Logo serwisu Biblia

Strona główna

Stary Testament

Nowy Testament

Święci wg alfabetu

Święci wg dat

Papieże

Legendy o świętych

Patroni

Ciekawostki

Różne artykuły

Inne strony katolickie

Mapa serwisu

Kontakt




© 2000–2018 barbara
Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved

Strona nie zawiera cookies



Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl


22 styczniaśw. Wincenty Pallotti

Św. Wincenty Pallotti urodził się w Rzymie 21 kwietnia 1795 r. Był trzecim z dziesięciorga dzieci Piotra Pawła Pallottiego, zamożnego rzymskiego kupca, prowadzącego sklep spożywczy z trzema filiami i Magdaleny z domu Rossi. Już następnego dnia został ochrzczony w kościele parafialnym San Lorenzo in Damasco. Otrzymał imiona Wincenty Alojzy Franciszek. Ojciec św. Wincentego był człowiekiem bardzo pobożnym – każdy dzień rozpoczynał od uczestnictwa we Mszy św. To dawało mu siłę do wypełniania codziennych obowiązków. Był człowiekiem szczerym, rzetelnym, pełnym dobroci, hojnie obdarzał ubogich i potrzebujących. Zawsze był gotów okazać pomoc drugiemu człowiekowi. Nigdy nie wynosił się nad innych, a pycha była uczuciem obcym mu całkowicie. Umiał cieszyć się nawet małą rzeczą, a najbardziej cieszył go rozwój dzieci. Kiedy widział, jak kochany przez lud rzymski był jego syn, Wincenty, zapytywał sam siebie, czym zasłużył na tak wielką łaskę, że jest ojcem świętego syna.

Matka św. Wincentego była kobietą wierzącą równie mocno jak mąż, była też tak jak i on zawsze gotowa pomagać potrzebującym. Miała jednak ciężkie życie – od najwcześniejszych lat pracą własnych rąk musiała zarabiać na własne utrzymanie, często przy tym spotykając się z brakiem życzliwości i szacunku ze strony pracodawców. Jako matka dziesięciorga dzieci za najważniejsze swoje zadanie uważała należyte ich wychowanie. Była kobietą prawą, cichą i skromną, o pogodnym usposobieniu, umiała umiejętnie łączyć modlitwę z pracą. Swoje dzieci starała się bardzo wcześnie przywiązać do Boga, zasiewając w nich pierwsze ziarenka wiary i miłości. Strzegła je przed złymi wpływami; zabierała je ze sobą do kościoła i do chorych, chcąc nauczyć je miłości do drugiego człowieka. Jednocześnie stawiała przed nimi wymagania, którym musiały sprostać. Wielkim cierpieniem dla niej była śmierć aż sześciorga dzieci. Pod koniec życia szczególnie cierpiała, kiedy choroba całe jej ciało pokryła wrzodami. Do końca jednak zachowała pogodę ducha, powtarzając: „Pan Jezus cierpiał o wiele więcej, bo nas kochał. I mnie nic nie może oderwać od Zbawiciela”” Przepiękne świadectwo wystawił jej św. Wincenty, każąc na jej grobie wyryć napis: „W miłości Bożej czekają tu na głos trąby anielskiej śmiertelne szczątki rzymianki Magdaleny Rossi-Pallotti. Niewiasta mężna, pełna bojaźni Bożej, zdecydowana nieprzyjaciółka grzechu, stale gotowa do dobrych uczynków; żyła według przykazań Bożych, była podporą swego męża, ukochaną matką licznych dzieci, zapobiegliwą wspomożycielką ubogich, a w nieszczęściach i troskach prawdziwą opiekunką i przyjaciółką”” W równym stopniu doceniał też wkład ojca w swoje życie, często powtarzając: „Bóg dał mi świętych rodziców”.

W czasie, kiedy żył św. Wincenty, w Rzymie nauczanie dzieci nie było obowiązkowe. Dlatego wiele szkół było szkołami prywatnymi lub przyklasztornymi. Wincenty w 1801 roku rozpoczął naukę w szkole okręgowej. Jedynym przedmiotem sprawiającym mu trudności była łacina. Był jednak bardzo pilny i dzięki temu udało mu się przezwyciężyć te trudności. W 1805 r. przyjął I Komunię św. Po skończeniu szkoły okręgowej w 1807 r. został posłany na dalszą naukę do pijarów do Kolegium Rzymskiego, gdzie do  1813 r. odbywał studia humanistyczne.

Od najmłodszych lat Wincenty pragnął zostać kapłanem. Nic więc dziwnego, że i naukę, i dalsze swoje życie podporządkował temu swojemu marzeniu. Już w 1811 r., mając 16 lat, przyjął tonsurę i niższe święcenia. W dwudziestym roku życia zdobył magisterium na wydziale humanistycznym. W 1814 r. rozpoczął dalsze studia – filozoficzne i teologiczne – na rzymskim uniwersytecie Sapienza. W trakcie tych studiów zetknął się ze św. Kasprem del Bufalo. Studia te w 1818 r. zakończył podwójnym doktoratem: filozofii i teologii.

21 września 1816 r. św. Wincenty przyjął święcenia subdiakonatu, a 20 września1817 r. – święcenia diakonatu. 16 maja1818 r. był dla Wincentego dniem spełnienia marzeń – otrzymał wreszcie od lat upragnione święcenia kapłańskie. Poprzedzone były specjalną dyspensą papieską, ponieważ Wincenty miał dopiero 23 lata. Jako kapłan miał utrzymywać się samodzielnie, nie był więc zobowiązany do podejmowania prac duszpasterskich w diecezji. Swoją pierwszą Mszę św. odprawił w otoczeniu rodziny we Frascati w uroczystość Trójcy Przenajświętszej.

Kilka miesięcy po święceniach Wincenty Pallotti został opiekunem związku studenckiego Santa Maria del Pianto, czyli duszpasterzem akademickim. Jego praca tak została scharakteryzowana przez jednego z biografów: „Dzięki autentycznej dobroci i wrażliwości na potrzeby młodych ludzi Pallotti uzyskał powszechny szacunek. Zaczęto szukać jego rady nie tylko w sprawach dotyczących związku. Niejeden student zawierzał mu swoje tajemnice, otwierając się przed nim ze wszystkim”.

4 marca 1819 r. rektor uniwersytetu Sapienza zaproponował św. Wincentemu funkcję korepetytora przy fakultecie teologicznym. Była to praca nisko płatna i niezbyt ciekawa; polegała na tym, aby po skończeniu wykładów profesorskich krótko streścić materiał wykładu i pogłębić jego znajomość w formie dysput scholastycznych. Wincenty, który był bardzo ceniony za gruntowną wiedzę, inteligencję i obowiązkowość, spełniał tę funkcję przez 10 lat.

W następnym roku – 1820 – ks. Antoni Muccioli poprosił Wincentego o pomoc w prowadzeniu domu rekolekcyjnego na Gianicolo. Był to dom, w którym gromadzili się na ćwiczenia duchowne ludzie z wyższych sfer: arystokraci, wyżsi urzędnicy i oficerowie. Niedługo potem Wincenty rozszerzył swoją działalność na położony obok dom Ponte Rotto, gdzie przychodzili ludzie prostego pochodzenia. Szybko prowadzenie rekolekcji i dni skupienia stało się dla św. Wincentego ulubionym zajęciem. Zasłynął też szeroko jako największy mistrz życia wewnętrznego.

W roku 1827 duchownego i spowiednika w Rzymskim Wyższym Seminarium Duchownym. Mimo że miał dopiero 32 lata, Wincenty okazał się doskonałym, wiernym i troskliwym opiekunem duchowym dla kleryków.

W 1835 r. Wincenty został też mianowany spowiednikiem Kolegium Kongregacji Rozkrzewiania Wiary, gdzie studiowali kandydaci na księży ze wszystkich stron świata, z różnych krajów i różnych ras. Tu też Wincenty okazał się dobrym i kochanym ojcem.

W tym samym roku biskup La Grua zaproponował św. Wincentemu jeszcze jedną pracę: objęcie rektoratu kościoła Santo Spirito przy Via Giulia. Było to trudne zadanie: parafia była dość zaniedbana, księża niezbyt starali się w pracy duszpasterskiej, a na dodatek nie podobało im się, że neapolitańczykom dano na zwierzchnika rzymianina. Jednak Wincenty ostro wziął się do pracy: odnowił kościół, podniósł powagę obrzędów, zaprowadził liczne nowenny i tridua, spowiadał, głosił kazania i w niedługim czasie kościół stał się centrum życia religijnego. Jednocześnie organizował też wiele akcji duszpasterskich poza powierzoną mu parafią.

Jednocześnie Wincenty rozmyślał, jak zmobilizować do pracy rozwijającej dzieło Boże na ziemi jak największe siły. Powoli dochodził do wniosku, że „synowie światłości”” są rozproszeni, niezorganizowani i dlatego ponoszą klęski. Z tą więc myślą założył w 1835 r. Zjednoczone Apostolstwo Katolickie; miało ono być ośrodkiem i siłą napędową zamierzonej pracy. Papież Grzegorz XVI 4 kwietnia1835 r. zatwierdził Zjednoczenie Apostolstwa Katolickiego, które tworzyli wspólnie świeccy i duchowni, którzy razem mieli pracować teraz nad ożywieniem i rozszerzeniem wiary. Trzy lata później, w 1838 r. św. Wincenty założył także Zgromadzenie Sióstr Misjonarek Apostolstwa Katolickiego (Siostry Pallotynki)) W roku 1846 utworzył kongregację księży i braci nazwaną Stowarzyszeniem Apostolstwa Katolickiego (SAC – potocznie znana jako Księża Pallotyni)) Kongregacja ta miała być duszą i motorem całego Zjednoczenia Apostolstwa Katolickiego.

W 1842 r. Wincenty został duszpasterzem wojskowym, a dwa lata później kardynał Lambruschini, sekretarz stanu Grzegorza XVI, powierzył mu też opiekę nad inwalidami wojennymi, którzy umieszczeni byli w jednym ze skrzydeł wielkiego szpitala Santo Spirito in Sassia.

Tak więc, jak widać, całe swoje życie, wszystkie siły i całą energię św. Wincenty poświęcał potrzebującym – przede wszystkim ich duszom, nie zapominał jednakże i o potrzebach ciała: opiekował się biednymi, zakładał sierocińce i szkoły, organizował stowarzyszenia robotnicze. W ciągu 32 lat działalności zdobył wielką sławę – nazywano go „apostołem Rzymu”, „drugim św. Filipem Nereuszem”, uważa się go także za prekursora Akcji Katolickiej. Ponieważ zapoczątkował „Oktawę Modłów” po uroczystości Objawienia Pańskiego, może być także uważany za ojca współczesnego ruchu ekumenicznego.

Przez wszystkie te lata św. Wincenty nie oszczędzał własnych sił w służbie drugiego człowieka, całe jego życie było bezinteresowną, pełnioną z bezgranicznym poświęceniem się w miłości służbą. Pragnął, gdyby to tylko było możliwe, uczynić wszystkich ludzi na świecie szczęśliwymi, pragnął dla wszystkich zbawienia. Chociaż był mistykiem i patrząc na człowieka widział w nim przede wszystkim Boga, nie zapominał też, że człowiek chodzi po ziemi; nigdy nie przechodził obojętnie obok ludzkiej nędzy. Na widok chorych, głodnych, opuszczonych ogarniało go głębokie współczucie, które popychało go do czynów miłosierdzia. Z czasów, gdy pracował ze studentami, zachowało się wiele świadectw wdzięczności za pomoc w wyżywieniu, w zdaniu egzaminu. Wincenty Pallotti był pierwszym, który pomyślał o założeniu szkół wieczorowych dla pracujących. Wszędzie, gdzie działał, ludzie przychodzili do niego ze wszystkimi swoimi zmartwieniami i nieszczęściami, a on wszystkich pocieszał i wszystkim pomagał tak jak mógł: pisał parę słów do znajomego aptekarza, lekarza, adwokata albo interweniował osobiście; przejmował cudze rachunki do zapłacenia, a gdy brakło mu pieniędzy, nie wahał się prosić innych o pomoc. Posiadał dar dyskrecji i delikatności – pomoc swoją dawał bardzo taktownie, z uszanowaniem godności ludzkiej; wiedział, że człowieka mierzy się godnością jego człowieczeństwa i stopniem oddania się Bogu, a nie ilością należących do niego pieniędzy czy pochodzeniem społecznym.

Kardynał Morichini tak charakteryzuje służbę potrzebującym św. Wincentego Pallottiego: „Towarzyszyłem mu często w służbie przy chorych; bowiem tak wielkie było zaufanie wszystkich do tego sługi Bożego, że wzywano go powszechnie, a on nie odmawiał nigdy. Z rozmów wielu ludzi dowiedziałem się, iż każdy nieomal pragnął przed śmiercią obecności sługi Bożego. On jednak nie tylko że odwiedzał chorych, towarzyszył im, pocieszał i krzepił przez Sakrament Pokuty, lecz także rozciągał swoją miłość na zasmuconą rodzinę chorego. Przy tym miał stale w pogotowiu odpowiednie myśli i sentencje, które napawały wielką pociechą”.

Z wstawiennictwem św. Wincentego wielu chorych otrzymywało dar uzdrowienia, które wypraszał im u Matki Bożej. Tak na przykład w 1827 r. zachorował ciężko na płuca ojciec rodziny, a stan jego był tak ciężki, że przebywając całymi godzinami przy otwartym oknie tylko z ledwością mógł oddychać. Miał ponad 70 lat i nie skutkowały żadne leki. Gdy św. Wincenty przybył do chorego, który był z zawodu architektem, ten zwierzył mu się, że sporządził już plan wyposażenia trzech kościołów na okazję wyprawienia uroczystych triduów na cześć nowo beatyfikowanych trzech sług Bożych. Teraz gorąco pragnął wykonać te plany, w czym przeszkodziła mu choroba. Wincenty pogrążył się w krótkiej modlitwie, potem przywołał żonę i syna chorego i powiedział: „Odmówmy litanię na cześć Maryi, aby podziękować jej za to że ojciec zrealizuje swój plan uświetnienia kościołów na czas triduów”. I rzeczywiście, w ciągu kilku dni stan zdrowia chorego poprawił się na tyle, że mógł wykonać swoje plany.

Bardzo pomocny też bywał św. Wincenty w przypadkach cierpień cielesno-duchowych spowodowanych przez nawiedzenia szatańskie. Jest wiele opisów przypadków, w których potrafił dopomóc udręczonym ludziom.

Modlił się też wiele o zbawienie wszystkich dusz: „Gdyby to było możliwe, chciałbym wszystko oddać, wszystko przecierpieć, w każdej chwili po nieskończoną ilość razy umierać w niewysłowionych cierpieniach, byleby tylko wszystkie stworzenia kochały i uwielbiały Boga”. W swojej chęci pomagania wszystkim posuwał się czasem do podstępów, aby móc uzyskać dobro. Pewnego dnia został wezwany do śmiertelnie chorego żołnierza, który nie tylko nie chciał księdza, ale nawet na jego wspomnienie wybuchał przekleństwami i wyzwiskami. Św. Wincenty postanowił jednak pójść do szpitala. Po drodze zakupił dużą ilość słodyczy. Kiedy wszedł do sali chorego, udając, że nie zwraca na niego uwagi, zaczął rozmawiać z innymi chorymi. Chory żołnierz pogardliwie odwrócił się do niego plecami. Wtedy Wincenty podszedł do niego i rozpoczął przyjacielską rozmowę. Żołnierz, widząc przy sobie księdza, wpadł w furię. Już otworzył usta, żeby zacząć wygłaszać obelgi, ale Wincenty błyskawicznie wcisnął mu do usta ciastko, zapewniając, że powinno mu smakować. Podczas gdy chory przełykał ciastko, Wincenty powiedział: „Nie przeklinaj. Przekleństwo nie może dosięgnąć Boga. Wyrządzasz krzywdę samemu sobie. Pamiętaj, nadchodzi śmierć”. Kiedy chory przełknął ciastko, znów miał wybuchnąć, ale Wincenty powtórzył manewr z ciastkiem. I trwało to tak długo, aż wreszcie cierpliwość i dobroć św. Wincentego i łaska Boża odniosły zwycięstwo.

Innym razem, wezwany do chorego, który przysiągł, że zastrzeli każdego księdza, który przekroczy próg jego domu, Wincenty przebrał się za starą kobietę. Podstęp udał się i po pewnym czasie chory przystąpił do spowiedzi.

Wielka miłość św. Wincentego do ludzi i jego gorliwość w pomaganiu bliźnim przyspieszyły jego śmierć. Pewnego styczniowego wieczoru słuchał spowiedzi w zimnym kościele, kiedy przed konfesjonałem stanął drżący z zimna starzec. Zanim zaczął spowiedź, Wincenty zdjął z siebie płaszcz i okrył nim ubogiego. Wyczerpany niezmordowaną i nieustającą pracą na rzecz potrzebujących organizm św. Wincentego nie wytrzymał tej próby – zapadł na zapalenie płuc i 22 stycznia1850 r., gdy zawiodły wszelkie próby ratowania, św. Wincenty odszedł do Pana. Pozostawił po sobie wiele pism, które w latach 1964–1968 wydano w pięciu tomach.

Proces beatyfikacyjny Wincentego Pallottiego rozpoczął się już w dwa lata po jego śmierci, trwał jednak długo z powodu prowadzonej przez niego bardzo rozległej działalności. Dekret o heroiczności cnót ogłosił w 1932 r. papież Pius XI. Beatyfikacji dokonał w 1950 r. papież Pius XII, a kanonizował Wincentego Pallottiego Jan XXIII 20 stycznia 1963 r.

Św. Wincenty Pallotti w ikonografii przedstawiany jest albo w sutannie jako kapłan, albo w narzuconych na sutannę komży i stule. Jest patronem pallotynów i hodowców winorośli.

Imię Wincenty pochodzi od łacińskiego słowa vincens – „zwyciężający”.

...wróć

Wincenty Pallotti, rysunek pastelowy Alfreda Gottwalda z 1950 r.


Wincenty Pallotti według portretu Bruna Zwienera


Obraz pędzla Czesława Skawińskiego z 1963 r.: św. Wincenty trzyma w ręku szczególnie przez siebie czczony obrazek Matki Bożej, pędzla Domenico Cassarottiego