Logo serwisu Biblia

Strona główna

Stary Testament

Nowy Testament

Święci wg alfabetu

Święci wg dat

Papieże

Legendy o świętych

Patroni

Ciekawostki

Różne artykuły

Inne strony katolickie

Mapa serwisu

Kontakt




© 2000–2018 barbara
Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved

Strona nie zawiera cookies



Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl


Różne artykuły



Czas oczyszczenia i przygotowania. Czas oczekiwania

Całun Turyński – płótno grobowe Jezusa – jest największą relikwią chrześcijaństwa. I choć nie ma dowodu na jego prawdziwość, to dobrze, bo dla zbawienia potrzebna jest wiara, a nie wiedza. Jednak prowadzone nad Całunem badania naukowe potwierdzają ewangeliczny opis śmierci Jezusa. W swojej pracy „Całun Turyński” Ian Wilson przytacza wyniki dokładnych badań lekarskich, które potwierdzają obecność na Całunie całej Męki Jezusa opisanej w Ewangeliach.

Inny z syndonologów1, Bruno Barberis, profesor matematyki na uniwersytecie w Turynie, w wyniku analizy matematycznej stwierdził, że prawdopodobieństwo jednoczesnego wystąpienia cech obecnych na Całunie wynosi 1 : 225 miliardów ukrzyżowań2.

Dlaczego przytaczam te dane? Ponieważ zetknęłam się z pracą polskich kardiologów3, która jest próbą odpowiedzi na pytanie o przyczynę śmierci krzyżowej Jezusa. I uważam, że w ich świetle ta praca jest jak najbardziej uzasadniona i ciekawa.

Medycy oceniają, że już przed ukrzyżowaniem Jezus był w stanie krytycznym4.

Ponieważ Jezus był umęczony w sposób wyjątkowy, bez badania patologicznego trudno ocenić, który z mogących doprowadzić do śmierci czynników był tym ostatecznym, przesądzającym – czy był to wstrząs pourazowy, pokrwotoczny i hipowolemiczny (spowodowany względnym lub bezwzględnym zmniejszeniem objętości krwi krążącej), czy ostra niewydolność oddechowo-krążeniowa spowodowana ciężkimi penetrującymi urazami klatki piersiowej, bądź ciężkie zapalenie płuc z płynem wysiękowym w jamie opłucnowej, a może niewydolność wydechowa spowodowana ukrzyżowaniem, czy też zawał serca lub groźne zaburzenia rytmu serca.

Na Całunie zidentyfikowano ponad 700 śladów różnych ran, pochodzących od bicia po twarzy i po całym ciele pięściami i kijem, biczowania, ukoronowania cierniem, otarć od dźwiganej belki krzyża, ważącej blisko 60 kg, upadków, a wreszcie od gwoździ i włóczni.

Pierwsze objawy cierpienia Jezusa występują już podczas modlitwy w Ogrodzie Oliwnym. Był to krwawy pot (haematidrosis) na ciele Jezusa. Ten wyjątkowo drastyczny objaw cierpienia psychicznego został tylko kilka razy opisany w światowym piśmiennictwie medycznym.

Potem Jezus, lżony, popychany i bity – pięściami i kijami, przebył około 4 km, był przesłuchiwany, spędził w więzieniu bezsenną noc, prawdopodobnie w przymusowej pozycji i bez możliwości zaspokojenia pragnienia. Rano okrutne ubiczowanie spowodowało zmasakrowanie ciała, a to w połączeniu z silnym bólem i utratą krwi mogło być przyczyną wstrząsu i na pewno miało wpływ na czas agonii na krzyżu.

Tak więc wydaje się, że silne przeżycia psychiczne, wielkie cierpienie fizyczne, utrata krwi, brak snu, posiłku i napojów doprowadziły do stanu krytycznego Jezusa już przed ukrzyżowaniem. Ten stan krytyczny pogorszyło otwarcie zaschniętych już ran, kiedy brutalnie powalono Go na ziemię przybijając do krzyża. A po zawieszeniu każdy oddech powodował ocieranie o szorstkie drewno krzyża głębokich ran po biczowaniu.

Przeraźliwy ból wywoływały też gwoździe wbite w nadgarstki, ponieważ z jednej strony rozdzierane one były ciężarem ciała, a z drugiej gwoździe uszkadzały okostną drobnych kostek i prawdopodobnie uszkodziły lub zmiażdżyły nerw pośrodkowy5. Poza bólem powodowało to porażenie części kończyn i przykurcze niedokrwienne. Gwóźdź przebijający stopy wywołał prawdopodobnie taki sam skutek dotyczący kości śródstopia i nerwów strzałkowego i podeszwowego. Bóle tych nerwów są tak rozdzierające, że trudno je ukoić nawet środkami narkotycznymi.

Najbardziej obciążająca podczas ukrzyżowania była niemożność prawidłowego oddychania, szczególnie wydychania powietrza. Ciężar zawieszonego ciała wymuszał ustawienie mięśni międzyżebrowych w pozycji wdechowej, Jezus nie mógł więc wypuszczać powietrza z płuc. Praca przepony nie wystarczała na poprawienie sytuacji. Żeby więc móc wytchnąć powietrze, Jezus musiał unosić się, napinając mięśnie ramion i próbując rozprostować kolana. Pogłębiające się uczucie duszności sprawiało, że musiał to czynić dość często. To znowu nasilało ból, który i tak był już nie do zniesienia. W związku z upośledzeniem oddychania szybko rozwijała się hiperkapnia6 prowadząca do kwasicy oddechowej7; zmęczenie i zaburzenia gospodarki wodno-elektrolitowej powodowały tężcowe skurcze mięśni, a to z kolei ostatecznie uniemożliwiało oddychanie.

W tym stanie rzeczy każde odezwanie się Jezusa było nieprawdopodobnym wysiłkiem, możliwym jedynie w momencie uniesienia się na przeszytych gwoździami dłoniach i stopach.

W tym miejscu zaczynają się pewne utrudnienia w medycznej ocenie stanu Jezusa. Nie wiemy czym była wypływająca z rany od włóczni „krew i woda”. Po pierwsze: Ewangelia nie precyzuje, który bok Jezusa został przebity, a po drugie: stwierdzenie „krwi i wody” nie określa faktycznej kolejności wypływu tych płynów. Ponieważ rzymskim zwyczajem było przebijanie raczej prawego boku, wydaje się, że krew pochodziła z wypełnionych jam prawego serca lub z worka osierdziowego. Słowo „woda” w opisie może oznaczać surowiczy płyn z jamy opłucnej i/lub worka osierdziowego. Możliwa jest też obecność krwistego płynu, który zebrał się na skutek uderzeń zadawanych Jezusowi kijem i biczowania (zespół mokrego płuca, acute lung injury8).

Dla lekarza fakt, że Jezus skonał zwieszając głowę tuż po wydaniu głośnego okrzyku, może oznaczać nagłą przyczynę zgonu, inną od wyżej wymienionych. Pierwsze, co się nasuwa, to pęknięcie wolnej ściany lewej komory serca z wylaniem się krwi do worka osierdziowego i wtórną tamponadą9, chociaż to powikłanie jest mało prawdopodobne na wczesnym etapie zawału serca.

Wstrząs (pourazowy, pokrwotoczny i hipowolemiczny) wywołany wielkim cierpieniem, utratą krwi i płynów ustrojowych, mógł być przyczyną rozsianego krzepnięcia wewnątrznaczyniowego z ewentualną embolizacją10 naczyń wieńcowych serca drobnymi skrzeplinami i wtórnym zawałem serca.

Wysokie stężenie katecholamin11 uwalnianych w wyniku nadmiernie silnych doznań fizycznych i emocji może wywrzeć na serce toksyczny wpływ. Z jednej strony jego wynikiem są śmiertelne arytmie włącznie z migotaniem komór. Z drugiej – zostaje uszkodzony mięsień lewej komory z dramatycznym spadkiem frakcji wyrzutowej, obrzękiem płuc i wstrząsem kardiogennym12.

Tyle da się ocenić biorąc pod uwagę jedynie opis Ewangelii i ewentualnie Całun Turyński, ale bez przeprowadzenia badania pośmiertnego. Ja uważam, że jest to ważne osiągnięcie polskich kardiologów, dlatego pozwoliłam sobie przytoczyć tutaj opis tej pracy.

A oto dobrany przez autora cytat zamykający artykuł: „Cicero w I wieku po narodzeniu Chrystusa napisał, że »ze wszystkich kar, ta przez ukrzyżowanie jest najbardziej okrutna i najbardziej poruszająca«. Nie można chyba dzisiaj mieć najmniejszych wątpliwości co do przerażającej słuszności tych słów”.



Inne artykuły – Pan Bóg dał ludziom babcię Inne artykuły – Wady? Nie mam