Spis legend

Logo serwisu Biblia


Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl
















Legendy o świętych



Jak św. Antoni Pustelnik zapragnął być doskonałym


Antoni mając lat 20 usłyszał raz, jak czytano w kościele te słowa: Jeśli chcesz być doskonałym, idź, sprzedaj wszystko, co posiadasz, i rozdaj ubogim. Wtedy sprzedał cały swój dobytek, rozdał pieniądze ubogim i rozpoczął życie pustelnicze. Znosił on niezliczone pokusy szatana. Gdy pewnego razu mocą Bożą pokonał pokusę rozwiązłości, diabeł ukazał mu się pod postacią czarnego chłopca, który upadłszy przed nim wyznał, że został przez niego zwyciężony. W modlitwach swych uprosił Boga, aby ukazał mu szatana, który kusił młodzieńców; gdy zaś ujrzał go znów w tej samej postaci, rzekł: Bardzo lichy kształt przybrałeś, nie będę się ciebie lękał. Innym znów razem, gdy Antoni ukrywał się w pewnym grobowcu, tłum diabłów napadł go i poranił tak, że sługa jego wyniósł go na barkach jakby nieżywego. A gdy wszyscy, którzy się zbiegli, opłakiwali go jako zmarłego i bardzo nad nim ubolewali, Antoni nagle ocknął się i rozkazał słudze, aby go z powrotem odniósł do owego grobowca. Leżał tam zmożony bólem wielu ran, lecz silny duchem i wyzywał diabły do nowej walki. Wówczas ukazały mu się one pod postaciami różnych dzikich zwierząt i znowu raniły go okrutnie zębami, rogami i kopytami. Aż nagle rozbłysła przedziwna światłość, wszystkie diabły uciekły, a Antoni natychmiast został uzdrowiony. Zrozumiał wtedy, że to sam Chrystus przybył, i rzekł: Gdzie byłeś, dobry Jezu? Gdzie byłeś? Dlaczego nie przybyłeś od razu, aby pomóc mi i uleczyć moje rany? A na to Pan rzekł: Antoni, byłem tutaj, lecz chciałem zobaczyć twoją walkę; teraz zaś rozsławię imię twoje po całym świecie, bo dzielnie walczyłeś. Św. Antoni odznaczał się tak wielką gorliwością, że gdy z woli cesarza Maksymiana prowadzono chrześcijan na śmierć, szedł za nimi, aby wraz z nimi osiągnąć męczeństwo, i bardzo się smucił, gdy mu to zostało odmówione.

Szedł raz Antoni przez inną pustynię i znalazł tam srebrny dysk. Wtedy tak powiedział sam do siebie: Skądże wziął się srebrny dysk tutaj, gdzie nie ma żadnych śladów ludzkiej bytności? Gdyby wypadł jakiemuś podróżnemu, ten na pewno zauważyłby to, bo jest tak wielki. Diable - to twoja sprawka, lecz nie potrafisz nigdy odmienić mojej woli! Gdy to powiedział, dysk zniknął jak dym. Później znalazł wielką bryłę prawdziwego złota, lecz uciekł od niej jak od ognia i schronił się na pewną górę, gdzie pozostał przez dwadzieścia lat, jaśniejąc niezliczonymi cudami. Pewnego razu popadł w zachwycenie i ujrzał cały świat otoczony pętlami sznurów powiązanymi między sobą. Krzyknął wówczas: O, któż potrafi się z nich wydobyć? I usłyszał odpowiedź: Pokora. Innym razem, gdy anioły uniosły go w powietrze, nadbiegły diabły i nie chciały go przepuścić, przypominając mu wszystkie jego grzechy popełnione od urodzenia. Wtedy anioły powiedziały: Nie wolno wam wspominać o tych grzechach, które już Chrystus łaską swą zmazał. Jeśli natomiast znacie takie, które Antoni popełnił jako mnich, wyjawcie je. Diabły nie mogły tego dokazać, a Antoni swobodnie wzniósł się w powietrze, a następnie opuścił na ziemię.

Sam Antoni tak opowiadał o sobie: Widziałem raz diabła wysokiej postaci, który odważył się mówić, że jest mocą i opatrznością Bożą, i spytał mnie: Co chcesz, abym ci dał, Antoni? Lecz ja splunąłem mu w twarz i zebrawszy wszystkie siły wezwałem imienia Chrystusowego i rzuciłem się na niego - a wtedy zniknął natychmiast. Pewnego razu ukazał się mu diabeł tak ogromny, że głową zdawał się sięgać nieba. Na pytanie Antoniego, kim jest, odpowiedział, że jest szatanem i zaraz spytał: Dlaczego mnisi tak mnie zwalczają, a chrześcijanie złorzeczą mi? Antoni odrzekł: Słusznie czynią, ponieważ często dręczysz ich swymi podstępami. A na to szatan: Ja niczym ich nie dręczę, to oni sami siebie męczą. Ja nic już teraz nie znaczę, bo na całym świecie króluje Chrystus.

Pewien łucznik ujrzał raz św. Antoniego weselącego się wraz z braćmi i zgorszył się tym. Wówczas Antoni rzekł mu: Połóż strzałę na łuk i naciągnij. A gdy łucznik spełnił jego polecenie, kazał mu je wykonać drugi i trzeci raz. Wtedy łucznik powiedział: Jeśli będę tak bardzo ciągnął łuk, to przyjdzie mi wreszcie ubolewać nad jego złamaniem. Otóż widzisz - rzekł Antoni - tak też jest i w służbie Bożej: gdy ponad miarę chcemy się trudzić, szybciej upadamy; lepiej więc jest niekiedy złagodzić surowość. Usłyszawszy to łucznik odszedł zbudowany.

Ktoś zapytał Antoniego: Czego mam przestrzegać, aby spodobać się Bogu? Święty odpowiedział: Dokądkolwiek idziesz - miej zawsze Boga przed oczyma, cokolwiek czynisz - zachowuj przykazanie Pisma św., w jakimkolwiek miejscu znajdziesz się - nie odchodź z niego zbyt szybko. Tych trzech wskazówek przestrzegaj, a będziesz zbawiony. Pewien opat zapytał go również: Co mam czynić? Temu Antoni powiedział: Nie ufaj zbytnio własnej sprawiedliwości, przestrzegaj wstrzemięźliwości żołądka i języka i nie żałuj nigdy rzeczy minionych. A później dodał: Tak jak ryby, gdy znajdą się na suchej ziemi, umierają, tak mnisi zatrzymując się poza celą lub przebywając wśród ludzi świeckich tracą pokój wewnętrzny. I jeszcze powiedział: Kto przebywa w samotności i spokoju, tego omijają trzy walki: ze słuchem, mową i wzrokiem, pozostaje mu tylko walka z własnym sercem.

Pewni bracia przyszli do opata Antoniego w odwiedziny wraz z jednym starcem. Ujrzawszy ich Antoni powiedział: Dobrego towarzysza mieliście w owym starcu. Do niego zaś rzekł: Czy dobrych braci znalazłeś w nich, ojcze? Ów zaś odrzekł: Oni są wprawdzie dobrzy, ale mieszkanie ich nie posiada bram. Ktokolwiek chce, wchodzi do stajni i odwiązuje osła. Miało to zaś oznaczać, że owi bracia mówili natychmiast wszystko, cokolwiek mieli na myśli. Rzekł opat Antoni: Trzeba wiedzieć, że ruchy ciała są trojakie: jednymi kieruje natura, drugimi nadmiar pożywienia, trzecimi szatan.

Pewien brat wyrzekł się świata, ale trochę pieniędzy zatrzymał dla siebie. Św. Antoni powiedział mu: Idź i kup kawałek mięsa. Ów poszedł i kupił mięso, a gdy wracał niosąc je, psy pogryzły go. Wówczas św. Antoni rzekł: Tak oto diabły napadają i rozszarpują tych, którzy wyrzekając się świata pragną mieć pieniądze. Pewnego dnia Antoni przebywając w pustelni i czując ogarniające go zniechęcenie rzekł: Panie, pragnę być zbawionym, a myśli moje przeszkadzają mi. Potem wstał i wyszedł, a przed drzwiami ujrzał, że jakiś człowiek siedzi i pracuje, a następnie wstaje i modli się. Był to zaś anioł Boży, który rzekł mu: Tak oto postępuj, a będziesz zbawiony.

Pewnego razu bracia wypytywali Antoniego o losy dusz. Najbliższej nocy głos jakiś zawołał go i powiedział: Wstań, idź i patrz. I oto ujrzał jakąś ogromną i straszliwą postać, sięgającą aż do chmur, która rozpostarłszy ramiona wstrzymywała jakieś skrzydlate istoty usiłujące wzlecieć do nieba, innym zaś nie mogła przeszkodzić w ich swobodnym locie. Usłyszał też pomieszane głosy wielkiej radości i wielkiego bólu. Zrozumiał wtedy, że są to dusze wznoszące się do nieba i diabeł, który im w tym przeszkadza; obarczone winami wstrzymuje, lecz świętych zatrzymać w ich locie nie może i to sprawia mu ból.

Pewnego dnia podczas wspólnej z braćmi pracy św. Antoni podniósł nagle oczy ku niebu i ujrzał widocznie coś smutnego, bo rzuciwszy się na kolana błagał Boga, aby nie dopuścił do mającej się zdarzyć zbrodni. Braciom zaś pytającym go, co ujrzał, powiedział wśród łez i łkań, że niesłychana zbrodnia zagraża ludzkości. Widziałem - rzekł - ołtarz Boży otoczony stadem koni, które tratowały wszystko kopytami. Widocznie wielka jakaś burza wstrząśnie Kościołem, a ludzie na kształt bydląt niszczyć będą sakramenty Chrystusowe; słyszałem bowiem głos Pana mówiącego: Zbezczeszczą moje ołtarze. W dwa lata później wystąpili arianie, rozerwali jedność Kościoła, zbezcześcili chrzcielnice i świątynie, a chrześcijan jakby owce zabijali na ołtarzach.

Pewien książę egipski imieniem Ballachius, należący do sekty ariańskiej, w ten właśnie sposób prześladował Kościół Boży. Kazał on pobożne dziewice i mnichów obnażać i siec publicznie. Wówczas Antoni tak napisał do niego: Widzę, że gniew Boży wisi nad tobą. Przestań już prześladować chrześcijan, aby cię nie zaskoczył gniew Boży, który grozi ci bliską zagładą. Nędznik przeczytał list, zaśmiał się i klnąc rzucił go na ziemię, a tych, którzy go oddali, kazał ochłostać. Po czym tak odpowiedział Antoniemu: Ponieważ tak bardzo troszczysz się o mnichów, więc i do ciebie dotrze moja surowość. Po pięciu dniach jednak, gdy dosiadał swego konia, bardzo łagodnego zazwyczaj, ten nagle ugryzł go, rzucił na ziemię, pokąsał i poszarpał mu nogi tak, że Ballachius umarł po trzech dniach.

Gdy pewni bracia prosili Antoniego, aby wyjaśnił im tajemnicę zbawienia, on rzekł: Słyszeliście słowa Pana: Jeśli ktoś uderzy cię w jeden policzek, nadstaw mu drugi. Na to bracia: Tego nie potrafimy spełnić. Więc przynajmniej znieście uderzenie cierpliwie — rzekł św. Antoni. I tego nie potrafimy - odpowiedzieli. Więc chociaż nie pragnijcie raczej bić niż być bici - powiedział Antoni. A oni: Ani tego nie możemy zrobić. Wówczas św. Antoni zwrócił się do swego ucznia: Przygotuj lekarstwo dla tych braci, bo bardzo są delikatnego zdrowia. Wam zaś tylko modlitwa jest potrzebna.

O tym wszystkim czytamy w Żywotach ojców. Wreszcie św. Antoni ucałowawszy swych braci zasnął w pokoju w sto piątym roku życia, za czasów Konstantyna, który zaczął panować około roku Pańskiego 340.


Fragmenty ze „Złotej legendy” Jakuba de Voragine, „Legenda na dzień św. Antoniego Pustelnika”


© 2000–2021 barbara     Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved     Strona nie zawiera cookies