Logo serwisu Biblia

Strona główna

Stary Testament

Nowy Testament

Święci wg alfabetu

Święci wg dat

Papieże

Legendy o świętych

Patroni

Ciekawostki

Różne artykuły

Inne strony katolickie

Mapa serwisu

Kontakt




© 2000–2018 barbara
Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved

Strona nie zawiera cookies



Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl


Ewangelia wg św. Mateusza

Pismo Święte zawiera cztery Ewangelie – ale tak naprawdę Ewangelia jest jedna. Ewangelia to znaczy Dobra Nowina. Jest to więc po prostu Dobra Nowina głoszona cztery razy – przez czterech ewangelistów. Wszystkie opowiadają dzieje Jezusa Chrystusa, a każda jest opowiedziana inaczej. Dlatego też warto poznać je wszystkie.

„Rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama. Abraham był ojcem Izaaka; Izaak ojcem Jakuba; Jakub ojcem Judy i jego braci; Juda zaś był ojcem Faresa i Zary, których matką była Tamar. Fares był ojcem Ezrona; Ezron ojcem Arama; Aram ojcem Aminadaba; Aminadab ojcem Naassona; Naasson ojcem Salmona; Salmon ojcem Booza, a matką była Rachab. Booz był ojcem Obeda, a matką była Rut. Obed był ojcem Jessego, a Jesse ojcem króla Dawida.

Dawid był ojcem Salomona, a matką była [dawna] żona Uriasza. Salomon był ojcem Roboama; Roboam ojcem Abiasza; Abiasz ojcem Asy; Asa ojcem Jozafata; Jozafat ojcem Jorama; Joram ojcem Ozjasza; Ozjasz ojcem Joatama; Joatam ojcem Achaza; Achaz ojcem Ezechiasza; Ezechiasz ojcem Manassesa; Manasses ojcem Amosa; Amos ojcem Jozjasza; Jozjasz ojcem Jechoniasza i jego braci w czasie przesiedlenia babilońskiego.

Po przesiedleniu babilońskim Jechoniasz był ojcem Salatiela; Salatiel ojcem Zorobabela; Zorobabel ojcem Abiuda; Abiud ojcem Eliakima; Eliakim ojcem Azora; Azor ojcem Sadoka; Sadok ojcem Achima; Achim ojcem Eliuda; Eliud ojcem Eleazara; Eleazar ojcem Mattana; Mattan ojcem Jakuba; Jakub ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem.” (Mt 1, 1–16).

Tak zaczyna się pierwsza Ewangelia.

Z narodzeniem Jezusa było tak: jeszcze zanim Maryja, Matka Jezusa, zamieszkała z Józefem, stała się brzemienna za sprawą Ducha Świętego. Józef, nie chcąc narazić Jej na zniesławienie, zamierzał potajemnie ją oddalić, ale we śnie ukazał mu się Anioł Pański i powiedział, że Dziecko jest z Ducha Świętego. Kiedy się urodzi, ma otrzymać imię Jezus, „…On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów.” (Mt 1, 21). A stało się to dlatego, żeby wypełniło się słowo Pańskie, wypowiedziane przez Proroka: „Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy Bóg z nami.” (Mt 1, 23). Józef postąpił tak, jak mu polecił Anioł Pański.

Kiedy zaś Jezus narodził się w Betlejem, za panowania króla Heroda, przybyli Mędrcy ze Wschodu do Jerozolimy i pytali, gdzie narodził się król żydowski, którego gwiazdę widzieli. Król Herod przeraził się i pytał, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Odpowiedziano mu, że według słów Proroka ma się narodzić w Betlejem judzkim. Herod wypytał dokładnie Mędrców o czas ukazania się gwiazdy, ale nakazał im też wrócić i powiedzieć mu, gdzie jest Dziecię, żeby on też mógł oddać mu pokłon.

Mędrcy, za przewodnictwem gwiazdy dotarli do Betlejem, odnaleźli „…Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do swojej ojczyzny.” (Mt 2, 11–12).

Gdy Mędrcy odjechali, Józefowi ukazał się we śnie Anioł Pański i nakazał mu uciekać do Egiptu, bo Herod chce zgładzić Dziecię. Józef postąpił, jak mu polecił Anioł Pański i pozostali w Egipcie aż do śmierci Heroda.

Herod, kiedy nie doczekał się Mędrców, wpadł w straszny gniew. Posłał oprawców do Betlejem „…i kazał pozabijać wszystkich chłopców w wieku do lat dwóch, stosownie do czasu, o którym się dowiedział od Mędrców.” (Mt 2, 16).

A kiedy Herod umarł, znowu Józefowi ukazał się Anioł Pański we śnie i nakazał mu wracać do ziemi Izraela. Ponieważ jednak w Judei panował syn Heroda, Józef bał się tam wracać. Udał się więc do Galilei i osiadł w Nazarecie.

W tym czasie wystąpił Jan Chrzciciel i „…głosił na Pustyni Judzkiej te słowa: »Nawróćcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie«.” (Mt 3, 1–2). Jan nosił odzienie z sierści wielbłąda i pas skórzany na biodrach, a pokarmem jego była szarańcza i miód leśny. Przychodzili do niego ludzie z Jerozolimy i okolic i przyjmowali od niego chrzest w Jordanie, wyznając przy tym swe grzechy. A gdy przychodzili do niego faryzeusze i saduceusze, srogo ich gromił i nakazywał szczerze się nawracać: „(…) Ja was chrzczę wodą dla nawrócenia; lecz Ten, który idzie za mną, mocniejszy jest ode mnie; (…). On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem. Ma on wiejadło w ręku i oczyści swój omłot: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym”. (Mt 3, 11–12).

Wtedy przyszedł Jezus z Galilei do Jana, żeby przyjąć od niego chrzest, ale Jan powiedział, że to raczej on potrzebuje chrztu od Jezusa. Jezus jednak nakazał mu czynić tak, jak się godzi, aby wypełnić to co sprawiedliwe. Kiedy Jezus został ochrzczony i wyszedł z wody, „…otworzyły Mu się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębicę i przychodzącego na Niego. A głos z nieba mówił: »Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie«.” (Mt 3, 16–17).

„Wtedy Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła.” (Mt 4, 1). Jezus pościł czterdzieści dni i czterdzieści nocy, a gdy wreszcie poczuł głód, kusiciel powiedział Mu, że jeśli jest Synem Bożym, niech powie kamieniom, żeby zamieniły się w chleb. Ale Jezus odpowiedział: „Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych.” Wtedy wziął go diabeł do Miasta Świętego, postawił na narożniku świątyni i powiedział, że jeśli jest Synem Bożym, to niech się rzuci w dół, a anioły go uratują od śmierci. Ale Jezus odparł, że nie można wystawiać na próbę Boga. Wtedy diabeł pokazał mu wszystkie królestwa świata i bogactwo i powiedział, że da Mu to wszystko, jeśli Jezus odda mu pokłon. Ale Jezus kazał mu iść precz, bo pokłon należy oddawać Bogu i Jemu tylko służyć. Wtedy diabeł Go opuścił.

Kiedy Jezus usłyszał o uwięzieniu Jana, usunął się do Galilei, ale opuścił Nazaret i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem. Wtedy też zaczął nauczać i mówić: „Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie.” (Mt 4, 17). Pierwszymi uczniami, których powołał, byli Szymon, zwany Piotrem, i jego brat Andrzej, rybacy. Potem powołał znów dwóch braci: Jakuba, syna Zebedeusza i brata jego, Jana. I chodził Jezus po całej Galilei, nauczał, głosił Ewangelię i uzdrawiał ludzi. Szły za nim liczne tłumy z Galilei, Dekapolu, Jerozolimy, Judei i Zajordanii.

Pewnego dnia Jezus wyszedł na górę i nauczał tymi słowami: „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni. Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami bożymi. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was.” (Mt 5, 3–11).

Mówił potem do tych, którzy Go słuchali, że są solą dla ziemi, światłem dla świata, światłem przed ludźmi, aby widzieli dobre uczynki i chwalili Ojca, który jest w niebie. Jezus nie przyszedł znieść Prawa ani Proroków, przyszedł Prawo wypełnić. Kto więc będzie zmieniać przykazania i uczyć tak ludzi, będzie najmniejszy w królestwie niebieskim, a kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie największy.

Omawiał też przykazania: „Nie zabijaj!” (Mt 5, 21) – zabijanie podlega karze, ale jeśli ktoś gniewa się na swojego brata, ten też podlega karze; kto przyjdzie ze swym darem przed ołtarz, a wspomni, że brat ma coś przeciw niemu, niech najpierw pojedna się z bratem swoim i dopiero dar ofiaruje, każdy niech się pogodzi ze swym przeciwnikiem, każdemu należy zadośćuczynić za przewinienia. Następne przykazanie: „Nie cudzołóż” (Mt 5, 27) – jednak jeśli ktoś patrzy pożądliwie na kobietę, już w sercu zgrzeszył; jeśli więc prawe oko jest powodem do grzechu – wyłup je; jeśli prawa ręka jest powodem do grzechu – odetnij ją; lepiej bowiem gdy zginie jeden z członków, niż gdyby całe ciało miało iść do piekła. Nie należy także oddalać od siebie żony – za wyjątkiem nierządu – gdyż już to staje się przyczyną cudzołóstwa. I jeszcze jedno przykazanie: „Nie będziesz fałszywie przysięgał, lecz dotrzymasz Panu swej przysięgi.” (Mt 5, 33) – ale lepiej nie przysięgać wcale; niech mowa będzie krótka: tak, tak; nie, nie – co więcej jest, to od złego pochodzi.

Powiedziano także: „Oko za oko i ząb za ząb. A ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu: lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi! Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz! Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące! Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie.” (Mt 5, 38). Powiedziano: „Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził.” (Mt 5, 43). Jezus nauczał, że należy miłować nieprzyjaciół i modlić się za tych, którzy nas prześladują; jeśli miłować będziemy tych, którzy nas miłują, jaka w tym zasługa? „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.” (Mt 5, 48).

Uczynków pobożnych nie należy wykonywać przed ludźmi, na pokaz, bo nie będzie za nie nagrody w niebie. „Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.” (Mt 6, 3–4). Modlić się trzeba też w ukryciu, nie dla oczu ludzkich; nie trzeba też używać nadmiaru słów, „Albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, wpierw zanim go poprosicie. Wy zatem tak się módlcie:

Ojcze nasz, który jesteś w niebie, niech się święci imię Twoje! Niech przyjdzie królestwo Twoje; niech Twoja wola spełnia się na ziemi, tak jak i w niebie. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj; i przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili; i nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, ale nas zachowaj od złego!

Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. (…)” (Mt 6, 8–14).

Post także należy do czynów, którymi nie należy chwalić się przed ludźmi. Te wszystkie uczynki, kiedy czynione są dla oczu ludzkich, odbierają swoją nagrodę już na ziemi, ale kiedy widzi je tylko Ojciec, On je wynagrodzi.

Zalecał Jezus, żeby nie gromadzić sobie skarbów na ziemi, bo one są nietrwałe – należy gromadzić sobie skarby w niebie, bo te nigdy nie ulegną zniszczeniu ani nie zostaną stracone. Nie wolno też służyć dwóm panom – Bogu i Mamonie.

Nie warto więc troszczyć się zbytnio o swoje życie ani ciało: „Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? (…) Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swym przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. (…). Starajcie się naprzód o królestwo <Boga> i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. (…)” (Mt 6, 26; 28–29; 33).

Zaleca dalej Jezus: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni” (Mt 7, 1). Każdy podlega sądowi i może być osądzony równie surowo. Widzi się drzazgę w oku brata, a belki w swoim się nie dostrzega. Kiedy chce się usuwać drzazgę z oka brata, trzeba najpierw usunąć belkę ze swojego. Nie należy też rzucać swych pereł przed świnie.

I mówi o modlitwie: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje…” (Mt 7, 7–8).

A więc wszystko, co chcielibyśmy, żeby inni nam czynili, to i my mamy czynić. „Albowiem na tym polega Prawo i Prorocy.” (Mt 7, 12). Droga do zguby jest szeroka i wygodna, a ciasna i wąska jest droga do życia i mało jest takich, którzy ją znajdują.

Strzec się należy fałszywych proroków „wilków w owczej skórze”. Każdego można rozpoznać po owocach ich. „Nie każdy, który mi mówi: »Panie, Panie!« wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie.” (Mt 7, 21).

Kto więc słucha słów Jezusa i wypełnia je, jest człowiekiem roztropnym, a kto ich słucha, a nie wypełnia – jest nierozsądny.

„Gdy Jezus dokończył tych mów, tłumy zdumiewały się Jego nauką. Uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak ich uczeni w Piśmie.” (Mt 7, 28–29).

Kiedy Jezus schodził z góry, podszedł do Niego trędowaty, prosząc o uzdrowienie. Jezus dotknął go i trędowaty został natychmiast uleczony. Gdy wrócił do Kafarnaum, podszedł setnik, prosząc o uzdrowienie sługi. Jezus chciał pójść z setnikiem, ale ten powiedział mu, że nie ma takiej potrzeby: wystarczy przecież, jeśli powie tylko słowo, a sługa zostanie uzdrowiony. Jezus zdziwił się, że u nikogo w Izraelu nie znalazł tak wielkiej wiary. Powiedział uczniom, że nie wszyscy z Narodu Wybranego zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem, a wielu przyjdzie ucztować ze Wschodu i Zachodu. Setnikowi zaś rzekł, żeby stało się tak, jak uwierzył. I sługa został w tej godzinie uzdrowiony.

W domu Piotra Jezus uzdrowił teściową Piotra. Wieczorem wypędzał złe duchy z opętanych i wszystkich chorych uzdrowił. Kiedy zobaczył tłum dokoła siebie, kazał odpłynąć na drugą stronę. Nagle zerwała się gwałtowna burza, tak że fale zalewały łódź, ale On spał. Uczniowie obudzili Go, prosząc o ratunek, a On nazwał ich ludźmi małej wiary, ale uciszył burze i fale. „A ludzie pytali zdumieni: »Kimże On jest, że nawet wichry i jezioro są Mu posłuszne?«” (Mt 8, 27).

Gdy Jezus przybył na drugi brzeg, wybiegli Mu naprzeciw dwaj opętani. A opodal pasła się duża grupa świń. Na prośbę złych duchów, Jezus kazał im przenieść się w świnie, które natychmiast rzuciły się do jeziora. Ale ludzie z miasta, dowiedziawszy się o tym zajściu, prosili Jezusa, żeby odszedł z ich granic.

Kiedy wrócił do swego miasta, przyniesiono do Niego paralityka. Jezus powiedział, że odpuszczają mu się jego grzechy. Uczeni w Piśmie myśleli, że Jezus bluźni. On jednak, znając ich myśli, na dowód, że ma prawo odpuszczać grzechy, uzdrowił paralityka.

Odchodząc z tego miejsca, Jezus ujrzał Mateusza, siedzącego w komorze celnej. Powiedział mu, żeby poszedł za Nim i Mateusz został Jego następnym uczniem. Ponieważ Jezus ucztował z celnikami i grzesznikami, faryzeusze mieli Mu to za złe. Jezus jednak powiedział: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. (…) Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników.” (Mt 9, 12–13). Wtedy uczniowie Jana zapytali, dlaczego Jezus i Jego uczniowie nie poszczą. Pan Jezus odparł, że nie trzeba pościć, kiedy pan młody jest z gośćmi weselnymi. Przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego i wtedy będą pościć.

Przyszedł do Jezusa pewien zwierzchnik synagogi, mówiąc, że właśnie zmarła jego córka i prosząc o życie dla niej. Jezus wstał i poszedł z nim. Wtedy jakaś kobieta, cierpiąca dwanaście lat na krwotok, podeszła z tyłu i dotknęła frędzli Jego płaszcza. Jezus odwrócił się i powiedział kobiecie, że wiara jej ją uzdrowiła. I od tej chwili kobieta była zdrowa. Kiedy doszedł do domu zwierzchnika, powiedział ludziom, żeby nie płakali, bo dziewczynka nie umarła, ale śpi. Po czym wziął ją za rękę, a dziewczynka wstała.

Gdy Jezus odchodził stamtąd, uzdrowił dwóch niewidomych, mówiąc do nich: „Według wiary waszej niech wam się stanie!” (Mt 9, 29). Potem Jezus uzdrowił opętanego, wyrzucając z niego złego ducha. Tłumy, pełne podziwu, wołały, że jeszcze nigdy nic podobnego nie pojawiło się w Izraelu. Lecz faryzeusze mówili, że wyrzuca złe duchy, ponieważ jest ich przywódcą.

Tak Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię i leczył choroby i słabości. Litował się nad ludźmi, bo widział, że byli znękani i porzuceni. „Wtedy rzekł do swych uczniów: »Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo«.” (Mt 9, 37–38).

Wtedy przywołał dwunastu swoich uczniów, dał im władzę wypędzania złych duchów i leczenia chorób. Byli to „…Szymon, zwany Piotrem, i brat jego Andrzej, potem Jakub, syn Zebedeusza, i brat jego Jan, Filip i Bartłomiej, Tomasz i celnik Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Tadeusz, Szymon Gorliwy i Judasz Iskariota, ten, który Go zdradził.” (Mt 10, 2–4). Tych dwunastu wysłał Jezus do „…owiec, które poginęły z domu Izraela.” (Mt 10, 6), nakazując im głosić Ewangelię, uzdrawiać chorych, wskrzeszać umarłych i wypędzać złe duchy, udzielając też bardziej szczegółowych instrukcji co do ich postępowania. Zapowiedział im też, że z Jego powodu będą prześladowani, ale niech się nie boją, bo Duch Ojca będzie im pomagał. „Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.” (Mt 10, 22). Mówi też, jacy powinni być ci, którzy chcą pójść za nim: mają powtarzać, co im Jezus głosi, nie mają się bać prześladowań, bo wszystko dzieje się za wiedzą Ojca, mają przyznawać się do Jezusa i iść za nim, zostawiając za sobą wszystko, co ziemskie, nawet najbliższą rodzinę.

Tymczasem Jan Chrzciciel usłyszał w więzieniu o czynach Jezusa. Posłał więc do Niego swoich uczniów z pytaniem, czy On jest tym, który ma przyjść. Jezus odpowiedział im, żeby opowiedzieli Janowi, co widzą. Kiedy uczniowie Jana odeszli, Jezus zaczął opowiadać zebranym tłumom o Janie. „On jest tym, o którym napisano: »Oto Ja posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby Ci przygotował drogę«.” (Mt 11, 10). Mówił, że dotychczas nie powstał większy od Jana Chrzciciela. Dalej Jezus mówił, że współczesne pokolenie nie potrafi dostrzec prawdziwej wielkości. Jednak mądrość usprawiedliwiona jest przez swe czyny. Czynił też wyrzuty miastom, że się na Nim nie poznały i nie nawróciły się.

Przemówił też Jezus tymi słowami: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. (…) Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.” (Mt 11, 25; 28–30).

Pewnego razu Jezus z uczniami przechodził w szabat wśród zbóż, a że Jego uczniowie byli głodni, zaczęli zrywać kłosy i jeść. Wtedy faryzeusze zarzucili mu, że łamie przepisy dotyczące szabatu. Jezus odpowiedział jednak, że Syn Człowieczy jest Panem szabatu. Potem znów, próbując Go oskarżyć, zapytano Go, czy można uzdrawiać w szabat. Jezus odpowiedział, że wolno w szabat dobrze czynić. Ale faryzeusze naradzali się, jak Go zgładzić.

Gdy Jezus dowiedział się o tym, odszedł stamtąd. Uzdrawiał ludzi, ale zabronił im, aby Go nie ujawniali. Przyprowadzono Mu opętanego, który był niewidomy i niemy, a Jezus go uzdrowił. Faryzeusze mówili, że Jezus tylko przez Belzebuba wyrzuca złe duchy; Jezus odparł im, że gdyby to było prawdą, to królestwo szatana – wewnętrznie skłócone – nie ostałoby się. Jeśli jednak mocą Bożą wyrzuca złe duchy, to istotnie przyszło do nich królestwo Boże. Zapowiedział, że jeśli ktoś mówi przeciw Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone, ale jeśli powie coś przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym. A z każdego wypowiedzianego słowa ludzie zdadzą sprawę w dzień sądu. Wówczas niektórzy z uczonych w Piśmie i faryzeuszy zażądali od Niego znaku. Jezus odparł, że dostaną jedynie „znak Jonasza”, jak Jonasz przez trzy dni i trzy noce był w brzuchu wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy będzie trzy dni i trzy noce w łonie ziemi. Uprzedza jednak, że jeśli ludzie nie poprawią się po wypędzeniu złych duchów, to one wrócą i ludzie staną się jeszcze gorsi. Wtedy przyszła do Niego Jego Matka i bracia i chcieli z Nim mówić, ale On odparł, pokazując swoich uczniów: „Oto matka moja i moi bracia. Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten mi jest bratem, siostrą i matką.” (Mt 12, 49–50).

Pewnego dnia Jezus usiadł nad jeziorem, a wokół Niego zebrały się wielkie tłumy. I Jezus nauczał ich w przypowieściach.

„Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, niektóre [ziarna] padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne w końcu padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. Kto ma uszy, niechaj słucha!” (Mt 13, 3–9). Potem Pan Jezus objaśniał słuchaczom sens przypowieści.

Potem opowiedział inną przypowieść: „Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swojej roli. Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł. A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast. Słudzy gospodarza przyszli i zapytali go: »Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na swojej roli? Skąd więc wziął się na niej chwast?« Odpowiedział im: »Nieprzyjazny człowiek to sprawił«.;. Rzekli mu słudzy: »Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?« A on im odrzekł: »Nie, byście zbierając chwast nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza«.” (Mt 13, 24–30).

I jeszcze jedną przypowieść opowiedział: „Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał na swej roli. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, jest większe od innych jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki przylatują z powietrza i gnieżdżą się na jego gałęziach.” (Mt 13, 31–32). I jeszcze inną przypowieść: „Królestwo niebieskie podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż się wszystko zakwasiło.” (Mt 13, 33). To wszystko opowiadał ludziom w przypowieściach, ale nie mówił nic bez przypowieści.

Kiedy wrócił do domu, uczniowie poprosili Jezusa o wyjaśnienie przypowieści, a On im wyjaśniał. Opowiedział im też następne przypowieści: „Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Z radości poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca, poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do sieci, zarzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju. Gdy się napełniła, wyciągnęli ją na brzeg i usiadłszy dobre zebrali w naczynia, a złe odrzucili. Tak będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych i wrzucą w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.” (Mt 13, 44–50).

Gdy uczniowie wszystko zrozumieli, oddalili się stamtąd, a przyszedłszy do swego miasta rodzinnego, Jezus nauczał w synagodze, a ludzie dziwili się, skąd On to wszystko wie, skoro jest tylko synem cieśli. Powiedział Jezus, że „»Tylko w swojej ojczyźnie i w swoim domu może być prorok lekceważony«.;. I niewiele zdziałał tam cudów, z powodu ich niedowiarstwa.” (Mt 13, 57–58).

W tym czasie tetrarcha Herod dowiedział się o Jezusie i stwierdził, że to Jan Chrzciciel, który zmartwychwstał, i dlatego ma moc cudotwórcy. Herod bowiem kazał uwięzić Jana z tego powodu, że ów upominał go, że nie wolno mu trzymać u siebie Herodiady, która była żoną jego brata, Filipa. Kiedy obchodzono urodziny Heroda, córka Herodiady tańczyła wobec gości i spodobała się Herodowi. Obiecał więc pod przysięgą dać jej, czego zapragnie. Ona, podmówiona przez matkę, zażądała na misie głowy Jana Chrzciciela. Herod zasmucił się, ale spełnił żądanie. Uczniowie Jana pogrzebali jego ciało i donieśli o tym Jezusowi.

Gdy Jezus dowiedział się o śmierci Jana Chrzciciela, oddalił się na pustynne miejsce. Lecz tłumy dowiedziały się o tym i poszły za Nim. Kiedy nastał wieczór, uczniowie prosili Jezusa, żeby kazał tłumom rozejść się, nie mają bowiem więcej jedzenia nad pięć bochenków i dwie ryby. Ale Jezus powiedział, że nakarmią tłumy. Wziął chleby i ryby, odmówił błogosławieństwo, połamał je i dał uczniom, uczniowie zaś tłumom. Wszyscy jedli do syta, a resztek zebrano dwanaście pełnych koszy. A tłum liczył około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci.

Kazał uczniom przeprawić się na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. A gdy to zrobił, wszedł na wysoką górę, żeby się modlić. Łódź w tym czasie oddaliła się już od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. „Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze.” (Mt 14, 25). Uczniowie zlękli się, a Piotr poprosił Jezusa, że jeśli to On, to niech mu każe przyjść do siebie. I Piotr szedł po jeziorze, ale gdy zląkł się wiatru, zaczął tonąć. Jezus podał mu rękę, mówiąc: „Czemu zwątpiłeś, małej wiary?” (Mt 14, 31). Uczniowie zaś upadli przed Nim, mówiąc, że naprawdę Jezus jest Synem Bożym.

Gdy przyszli do ziemi Genezaret, ludzie miejscowi przyprowadzili do Jezusa wszystkich chorych, prosząc, żeby mogli dotknąć przynajmniej frędzli Jego szaty. I wszyscy, którzy dotknęli, zostali uzdrowieni.

Wtedy przyszli do Niego faryzeusze, z zarzutami, że uczniowie nie przestrzegają tradycji. Jezus jednak odparł ich zarzuty, mówiąc, że oni dla tradycji nie przestrzegają przykazań Bożych: „Obłudnicy, dobrze powiedział o was prorok Izajasz: Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi.” (Mt 15, 7–9).

Potem przywołał tłum i rzekł: „Słuchajcie i chciejcie zrozumieć: Nie to co wchodzi do ust, czyni człowieka nieczystym, ale co z ust wychodzi, to go czyni nieczystym.” (Mt 15, 10–11). Nazwał faryzeuszy ślepymi przewodnikami ślepych, którzy razem w dół wpadną. Piotr jednak poprosił o wytłumaczenie przypowieści i Jezus udzielił mu wyjaśnień.

Potem Jezus podążył w stronę Tyru i Sydonu. Wtedy kobieta kananejska, biegnąc za Nim, głośno prosiła o pomoc dla córki, która dręczona jest przez złego ducha. On jednak nie chciał jej pomóc, ponieważ – jak powiedział – został posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela. Ona jednak tak prosiła i tak wierzyła, że Jezus może jej pomóc, że wreszcie ulitował się nad nią i uzdrowił jej córkę.

Dalej Jezus podążył nad Jezioro Galilejskie. I znów przyszły wielkie tłumy chorych, a On ich wszystkich uzdrowił. A tłumy, widząc to wielbiły Boga Izraela. Jezus jednak zauważył, że już od trzech dni tłumy te nie mają co jeść. Uczniowie mieli tylko siedem chlebów i parę rybek. Jezus, tak jak i przedtem, połamał chleby i ryby i nakarmił cały tłum. A było ich cztery tysiące mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci.

I znów przyszli do Jezusa faryzeusze, wystawiając Go na próbę i żądając znaku z nieba. On jednak odpowiedział, że jednym znakiem, jaki będzie im dany, będzie znak Jonasza. I nakazał uczniom strzec się kwasu faryzeuszy.

Gdy przybyli w okolice Cezarei Filipowej, pytał Jezus uczniów, za kogo uważają Go ludzie. Oni odpowiedzieli, że niektórzy za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, albo Jeremiasza, albo za innego z proroków. Jezus spytał, ze kogo uważają Go uczniowie. „Odpowiedział Szymon Piotr: »Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego«.” (Mt 16, 16). Wtedy Jezus odpowiedział mu: „…Ty jesteś Piotr [czyli Skała] i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie.” (Mt 16, 18–19). I nakazał uczniom, aby nikomu nie mówili, że On jest Mesjaszem.

Odtąd Jezus zaczął przygotowywać uczniów na to że musi pójść do Jerozolimy, tam wiele wycierpieć od starszych i kapłanów, zostanie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie. Piotr mówił, że to nie może się stać, a wtedy Jezus nazwał Piotra szatanem i kazał mu odejść od siebie, bo nie myśli na sposób Boży, ale ludzki. Powiedział swoim uczniom, że kto chce iść za Nim, musi zaprzeć się samego siebie, wziąć Jego krzyż i naśladować Go. „…Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z Mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł?…” (Mt 16, 25–26).

Po sześciu dniach Jezus wziął ze sobą apostołów Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich na wysoką górę. Tam przemienił się: twarz Jego zajaśniała jak słońce, a ubranie stało się białe jak światło. Ukazali się także Mojżesz i Eliasz, rozmawiając z Nim. I osłonił ich świetlny obłok, a z obłoku dały się słyszeć słowa: „To jest Mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!” (Mt 17, 5). Uczniowie upadli na twarz i bardzo się zlękli. Ale kiedy podnieśli oczy, nie widzieli już nikogo oprócz Jezusa.

Kiedy schodzili z góry, Jezus przykazał im, żeby nikomu nie mówili o tym, co widzieli, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie. Uczniowie pytali, dlaczego uczeni w Piśmie uczą, że najpierw musi przyjść Eliasz. A On odparł, że Eliasz już przyszedł, ale nie poznali go. Syn Człowieczy też będzie od nich cierpiał. Uczniowie zrozumieli, że mówił o Janie Chrzcicielu.

Kiedy przyszedł do tłumu, podszedł do niego pewien człowiek i prosił o uzdrowienie syna epileptyka. Mówił, że próbowali już uczniowie, ale im się nie udało. Jezus uzdrowił go, a na pytanie uczniów powiedział, że nie mogli go uzdrowić z powodu małej wiary. „Bo zaprawdę powiadam wam: Jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarnko gorczycy, powiecie tej górze: »Przesuń się stąd tam!«, a przesunie się. (…)” (Mt 17, 20).

W Galilei Jezus po raz drugi powiedział uczniom, że będzie zabity, ale trzeciego dnia zmartwychwstanie. Oni bardzo się zasmucili.

Gdy przybyli do Kafarnaum, przyszli do Piotra poborcy podatków, pytając, czemu ich Nauczyciel nie płaci podatków. Ale Piotr odpowiedział, że płaci. Gdy wszedł do domu, Jezus nakazał mu iść nad jezioro, zarzucić wędkę, a pierwszej złowionej rybie otworzyć pyszczek: „…znajdziesz statera. Weź go i daj im za Mnie i za siebie.” (Mt 17, 27).

W tym czasie uczniowie zapytali Jezusa, kto właściwie jest największy w królestwie niebieskim. On odpowiedział im: „Zaprawdę, powiadam wam: jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim. I kto by przyjął jedno takie dziecko w imię Moje, Mnie przyjmuje.” (Mt 18, 3–5).

I dalej mówił Jezus, że biada tym wszystkim, którzy stają się powodem zgorszenia. Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia, lecz biada człowiekowi, przez którego to się dokonuje. Przestrzega także, „…żebyście nie gardzili żadnym z tych małych; albowiem powiadam wam: Aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca Mojego, który jest w niebie.” (Mt 18, 10).

I tu opowiedział przypowieść o owcach: „Jeśli kto posiada sto owiec i zabłąka się jedna z nich: czy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu na górach i nie pójdzie szukać tej, która się zabłąkała? A jeśli mu się uda ją odnaleźć, zaprawdę, powiadam wam: cieszy się nią bardziej niż dziewięćdziesięciu dziewięciu tymi, które się nie zabłąkały. (…)” (Mt 18, 12–13).

Pouczył też apostołów, jak należy po bratersku upominać błądzących. Zapewnił, że „Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię Moje, tam jestem pośród nich.” (Mt 18, 19–20).

Wtedy podszedł Piotr i zapytał, ile razy ma przebaczyć, jeśli ktoś zawini, czy siedem razy? A Pan Jezus odpowiedział, że aż siedemdziesiąt siedem razy.

I znów opowiedział przypowieść: królestwo niebieskie podobne jest do króla, który chciał się rozliczyć ze swymi sługami. Jeden ze sług był mu winien dziesięć tysięcy talentów, ale na błaganie sługi, żeby poczekał na spłatę długu, zgodził się jeszcze poczekać. Sługa ów jednak, wyszedłszy od króla, spotkał innego sługę, który był mu winien sto denarów. Zaczął domagać się zwrotu, a kiedy współsługa prosił o cierpliwość, nie zgodził się i wysłał go do więzienia. Wtedy król się rozgniewał i kazał oddać tego sługę katom, dopóki mu całego długu nie odda. „Podobnie uczyni wam Ojciec Mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu.” (Mt 18, 35).

Gdy Jezus skończył te mowy, opuścił Galileę i przeniósł się do Judei. Poszły za Nim wielkie tłumy i tam ich uzdrawiał.

Wtedy przyszli faryzeusze i chcąc Go wystawić na próbę, zapytali, czy wolno jest oddalić żonę. Jezus odpowiedział, że od początku Bóg stworzył człowieka jako kobietę i mężczyznę, i po ślubie stają się oni jak jedno ciało. A co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela. Na to oni zapytali, dlaczego w takim razie Mojżesz zezwolił na rozwody. Jezus odpowiedział, że to tylko ze względu na zatwardziałość serc ludzi. Ale jednak jest tak, że kto oddala żonę i bierze inną, ten popełnia cudzołóstwo. I kto oddaloną bierze za żonę, ten też popełnia cudzołóstwo. Na to uczniowie stwierdzili, że nie warto się żenić. Ale Jezus im odparł, że tylko nielicznym jest to dane zrozumieć. Są jednak „…niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje.” (Mt 19, 12).

Wtedy przyniesiono Mu dzieci, aby pomodlił się za nie, a uczniowie zabraniali im tego. Ale Jezus rzekł: „Dopuśćcie dzieci i nie przeszkadzajcie im przyjść do Mnie; do takich bowiem należy królestwo niebieskie.” (Mt 19, 14).

A oto podszedł do Niego bogaty młodzieniec, pytając, co ma robić, aby otrzymać życie wieczne. Przestrzegał przykazań – czego mu jeszcze brakuje? Jezus poradził mu sprzedać wszystko, co ma i rozdać ubogim, a wtedy będzie miał skarb w niebie. „Potem przyjdź i chodź za Mną!” (Mt 19, 21). Ale młodzieniec odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. A Jezus powiedział uczniom, że łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego.

Uczniowie przerazili się, i pytali, kto w takim razie może się zbawić. A Pan Jezus odparł, że chociaż u ludzi jest to niemożliwe, u Boga wszystko jest możliwe. A kiedy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, ci, którzy poszli za nim, zasiądą na dwunastu tronach, sądząc dwanaście pokoleń Izraela. „I każdy, kto dla Mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy. Wielu zaś pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi.” (Mt 19, 29–30). I znów dodał przypowieść. Otóż królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem nająć robotników. Umówili się na denara za dzień. Potem o godzinie trzeciej znów wyszedł i najął następnych robotników. Tak samo uczynił o godzinie szóstej i dziewiątej. A potem jeszcze raz wyszedł o godzinie jedenastej. Kiedy zaś nadeszła godzina wypłaty, robotnicy najęci o jedenastej dostali po denarze. Widzieli to inni robotnicy i myśleli, że oni dostaną więcej. Ale wszyscy dostali tyle samo. Kiedy robotnicy najęci najwcześniej szemrali przeciw temu, odparł gospodarz, że przecież umówili się na denara. A jemu wolno czynić ze swoimi pieniędzmi, co chce. „Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi.” (Mt 20, 16).

Mając udać się do Jerozolimy, Jezus po raz trzeci powiedział swoim uczniom, że w Jerozolimie zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie, a oni Go skażą na śmierć i wydadzą poganom na wyszydzenie, ubiczowanie i ukrzyżowanie; a On trzeciego dnia zmartwychwstanie.

Wtedy podeszła matka Zebedeusza, prosząc Jezusa, żeby jej synowie mogli zasiadać w Jego królestwie na tronach jeden po lewicy, a drugi po prawicy. Jezus zapytał, czy mogą pić kielich, który On ma pić. Odpowiedzieli, że tak, ale Jezus powiedział im, że wprawdzie kielich będą pić, ale miejsca po Jego lewej i prawej stronie dostaną ci, którym je przygotował Ojciec. Uczniowie Jezusa oburzyli się na tych dwóch braci, ale Jezus wyjaśnił im, że u nich będzie inaczej niż w świecie – kto chciałby być pierwszym między nimi, niech stanie się ich sługą i niewolnikiem; na wzór Syna Człowieczego, który „…nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu.” (Mt 20, 28).

Gdy wychodzili z Jerycha, dwaj niewidomi, siedzący przy drodze, zaczęli wołać, żeby Jezus ich uzdrowił, a On, zdjęty litością, dotknął ich oczu i natychmiast przejrzeli.

Gdy zbliżyli się do Jerozolimy i przyszli do Betfage na Górze Oliwnej, Jezus posłał dwóch uczniów do najbliższej wsi, mówiąc im, że znajdą tam uwiązaną oślicę ze źrebięciem. Mają je odwiązać i przyprowadzić Jezusowi. A gdyby ktoś coś mówił, mają odpowiedzieć, że Pan ich potrzebuje, ale zaraz je puści. Uczniowie tak zrobili i położyli na zwierzęta swoje płaszcze, a On usiadł na nich i jechał do Jerozolimy. Ogromny tłum ścielił na drodze swoje płaszcze, a także gałązki obcięte z drzew, śpiewając Hosanna Synowi Dawida! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie! Hosanna na wysokościach!” (Mt 21, 9). W Jerozolimie dziwiono się, kto to jest, a tłum odpowiadał: „To jest prorok, Jezus z Nazaretu w Galilei.” (Mt 21, 11).

A Jezus przyszedł do świątyni i wyrzucił wszystkich sprzedających i kupujących, powywracał stoły i ławki. „I rzekł do nich: »Napisane jest Mój dom ma być domem modlitwy, a wy czynicie z niego jaskinię zbójców«.” (Mt 20, 13). W świątyni Jezus uzdrawiał chorych, ale arcykapłani, widząc to wszystko, oburzali się.

Jezus odszedł z miasta i zanocował w Betanii. Rano, wracając do Jerozolimy poczuł głód, a widząc drzewo figowe, podszedł do niego. Nie znalazł jednak nic oprócz liści. Powiedział więc, żeby w takim razie nic więcej już się z niego nie rodziło i drzewo uschło. Uczniowie dziwili się, jak mogło się to stać tak szybko, a Jezus im powiedział, że jeśli będą mieli wiarę, to nie tylko z drzewem figowym to uczynią, ale powiedzą „…tej górze: Podnieś się i rzuć się w morze”, a góra to zrobi. „I otrzymacie wszystko, o co na modlitwie z wiarą prosić będziecie.” (Mt 21, 22).

Gdy przyszedł do świątyni i nauczał, arcykapłani i starsi z ludu pytali, jakim prawem to czyni. On powiedział, że jeśli odpowiedzą Mu na Jego pytanie, to i On im odpowie. Zapytał, skąd pochodził chrzest Janowy: z nieba, czy od ludzi. Kapłani nie wiedzieli, co odpowiedzieć. Jeśli powiedzą, że z nieba, spyta, dlaczego mu nie uwierzyli, a jeśli od ludzi, to strach, jak zareaguje tłum – zastanawiali się. Odpowiedzieli w końcu, że nie wiedzą, tak więc i Jezus nie odpowiedział im na pytanie, jakim prawem to czyni. I opowiedział o pewnym człowieku, który miał dwóch synów. Najpierw pierwszego wysłał do winnicy, a ten powiedział, że idzie, ale nie poszedł. Zwrócił się więc do drugiego, który powiedział, że nie chce, lecz potem opamiętał się i poszedł. Który z nich spełnił wolę ojca? Odpowiedzieli Mu, że ten drugi. A na to Jezus powiedział, że celnicy i nierządnice wchodzą przed nimi do królestwa niebieskiego. Bo oni uwierzyli, a kapłani nie opamiętali się i nie uwierzyli.

I opowiedział inną przypowieść, o gospodarzu, który założył winnicę, po czym oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał. Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał sługi, żeby odebrać należność za dzierżawę. Dzierżawcy jednak napadli ich, zamiast oddać należność. Tak samo postąpili i z następnymi. W końcu gospodarz posłał do nich swego syna, ale rolnicy i jego zabili. Kiedy więc właściciel wróci, cóż uczyni z rolnikami? Odpowiedzieli Mu, że wyrzuci rolników i wynajmie winnicę innym, uczciwszym. I powiedział Jezus, że królestwo Boże będzie im zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce. Arcykapłani i faryzeusze poznali, że o nich mówi i chcieli Go pochwycić, ale bali się tłumu.

A Jezus znów mówił do nich w przypowieściach. Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swojemu synowi. Wysłał swoje sługi po zaproszonych gości, ale ci nie chcieli przyjść. Posłał sługi jeszcze raz, ale goście zlekceważyli zaproszenie, a niektórzy znieważyli i pozabijali sługi. Więc król rozgniewał się i wysłał wojska, żeby ukarać owych zabójców. Wtedy wysłał sługi na rozstajne drogi i kazał zapraszać na ucztę wszystkich przechodzących. I sala wypełniła się. Ale król zobaczył jednego, który nie miał stroju weselnego. Król kazał go wyrzucić „»…na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów«.;. Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych.” (Mt 22, 13–14).

Wtedy faryzeusze odeszli i naradzali się, jak by pochwycić Go w mowie. Posłali więc do Niego swoich uczniów z zapytaniem, czy można płacić podatki Cezarowi. Jezus jednak przejrzał ich przewrotność. Spytał, czemu go wystawiają na próbę i kazał przynieść monetę podatkową. Kiedy Mu przynieśli, zapytał, czyj obraz jest na monecie. Odpowiedzieli, że Cezara, a Jezus rzekł: „Oddajcie więc Cezarowi to co należy do Cezara, a Bogu to co należy do Boga.” (Mt 22, 21). Faryzeusze usłyszawszy to zmieszali się i odeszli.

Tego dnia przyszli do Jezusa saduceusze, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania. Nawiązując do prawa Mojżeszowego, nakazującego następnemu bratu poślubić wdowę, która z pierwszym mężem nie miała dzieci, przedstawili sytuację, w której siedmiu braci po kolei żeniło się z tą samą kobietą i spytali, który z nich będzie jej mężem po zmartwychwstaniu. Ale Jezus zgromił ich, że nie znają Pisma ani mocy Bożej, bo przy zmartwychwstaniu nie będą się żenić ani za mąż wychodzić, ale będą jak aniołowie Boży w niebie. A co do zmartwychwstania „…nie czytaliście, co wam Bóg powiedział w słowach: »Ja jestem Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba«? Bóg nie jest [Bogiem] umarłych, lecz żywych.” (Mt 22, 32).

Gdy faryzeusze dowiedzieli się, że Jezus zamknął usta saduceuszom, zapytali Go, znów wystawiając na próbę, które przykazanie w Prawie jest największe. Jezus odpowiedział: Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy.” (Mt 22, 37–40).

Jezus zadał pytanie faryzeuszom, co sądzą o Mesjaszu, czyim jest synem. Oni odparli, że Dawida. Na to Jezus spytał, dlaczego więc Dawid nazywa Go Panem. Żaden z faryzeuszy nie umiał na to odpowiedzieć i tego dnia nikt więcej nie odważył się Go pytać.

Wtedy Jezus przemówił do tłumów, mówiąc, żeby słuchać faryzeuszy i uczonych w Piśmie, lecz nie naśladować ich uczynków. Bowiem nauczają ludzi, ale sami nie postępują według tych nauk. Nakładają ciężary nie do uniesienia na ludzi, a sami palcem nie chcą ruszyć. Wszystko robią na pokaz. Lubią zaszczytne miejsca i lubią wszędzie być pierwsi. Każą się nazywać Rabbi, ale tylko jeden jest Nauczyciel, a wszyscy ludzie są braćmi. Jeden jest też Ojciec, Ten w niebie. I jeden jest tylko Mistrz – Chrystus. „Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony.” (Mt 23, 12). Mówił Jezus dalej, że biada faryzeuszom i uczonym w Piśmie, bo zamykają królestwo niebieskie przed ludźmi. Biada, bo starają się pozyskiwać wyznawców, ale gdy go pozyskają, czynią go jeszcze bardziej winnym. Biada, bo i w przysięgach są fałszywi i dowolnie wybierają, która z nich jest ważna. Biada, bo dają dziesięcinę, ale zapominają o tym, co najważniejsze: sprawiedliwości, miłosierdziu i wierze. Biada, bo dbają o czystość zewnętrznej strony kubka, a wewnątrz pełno jest zdzierstwa i niepowściągliwości. Biada, bo podobni są do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, ale wewnątrz pełne są kości i plugastwa. Tak i oni z zewnątrz wydają się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni są obłudy i nieprawości. „Dlatego oto Ja posyłam do was proroków, mędrców i uczonych. Jednych z nich zabijecie i ukrzyżujecie; innych będziecie biczować w swych synagogach i przepędzać z miasta do miasta. (…) Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani. (…) Oto wasz dom zostanie wam pusty. Albowiem powiadam wam: Nie ujrzycie Mnie odtąd, aż powiecie: »Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie«.” (Mt 23, 34; 37–39).

Gdy Jezus wyszedł ze świątyni, powiedział uczniom, że ze świątyni nie zostanie kamień na kamieniu. A gdy siedział na Górze Oliwnej, uczniowie pytali, kiedy to nastąpi i jaki będzie znak. I Jezus mówił im: o fałszywych prorokach, o prześladowaniu uczniów, o „ohydzie spustoszenia”, o której mówił prorok Daniel, o znakach na niebie i przyjściu Syna Człowieczego. Zapowiedział też, że „…o dniu owym i godzinie nikt nie wie, nawet aniołowie niebiescy, tylko sam Ojciec.” (Mt 24, 36). Trzeba więc być gotowym w każdej chwili na Jego przyjście. Tu opowiedział przypowieść o słudze wiernym i niewiernym. Jeśli pan ustanowi sługę nad swoją służbą, żeby na czas rozdawał jej żywność, a wróci i zastanie go przy tej czynności, sługa będzie szczęśliwy, bo pan postawi go nad całym swym mieniem. Lecz jeśli zły sługa zacznie lekceważyć swoje obowiązki, pan nadejdzie w dniu, kiedy się go nie będzie spodziewać i każe go ukarać.

Potem opowiedział przypowieść o pannach roztropnych i nieroztropnych. Królestwo niebieskie będzie podobne do dziesięciu panien, które wzięły lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły oliwy, roztropne zaś razem z lampami wzięły i oliwę. Gdy pan młody się spóźniał, wszystkie zasnęły. Lecz kiedy pan młody nadszedł, panny nierozsądne prosiły o użyczenie oliwy panny roztropne. Ale te nie dały, bo bały się, że i im zabraknie. Więc roztropne panny poszły z panem młodym na ucztę weselną, a nieroztropne, które dopiero szukały oliwy, przegapiły przyjście pana młodego i nie dostały się na ucztę.

Potem opowiedział Jezus przypowieść o talentach. Pewien człowiek mając udać się w podróż przekazał swój majątek sługom. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Ten, który otrzymał pięć talentów, puścił je w obieg i zyskał drugie pięć. Ten który dostał dwa, postąpił podobnie i też zyskał dwa. Ten zaś, który dostał jeden talent, zakopał go. Po dłuższym czasie pan powrócił i zapytał o swoje talenty. Słudzy, którzy podwoili powierzony im majątek, otrzymali nagrodę uradowanego pana. Jednak ten sługa, który zakopał talent, powiedział panu, że jest twardym człowiekiem, który chce żąć tam, gdzie nie posiał; sługa więc bojąc się go zakopał talent, a teraz mu go zwraca. Pan jednak zagniewał się, że nie dał raczej pieniędzy bankierom, żeby pomnożyli majątek. Zabrał mu talent i dał temu, który miał dziesięć. A sługę kazał wyrzucić.

I dalej opowiadał Jezus, jak to będzie, gdy przyjdzie Syn Człowieczy. Zasiądzie na tronie pełnym chwały i oddzieli dobrych od złych; dobrych postawi po swojej prawej, a złych po lewej stronie. „Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: »Pójdźcie, błogosławieni Ojca Mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie«.” (Mt 25, 34–36). Wtedy sprawiedliwi spytają, kiedy to zrobili. „A Król im odpowie: »Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili«.” (Mt 25, 40). I odezwie się do tych po lewej stronie: „Idźcie ode Mnie przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić; byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie; byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie; byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie.” (Mt 25, 41–43). Wtedy oni spytają, kiedy to się stało: „»Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili«. I pójdą na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego.” (Mt 25, 45–46).

Gdy Jezus skończył to opowiadać, rzekł do uczniów, że za dwa dni jest Pascha i Syn Człowieczy będzie wydany na ukrzyżowanie. Wtedy właśnie arcykapłani i starsi ludu naradzali się, jak Jezusa pojmać i zabić, jednak nie w czasie święta, żeby lud się nie wzburzył.

Gdy Jezus przebywał w Betanii w domu Szymona Trędowatego, podeszła do niego kobieta i z alabastrowego flakonika wylała Mu drogi olejek na głowę. Uczniowie oburzali się na marnotrawstwo, można przecież było za to wspomóc ubogich, Jezus powiedział, że spełniła dobry uczynek względem Niego; ubogich będą mieć zawsze, ale Jezusa nie. Wylewając olejek na Niego, uczyniła to na Jego pogrzeb. Zapowiedział też, że ten czyn będzie głoszony w Ewangelii. Wtedy jeden z uczniów – Judasz Iskariota – udał się do arcykapłanów i umówił się z nimi, że za trzydzieści srebrników wyda im Jezusa.

W pierwszy dzień Przaśników uczniowie spytali Jezusa, gdzie mają przygotować Paschę. Jezus powiedział, do którego domu mają iść i uczniowie przygotowali Paschę według tego, jak im powiedział Jezus. Z nastaniem wieczoru zasiedli do stołu, a gdy jedli, Jezus powiedział uczniom, że jeden z nich Go zdradzi. Oni pytali, który z nich, a Jezus odrzekł, że ten, który właśnie z Nim zanurza rękę w misie. Wtedy Judasz zapytał, czy to on, a Jezus odpowiedział, że tak.

A gdy jedli, „Jezus wziął chleb i odmówiwszy błogosławieństwo, połamał i dał uczniom, mówiąc: »Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało Moje«. Następnie wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, mówiąc: »Pijcie z niego wszyscy, bo to jest Moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów. Lecz powiadam wam: Odtąd nie będę już pił z tego owocu winnego krzewu aż do owego dnia, kiedy pić go będę z wami nowy, w królestwie Ojca Mojego«.” (Mt 26, 26–29).

Po odśpiewaniu hymnu poszli ku Górze Oliwnej. Wówczas Jezus zapowiedział, że wszyscy uczniowie zwątpią w Niego tej nocy. Lecz gdy powstanie, wyprzedzi ich do Galilei. Piotr stwierdził, że choćby wszyscy zwątpili w Jezusa, on nigdy nie zwątpi. Jezus odparł, że zanim kogut zapieje, Piotr trzy razy się Go wyprze. Mimo to wszyscy uczniowie zapewniali Jezusa, że nie wyprą się Go.

Wtedy przyszedł Jezus z nimi do ogrodu zwanego Getsemani i zapowiedział, że będzie się modlił. Wziął ze sobą Piotra i dwóch synów Zebedeusza i począł się smucić i odczuwać trwogę. Powiedział im, że jest smutny i poprosił, żeby czuwali razem z Nim. I odszedłszy nieco dalej, modlił się „Ojcze Mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich! Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty.” (Mt 26, 39). Kiedy przyszedł do uczniów, zastał ich śpiących. Spytał, czy jednej godziny nie mogli czuwać razem z Nim? I powiedział, żeby czuwali i modlili się, żeby znów nie usnąć. Powtórnie odszedł i modlił się. Potem przyszedł do uczniów i znów zastał ich śpiących. Zostawiwszy ich jeszcze raz odszedł i modlił się, po raz trzeci powtarzając te same słowa. Potem wrócił do uczniów, a oni znowu spali. Jezus kazał im wstać, bo nadeszła godzina i Syn Człowieczy będzie wydany w ręce grzeszników. Zdrajca jest już blisko.

Kiedy jeszcze to mówił, nadszedł Judasz, a z nim wielka zgraja z mieczami i kijami. Judasz powiedział, że ten, którego pocałuje, jest tym, którego szukają. Podszedł do Jezusa i witając się z Nim, pocałował Go. A jeden z tych, którzy byli z Jezusem, wyjął miecz i odciął ucho słudze najwyższego kapłana. Wtedy Jezus rzekł: „Schowaj miecz swój do pochwy, bo wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną. Czy myślisz, że nie mógłbym poprosić Ojca Mojego, a zaraz wystawiłby Mi więcej niż dwanaście zastępów aniołów? Jakże więc spełnią się Pisma, że tak się stać musi?” (Mt 26, 52–54). Powiedział też tłumom, że stało się to żeby wypełniły się Pisma proroków. Wtedy wszyscy uczniowie opuścili Go i uciekli.

Jezusa zaprowadzono do najwyższego kapłana, Kajfasza, gdzie zebrali się uczni w Piśmie i starsi. A Piotr szedł za Nim z daleka, po czym usiadł na dziedzińcu między służbą, żeby zobaczyć, jaki będzie wynik. Tymczasem kapłani szukali fałszywego świadectwa, aby zgładzić Jezusa, ale nie mogli znaleźć. W końcu stanęli dwaj i powiedzieli, że Jezus mówił, że może zburzyć przybytek Boży i odbudować go w trzy dni. Jezus nie odpowiedział na te zarzuty. Wtedy najwyższy kapłan zapytał, czy Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym. Jezus odpowiedział: „Tak, Ja Nim jestem. Ale powiadam wam: odtąd ujrzycie Syna Człowieczego, siedzącego po prawicy Wszechmocnego, i nadchodzącego na obłokach niebieskich.” (Mt 26, 64). Wtedy najwyższy kapłan rozdarł szaty i powiedział, że Jezus zbluźnił. Winien jest śmierci. Wtedy wszyscy zaczęli pluć Mu w twarz i bić Go pięściami, policzkować i szydzić z Niego.

Tymczasem do Piotra siedzącego na dziedzińcu podeszła służąca, mówiąc, że i on był z Galilejczykiem. Ale Piotr wyparł się. Kiedy szedł ku bramie, rozpoznała go inna służąca. Ale Piotr przysiągł, że Go nie zna. Jednak ci, którzy tam stali, twierdzili, że na pewno jest jednym z uczniów Jezusa. Piotr zaczął się zaklinać, że nie zna tego Człowieka i w tej chwili zapiał kogut. Piotr przypomniał sobie słowa Jezusa i gorzko zapłakał.

Rano wszyscy arcykapłani i starsi ludu podjęli uchwałę, żeby zgładzić Jezusa. Wydali go więc w ręce namiestnika rzymskiego: Poncjusza Piłata.

Judasz, który Go wydał, opamiętał się. Zwrócił kapłanom trzydzieści srebrników, mówiąc, że Jezus jest niewinny. Ale oni nie chcieli go słuchać. Judasz rzucił srebrniki ku przybytkowi, odszedł i powiesił się. Arcykapłani po naradzie za srebrniki kupili Pole Garncarza, na grzebanie cudzoziemców, które do dziś nosi nazwę Pole Krwi. Wtedy spełniło się proroctwo Jeremiasza.

Jezusa tymczasem postawiono przed Piłatem. Namiestnik zapytał Go, czy jest królem żydowskim, a Jezus odpowiedział, że tak. Ale na oskarżenia starszych i arcykapłanów nic nie odpowiedział.

A był zwyczaj, że na każde święto namiestnik uwalniał jednego więźnia, którego chciał lud. Trzymano wtedy znacznego więźnia, imieniem Barabasz. Piłat zapytał, którego ma uwolnić: Jezusa czy Barabasza. Wiedział bowiem, że wydano Go przez zawiść. Kiedy odbywał przewód sądowy, żona przysłała mu ostrzeżenie, że we śnie wiele nacierpiała się z powodu tego Sprawiedliwego. Ale arcykapłani i starsi namówili tłumy, żeby żądały Barabasza. Więc na pytanie Piłata lud zażądał ukrzyżowania Jezusa. Piłat pytał, cóż On właściwie złego uczynił, ale tłumy coraz głośniej domagały się ukrzyżowania. Wtedy Piłat umył ręce wobec tłumu, mówiąc, że nie jest winny krwi tego Sprawiedliwego. Uwolnił Barabasza, a Jezusa kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie. Żołnierze wzięli Jezusa, rozebrali Go, narzucili Mu na ramiona szkarłatny płasz, na głowę założyli wieniec z ciernia, a do ręki dali trzcinę. Potem przyklękali przed Nim i szydzili, nazywając Go Królem Żydowskim, pluli na Niego i bili po głowie. A gdy Go wyszydzili, założyli na Niego Jego własne szaty i zaprowadzili na ukrzyżowanie.

Wychodząc spotkali pewnego człowieka imieniem Szymon z Cyreny. Zmusili go, żeby niósł krzyż Jezusa. Kiedy doszli do miejsca zwanego Golgotą, to znaczy Miejscem Czaszki, dali Mu pić wino zaprawione goryczą. Skosztował, ale nie chciał pić.

Gdy Go ukrzyżowali, rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy. A nad głową Jezusa umieścili napis „To jest Jezus, Król Żydowski”. Ukrzyżowali też z Jezusem dwóch złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej stronie. A ludzie, którzy Go widzieli, wyszydzali Go. Lżyli Go także złoczyńcy, którzy razem byli ukrzyżowani.

Od godziny szóstej do godziny dziewiątej mrok ogarnął całą ziemię. Około dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: „»Eli, Eli, lema sabachthani?«, to znaczy Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? (Mt 27, 46). Niektórzy ze stojących tam mówili, że woła Eliasza. Jeden z nich napełnił gąbkę octem i dał Mu pić. A Jezus zawołał jeszcze raz donośnym głosem i wyzionął ducha.

Wtedy zasłona przybytku rozdarła się na dwoje z góry na dół; ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać. Groby się otworzyły i wiele ciał świętych powstało. I weszli oni do Miasta Świętego i ukazali się wielu. Żołnierze, którzy pilnowali Jezusa, zlękli się bardzo i mówili, że Jezus prawdziwie był Synem Bożym. Było tam również wiele niewiast z otoczenia Jezusa, które przypatrywały się z daleka. Między nimi były Maria Magdalena, Maria matka Jakuba i Józefa oraz matka synów Zebedeusza.

Pod wieczór przyszedł Józef z Arymatei, zamożny człowiek, który też był uczniem Jezusa i poprosił Piłata o wydanie mu ciała Jezusa. Owinął je w czyste płótno i złożył w swoim nowym grobie. Przed wejściem zatoczył duży kamień i odszedł. A Maria Magdalena i druga Maria zostały tam.

Nazajutrz kapłani i faryzeusze przypomnieli sobie, że Jezus zapowiedział zmartwychwstanie trzeciego dnia. Poprosili więc Piłata, żeby zabezpieczył grób, ponieważ uważają, że uczniowie Jezusa mogą wykraść ciało, żeby potem oszukiwać lud. Piłat się zgodził, a oni opieczętowali grób i postawili straż.

Po upływie szabatu, o świcie pierwszego dnia tygodnia przyszły Maria Magdalena i druga Maria obejrzeć grób. A oto powstało wielkie trzęsienie ziemi, ponieważ zstąpił z nieba anioł Pański, odsunął kamień i usiadł na nim. A strażnicy ze strachu stali się jakby umarli. Anioł zaś powiedział niewiastom, że Jezusa Ukrzyżowanego nie ma tu, bo zmartwychwstał i udał się do Galilei. Tam Go spotkają. Niewiasty więc z radością pobiegły powiedzieć to Jego uczniom. A wtedy stanął przed nimi Jezus, powitał je i nakazał powiedzieć uczniom, żeby poszli do Galilei, tam Go zobaczą.

A tymczasem niektórzy ze straży powiedzieli arcykapłanom, co zaszło. Ci zaś dali żołnierzom sporo pieniędzy i kazali im rozpowiadać, że to uczniowie w nocy wykradli ciało Jezusa. Tak też rozniosła się ta pogłoska między Żydami i trwa do dnia dzisiejszego.

Jedenastu uczniów udało się do Galilei, gdzie ujrzeli Jezusa i oddali Mu pokłon. A Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami: „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.” (Mt 28, 18–20).

...ciąg dalszy: Ewangelia wg św. Marka

Zwiastowanie na średniowiecznej miniaturze


Narodzenie Jezusa


Pokłon Trzech Króli


Ucieczka do Egiptu


Ostatnia Wieczerza


Modlitwa w Ogrójcu


Droga Krzyżowa


Ukrzyżowanie


Zdjęcie z krzyża


Zmartwychwstanie