Spis legend
Legendy o świętych
|
Jak św. Antoni Pustelnik zapragnął być doskonałym
Szedł raz Antoni przez inną pustynię i znalazł tam srebrny dysk. Wtedy tak powiedział sam do siebie: Skądże wziął się srebrny dysk tutaj, gdzie nie ma żadnych śladów ludzkiej bytności? Gdyby wypadł jakiemuś podróżnemu, ten na pewno zauważyłby to, bo jest tak wielki. Diable - to twoja sprawka, lecz nie potrafisz nigdy odmienić mojej woli! Gdy to powiedział, dysk zniknął jak dym. Później znalazł wielką bryłę prawdziwego złota, lecz uciekł od niej jak od ognia i schronił się na pewną górę, gdzie pozostał przez dwadzieścia lat, jaśniejąc niezliczonymi cudami. Pewnego razu popadł w zachwycenie i ujrzał cały świat otoczony pętlami sznurów powiązanymi między sobą. Krzyknął wówczas: O, któż potrafi się z nich wydobyć? I usłyszał odpowiedź: Pokora. Innym razem, gdy anioły uniosły go w powietrze, nadbiegły diabły i nie chciały go przepuścić, przypominając mu wszystkie jego grzechy popełnione od urodzenia. Wtedy anioły powiedziały: Nie wolno wam wspominać o tych grzechach, które już Chrystus łaską swą zmazał. Jeśli natomiast znacie takie, które Antoni popełnił jako mnich, wyjawcie je. Diabły nie mogły tego dokazać, a Antoni swobodnie wzniósł się w powietrze, a następnie opuścił na ziemię.
Sam Antoni tak opowiadał o sobie: Widziałem raz diabła wysokiej postaci, który odważył się mówić, że jest mocą i opatrznością Bożą, i spytał mnie: Co chcesz, abym ci dał, Antoni? Lecz ja splunąłem mu w twarz i zebrawszy wszystkie siły wezwałem imienia Chrystusowego i rzuciłem się na niego - a wtedy zniknął natychmiast. Pewnego razu ukazał się mu diabeł tak ogromny, że głową zdawał się sięgać nieba. Na pytanie Antoniego, kim jest, odpowiedział, że jest szatanem i zaraz spytał: Dlaczego mnisi tak mnie zwalczają, a chrześcijanie złorzeczą mi? Antoni odrzekł: Słusznie czynią, ponieważ często dręczysz ich swymi podstępami. A na to szatan: Ja niczym ich nie dręczę, to oni sami siebie męczą. Ja nic już teraz nie znaczę, bo na całym świecie króluje Chrystus. Pewien łucznik ujrzał raz św. Antoniego weselącego się wraz z braćmi i zgorszył się tym. Wówczas Antoni rzekł mu: Połóż strzałę na łuk i naciągnij. A gdy łucznik spełnił jego polecenie, kazał mu je wykonać drugi i trzeci raz. Wtedy łucznik powiedział: Jeśli będę tak bardzo ciągnął łuk, to przyjdzie mi wreszcie ubolewać nad jego złamaniem. Otóż widzisz - rzekł Antoni - tak też jest i w służbie Bożej: gdy ponad miarę chcemy się trudzić, szybciej upadamy; lepiej więc jest niekiedy złagodzić surowość. Usłyszawszy to łucznik odszedł zbudowany. Ktoś zapytał Antoniego: Czego mam przestrzegać, aby spodobać się Bogu? Święty odpowiedział: Dokądkolwiek idziesz - miej zawsze Boga przed oczyma, cokolwiek czynisz - zachowuj przykazanie Pisma św., w jakimkolwiek miejscu znajdziesz się - nie odchodź z niego zbyt szybko. Tych trzech wskazówek przestrzegaj, a będziesz zbawiony. Pewien opat zapytał go również: Co mam czynić? Temu Antoni powiedział: Nie ufaj zbytnio własnej sprawiedliwości, przestrzegaj wstrzemięźliwości żołądka i języka i nie żałuj nigdy rzeczy minionych. A później dodał: Tak jak ryby, gdy znajdą się na suchej ziemi, umierają, tak mnisi zatrzymując się poza celą lub przebywając wśród ludzi świeckich tracą pokój wewnętrzny. I jeszcze powiedział: Kto przebywa w samotności i spokoju, tego omijają trzy walki: ze słuchem, mową i wzrokiem, pozostaje mu tylko walka z własnym sercem. Pewni bracia przyszli do opata Antoniego w odwiedziny wraz z jednym starcem. Ujrzawszy ich Antoni powiedział: Dobrego towarzysza mieliście w owym starcu. Do niego zaś rzekł: Czy dobrych braci znalazłeś w nich, ojcze? Ów zaś odrzekł: Oni są wprawdzie dobrzy, ale mieszkanie ich nie posiada bram. Ktokolwiek chce, wchodzi do stajni i odwiązuje osła. Miało to zaś oznaczać, że owi bracia mówili natychmiast wszystko, cokolwiek mieli na myśli. Rzekł opat Antoni: Trzeba wiedzieć, że ruchy ciała są trojakie: jednymi kieruje natura, drugimi nadmiar pożywienia, trzecimi szatan. Pewien brat wyrzekł się świata, ale trochę pieniędzy zatrzymał dla siebie. Św. Antoni powiedział mu: Idź i kup kawałek mięsa. Ów poszedł i kupił mięso, a gdy wracał niosąc je, psy pogryzły go. Wówczas św. Antoni rzekł: Tak oto diabły napadają i rozszarpują tych, którzy wyrzekając się świata pragną mieć pieniądze. Pewnego dnia Antoni przebywając w pustelni i czując ogarniające go zniechęcenie rzekł: Panie, pragnę być zbawionym, a myśli moje przeszkadzają mi. Potem wstał i wyszedł, a przed drzwiami ujrzał, że jakiś człowiek siedzi i pracuje, a następnie wstaje i modli się. Był to zaś anioł Boży, który rzekł mu: Tak oto postępuj, a będziesz zbawiony. Pewnego razu bracia wypytywali Antoniego o losy dusz. Najbliższej nocy głos jakiś zawołał go i powiedział: Wstań, idź i patrz. I oto ujrzał jakąś ogromną i straszliwą postać, sięgającą aż do chmur, która rozpostarłszy ramiona wstrzymywała jakieś skrzydlate istoty usiłujące wzlecieć do nieba, innym zaś nie mogła przeszkodzić w ich swobodnym locie. Usłyszał też pomieszane głosy wielkiej radości i wielkiego bólu. Zrozumiał wtedy, że są to dusze wznoszące się do nieba i diabeł, który im w tym przeszkadza; obarczone winami wstrzymuje, lecz świętych zatrzymać w ich locie nie może i to sprawia mu ból. Pewnego dnia podczas wspólnej z braćmi pracy św. Antoni podniósł nagle oczy ku niebu i ujrzał widocznie coś smutnego, bo rzuciwszy się na kolana błagał Boga, aby nie dopuścił do mającej się zdarzyć zbrodni. Braciom zaś pytającym go, co ujrzał, powiedział wśród łez i łkań, że niesłychana zbrodnia zagraża ludzkości. Widziałem - rzekł - ołtarz Boży otoczony stadem koni, które tratowały wszystko kopytami. Widocznie wielka jakaś burza wstrząśnie Kościołem, a ludzie na kształt bydląt niszczyć będą sakramenty Chrystusowe; słyszałem bowiem głos Pana mówiącego: Zbezczeszczą moje ołtarze. W dwa lata później wystąpili arianie, rozerwali jedność Kościoła, zbezcześcili chrzcielnice i świątynie, a chrześcijan jakby owce zabijali na ołtarzach. Pewien książę egipski imieniem Ballachius, należący do sekty ariańskiej, w ten właśnie sposób prześladował Kościół Boży. Kazał on pobożne dziewice i mnichów obnażać i siec publicznie. Wówczas Antoni tak napisał do niego: Widzę, że gniew Boży wisi nad tobą. Przestań już prześladować chrześcijan, aby cię nie zaskoczył gniew Boży, który grozi ci bliską zagładą. Nędznik przeczytał list, zaśmiał się i klnąc rzucił go na ziemię, a tych, którzy go oddali, kazał ochłostać. Po czym tak odpowiedział Antoniemu: Ponieważ tak bardzo troszczysz się o mnichów, więc i do ciebie dotrze moja surowość. Po pięciu dniach jednak, gdy dosiadał swego konia, bardzo łagodnego zazwyczaj, ten nagle ugryzł go, rzucił na ziemię, pokąsał i poszarpał mu nogi tak, że Ballachius umarł po trzech dniach. Gdy pewni bracia prosili Antoniego, aby wyjaśnił im tajemnicę zbawienia, on rzekł: Słyszeliście słowa Pana: Jeśli ktoś uderzy cię w jeden policzek, nadstaw mu drugi. Na to bracia: Tego nie potrafimy spełnić. Więc przynajmniej znieście uderzenie cierpliwie — rzekł św. Antoni. I tego nie potrafimy - odpowiedzieli. Więc chociaż nie pragnijcie raczej bić niż być bici - powiedział Antoni. A oni: Ani tego nie możemy zrobić. Wówczas św. Antoni zwrócił się do swego ucznia: Przygotuj lekarstwo dla tych braci, bo bardzo są delikatnego zdrowia. Wam zaś tylko modlitwa jest potrzebna. O tym wszystkim czytamy w Żywotach ojców. Wreszcie św. Antoni ucałowawszy swych braci zasnął w pokoju w sto piątym roku życia, za czasów Konstantyna, który zaczął panować około roku Pańskiego 340. Fragmenty ze „Złotej legendy” Jakuba de Voragine, „Legenda na dzień św. Antoniego Pustelnika”
© 20002021 barbara Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved Strona nie zawiera cookies |