Logo serwisu Biblia

Strona główna

Stary Testament

Nowy Testament

Święci wg alfabetu

Święci wg dat

Papieże

Legendy o świętych

Patroni

Ciekawostki

Różne artykuły

Inne strony katolickie

Mapa serwisu

Kontakt




© 2000–2018 barbara
Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved

Strona nie zawiera cookies



Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl


23 kwietniaŚw. Wojciech

Do św. Wojciecha przyznają się trzy państwa. Czechy, w których się urodził, Polska, której jest patronem i Węgry, gdzie przebywał i gdzie udzielił sakramentu bierzmowania św. Stefanowi.

Święty Wojciech nie wsławił się wieloma świetnymi czynami, jego życie nie było pasmem zwycięstw, żadne źródła nie wspominają o cudach. Życie jego może wydać się przeciętne, mało ciekawe, czy wręcz nieudane. Pamiętajmy jednak, że w tamtych czasach nie powstawały tak liczne źródła dotyczące życia wewnętrznego świętych jak dziś, nie pisali oni także pamiętników. Dlatego też w sprawie jego świętości zawierzyć musimy współczesnym Wojciecha, którzy go znali i podziwiali, a także faktowi jego męczeńskiej śmierci.

Wojciech urodził się około 956 r. w Libicach położonych u ujścia Cydliny do Łaby w Czechach jako szósty z siedmiu synów (siódmym był bł. Radzym-Gaudenty) Jego ojcem był Sławnik, głowa możnego rodu, spokrewnionego z dynastią saską, panującą w ówczesnych Niemczech (matka Sławnika, czyli babka św. Wojciecha miała być rodzoną siostrą króla Niemiec, Henryka I) Matka, Strzeżysława, wywodziła się również z książąt plemiennych, możliwe nawet, że z władających Pragą Przemyślidów. Jego imię w najstarszym przekazie rękopiśmiennym miało postać Wojetech. Św. Brunon z Kwerfurtu tłumaczy, że imię to mówiło o panowaniu i bojowaniu (Vita altera, posterior, 1004 r.).

Hagiografowie przekazują nam, że Wojciech w dzieciństwie przeszedł ciężką chorobę, w której zrozpaczeni rodzice ofiarowali go na służbę Najświętszej Maryi Pannie, tym samym przeznaczając go do stanu kapłańskiego. Bardziej prawdopodobne wydaje się jednak, że zachowany był po prostu powszechny wówczas zwyczaj, według którego starszych synów możnych rodów przeznaczano do urzędów politycznych, a młodszych – żeby nie dzielić ojcowizny – do odpowiednio wysokich stanowisk duchownych.

W 961 r. na dworze Sławnika goszczono znamienitego gościa, opata z alzackiego Weissenburga, św. Adalberta, który na prośbę Strzeżysławy udzielił 5–letniemu Wojciechowi jakiegoś szczególnego błogosławieństwa, nie wiemy jednak o nim nic bliższego.

W tych czasach Praga nie była jeszcze biskupstwem. Dopiero w 968 r. papież Jan XIII, dzięki inicjatywie cesarza Ottona I ustanowił w Magdeburgu metropolię misyjną, która miała objąć chrystianizację Słowian zachodnich. Pierwszym arcybiskupem Magdeburga został św. Adalbert. Pod jego opiekę w 972 r. został oddany 16–letni Wojciech. Już przedtem w domu uczony był łaciny, nauka ta jednak obejmowała głównie pamięciową znajomość psałterza. Teraz miał się nauczyć używać tego języka. Zaczął też uczyć się języka niemieckiego, studiować pisarzy kościelnych, przygotowywać się do prowadzenia dysput. Po latach towarzysze św. Wojciecha powiedzą o nim, że był „bardzo wykształcony w filozofii świeckiej”. W Magdeburgu jednak nie przebywał samotnie; miał przy sobie nieco starszego towarzysza, Radłę, a z czasem dołączył do nich także młodszy brat Wojciecha – Radzim (Radzym). Towarzyszyła im także służba przywieziona z domu.

W szkole w Magdeburgu otrzymał także Wojciech z rąk św. Adalberta sakrament bierzmowania, przyjmując także imię Adalbert, pod którym to imieniem jest czczony jako święty na całym Zachodzie. Pod imieniem Wojciecha jest znany tylko w świecie słowiańskim.

Wojciech od dzieciństwa widział matkę spędzającą długie godziny na modlitwie, realizującą w życiu ideały życia chrześcijańskiego i ascetycznego. Widział też i podziwiał w szkole św. Adalberta, którego życie chrześcijańskie też wywarło wpływ na kształtującą się osobowość. Dlatego też, chociaż czasem psotny, jak wszyscy rówieśnicy, a często także zapominalski i roztargniony, był bardziej niż rówieśnicy skupiony na modlitwie, skłonny do refleksji i chętny – za przykładem matki – do rozdawania jałmużny.

W 981 r. zmarł św. Adalbert. Wówczas Wojciech, już jako subdiakon, wrócił do Czech, gdzie niebawem przyjął też resztę święceń. Znalazł się w otoczeniu pierwszego biskupa Pragi, Dytmara, Niemca z pochodzenia. Nie trwało to długo, bo Dytmar zmarł w styczniu 982 r. Wojciech był świadkiem jego rozpaczliwego kajania się z zaniedbań duszpasterskich i z podlegania „próżnościom tego świata”. Było to dla niego wstrząsające wrażenie, po którym długo błąkał się od kościoła do kościoła, modląc się i rozdając jałmużnę.

Niebawem zjazd w Lewym Hradcu, pod przewodnictwem czeskiego księcia Bolesława II Pobożnego, wytypował na następcę Dytmara młodego Wojciecha. Wprawdzie był za młody, ponieważ dla biskupa wymagany był wiek trzydziestu lat, był jednak pierwszym kandydatem, który miał kwalifikacje i nie był cudzoziemcem. Wybór ten musiał być potwierdzony przez cesarza Ottona II, który w tym czasie zajęty był wyprawą wojenną do Włoch. Dlatego też dopiero w 983 r. zwołał sejm Rzeszy we włoskiej Weronie. Wojciech w otoczeniu poselstwa czeskiego odbył podróż za Alpy. Wybór św. Wojciecha na biskupa Pragi ostatecznie został zatwierdzony. Prawdopodobnie 3 kwietnia 983 r. otrzymał pastorał; konsekrował go 29 kwietnia arcybiskup moguncki Willigis, do którego w tym czasie należało biskupstwo w Pradze.

Niektórzy współcześni biografowie św. Wojciecha twierdzą, że choć był człowiekiem mądrym i pobożnym, to jednak trochę niepraktycznym i jakby nieco oderwanym od życia. Te jego cechy zdeterminowały prawdopodobnie całą jego późniejszą drogę życiową. W chwili objęcia biskupstwa miał program, jak ma wyglądać i na czym ma być oparta jego dalsza praca. Wychowany na ideałach chrześcijańskich jako biskup pragnął je wprowadzać w życie i krzewić w Czechach wiarę. Pierwszym jego posunięciem była rezygnacja z uroczystego, w paradzie, objęcia biskupstwa. Do swojej stolicy wszedł pieszo, bosy. Wiódł życie mnisze, pełne modlitwy, obostrzeń, rozdawania jałmużny. Dużo czasu poświęcał na wysłuchiwanie skarg ludzi znękanych losem, odwiedzał chorych, wizytował więzienia, a także wykupywał niewolników, których Żydzi dostarczali krajom muzułmańskim. Jedna z legend opisuje, jak pewnego razu Wojciechowi przyśnił się Chrystus, mówiąc: „Oto ja znów sprzedawany jestem Żydom, a ty chrapiesz?”. Nie wiemy, czy w związku z tym biskup Wojciech upominał księcia, ale taka scena przedstawiona jest na ósmym obrazie drzwi gnieźnieńskich.

W tych sprawach Wojciechowi udawało się wcielać w życie swój program. Były jednak inne, w których nie szło już tak łatwo. Czechy były od niezbyt dawna chrześcijańskie, nie było więc jeszcze tradycji życia zgodnego z Ewangelią. Jak mówi św. Brunon z Kwerfurtu, „sami duchowni jawnie się żenili, nienawidzili biskupa, który im tego bronił, podburzali możnych”. U możnych zaś wielożeństwo, małżeństwa z bliskimi krewnymi były na porządku dziennym. Nie liczono się ze świętami kościelnymi, jawnie łamano posty. Bardzo trafne okazały się słowa biskupa Dytmara: „Niczego innego nie znają, ani nie czynią, jeno to co palec szatański zapisał w ich sercach”. W trudnościach tych nie pomógł Wojciechowi Willigis, metropolita w Moguncji, któremu podlegał biskup Pragi. Prawdopodobnie więc z powodu niemożności przezwyciężenia tych problemów po sześciu latach Wojciech zwrócił się do Willigisa z prośbą o poparcie u papieża Jana XV, żeby zwolnił go z obowiązków biskupa.

Wojciech wyjechał do Rzymu. W tym czasie w Pradze zastępował go biskup miśnieński Folkold, który był darzony wielkim szacunkiem przez Willigisa. Papież Jan XV przyjął Wojciecha wyrozumiale i podsunął mu myśl schronienia się w jakimś miejscu poświęconym kontemplacji. Najprawdopodobniej wydał więc zgodę na przerwę w pełnieniu obowiązków.

Św. Wojciech powziął zamiar pielgrzymki do Jerozolimy. Postanowił odbyć ją nie jako biskup, lecz jako najuboższy pątnik: odprawił więc orszak i rozdał ubogim pieniądze zarówno swoje, jak i otrzymane od cesarzowej Teofano z prośbą o modlitwy za duszę jej męża, i z trzema towarzyszami, z których jednym był jego brat Radzim, dotarł do opactwa w Monte Cassino. Tam zakonnicy zaczęli namawiać go, żeby wstąpił do ich klasztoru, zrezygnował więc z pielgrzymki. Po pewnym czasie zorientował się jednak, że mnisi, pragnący wydostać się spod jurysdykcji biskupa diecezjalnego, chcą tylko wykorzystać jego uprawnienia biskupie. Opuścił więc klasztor i udał się po radę do sławnego ascety i anachorety (pustelnika), św. Nila, który z gronem swoich uczniów przebywał niedaleko, w okolicach Gaety. Nil, który był Grekiem, trochę obawiał się, że obecność Wojciecha może na niego ściągnąć kłopoty ze strony mnichów z Monte Cassino. Mimo więc, że podzielał skrupuły Wojciecha, skierował go do Rzymu, do benedyktyńskiego klasztoru świętych Bonifacego i Aleksego na Awentynie lub do greckiego klasztoru świętego Saby.

U św. Bonifacego opat Leon, po rozmowie odbytej z Wojciechem, trzeźwo oceniając grożące komplikacje, oddał sprawę pod rozpatrzenie przez papieża i kardynałów. Chodziło bowiem o to co ma się tymczasem dziać z diecezją praską. Ostatecznie jednak zgodzono się, żeby Wojciech przeszedł wszystkie próby i złożył profesję. Stało się to w Wielką Sobotę 990 lub 991 r. Jednocześnie przyjął habit i Radzim.

Żywoty św. Wojciecha mówią, że w klasztorze, bez brzemienia odpowiedzialności, Wojciech zaznał wreszcie spokoju wewnętrznego. Łatwo poddał się regule, celując szczególnie w posłuszeństwie, okazując jednocześnie pokorę i ducha modlitwy. Wspominają również, że Wojciech jaśniał swym oczytaniem i zainteresowaniami umysłowymi. Bardzo istotne dla niego były zagadnienia filozoficzno-moralne, między innymi sprawy walki dobra ze złem.

W 992 r. zmarł Folkold, który zastępował Wojciecha na biskupstwie praskim. W Czechach nie działo się dobrze. Miały miejsce tarcia wewnętrzne. Państwo czeskie uległo zmniejszeniu, tracąc ziemie krakowskie i śląskie, posiadane prawdopodobnie od połowy X w na rzecz polskich Piastów. Prawdopodobnie uważano, że biskup, mający na uwadze sprawy Czech, byłby najsilniejszym sprzymierzeńcem w staraniach o odzyskanie strat, gdyby przeciwstawił się uszczupleniu swojej diecezji. Wysłano więc poselstwo najpierw do Moguncji, do arcybiskupa Willigisa, a stamtąd do Rzymu z żądaniem powrotu Wojciecha. W Rzymie rozważano sprawę na synodzie. Decyzja papieża Jana XV brzmiała: „Damy go pod warunkiem: jeżeli będą mu posłuszni, niech go zatrzymają, Jeżeli zaś nie chcą zaniechać zwykłej swej nieprawości, niech ten nasz przyjaciel unika obcowania ze złymi”.

Tak więc Wojciech wrócił w 992 r. do Pragi. Jedną z jego inicjatyw po powrocie było założenie w Brzewnowie pod Pragą klasztoru pod wezwaniem Maryi Panny, św. Benedykta oraz św.św. Bonifacego i Aleksego, patronów awentyńskich, a także sprowadzenie z Awentynu kilku zakonników. Fundacja ta została zatwierdzona przez Jana XV w 993 r.

W tym okresie pobytu w Czechach praca organizacyjna św. Wojciecha przyniosła zauważalne owoce. Do tego czasu rozmieszczenie kościołów w Czechach było bardzo nierównomierne – jak zwykle na świeżo schrystianizowanych ziemiach: z reguły stały tam, gdzie zdecydował się je postawić i utrzymywać pan feudalny, książę lub inny możny właściciel. Teraz Wojciech podpisał z księciem Bolesławem II porozumienie w sprawie budowy kościołów w miejscach uznanych za słuszne przez biskupa i w sprawie pobierania dziesięcin. Zaznaczył się także postęp w podporządkowaniu Kościołowi spraw małżeńskich, gdyż biskup uzyskał prawo rozłączania małżeństw zawartych między krewnymi. Biskup i książę starali się także o ustalenie i utrwalenie dokumentem cesarskim granic diecezji praskiej w związku z powrotem Krakowa do Polski. W tym też czasie podjął Wojciech wysyłanie misjonarzy na Węgry, lub może raczej do podbitych przez nich Słowaków. Sam też brał w tej pracy udział. Nawiązał stosunki z dworem węgierskim, a legenda przypisuje mu nawet udzielenie królowi węgierskiemu, św. Stefanowi, sakramentów chrztu (co do tego historycy nie są zgodni) i bierzmowania.

Dobry okres nie trwał jednak długo. Diecezjanie szybko mieli dosyć posłuszeństwa biskupowi, a i z księciem doszło prawdopodobnie do rozdźwięków.

Pewnej nocy przybiegła do biskupa żona jednego z możnych, złapana na cudzołóstwie. Wojciech ulitował się nad nią i ukrył ją w klasztornym kościele św. Jerzego. Gromada zbrojnych zażądała wydania kobiety; gdy biskup odmówił posypały się pogróżki i obelgi. Pogwałcono azyl kościelny: wywleczono kobietę zza ołtarza i zamordowano. Św. Wojciech rzucił na oprawców klątwę.

Wobec tych wydarzeń położenie biskupa stało się niemalże beznadziejne. Pod koniec 994 r. Wojciech uciekł potajemnie z Pragi i udał się do Rzymu. Są niejakie poszlaki, że droga jego wiodła przez Węgry, więc fakt udzielenia królowi Stefanowi sakramentu bierzmowania jest dość prawdopodobny. Wojciech znowu zamieszkał na Awentynie.

W kwietniu 996 r. umarł papież Jan XV. W początkach maja młody król Otton III przeprowadził osadzenie na papieskim tronie swego bliskiego krewnego, który przyjął imię Grzegorza V. 21 maja nowy papież ukoronował Ottona III na cesarza rzymskiego. 25 maja odbył się synod, na którym arcybiskup Willigis wytoczył sprawę o opuszczenie diecezji przez św. Wojciecha. Synod zadecydował, że biskup musi powrócić do swojej diecezji, inaczej podlegnie klątwie. Na usilną prośbę Wojciecha nowy papież udzielił mu łaski zamiany powrotu na podjęcie pracy misyjnej wśród pogan. W tym czasie między Wojciechem a Ottonem III nawiązała się przyjaźń.

Jednak Czechy tym razem swojego biskupa nie wzywały. 28 września 995 r. za wiedzą i być może z podpuszczenia księcia Bolesława II zdobyto i spalono Libice, ludność rozpędzono lub wzięto w niewolę i zamordowano czterech braci Wojciecha wraz z rodzinami. Ocalał tylko najstarszy, Sobiebor, który w tym czasie uczestniczył w wyprawie wojennej, a który po tych wydarzeniach udał się do Polski pod opiekę Bolesława Chrobrego (i oczywiście Radzim, który od czasu profesji cały czas przebywał na Awentynie). Wiadomo więc było, że gdyby Wojciech miał powrócić do Pragi, to trzeba by było wprowadzić go siłą, a i dalej czuwać nad nim cały czas.

Tymczasem Otton i Wojciech udali się do Moguncji, gdzie przebywał także Willigis; tam mogli zasięgnąć wiadomości z Czech i obmyślić sposób dalszego postępowania. Upływały miesiące, ale nic nie zapowiadało zmiany. Już wtedy Wojciech zastanawiał się nad podjęciem pracy misyjnej i nad ewentualnym męczeństwem. Późną jesienią 996 r. Wojciech udał się do Francji z pielgrzymką do grobów wielkich świętych. Wrócił z podjętym postanowieniem: zapyta Czechów, czy go przyjmą, a jeśli odmówią, poszuka pola do pracy misyjnej. Już wtedy wiedział, że zwróci się do Polski, gdzie wzywał go brat Sobiebor. Razem z bratem Radzimem wyruszył do Polski tuż po Bożym Narodzeniu 996 r. i stamtąd jeszcze raz wysłał zapytanie do Pragi. Przyszła jednak odpowiedź odmowna, zuchwała, pełna podejrzeń, że będzie się chciał mścić za śmierć braci. Po tej odpowiedzi Wojciech poczuł się wolny.

Bolesław Chrobry przyjął Wojciecha bardzo serdecznie i pragnął go zatrzymać u siebie. Jednak Wojciech, któremu prawdopodobnie cesarz Otton podsunął myśl o wyruszeniu do Prusów, nie chciał już dłużej czekać. Na towarzyszy, wbrew praktyce wypróbowanej przez północnych misjonarzy, którzy wyruszali w większej liczbie, przybrał tylko brata Radzima-Gaudentego i prezbitera Benedykta-Boguszę, który prawdopodobnie znał język pruski. Wisłą, pod ochroną 30 wojów, przybył do Gdańska, który leżał na krańcu państwa Bolesława Chrobrego. Tam prawdopodobnie przez kilka dni głosił Ewangelię i udzielał sakramentów Pomorzanom.

Była połowa kwietnia 997 r. Wojciech z towarzyszami wsiedli do łodzi i udali się w dalszą drogę. Cały czas pod opieką wojów, jak zalecał Bolesław Chrobry. Po kilku dniach, 17 kwietnia, przybito do jakiejś wyspy w ujściu rzeki, prawdopodobnie Pregoły. Wojciech odprawił wojów nie chcąc, by wyprawa sprawiała wrażenie militarnej. Co działo się dalej, trudno dziś ustalić z całą pewnością. Są przesłanki pozwalające sądzić, że Wojciech nieświadomie naruszył zwyczaje religijne Prusów. W każdym razie tłum tubylców rzucił się na misjonarzy z pięściami. Jeden z nich uderzył Wojciecha wiosłem w plecy, wytrącając psałterz z jego rąk. Misjonarze przeprawili się na ląd i pod wieczór znaleźli się w jakiejś wsi. Wojciech przemawiał, tłumacząc, kim jest, od razu wzywając do nawrócenia na religię chrześcijańską. Mieszkańcy wsi zażądali, żeby misjonarze natychmiast ją opuścili. Obawiano się, że ich obecność przyniesie nieszczęście. W małej osadzie w pobliżu tego miejsca misjonarze przebyli następnych 5 dni. Jednak agresywna postawa tubylców wypędziła ich stamtąd aż na brzeg morza. Wojciech rozważał, czy nie powinien wyruszyć do ludu, którego dusze łatwiej byłoby pozyskać. W tych nastrojach 23 kwietnia zawrócili w głąb lądu. Śpiewając psalmy przeszli przez las i wyszli na pola. Tam Radzim odprawił mszę i przyjęli Komunię św. Potem ruszyli w dalszą drogę, po pewnym czasie jednak zmęczeni usiedli pod jakimś drzewem i zasnęli. Bardzo możliwe (istnieją takie wersje żywota św. Wojciecha), że był to święty dąb pogański i że dlatego Prusowie, pod przewodnictwem swojego kapłana, napadli na misjonarzy. Związano wszystkich trzech, ale tylko Wojciecha zabito włóczniami. Potem odcięto mu głowę, wbito na żerdź, a nad zwłokami postawiono straż. Innych misjonarzy puszczono wolno, by powiadomili księcia polskiego. Do dziś nie udało się dokładnie ustalić miejsca męczeństwa. Zwykle podaje się okolice Elbląga i Tękit.

Legenda mówi, że za ciało świętego zażądano tyle kilogramów złota, ile on sam ważył. Książę odkupił ciało Wojciecha. Zostało przywiezione do Gniezna. Wojciech już przez braci zakonnych był uważany za świętego. Męczeńska śmierć potwierdziła tę opinię. Inicjatywa kanonizacji wyszła od cesarza Ottona III. Data kanonizacji nie jest znana, wiadome jest, że odbyła się przed 2.12.999 r. Święto wyznaczono na dzień śmierci, czyli 23 kwietnia. Postanowiono też o stworzeniu dla Polski własnej metropolii poddanej opiece nowego patrona.

W marcu 1000 r. cesarz Otton III odwiedził grób św. Wojciecha. Został obdarowany ramieniem św. Wojciecha. Część tej relikwii złożył w Akwizgranie, część w Rzymie na wysepce Tybru, fundując tam kościoły pod wezwaniem nowego męczennika. Na prośbę prymasa polskiego, kardynała Augusta Hlonda, relikwia rzymska powróciła do Polski w roku 1928. Obecnie jest przechowywana w skarbcu gnieźnieńskim. W Trzemesznie można oglądać relikwiarz w postaci urny, w którym również jest zachowana część relikwii św. Wojciecha.

W roku 1038 książę czeski, Brzetysław, najechał Polskę, korzystając z chaosu, jaki panował wówczas w naszym kraju. Miał wówczas zabrać relikwie św. Wojciecha, bł. Radzima i Pięciu Braci Męczenników. Mają one po dziś dzień znajdować się w praskiej katedrze św. Wita. W katedrze gnieźnieńskiej również można oglądać srebrny relikwiarz św. Wojciecha, w którym mają spoczywać jego relikwie. Które są prawdziwe – nie wiadomo, nie przeprowadzono bowiem dotychczas naukowych badań. „Roczniki Polskie” z 1127 r. wspominają o znalezieniu głowy św. Wojciecha w Gnieźnie. Umieszczono ją w bogatym relikwiarzu, który jednak skradziono w 1923 roku.

W ikonografii św. Wojciech przedstawiany jest zawsze w stroju biskupim. W ręku często trzyma księgę, rzadziej atrybuty dotyczące jego męczeńskiej śmierci: włócznia, wiosło, topór. Drzwi gnieźnieńskie przedstawiają szczegóły z jego żywota wg legendy, która powstała około roku 1170.

Tradycja przypisuje św. Wojciechowi autorstwo słów do pierwszego hymnu Polski: Bogurodzicy (istnieją też tradycje przypisujące to samo jego bratu – Radzimowi).

Św. Wojciech obok Matki Bożej i św. Stanisława ze Szczepanowa jest głównym patronem Polski. Poza tym jest patronem archidiecezji gnieźnieńskiej oraz diecezji gdańskiej, koszalińsko-kołobrzeskiej i warmińskiej.

Imię Wojciech jest imieniem słowiańskim. Znaczy „ciesz się wojowaniem” albo „uciesz nas jako wojownik”, a może „ten, który jest pociechą wojów” – nie jest to do końca jasne.

...wróć

Ten srebrny relikwiarz znajduje się w skarbcu kościoła św. Adalberta (św. Wojciecha) w Akwizgranie, Niemcy


Jan Paweł II modli się przed relikwiarzem św. Wojciecha


Drzwi gnieźnieńskie ze scenami z życia świętego