Logo serwisu Biblia

Strona główna

Stary Testament

Nowy Testament

Święci wg alfabetu

Święci wg dat

Papieże

Legendy o świętych

Patroni

Ciekawostki

Różne artykuły

Inne strony katolickie

Mapa serwisu

Kontakt




© 2000–2018 barbara
Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved

Strona nie zawiera cookies



Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl


Różne artykuły



Boże Narodzenie prababci

Wigilia Bożego Narodzenia to dzień w moim dzieciństwie najbardziej oczekiwany w roku, nie tylko dlatego, że pod choinką zawsze był dla każdego jakiś prezent, ale przede wszystkim dla nastroju, jaki tego dnia panował w naszym domu.

Było nas czworo: rodzice, o rok starszy ode mnie brat i ja. Tam, gdzie mieszkałam, zimy były śnieżne. Gruba warstwa śniegu leżała na polu otaczającym dom, a w domu wesoło trzaskał ogień w kominku i w kuchni, bo tam palono tylko drewnem. W roku pokoju już od rana stała duża (od podłogi do sufitu) i pachnąca choinka. Ubieraliśmy ją z ojcem, bo mama była zajęta w kuchni. Ach, co to była za radość wyciągania z kartonu kolorowych łańcuchów, pajacyków i ptaszków zrobionych z wydmuszek, pająków ze słomki i jeżyków z kolorowego papieru. Wieszaliśmy też na choince łakocie: kolorowe cukierki, pierniczki i małe jabłuszka. A na koniec mój ojciec przypinał do gałązek świeczniki z naturalnymi kolorowymi świeczkami.

Mama w tym czasie przygotowywała gorące dania na wieczerzę wigilijną: barszcz z uszkami, pierogi z kapustą i grzybami, smażone ryby i fasolę w sosie zaprawionym miodem. Zimne dania były już przygotowane wcześniej: śledzie, sałatka, ryba w galarecie, kompot z suszonych owoców, kisiel żurawinowy, makagigi (słodycze z maku), nugat (ciastka z orzechów z miodem) i faworki. Wszystkie te potrawy były tradycyjnie obowiązkowe.

Ja i mój brat z niecierpliwością wyczekiwaliśmy pierwszej gwiazdki, pojawienie się której głośno oznajmialiśmy rodzicom, a był to sygnał do rozpoczęcia wieczerzy wigilijnej. Po przeżegnaniu się i krótkiej modlitwie dzieliliśmy się opłatkiem. Z apetytem zjadaliśmy wszystko, co mama podawała, bo tylko mamie wolno było wstawać od stołu.

Po posiłku pomagaliśmy mamie w sprzątaniu ze stołu i zaczynał się wieczór radosnych uniesień. Ja i mój brat wyciągaliśmy ukryte pod choinką paczki, a potem siadaliśmy z rodzicami przed kominkiem i śpiewaliśmy kolędy. Nastrój powoli opanowywała radość z narodzenia Pana Jezusa.

Wieczór wigilijny był długi (4 do 5 godzin), więc było w nim dużo radosnych chwil. Było palenie świeczek na choince i zimnych ogni, było chrupanie orzechów łupanych przez ojca, były też wspomnienia moich rodziców, których my, dzieci, słuchaliśmy z zainteresowaniem, aż sen nas zmorzył.

tekst mojej Mamy
opisuje Wigilie sprzed II wojny światowej, 200 km na północ od Wilna



Różne artykuły – Opowieść babci Różne artykuły – Opłatek wigilijny