Logo serwisu Biblia

Strona główna

Stary Testament

Nowy Testament

Święci wg alfabetu

Święci wg dat

Papieże

Legendy o świętych

Patroni

Ciekawostki

Różne artykuły

Inne strony katolickie

Mapa serwisu

Kontakt




© 2000–2018 barbara
Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved

Strona nie zawiera cookies



Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl


Różne artykuły



Jaki krzyż

Żył sobie kiedyś pewien człowiek, który bardzo narzekał, że Pan Bóg dał mu zbyt ciężkie życie – jego krzyż stanowczo wydawał mu się za ciężki do niesienia. W modlitwach zwierzał się Bogu, że jego znajomi i sąsiedzi mają krzyże dużo lżejsze i gdyby on mógł się z nimi zamienić, na pewno lepiej spełniałby Boże przykazania i szybciej by się uświęcił.

Pewnego razu Pan Jezus postanowił wysłuchać modlitwy tego człowieka. Przyszedł więc do niego i powiedział, że może swój krzyż zamienić na taki, jaki tylko zechce. Zaprowadził go do olbrzymiej sali, gdzie były tysiące i tysiące krzyży. Powiedział, że ten, który sobie wybierze, będzie odtąd niósł zamiast swojego, zbyt ciężkiego. Chodził więc ten człowiek od krzyża do krzyża, przyglądał się im, podnosił, przymierzał. Jeden wydawał mu się za duży, drugi był zbyt ciężki, trzeci miał bardzo kłujące drzazgi, jeszcze inny gniótł go w ramiona. Nie wiadomo, ile krzyży w ten sposób obejrzał, ale wreszcie udało mu się dobrać taki, który wydał mu się względnie wygodny, nie za ciężki, nie za duży. Wtedy Pan Jezus, uśmiechając się, kazał mu zobaczyć, jak krzyż jest podpisany. Człowiek spojrzał i oniemiał... Na krzyżu było napisane jego nazwisko.

Opowiadanie to (zaczerpnięte z homilii sprzed wielu lat, a to pewnie z opowiastki ks. Bruno Ferrero „Lazurowa grota”) zawiera w sobie głęboką mądrość. Któż z nas chociaż raz w życiu nie westchnął, że gdyby zamienił swój los na los sąsiada, znajomego, krewnego, albo też znanej gwiazdy, polityka, malarza, wtedy lepiej by mu się żyło i na pewno byłby lepszym człowiekiem. A na pewno nie miałby tylu kłopotów, stresów...

I nie ma w tym nic złego. Każdy niesie przez życie swój krzyż i każdy krzyż jest ciężki. Całkiem normalne jest też, że chcielibyśmy mieć lepsze, lżejsze, spokojniejsze życie. Warto jednak choćby raz pokusić się o konsekwencję w tej sprawie. Jeśli westchnęliśmy do lżejszego krzyża, jeśli czyjś los wydał nam się lepszy od naszego, spróbujmy go „przymierzyć” na nasze ramiona. A potem wyciągnijmy wnioski.

Chcielibyśmy na przykład być sławni. Sława to coś, co na pewno pozwala znosić codzienne kłopoty, niedogodności, nawet choroby. Jest to przecież rzecz tak przyjemna, tak ekscytująca. Skąd w takim razie tyle skandali w świecie sławnych ludzi, np. aktorów lub muzyków? Alkohol, narkotyki, depresje, samobójstwa, małżeństwa trwające 2 miesiące lub 2 tygodnie? Załamania nerwowe, paniczne ucieczki przed fanami? Ani chwili samotności, prywatności. Życie pod dyktando prasy. Zastanówmy się, czy ci ludzie są na co dzień szczęśliwi, czy sława ułatwia im życie, czy utrudnia? Zastanówmy się, czy my byśmy to znieśli? Czy ten krzyż nam „pasuje”? A może jednak lepiej być nikomu nieznanym, „zwykłym” człowiekiem?

Albo chcielibyśmy być piękni. Przecież pięknych ludzi wszyscy kochają, wszyscy pragną im tylko umilać życie. A pięć nieudanych małżeństw Marilyn Monroe? Wielokrotne depresje i w końcu samobójstwo. Albo osiem – nieudanych – małżeństw Liz Taylor. Czy uroda, sława uprzyjemniły im życie, czy ułatwiły, czy dały miłość, o jakiej marzy każda kobieta? To prawda, że trudno jest budować rodzinę pod okiem ciekawskich dziennikarzy, ale dlaczego uroda i sława nic nie pomogły? Czyżby jednak nie dawały szczęścia?

A co powiedzielibyśmy na wielkie bogactwo? Przecież bogaty nie ma żadnych kłopotów, co chce, to ma, nie musi w niczym się ograniczać. Ale wystarczy pooglądać pierwszą z brzegu telenowelę, żeby zobaczyć, czy bogactwo daje szczęście. Nie dość, że w braku prawdziwych mają ciągle urojone kłopoty, to przecież dręczy ich wieczna niepewność, czy przyjaciele są ich przyjaciółmi, czy też ich pieniędzy. Niejeden z bogaczy spać po nocach nie może ze strachu, że straci majątek. A obawa przed złodziejami, nieuczciwymi pracownikami, zarządcami ich majątku? Czy nasze ramiona uniosłyby ten krzyż? Może jednak lepiej nie mieć zbyt wielu bogactw i spać spokojnie?

Ale dlaczego szukać szczęścia tylko wśród tzw. ludzi sukcesu? Może faktycznie ten sukces nie całkiem jest taki, jakim go sobie wyobrażamy. Rozejrzyjmy się więc wśród swoich znajomych i sąsiadów. To małżeństwo na przykład, które mieszka pod nami: jacy to spokojni, mili, wyglądający na szczęśliwych ludzie. O, z nimi warto byłoby się zamienić na los. Ale gdybyśmy z nimi porozmawiali, dowiedzielibyśmy się może, że dręczy ich wielkie cierpienie, bo jedyne ich dziecko cierpi na nieuleczalną chorobę. A że są zawsze spokojni i uśmiechnięci? Po co obnosić się ze swoim cierpieniem? Pragną je przeżywać w ciszy i z dala od ludzkich oczu. A może usłyszelibyśmy, że żona nie pracuje, a teraz mąż stracił pracę; nie tylko nie mają z czego żyć, ale jeszcze grozi im eksmisja. Dręczy ich wielki niepokój, ale nikt o tym nie wie.

Tak, gdybyśmy porozmawiali z ludźmi o ich problemach, a oni chcieliby nam o nich opowiedzieć, mogłoby się okazać, jak w przytoczonej na wstępie opowiastce, że nasz krzyż wcale nie jest najcięższy. A przecież Bóg, stwarzając nas, doskonale wiedział, ile możemy unieść, do czego jesteśmy zdolni. Jeśli nam się wydaje, że jest nam za ciężko, że możemy się załamać pod ciężarem cierpienia, On zawsze jest blisko, gotów nam pomóc. Czeka, kiedy sobie o Nim przypomnimy, kiedy zgodzimy się Jego pomoc przyjąć. On kocha nas tak bardzo, że jedynym, co jest potrzebne, żeby nam pomógł – w drodze do zbawienia – jest nasza zgoda, nasze pragnienie, żeby iść przez życie razem z Nim.

Przyjmijmy więc Jezusa, który za nas umarł na krzyżu, bo On umarł na odkupienie naszych grzechów, ale powiedział nam też, że będzie z nami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata (Mt 28, 20). Przyjmijmy Jego pomoc i dźwigajmy ciężary, które na nas nakłada, z uśmiechem, bo – jak sam powiedział – „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie” (Mt 11, 28–30). I to jest najprawdziwsza na świecie prawda: kiedy przyjmujemy swój krzyż od Jezusa i dźwigamy go dla Niego, z wiarą, to staje się on tym szczęściem, którego człowiek bezskutecznie poszukuje na tej ziemi.



Różne artykuły – O naśladowaniu Chrystusa Różne artykuły – Islam