Logo serwisu Biblia

Strona główna

Stary Testament

Nowy Testament

Święci wg alfabetu

Święci wg dat

Papieże

Legendy o świętych

Patroni

Ciekawostki

Różne artykuły

Inne strony katolickie

Mapa serwisu

Kontakt




© 2000–2018 barbara
Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved

Strona nie zawiera cookies



Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl


Różne artykuły



Opowieść babci

kolęda w moim bloku

Dzień wizyty duszpasterskiej to w blokach szczególny dzień. Już od rana wszyscy żyją jak rodzina. Od rana krążą opowieści, kto będzie w domu, a kto nie zdąży zwolnić się z pracy, sąsiedzi sprawdzają, czy wszyscy pamiętają, że to dziś.

Już na pół godziny przed rozpoczęciem kolędy na schodach zaczyna się ruch. Co chwila z jakichś drzwi wychyla się ktoś, żeby sprawdzić, czy ksiądz już przyszedł. Jeśli się spóźnia, powstaje wielki niepokój. Gdy ksiądz przychodzi, parter natychmiast pustoszeje, a na piętrach sąsiedzi wzajemnie informują się, że ksiądz już wszedł do tych czy innych sąsiadów. Na piętrach trwa ogólne zgromadzenie. Nie ograniczamy się już do wyglądania; w zasadzie cały czas oczekiwania spędzamy razem. W mieszkaniach zostają tylko ci, którzy mają coś pilnego do zrobienia i chorzy. Atmosfera – wyjątkowa. Panuje wielce przyjacielski nastrój i dziś każdy należy do „blokowej” rodziny. Co chwila słychać: „Gdzie już jest?”, „Czy dojdzie do piątej na drugie piętro?”, „A który ksiądz dziś chodzi?” itp. Nie wiemy, jak to przyjmuje ksiądz, ale obie strony udają, że jest normalnie. Pewien niepokój powstaje, kiedy gdzieś wizyta przedłuża się. Natychmiast zaczynają się domysły, dlaczego właśnie tam trwa to tak długo. Dłuższa wizyta to swego rodzaju wyróżnienie, więc trochę jest w tym zazdrości.

Jak tylko ksiądz kończy wizytę na jednym z pięter, natychmiast pustoszeje następne. Ale wyżej ludzie nadal czekają na korytarzu. Klatka schodowa cichnie dopiero po wejściu księdza na ostatnie piętro. Przyjęte jest, że każdy czeka na księdza w mieszkaniu; niektórzy czekają na dzwonek, jak przy „zwykłym” gościu, inni otwierają drzwi, kiedy ksiądz się do nich zbliża. Może niektórzy chcieliby spotkać go już na korytarzu i uroczyście wprowadzić do domu, ale nie jest to przyjęte; nie wiemy, czy ksiądz tak by wolał, może też przeszkadza pewna nieśmiałość.

Wreszcie jednak ksiądz wchodzi. Każdy z nas chciałby go zatrzymać co najmniej na godzinę i zgodnie z polską tradycją uczęstować zawartością lodówki, ale ksiądz pamięta, że ma jeszcze wiele rodzin do odwiedzenia i najczęściej spieszy się. Rozumiemy to, ale żegnamy się z żalem. Wizyta dobiegła końca. Następna dopiero za rok.

Teraz do starych bloków wprowadzają się nowi lokatorzy. Często nie nawiązują znajomości z sąsiadami. Dlatego coroczna wizyta duszpasterska gromadzi na korytarzu coraz mniej oczekujących. Pewnie niedługo tradycja ta całkiem zaniknie...



Różne artykuły – Nie udało się? – Nie szkodzi Różne artykuły – Boże Narodzenie prababci