcijańskiego dla każdego wieku i stanu”, ks. Otto Bitschnau, z rozdziału „Chrześcijański stan małżeński: Obowiązki szczególne chrześcijańskich małżonków”


© 2000–2021 barbara     Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved     Strona nie zawiera cookies