Spis legend
Legendy o świętych
|
Św. Felicyta wdowa i męczenniczka z siedmioma synami Rozumna ostrożność, by być dobrze przygotowanym na godzinę śmierci, niezmierne przyniosła korzyści wielu milionom dusz a między niemi i św. Fe1icycie i siedmiu jej synom. Szlachetna ta urodzeniem i charakterem Rzymianka, odznaczająca się żywą wiarą, stanęła ze zrządzenia Boskiego z siedmiu swymi synami niespodziewanie nad łożem umierającego męża i dobrego ojca. Prawda, którą ujrzała wówczas własnemi oczami, a mianowicie, że „człowiek każdy umiera, a umiera raz tylko jeden”, dodała jej z pomocą łaski Bożej tyle siły, iż przy drogich męża zwłokach złożyła ślub, że pozostanie wdową, by siebie i ukochanych synów dobrze przygotować na nieuniknioną i raz tylko przychodzącą śmierć. Felicyta dotrzymała ślubu. Odmówiła stanowczo wszystkim starającym się o jej rękę, nie przyjmowała także żadnych zaproszeń znakomitych krewnych do teatrów, do kąpieli, na pogańskie uroczystości. Skromny i prosty sposób jej życia, hojność jej niewyczerpana względem ubogich, odwiedzanie i pocieszanie chorych i opuszczonych, nieustraszona jej troskliwość, by chrześcijan uchronić od niebezpieczeństwa zaparcia się Wiary świętej i zachęcić ich do gorliwego jej wyznawania, umiejętne jej zjednywanie Chrystusowi pogan, a mianowicie niezwykle szlachetne, skromne i uprzejme zachowanie się siedmiu jej synów tak wielkie wywarło w Rzymie wrażenie, że kapłani pogańscy z gniewu i bojaźni oskarżyli ich przed cesarzem Antoniuszem: „Szlachetnie urodzona wdowa Felicyta jest występną chrześcijanką; niezmordowaną swą działalnością szkodzi bardzo naszej religii państwowej i obraża naszych łaskawych bogów państwowych. Czas wielki, byś ty, cesarzu, ochronił ich cześć i godność, byś chrześcijan kazał zawlec przed znieważone przez nich ołtarze nasze i zmusił ich do oddania im czci boskiej. Ślepota ich zniknie, a upór ustanie, gdy okażesz twą potęgę i pobożność, występując przeciwko wdowie Felicycie. i siedmiu jej przekształconym synom”. Antoniusz zlecił całą tę sprawę prefektowi miasta Publiuszowi, który sądził, że sprawą tą zwróci na siebie uwagę wszystkich. Otoczony więc całym blaskiem swego urzędu zwrócił się z roztropnością polityka do Felicyty, stojącej wraz z siedmioma synami przed sądem, a pochwaliwszy szlachetne jej pochodzenie, znakomitych przodków, zaszczytne jej pokrewieństwa i względy, jakiemi się cieszy u cesarza, oświadczył jej, że to wszystko nakłania ją, by złożyła bogom państwowym ofiary i uszczęśliwiła tem cały Rzym. Za szlachetny ten uczynek otrzyma wraz z dziećmi sowitą nagrodę od cesarza. Nie powinna przytem zapominać, że nieuznawanie religii państwowej i pogarda okazywana bożkom wywoła zgorszenie karygodne i zmusi cesarza do przykładnego jej ukarania. Felicyta odrzekła z godnością: „Szanuję wysoką godność naszego cesarza, uznaję ważność przytoczonych przez ciebie powodów i chwalę dobrą twą wolę: lecz wyżej jeszcze cenię i kocham mego Boga i miłosiernego Zbawiciela. We wszystkiem, co jest słuszne i sprawiedliwe, posłuszną jestem z dziećmi memi cesarzowi i prawom jego. Natomiast ani ja, ani synowie moi nie zegniemy nigdy kolana przed martwemi figurami z kamienia lub metalu, a tem mniej nie poniżymy siebie samych, oddając cześć takim bożkom, o których złe tylko rzeczy mówią i którym nic dobrego przypisać nie można”. Publiusz stłumiwszy w sobie wybuchający już gniew, rzekł z udanym spokojem: „Niech ci bogowie dobrzy przebaczą, niewdzięczna, to twoje bluźnierstwo. Lecz pamiętaj, żeś jest matką! Patrz, oto twoi synowie, zasługujący na gorącą miłość twoją; są oni szczęściem i nadzieją Rzymu a czekają na nich wszystkie dostojeństwa. Nie wywołuj więc gniewu cesarskiego ani kary śmierci! Rozważ sobie, że gdy ciebie zasądzić będę zmuszony na śmierć, i synowie twoi nie będą ułaskawieni”. Felicyta odparła: „Ukochani synowie moi wiedzą, że musimy umrzeć, i że raz tylko jedyny umrzeć możemy; wiemy, że jeśli z Jezusem cierpieć będziemy, z Nim także zmartwychwstaniemy do żywota wiecznego” (por. 2 Kor. l, 7), a zwracając się do synów mówiła głosem czułym i serdecznym: „Dzieci drogie, patrzcie w górę, w niebo, gdzie Pan Jezus ze Swymi Świętymi na nas czeka; wytrwajcie w Jego łasce i miłości, walczcie śmiało o zbawienie duszy waszej!” Publiusz nie posiadający się z gniewu, wymierzył matce policzek, a zwróciwszy się do najstarszego jej syna Januarego, zachęcał go, by słuchał cesarza i złożył bożkom ofiary. Lecz ten odparł: „Czczę i szanuję cesarza, ale bożkom ofiar nie złożę”. Za to skazany został na biczowanie. Drugi syn Feliks odrzekł na to samo wezwanie Publiusza: „Cześć Boską oddajemy tylko jedynemu i wiecznemu Bogu, a twoje okrutne biczowanie nie stłumi w nas ani wiary naszej w Niego, ani miłości ku Niemu”. Trzeci syn Filip oświadczył: „Bożkowie nazwani przez ciebie »wszechmocnymi« żadnej nie mają władzy, bo są martwemi tylko i bezsilnemi figurami; a kto inaczej o nich sądzi i wierzy, ten poniża swój rozum i traci zbawienie duszy”. Do czwartego syna zwrócił się Publiusz groźnie: „Jak widzę, umówiliście się z waszą nikczemną matką, by opór stawić cesarzowi, bluźnić bożkom i zasłużyć sobie na karę śmierci”. Tenże odrzekł z godnością: „Gdybyśmy chcieli uratować nasze życie od śmierci z twej ręki, wydałby na nas nasz Bóg na pewno wyrok śmierci wiecznej. Lecz my wiemy, jaka czeka nagroda sprawiedliwych w wieczności, a jaka kara grzeszników; dlatego słuchamy więcej wszechmocnego Boga niż ludzi”. Do piątego syna Aleksandra zwrócił się Publiusz słodkiemi słowy: „Ty przynajmniej ratuj młode twe życie i zasłuż sobie posłuszeństwem na łaskę cesarską”. Lecz ten odparł z uśmiechem: „Łaska i przyjaźń Jezusa jest mi nieskończenie milszą i droższą od łaski cesarskiej. Chociaż dzieckiem jeszcze jestem, jednak posiadam już mądrość, której ty nie masz. Ona to nakłania mnie, bym oddawał cześć Bogu jedynemu, który rządzi od wieków światem i sługi Swoje czyni zupełnie szczęśliwymi, podczas gdy bożkowie twoi wraz z ich czcicielami za występki swe wiecznie pokutować będą musiały”. Do szóstego syna Witalisa zwrócił się prefekt tonem współczucia: „Lecz ty pragniesz z pewnością żyć jeszcze długo w czci i szacunku i nie zechcesz już teraz straszną umrzeć śmiercią zbrodniarza?” Żywy chłopiec dał na to tę piękną odpowiedź: „Właśnie dlatego, że pragnę w najwyższej chwale i największem szczęściu nie tylko długo ale i wiecznie żyć, dlatego nie palę bożkom kadzideł, lecz ofiaruję się z duszą i ciałem Bogu mojemu”. Teraz przyszła kolej na najmłodszego Marcjala, który srebrnym swym głosikiem oświadczył: „Niedawno temu ochrzcił mnie pewien pobożny kapłan i upominał serdecznie: »Drogie dziecko, bądź wdzięczny dobremu Bogu za łaskę zbawienia i za wiarę w Jezusa Chrystusa i nie wstydź się jej nigdy, chociażby cię miano za nią prześladować a nawet zabić; bo aby ci dać szczęście wieczne, oddał Pan Jezus na krzyżu Swe życie i Krew«. Jestem więc wiernym i wdzięcznym Panu Jezusowi. O twych bożkach pogańskich nie chcę ani słyszeć; bo wszyscy, którzy im służą, będą wrzuceni w ogień wieczny”. Publiusz zdziwiony takim obrotem rzeczy lecz zarazem rozwścieczony odniesioną porażką, nie wiedząc co dalej czynić, odesłał akta sądowe tej sprawy. do cesarza. Ten rozgniewany, że Felicyta i jej synowie gardzą jego rozkazami, potęgą i łaską i publicznie obrażają bożków państwowych, wydał wyrok, by wszyscy synowie ponieśli śmierć, lecz każdy w inny sposób i by matka przypatrywać się musiała śmierci każdego syna, a w końcu sama została zabitą. I tak się stało. Felicyta, otrzymawszy od Boga łaskę szczególną męstwa, zachęcała jeszcze najczulszemi słowami każde swe dziecko do wytrwania w mękach zadawanych mu przez złość szatańską i wytrwała sama mężnie do końca, we własnem sercu odczuwając wszystkie męki im zadawane, aż w końcu i ona w cztery miesiące po śmierci dzieci poniosła męczeństwo. Legenda pochodzi z książki „Prawidła życia chrześcijańskiego dla każdego wieku i stanu”, ks. Otto Bitschnau, z rozdziału „Stan umierających: Raz tylko umieramy”
© 20002021 barbara Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved Strona nie zawiera cookies |