Logo serwisu Biblia

Strona główna

Stary Testament

Nowy Testament

Święci wg alfabetu

Święci wg dat

Papieże

Legendy o świętych

Patroni

Ciekawostki

Różne artykuły

Inne strony katolickie

Mapa serwisu

Kontakt




© 2000–2018 barbara
Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved

Strona nie zawiera cookies



Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl


Różne artykuły



Moje kresowe Wielkanoce

Wielkanoc moich wspomnień...

Wielkanoc. Ileż to już Wielkanocy przeżyłam z łaski Boga i ile wspomnień. Było różnie: beztrosko i w wielkim trudzie, ale zawsze radośnie i słonecznie. Tak utrwaliło mi się w pamięci to wielkie święto Zmartwychwstania Pańskiego.

Najbardziej lubię wracać wspomnieniami do czasów dzieciństwa. Wychowywałam się na dalekich kresach przedwojennej Polski – 200 km na północ od Wilna. Wieś, w której mieszkałam, i wszystkie okoliczne zamieszkiwali Białorusini – najczęściej katolicy, chociaż byli też nieliczni starowiercy (staroobrzędowcy). Katolicy mówili o sobie: „Jesteśmy Polakami”, a o starowiercach, że to Ruscy. Moi rodzice byli nauczycielami – ojciec pochodził z Ostrowca Świętokrzyskiego, a mama z Dźwińska na Łotwie, ale była Polką.

Okres świąteczny zaczynał się już w Niedzielę Palmową. Był wtedy zwyczaj, że biło się po nogach wierzbowymi baziami z takim wierszykiem: „Rózga bije, nie zabije, za sześć noc Wielkanoc”. Rano mama budziła nas w ten sposób. i to był sygnał do rozpoczęcia Wielkiego Tygodnia i przygotowań do świąt: otwierania okien, które na zimę były oklejane i zaopatrywane, bo tam były duże mrozy, mycia okien, sprzątania i przez ostatnie trzy dni pieczenia ciast i mięs, mazurków, babek.

Już w Wielki Czwartek i szczególnie w Wielki Piątek w domu był ścisły post. Śpiewaliśmy pieśni wielkopostne, na przykład bardzo lubiłam „Wisi na krzyżu”. Ale Triduum w kościele tak jak dziś nie obchodziliśmy.

Jajka. Pamiętam, przed wojną to był taki specjalny lakier do jajek, spożywczy. Potem to błyszczało. Siostry mojej mamy i mama malowały na jajkach pędzelkiem piękne wzory. Jajka malowało się w piątek i sobotę.

Widłak. Do obrusa przyczepiało się długą „łodyżkę” tak, że „gałązki” zwisały w dół

Trzy różne kultury, ale w moim domu rodzinnym stół wielkanocny był przygotowywany według staropolskiej tradycji. Rozsunięty stół zajmował cały środek pokoju, a zwisające brzegi białego obrusa obszywałyśmy z mamą widłakiem przyniesionym z lasu (teraz widłak jest pod ochroną). Bardzo ładnie to wyglądało. Na stole stał owies, zawsze siany przez mamę w sobotę przed Niedzielą Palmową, a także fiołki, które zwykle pojawiały się już na łące. Na tak przybranym stole stawiało się baranka wielkanocnego, kolorowe jajka i mnóstwo smakowitości, wśród których królowały lukrowane babki, mazurki, pieczone mięsa i wędliny. Podczas posiłku był podawany bigos, który potem był odgrzewany przez 7 dni, jako że bigos odgrzewany z każdym dniem jest smaczniejszy.

Do kościoła mieliśmy dość daleko – 7 km, ale o poranku w Niedzielę Wielkanocną ze wszystkich stron zjeżdżali się ludzie na rezurekcję, po której na placu przed kościołem ksiądz święcił przywiezione w koszykach pokarmy.

Po powrocie z kościoła odbywało się uroczyste śniadanie rodzinne, a po nim dorośli odpoczywali, a dzieci oddawały się zabawom. Po wsi chodziła grupa młodych ludzi, pukali na ogół do okna i wołali: „Chrystus zmartwychwstał”, a domownicy odpowiadali: „Prawdziwie zmartwychwstał”. Młodzi grali i śpiewali pieśni wielkanocne, a gospodarze dawali im do kosza coś ze stołu wielkanocnego albo pieniądze, lub inne produkty.

Znajomi, jak się spotykali w pierwszy dzień świąt, to witali się zawołaniem: „Chrystus zmartwychwstał” – „Prawdziwie zmartwychwstał”. W drugi dzień świąt na wsi nie było dyngusa, jedynie u nas w domu polewaliśmy się wodą.

Dzieci i młodzież, a nawet dorośli grali w jajka. Zabawa polegała na próbie wytrzymałości gotowanych jajek. Jedna osoba trzymała jajko cieńszym końcem w górę, a druga osoba usiłowała stłuc to jajko swoim jajkiem, uderzając również cieńszym końcem. Właściciel jajka, które wytrzymało próbę, zabierał stłuczone jajko jego właścicielowi i zabawa trwała dalej. Jedni tracili jajka, inni gromadzili wygrane, a właściciel jajka, którego nikt nie mógł w podany wyżej sposób stłuc, chodził dumny i wszystkim się chwalił, że ma jajko nie do pokonania.

Takie to i inne zabawy, jak: huśtawki i karuzele, które były przygotowywane dla dzieci przez gospodarzy w ich obejściach, były niezapomnianą uciechą dzieciństwa, ale też czciliśmy Boga radosnym śpiewaniem wielkanocnych pieśni, bo przecież Wielkanoc to święto Zmartwychwstania naszego Pana Jezusa Chrystusa.

tekst mojej Mamy



Różne artykuły – To był beztroski czas Różne artykuły – Głębia Jego Miłosierdzia