Logo serwisu Biblia

Strona główna

Stary Testament

Nowy Testament

Święci wg alfabetu

Święci wg dat

Papieże

Legendy o świętych

Patroni

Ciekawostki

Różne artykuły

Inne strony katolickie

Mapa serwisu

Kontakt




© 2000–2018 barbara
Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved

Strona nie zawiera cookies



Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl


Ewangelia wg św. Marka

Druga w kolejności jest Ewangelia według św. Marka.

„Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym. Jak jest napisane u proroka Izajasza: Oto Ja posyłam wysłańca Mego przed Tobą; on przygotuje drogę Twoją. Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, dla Niego prostujcie ścieżki! (Mk 1, 1–3).

Po takim wstępie druga Ewangelia najpierw opisuje wystąpienie Jana Chrzciciela na pustyni i głoszenie przez niego chrztu nawrócenia na odpuszczenie grzechów. Wszyscy mieszkańcy judzkiej krainy i Jerozolimy przychodzili do Jana i przyjmowali od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając swe grzechy. Jan ubierał się w płaszcz z sierści wielbłądziej i pas skórzany, a żywił się szarańczą leśną i miodem. Głosił, że idzie za nim Mocniejszy od niego, któremu nie jest godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. Jan chrzci wodą, a On chrzcić będzie Duchem Świętym.

W tym czasie przyszedł do Jana Jezus z Nazaretu i przyjął od niego chrzest. Kiedy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i Ducha, który zstąpił na Niego. „A z nieba odezwał się głos: »Tyś jest Mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie«.” (Mk 1, 11).

Zaraz po tym Duch wyprowadził Go na pustynię, gdzie przebywał czterdzieści dni, kuszony przez szatana. Aniołowie zaś usługiwali Mu.

Kiedy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei, głosić Ewangelię. Mówił, że królestwo Boże jest bliskie i namawiał ludzi do nawrócenia.

Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego ujrzał Szymona i jego brata Andrzeja łowiących ryby, byli bowiem rybakami. Jezus powiedział, żeby poszli za Nim, a On sprawi, że będą łowić ludzi. Natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. Nieco dalej ujrzał Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, naprawiających sieci. Powołał ich, a oni zostawili swego ojca i poszli za Nim.

Przyszli do Kafarnaum, gdzie zaraz w szabat Jezus nauczał w synagodze. Dziwiono się Jego naukom, bowiem nauczał „jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie.” (Mk 1, 22). A był w tej synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. Zaczął on wołać, że wie, kim jest Jezus: Świętym Bożym. Jezus kazał mu milczeć i wyjść z opętanego. I duch nieczysty opuścił nieszczęśnika. A ludzie dziwili się, że Jezus rozkazuje duchom nieczystym, a one są Mu posłuszne. I zaraz rozeszła się wieść o Jezusie po całej Galilei.

Po wyjściu z synagogi Jezus przyszedł do domu Szymona i Andrzeja, gdzie teściowa Szymona leżała w gorączce. On podniósł ją i gorączka ją opuściła. Wieczorem zaczęto przynosić Jezusowi wielu chorych i opętanych, a on wielu chorych uzdrowił i „wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ wiedziały, kim On jest.” (Mk 1, 34).

Nad ranem Jezus wyszedł w pustynne miejsce, gdzie się modlił. Poszli za nim Szymon i towarzysze. Jezus powiedział, żeby poszli gdzie indziej, aby i tam mógł nauczać. „I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy.” (Mk 1, 39).

Przyszedł do Niego trędowaty, prosząc o uzdrowienie: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić.” (Mk 1, 40). Jezus, zdjęty litością, uzdrowił go i nakazał mu surowo, żeby nikomu nic nie mówił, jedynie ma się pokazać kapłanom i złożyć ofiarę za oczyszczenie. Ale uzdrowiony rozgłaszał to co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta; przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd przychodzili do Niego.

Gdy po pewnym czasie powrócił do Kafarnaum, ludzie dowiedzieli się o tym i przed drzwiami zebrał się spory tłum, a Jezus głosił im naukę. Wtedy przyniesiono do Niego paralityka leżącego na łożu. „Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: »Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy«.” (Mk 2, 5). Siedziało tam kilku uczonych, którzy pomyśleli, że Jezus bluźni, gdyż odpuszczać grzechy może tylko Bóg. Jezus jednak poznał ich myśli i zapytał: „…Cóż jest łatwiej: powiedzieć do paralityka: Odpuszczają ci się twoje grzechy, czy też powiedzieć: Wstań, weź swoje łoże i chodź? (…)” (Mk 2, 9). Więc żeby wiedzieli, że Syn Człowieczy ma władzę odpuszczania grzechów, nakazał paralitykowi wstać, wziąć swoje łoże i iść do domu. I tak się stało. A wszyscy dziwili się, że jeszcze nigdy nie widzieli nic podobnego.

Potem znowu wyszedł nad jezioro. Cały lud przychodził do Niego, a On nauczał. Przechodząc ujrzał Lewiego, syna Alfeusza, siedzącego w komorze celnej, i nakazał mu iść za sobą. Gdy Jezus siedział w jego domu, było też tam wielu celników i grzeszników. Niektórzy uczeni w Piśmie pytali, dlaczego Jezus je z celnikami i grzesznikami, a Jezus usłyszał to i powiedział: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników.” (Mk 2, 17).

W tym czasie uczniowie Jana i faryzeusze mieli post. Przyszli więc do Niego i pytali, dlaczego Jezus i Jego uczniowie nie poszczą. Jezus odpowiedział, że goście weselni nie poszczą, kiedy pan młody jest z nimi. Przyjdzie jednak czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy będą pościć. Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania, bo w ubraniu zrobi się jeszcze gorsze przedarcie. I nikt młodego wina nie wlewa do starych bukłaków, bo przepadnie i wino, i bukłaki.

Pewnego razu Jezus przechodził w szabat wśród zbóż. Uczniowie Jego zaczęli po drodze zrywać kłosy. Faryzeusze pytali, dlaczego robią w szabat to czego nie wolno. Jezus spytał, czy nigdy nie czytali, co uczynił król Dawid, kiedy znalazł się w potrzebie. Jak wszedł do domu Bożego i jadł chleby pokładne. I dodał: „To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu. Zatem Syn Człowieczy jest panem szabatu.” (Mk 2, 28).

Jezus znów wszedł do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschłą rękę. A śledzili Go, czy uzdrowi w szabat, żeby Go oskarżyć. On zaś powiedział: „Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego? Życie ocalić czy zabić?” (Mk 3, 4). Ponieważ milczeli, spojrzał na nich z gniewem i zasmucony z powodu ich zatwardziałości, uzdrowił człowieka z uschłą ręką. A faryzeusze ze zwolennikami Heroda naradzali się, w jaki sposób Go zgładzić.

Jezus z uczniami oddalili się w stronę jeziora, a szło za nimi wielkie mnóstwo ludzi. Toteż polecił swym uczniom, żeby w pogotowiu była łódka, aby się na Niego nie tłoczyli. Wszyscy bowiem, którzy mieli jakieś choroby, tłoczyli się, żeby Go dotknąć, a duchy nieczyste padały przed nim, wołając „Ty jesteś Syn Boży” (Mk 3, 11). Ale On surowo im zabraniał, żeby Go nie ujawniały. Potem wyszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał i wybrał Dwunastu, aby Mu towarzyszyli i aby mógł ich wysłać na głoszenie nauki. „Ustanowił więc Dwunastu: Szymona, któremu nadał imię Piotr; dalej Jakuba, syna Zebedeusza, i Jana, brata Jakuba, którym nadał przydomek Boanerges, to znaczy synowie gromu; dalej Andrzeja, Filipa, Bartłomieja, Mateusza, Tomasza, Jakuba, syna Alfeusza, Tadeusza, Szymona Gorliwego i Judasza Iskariotę, który właśnie Go wydał.” (Mk 3, 16–19).

Potem przyszedł do domu, a tłum znów się zbierał, tak że posilić się nie mogli. Gdy to posłyszeli Jego bliscy, przyszli, żeby Go powstrzymać, mówiono bowiem, że odszedł od zmysłów. Natomiast uczeni w Piśmie mówili, że ma Belzebuba i przez niego wyrzuca złe duchy. Wtedy zawołał ich do siebie i mówił do nich w przypowieściach. „Jak może szatan wyrzucać szatana?” (Mk 3, 23). Jeśli jakieś królestwo jest wewnętrznie skłócone, nie może się ostać. Jeśli jakiś dom jest wewnętrznie skłócony, to taki dom nie może się ostać. Jeśli więc szatan wewnętrznie jest skłócony, to nie może się ostać, lecz koniec z nim. Nikt nie może wejść do mocarza i ograbić go, jeśli go wcześniej nie zwiąże. Dalej mówił, że wszystkie grzechy będą ludziom odpuszczone, kto jednak zbluźni przeciw Duchowi Świętemu, to nie otrzyma odpuszczenia, jest bowiem winien grzechu wiecznego. Tymczasem nadeszła Jego Matka i bracia i chcieli Go przywołać, ale Jezus spytał, kto jest Jego matką i którzy są braćmi? Popatrzył na siedzących dookoła i rzekł: „Oto Moja matka i Moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką.” (Mk 3, 34–35).

Znowu zaczął nauczać nad jeziorem i bardzo wielki tłum zebrał się przy Nim. Dlatego wszedł do łodzi i z niej nauczał, a cały lud stał na brzegu. Uczył ich w przypowieściach.

Opowiadał przypowieść o siewcy: gdy siał, jedno ziarno padło na drogę i ptaki wydziobały je, inne padło na miejsce skaliste, gdzie nie miało wiele ziemi, wnet wzeszło, lecz po wschodzie słońca przypaliło się i nie mając wiele ziemi, uschło. Inne padło między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je, tak że nie wydało owocu. Inne w końcu padły na ziemię żyzną, wzeszły, wyrosły i wydały plon: trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stukrotny. I dodał: „Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!” (Mk 4, 9).

A gdy był sam, pytali Go ci, którzy z Nim byli, o przypowieść. On im odrzekł, że im dana jest tajemnica królestwa Bożego, dla innych zaś wszystko dzieje się w przypowieściach, „…aby patrzyli oczami a nie widzieli, słuchali uszami a nie rozumieli, żeby się nie nawrócili i nie była im wydana [tajemnica]. I mówił im: »Nie rozumiecie tej przypowieści? Jakże zrozumiecie inne przypowieści?…«” (Mk 4, 12–13). Siewca sieje słowo. A oto ci posiani na drodze: skoro usłyszą słowo, zaraz przyjdzie szatan i porywa je. Podobnie na miejscach skalistych posiani są ci, którzy gdy usłyszą słowo, natychmiast przyjmują je z radością, lecz nie mają w sobie korzenia i są niestali. A gdy przyjdzie ucisk lub prześladowanie, zaraz się załamują. Zasiani między ciernie to ci, którzy słuchają słowa, lecz troski tego świata, ułuda bogactwa i inne żądze zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne. W końcu na ziemię żyzną zostali posiani ci, którzy słuchają słowa, przyjmują je i wydają owoc: trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny.

Dalej mówił Jezus: Czy po to wnosi się światło, by je postawić pod korcem? Czy nie po to by je postawić na świeczniku? Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało wyjść na jaw.

I mówił: Uważajcie, czego słuchacie. Jaką miarą wy mierzycie, taką i wam odmierzą, i jeszcze dołożą. Bo kto ma, temu będzie dane, a kto nie ma, pozbawią go i tego, co ma.

I mówił dalej: „Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy, nasienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarnko w kłosie. A gdy stan zboża na to pozwala, zaraz zapuszcza sierp, bo pora już na żniwo.” (Mk 4, 26–29).

Mówił jeszcze: Z czym porównać królestwo Boże, w jakiej przypowieści je przedstawić? Jest ono jak ziarnko gorczycy – najmniejsze z wszystkich nasion na ziemi, lecz wsiane wyrasta i staje się większe od wszystkich jarzyn, wypuszcza gałęzie, tak że ptaki gnieżdżą się w jego cieniu.

W wielu takich przypowieściach głosił Jezus naukę. I nie przemawiał do nich bez przypowieści. Zaś osobno objaśniał wszystko uczniom.

Gdy zapadł wieczór owego dnia, powiedział uczniom, żeby przeprawić się na drugą stronę. Zostawili więc tłum, a Jego zabrali. Także inne łodzie płynęły z nimi. Nagle zerwał się gwałtowny wicher, On zaś spał. Uczniowie zbudzili Go, pytając, czy nic Go nie obchodzi, że giną. Jezus rozkazał wiatrowi uciszyć się i zaraz wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza. Wtedy rzekł do nich: „Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?” (Mk 4, 40). Oni zlękli się bardzo i pytali jeden drugiego, kim On jest, że nawet wicher i jezioro są mu posłuszne.

Przybyli na drugą stronę jeziora do kraju Gerazeńczyków. Gdy wysiedli z łodzi, wybiegł im na spotkanie z grobów człowiek opętany przez ducha nieczystego, który mieszkał w grobach i nawet łańcuchem nie mógł go nikt związać, bo łańcuchy kruszył, a pęta rozrywał i nikt nie zdołał go poskromić. Wciąż dniem i nocą krzyczał i tłukł się kamieniami w grobach i po górach. Kiedy ujrzał Jezusa, oddał Mu pokłon i zapytał: „Czego chcesz ode mnie Jezusie, Synu Boga Najwyższego? Zaklinam Cię, nie dręcz mnie”. Powiedział bowiem duchowi nieczystemu, żeby wyszedł z tego człowieka. I zapytał go, jak mu na imię. Odpowiedział Mu: „Na imię mi Legion, bo nas jest wielu”. I prosił Jezusa, by go nie wyganiał z tej okolicy. A pasła się tam wielka trzoda świń. Pozwolił więc Jezus, żeby duchy nieczyste weszły w świnie. A trzoda około dwutysięczna ruszyła pędem do jeziora i utonęła w jeziorze. Pasterze uciekli i opowiedzieli ludziom, co się stało, i ludzie przyszli to zobaczyć. Gdy przyszli, ujrzeli opętanego, który był ubrany i przy zdrowych zmysłach. Ludzi ogarnął strach. Wtedy zaczęli prosić Jezusa, żeby odszedł z ich granic.

Gdy Jezus wsiadł do łodzi, opętany prosił Go, żeby mógł z Nim zostać. Ale Jezus kazał mu wracać do swoich i opowiadać, co Pan mu uczynił i jak ulitował się nad nim. Poszedł więc i opowiadał w Dekapolu wszystko, a ludzie się dziwili.

Gdy przeprawili się z powrotem na drugi brzeg, zebrał się wielki tłum wokół Niego. Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi imieniem Jair. Mówiąc, że jego córeczka umiera, prosił Jezusa, żeby przyszedł i położył na niej ręce, aby żyła. Poszedł więc z Jairem. A w tłumie była pewna kobieta, która od dwunastu lat cierpiała na krwotok. Podeszła do Jezusa z tyłu i dotknęła Jego płaszcza, wierząc, że to wystarczy, żeby wyzdrowiała. I zaraz tak się stało. A Jezus poczuł, że moc wyszła od Niego. Odwrócił się więc i zapytał, kto dotknął Jego płaszcza. Wtedy kobieta podeszła i wyznała Mu całą prawdę. On zaś rzekł do niej, że jej wiara ją ocaliła.

Gdy Jezus jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi, donosząc Jairowi, że jego córka umarła i nie trzeba już trudzić Nauczyciela. Lecz Jezus słysząc to powiedział „Nie bój się, wierz tylko!” (Mk 5, 36). Wziął ze sobą tylko Piotra, Jakuba i Jana i wszedł do domu Jaira, mówiąc, że dziecko nie umarło, tylko śpi. Ludzie wyśmiewali Go, ale on wszedł do dziewczynki, wziął ją za rękę i powiedział: »Talitha kum«, to znaczy: »Dziewczynko, mówię ci, wstań!«” (Mk 5, 41). Dziewczynka natychmiast wstała. Jezus przykazał z naciskiem, żeby nikomu o tym nie mówić, i polecił, żeby dano jej jeść.

Jezus z uczniami przyszedł do swego rodzinnego miasta. Gdy nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze. Słuchacze dziwili się, skąd On to ma, co za mądrość, która jest mu dana? I jakie cuda czyni! Czy nie jest to cieśla, syn Józefa i Maryi, brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czy nie żyją tu także Jego siostry? I powątpiewali o Nim. A Jezus mówił, że tylko w swojej ojczyźnie, w swoim domu, może być prorok tak lekceważony. I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie uzdrowił kilku chorych. Dziwił się także ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.

Następnie przywołał do siebie Dwunastu i zaczął ich rozsyłać po dwóch. Dał im władzę nad duchami nieczystymi i przykazał, żeby nic nie brali z sobą oprócz laski. Ale mają iść obuci w sandały i nie wkładać na siebie dwóch sukien. Gdy wejdą do jakiegoś domu, mają tam zostać, aż wyjdą. Lecz jeśli gdzieś ich nie przyjmą i nie będą ich słuchać, wychodząc mają strząsnąć proch z nóg na świadectwo dla nich. Wyszli więc uczniowie i wzywali do nawrócenia. Wyrzucali też złe duchy i uzdrawiali chorych.

Także Herod usłyszał o Jezusie, gdyż jego imię nabrało rozgłosu i mówił, że Jan Chrzciciel zmartwychwstał i moce cudotwórcze działają w Nim. Inni mówili, że to jest Eliasz, jeszcze inni utrzymywali, że to prorok, jak jeden z dawnych proroków. Ale Herod stwierdził, że to Jan Chrzciciel, którego kazał ściąć, zmartwychwstał.

Bowiem Herod uwięził Jana z powodu Herodiady, żony swego brata Filipa, którą wziął za żonę, Jan bowiem wypominał to Herodowi. Ale Herodiada zawzięła się na niego i pragnęła go zgładzić. Nie mogła jednak tego zrobić, bo Herod czuł lęk przed Janem, znając go jako męża prawego i świętego, i brał go w obronę. I chociaż czuł duży niepokój, słuchając Jana, jednak chętnie go słuchał.

Chwila sposobna nadeszła, kiedy Herod w dzień swoich urodzin wyprawił ucztę. Na tej uczcie tańczyła córka Herodiady; spodobała się bardzo Herodowi i biesiadnikom. Król powiedział do niej, żeby prosiła, o co zechce, a da jej. Nawet jej przysiągł, że choćby to było pół królestwa, da jej. Ona wyszła i zapytała matkę, o co ma prosić. Herodiada odparła, że o głowę Jana Chrzciciela. Król bardzo się zasmucił, ale przez wzgląd na przysięgę posłał kata i kazał mu ściąć głowę Jana Chrzciciela. Ten poszedł, wykonał rozkaz i przyniósł głowę Jana na misie, a dziewczę dało ją swej matce. Uczniowie Jana, dowiedziawszy się o tym, przyszli, zabrali ciało i złożyli je w grobie.

Wtedy Apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiadali Mu wszystko, co zdziałali. On rzekł im, żeby poszli w miejsce pustynne i odpoczęli nieco. Tak wielu bowiem przychodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu. Odpłynęli więc, ale ludzie to zauważyli i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich uprzedzili.

Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się, bo byli jak owce, nie mające pasterza, i zaczął ich nauczać. Ale pora była dość późna, więc uczniowie mówili Jezusowi, żeby ich odprawił, to kupią sobie coś do jedzenia. Lecz On im odpowiedział: „Wy dacie im jeść”. Spytali, czy mają kupić coś do jedzenia. Jezus spytał, ile mają chlebów. Odpowiedzieli, że pięć i dwie ryby. Wtedy Jezus polecił wszystkim usiąść gromadami na trawie. I usiedli gromadami po stu i po pięćdziesięciu. A Jezus wziął pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo, połamał chleby i dawał uczniom, żeby dawali ludziom. Podzielił też między wszystkich dwie ryby. Wszyscy jedli do sytości i zebrano jeszcze dwanaście koszy ułomków chleba i resztek z ryb. A tych, którzy jedli, było pięć tysięcy mężczyzn.

Zaraz też kazał uczniom przeprawić się na drugi brzeg, do Betsaidy, zanim odprawi tłum. Gdy rozstał się z nimi, wszedł na górę, żeby się pomodlić. Wieczór już zapadł, łódź była na środku jeziora. Jezus przyszedł do nich, krocząc po jeziorze i chciał ich minąć. Uczniowie jednak widząc go zatrwożyli się i zaczęli krzyczeć, myśleli bowiem, że to zjawa. Ale On przemówił do nich i wszedł do łodzi, a wiatr się uciszył. Oni tym bardziej byli zdumieni, że nie rozumieli sprawy z chlebami, gdyż umysł ich był otępiały.

Gdy się przeprawili, przybyli do ziemi Genezaret. Gdy wysiedli z łodzi, ludzie ich poznali i zaraz zaczęli znosić chorych. I gdziekolwiek wchodził do wsi, miast czy osad, kładli przed Nim chorych i prosili, żeby choć frędzli Jego płaszcza mogli dotknąć. A wszyscy, którzy Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie.

Zebrali się u Niego faryzeusze i uczeni w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy. I zauważyli, że niektórzy z Jego uczniów brali posiłek nieczystymi, to znaczy nieobmytymi rękami. Faryzeusze bowiem i Żydzi, trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, nie obmywając rąk i naczyń. Zapytali więc faryzeusze, dlaczego uczniowie tak nie czynią. Odpowiedział im Jezus, że już prorok Izajasz mówił o nich, obłudnikach, że lud czci Boga wargami, lecz sercem jest daleko od Niego, ale czci Go na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi. Faryzeusze uchylili przykazanie Boże, a trzymają się ludzkiej tradycji. Umieją to dobrze robić. „Mojżesz tak powiedział: »Czcij ojca swego i matkę swoją«, oraz »Kto złorzeczy ojcu lub matce, niech śmiercią zginie«. A wy mówicie: »Jeśli kto powie ojcu lub matce: Korban, to znaczy darem [złożonym w ofierze], jest to co by ode mnie miało być wsparciem dla ciebie« – to już nie pozwalacie mu nic uczynić dla ojca ni dla matki. I znosicie słowo Boże przez waszą tradycję, którąście sobie przekazali. Wiele też innych tym podobnych rzeczy czynicie.” (Mk 7, 10–13).

Potem znów przywołał tłum do siebie i mówił, że nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co może uczynić go nieczystym, bo nie wchodzi do jego serca. Tak więc wszystkie potrawy są czyste. Jedynie co wychodzi z człowieka, czyni go nieczystym, bo z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. „…Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym.” (Mk 7, 23).

Jezus udał się w okolice Tyru i Sydonu. Wstąpił do pewnego domu i chciał pozostać w ukryciu. Lecz dowiedziała się o Nim pewna kobieta, której córeczka była opętana przez ducha nieczystego. Prosiła Jezusa, żeby złego ducha wyrzucił z jej córki. A była to poganka, Syrofenicjanka. Odrzekł jej, że najpierw powinny nasycić się dzieci, bo niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać psom. Ona odrzekła, że przecież i szczenięta pod stołem jadają z okruszyn dzieci. Jezus odrzekł, że przez wzgląd na te słowa zły duch opuścił jej córkę.

Znowu opuścił okolice Tyru i wrócił do Dekapolu. Przyprowadzono Mu głuchoniemego, żeby go uleczył. Jezus uleczył go i przykazał, żeby nikomu nic nie mówił. Lecz im bardziej im przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali.

W owym czasie, gdy wielki tłum był przy Nim i znów nie mieli co jeść, przywołał uczniów i powiedział, że żal Mu tego tłumu, bo już trzy dni trwają przy Nim i nie mają co jeść. Uczniowie odpowiedzieli, że na pustyni nie ma skąd wziąć chleba. Mieli jednak siedem bochenków. Jezus kazał ludziom usiąść na ziemi, wziął chleb, odmówił dziękczynienie, połamał i dawał uczniom, aby je rozdzielili. Mieli też kilka rybek. I nad nimi odmówił błogosławieństwo i polecił je rozdać. Ludzie jedli do sytości, a resztek zebrano siedem koszy. Było zaś około czterech tysięcy ludzi.

Zaraz też wsiadł z uczniami do łodzi i przybył w okolice Dalmanuty. Nadeszli faryzeusze i chcąc wystawić Go na próbę, zaczęli domagać się znaku. On westchnął głęboko, pytając, czemu to plemię domaga się znaku? Żaden znak nie będzie mu dany. Zaraz wsiadł do łodzi i odpłynął.

A uczniowie mieli ze sobą w łodzi tylko jeden chleb. Jezus powiedział im, żeby strzegli się kwasu faryzeuszy i kwasu Heroda. Oni zaś zaczęli rozmawiać o tym, że nie mają chleba. Jezus zauważył to i powiedział im, że mają oczy, a nie widzą, mają uszy, a nie słyszą. Czy nie pamiętają, ile resztek zebrali, gdy Jezus karmił tłumy kilkoma chlebami i kilkoma rybkami? Odpowiedzieli Mu, że dwanaście za pierwszym razem i siedem za drugim. „I rzekł im: »Jeszcze nie rozumiecie?«” (Mk 8, 21).

Potem przyszli do Betsaidy. Tam przyprowadzili Mu niewidomego, którego Jezus uleczył. Odesłał go do domu przykazując, żeby nie wstępował do wsi. Potem udał się z uczniami do wiosek pod Cezareą Filipową. W drodze pytał uczniów, za kogo uważają go ludzie. Oni odpowiedzieli, że jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, a jeszcze inni za jednego z proroków. A On zapytał uczniów, za kogo oni Go uważają. „Odpowiedział mu Piotr: »Ty jesteś Mesjasz.«” (Mk 8, 29). Wtedy Jezus surowo przykazał, żeby nikomu o tym nie mówili.

I zaczął ich pouczać, że Syn Człowieczy wiele musi wycierpieć, że będzie odrzucony, przez starszych, kapłanów i uczonych w Piśmie, że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie. Wtedy Piotr wziął Go na bok i zaczął Go upominać. Ale Jezus zgromił Piotra słowami: „Zejdź mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie.” (Mk 8, 33).

Potem przywołał do siebie tłum razem z uczniami i rzekł: „Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je. Cóż bowiem za korzyść dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić? Bo cóż może dać człowiek w zamian za swoją duszę? Kto się bowiem Mnie i moich słów zawstydzi przed tym pokoleniem wiarołomnym i grzesznym, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w chwale Ojca swojego razem z aniołami świętymi.” (Mk 8, 34–38). Powiedział też, że niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą królestwo Boże przychodzące w mocy.

Po sześciu dniach Jezus wziął ze sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich na wysoką górę. Tam przemienił się: Jego odzienie stało się lśniąco białe. I ukazał im się Eliasz z Mojżeszem, rozmawiający z Jezusem. Wtedy Piotr chciał postawić trzy namioty: jeden dla Jezusa, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Byli bowiem tak przestraszeni, że nie wiedział, co należy mówić. I zjawił się obłok, a z obłoku odezwał się głos: „To jest Mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!” (Mk 9, 7). I zaraz, gdy się rozejrzeli, był z nimi tylko Jezus.

A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im, żeby nikomu nie mówili o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych. Zachowali to polecenie, rozprawiając tylko między sobą, co znaczy „powstać z martwych”. I pytali Jezusa, czemu uczeni w Piśmie mówili, że najpierw musi przyjść Eliasz. Odparł im, że rzeczywiście, tak jest napisane o Synu Człowieczym. Ma On wiele cierpieć i być wzgardzonym. „Otóż mówię wam: Eliasz już przyszedł i uczynili mu tak, jak chcieli, jak o nim jest napisane.” (Mk 9, 13).

Gdy przyszli do uczniów, ujrzeli wielki tłum i uczonych w Piśmie, którzy rozmawiali z nimi. Gdy Go zobaczyli, zapał ogarnął cały tłum. On zapytał, o czym rozmawiają. Odpowiedział Mu jeden z tłumu, że przyprowadził swego syna, który ma ducha niemego, ale uczniowie nie mogli go wyrzucić. Jezus odrzekł: „O, plemię niewierne, dopóki mam być z wami? Dopóki mam was cierpieć? Przyprowadźcie go do Mnie!” (Mk 9, 19). I przywiedli chłopca do Jezusa, na którego widok duch zaraz zaczął szarpać chłopcem. Ojciec powiedział, że trwa to od dzieciństwa i jeśli Jezus może, to niech się zlituje i pomoże im. „Jezus mu odrzekł: »Jeśli możesz? Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy«.” (Mk 9, 23). Natychmiast ojciec chłopca zawołał, że wierzy i żeby Jezus zaradził jego niedowiarstwu. I Jezus wypędził ducha nieczystego z chłopca. Uczniowie pytali potem Jezusa, dlaczego oni nie mogli go wyrzucić. Jezus odparł, że ten rodzaj duchów można wyrzucić tylko modlitwą i postem.

Po wyjściu stamtąd podróżowali przez Galileę. Jezus nie chciał, żeby ktokolwiek wiedział o tym. Mówił swoim uczniom, że Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi, którzy Go zabiją, lecz On po trzech dniach zmartwychwstanie. Uczniowie nie rozumieli tych słów, a bali się zapytać.

Tak przyszli do Kafarnaum. W drodze uczniowie spierali się, kto z nich jest największy. „On usiadł, przywołał Dwunastu i rzekł do nich: »Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich!«” (Mk 9, 35). Potem wziął dziecko i rzekł do nich: „»Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię Moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje Mnie, lecz Tego, który Mnie posłał.«” (Mk 9, 37). Wtedy Jan powiedział, że widział kogoś, kto nie chodzi z nimi, ale w imię Jezusa wyrzucał złe duchy, a uczniowie mu tego zabraniali. Ale Jezus powiedział: „Nie zabraniajcie mu, bo nikt, kto czyni cuda w imię Moje, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Mnie. Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami. Kto wam poda kubek wody do picia, dlatego, że należycie do Chrystusa, zaprawdę, powiadam wam, nie utraci swojej nagrody. Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze. Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony. I jeżeli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła. Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, gdzie robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie. Bo każdy ogniem będzie posolony. Dobra jest sól; lecz jeśli sól smak swój utraci, czymże ją przyprawicie? Miejcie sól w sobie i zachowujcie pokój między sobą!” (Mk 9, 39–50).

Jezus przyszedł w granice Judei i Zajordania. Tłumy ludzi znowu ciągnęły do Niego i znowu je nauczał, jak miał w zwyczaju. Faryzeusze, chcąc wystawić Go na próbę, pytali, czy wolno mężowi oddalić żonę. Jezus spytał, co im nakazał Mojżesz. Odparli, że Mojżesz pozwolił napisać list rozwodowy i oddalić. Wtedy Jezus odparł, że zrobił to ze względu na zatwardziałość serc ludzi. Lecz na początku Bóg stworzył człowieka jako mężczyznę i kobietę, dlatego opuści człowiek ojca i matkę, złączy się z żoną i będą oboje jednym ciałem. Co więc Bóg złączył, człowiek niech nie rozłącza. W domu uczniowie jeszcze raz pytali Go o to Powiedział, że kto oddala żonę i bierze inną, popełnia cudzołóstwo. I jeśli żona odejdzie od męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo.

Ludzie przynosili Jezusowi dzieci, żeby im błogosławił, lecz uczniowie zabraniali im tego. Jezus, widząc to oburzył się i rzekł do nich: „»Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże. Zaprawdę, powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego«. I biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je.” (Mk 10, 14–15).

Gdy wybierał się w drogę, pewien człowiek padł przed nim na kolana, nazywając Go nauczycielem dobrym i pytając, co ma czynić, by osiągnąć życie wieczne. Jezus odparł: „Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania; (…)” (Mk 10, 18). On odpowiedział, że przestrzega ich od młodości. Wtedy Jezus spojrzał na niego z miłością i powiedział, żeby sprzedał wszystko, co ma i rozdał ubogim. Wtedy będzie miał skarb w niebie. Potem może przyjść i iść za Jezusem. On jednak spochmurniał, miał bowiem wiele posiadłości. Wówczas Jezus rzekł do uczniów, że trudno bogatym wejść do królestwa Bożego. Uczniowie zdumieli się na te słowa, lecz Jezus powtórzył, jak trudno jest wejść do królestwa Bożego tym, którzy pokładają ufność w dostatkach. „Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego.” (Mk 10, 25). Uczniowie jeszcze bardziej dziwili się: kto więc może się zbawić? A Jezus odpowiedział, że u ludzi to niemożliwe, ale u Boga wszystko jest możliwe.

Wtedy Piotr powiedział, że uczniowie opuścili wszystko i poszli za Jezusem. A Jezus odpowiedział, że nikt nie opuszcza wszystkiego z powodu Jezusa i Ewangelii, żeby nie otrzymać stokroć więcej teraz, a życia wiecznego w czasie przyszłym. Lecz wielu pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi.

A kiedy byli w drodze do Jerozolimy, Jezus wziął Dwunastu i zaczął im mówić, co Go miało spotkać. W Jerozolimie Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą poganom, będą z Niego szydzić, oplują Go, ubiczują i zabiją. A On po trzech dniach zmartwychwstanie. Wtedy synowie Zebedeusza poprosili Jezusa, żeby pozwolił im w swojej chwale siedzieć po prawej i lewej Jego stronie. Jezus im odpowiedział, że nie wiedzą, o co proszą. Czy mogą pić kielich, który On ma pić? Oni odpowiedzieli, że tak. Ale Jezus powiedział, że kielich, który On ma pić, i chrzest, który On ma przyjąć, oni również przyjmą. Ale miejsca po Jego prawej i lewej stronie nie Jezus ma dać, ale dostaną się one tym, dla których zostały przygotowane.

Gdy dziesięciu pozostałych to usłyszało, zaczęli oburzać się na Jakuba i Jana. Ale Jezus rzekł do nich, że u nich będzie inaczej niż u władców, którzy uciskają narody i dają im odczuć swoją władzę. U nich kto chciałby stać się wielkim, niech będzie sługą, a kto chciałby być pierwszym, niech stanie się niewolnikiem wszystkich. „Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu.” (Mk 10, 45).

Tak przyszli do Jerycha. A przy drodze siedział niewidomy żebrak, Bartymeusz, syn Tymeusza. Słysząc, że przechodzi Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: „Synu Dawida, ulituj się nade mną!”. Jezus kazał go przyprowadzić i spytał, czego pragnie. Na prośbę żebraka, żeby przejrzał, Jezus odparł, że jego wiara go uzdrowiła.

Gdy zbliżali się do Jerozolimy, do Betfage i Betanii na Górze Oliwnej, posłał dwóch spośród uczniów do wsi, która była przed nimi. Przy wejściu do niej znajdą oślę uwiązane, na którym nikt z ludzi jeszcze nie siedział. Mają je przyprowadzić Jezusowi, a gdyby ktoś pytał, co robią, mają odpowiedzieć, że Pan go potrzebuje i zaraz odeśle z powrotem. Uczniowie zrobili tak, jak Jezus im polecił. Przyprowadzili oślę do Jezusa i zarzucili na nie swoje płaszcze, a on wsiadł na nie. Wielu słało swoje płaszcze na drodze, a inni gałązki ścięte na polach. A ci, którzy z nim szli, wołali: Hosanna! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie. Błogosławione królestwo ojca naszego Dawida, które przychodzi. Hosanna na wysokościach!” (Mk 11, 9–10). Tak przybył do Jerozolimy i wszedł do świątyni. Obejrzał wszystko, a że było już późno, wyszedł z Dwunastoma do Betanii.

I przyszli do Jerozolimy. Wszedłszy do świątyni zaczął wyrzucać tych, którzy sprzedawali i kupowali w świątyni, powywracał stoły i ławki i nie pozwolił, żeby ktoś przeniósł jakiś sprzęt przez świątynię. Potem uczył ich, że dom Boży ma być domem modlitwy, lecz oni uczynili z niego jaskinię zbójców. Dowiedzieli się o tym arcykapłani i uczeni w Piśmie i szukali sposobu, jak by Go zgładzić. Czuli przed Nim lęk, gdyż tłum był zachwycony Jego nauką.

Gdy wieczór zapadał, Jezus i uczniowie wychodzili poza miasto.

Przechodząc rano, ujrzeli drzewo figowe uschłe aż do korzeni. Piotr przypomniał sobie i rzekł do Jezusa, że drzewo, które przeklął, uschło. Jezus im odpowiedział: „Miejcie wiarę w Boga! Zaprawdę, powiadam wam: Kto powie tej górze: »Podnieś się i rzuć się w morze!«, a nie wątpi w duszy, lecz wierzy, że spełni się to co mówi, tak mu się stanie. Dlatego powiadam wam: Wszystko, o co w modlitwie prosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie. A kiedy stajecie do modlitwy, przebaczcie, jeśli macie co przeciw komu, aby także Ojciec wasz, który jest w niebie, przebaczył wam wykroczenia wasze.” (Mk 11, 22–25).

Przyszli znowu do Jerozolimy. Kiedy Jezus chodził po świątyni, podeszli arcykapłani, uczeni w Piśmie i starsi i zapytali, jakim prawem to czyni i kto Mu dał władzę, żeby to czynił. Jezus powiedział, że zada im jedno pytanie. Jeśli oni Mu odpowiedzą, to On im powie, jakim prawem to czyni. Czy chrzest Janowy pochodził z nieba, czy od ludzi? Oni zastanawiali się między sobą, że jeśli powiedzą, że z nieba, to Jezus zarzuci im, dlaczego nie uwierzyli. Pomyśleli, że powiedzą „od ludzi” lecz bali się tłumu, ponieważ wszyscy uważali Jana za proroka. Odpowiedzieli więc Jezusowi, że nie wiedzą. Jezus odrzekł, że w takim razie On im też nie powie, jakim prawem to czyni.

I zaczął im mówić w przypowieściach: Pewien człowiek założył winnicę. Oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał. W odpowiedniej chwili posłał do nich swego sługę, by odebrał od nich należną część plonów. Ci pobili sługę i odesłali z niczym. Posłał do nich drugiego sługę, lecz i tego zranili w głowę i znieważyli. Posłał następnego, tego zabili. Posłał jeszcze wielu innych, lecz jednych obili, innych pozabijali. Posłał wreszcie swojego ukochanego syna, myśląc, że jego uszanują. Lecz oni poznawszy go, uznali, że jeśli go zabiją, to dziedzictwo będzie ich. Zabili go więc i wyrzucili z winnicy. Cóż uczyni właściciel winnicy? Przyjdzie i wytraci rolników, a winnicę odda innym. Arcykapłani i uczeni w Piśmie starali się Go ująć i zabić, lecz bali się tłumu. Zrozumieli bowiem, że to przeciw nim opowiedział tę przypowieść.

Posłali jednak do Niego kilku faryzeuszy i zwolenników Heroda, żeby podchwycili Go w mowie. Ci zapytali Jezusa, czy wolno płacić podatek Cezarowi, czy nie. Jezus poznał ich obłudę i zapytawszy, czemu wystawiają Go na próbę, kazał sobie przynieść denara. Obejrzawszy go, zapytał, czyj jest ten obraz i napis. Odpowiedzieli, że Cezara. Wówczas Jezus odrzekł, żeby oddali Cezarowi to co należy do Cezara, a Bogu to co należy do Boga. I byli pełni podziwu dla Niego.

Potem przyszli do Niego saduceusze, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania. Przedstawili Jezusowi takie pytanie: Mojżesz tak przepisał: Jeśli umrze czyjś brat i pozostawi żonę, a nie zostawi dziecka, powinien brat wziąć ją za żonę i wzbudzić potomstwo swemu bratu. Otóż było siedmiu braci. Pierwszy wziął żonę i umarł, nie zostawiwszy potomstwa. Drugi ją wziął i też umarł, nie zostawiając potomstwa, tak samo i trzeci i następni. Tak umarło siedmiu, nie zostawiając potomstwa, a na końcu umarła ta kobieta. Przy zmartwychwstaniu więc którego będzie żoną? Jezus odparł im, że dlatego są w błędzie, ponieważ nie rozumieją Pisma ani mocy Bożej. Gdy bowiem powstaną z martwych, nie będą się żenić ani za mąż wychodzić. Co do zmartwychwstania, to czytali w księdze Mojżesza, jak Bóg powiedział do niego: „Ja jestem Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba”. Nie jest On Bogiem umarłych, lecz żywych. Saduceusze są w wielkim błędzie.

Zbliżył się także jeden z uczonych w Piśmie, który im się przysłuchiwał. Zapytał, które jest pierwsze z wszystkich przykazań. „Jezus odpowiedział: »Pierwsze jest: Słuchaj Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest jeden. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. Drugie jest to Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych.«” (Mk 12, 29–31). Uczony w Piśmie stwierdził, że Jezus słusznie powiedział. Jezus rzekł mu, że niedaleko jest już od królestwa Bożego. I nikt już nie odważył się Go pytać.

Nauczając w świątyni Jezus zapytał, jak mogą twierdzić uczeni w Piśmie, że Mesjasz jest synem Dawida. Sam Dawid nazywa Go przecież Panem, jak więc może być tylko jego synem? A tłum chętnie Go słuchał. Dalej Jezus mówił, żeby strzec się uczonych w Piśmie: z upodobaniem chodzą w powłóczystych szatach, lubią pozdrowienia, pierwsze krzesła w synagogach i zaszczytne miejsca na ucztach. Objadają domy wdów i dla pozoru odmawiają długie modlitwy. Ci tym surowszy dostaną wyrok. Potem usiadł naprzeciw skarbony i przyglądał się, jak ludzie wrzucają pieniądze. Wielu bogatych wrzucało wiele. Lecz przyszła też uboga wdowa i wrzuciła dwa pieniążki, czyli jeden grosz. Wtedy Jezus przywołał uczniów i powiedział im, że ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej – wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało, a ona wrzuciła wszystko, co miała.

Gdy wychodzili ze świątyni, uczniowie zachwycali się budowlą. Jezus powiedział im, że nie zostanie tutaj kamień na kamieniu. Pytali uczniowie, kiedy to nastąpi i jaki będzie znak, gdy to zacznie się spełniać. Wówczas Jezus zaczął mówić, że mają się strzec, bo wielu przyjdzie pod Jego imieniem i wielu w błąd wprowadzą. Kiedy więc usłyszą o wojnach, niech się nie trwożą. To musi się stać, ale to jeszcze nie koniec. Powstanie bowiem naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu, będą trzęsienia ziemi i klęski głodu. To jest początek boleści. Uczniowie mają się mieć na baczności. Będą wydawani sądom i w synagogach chłostani. Będą stawać przed namiestnikami i królami z powodu Jezusa, na świadectwo dla nich. Lecz najpierw musi być głoszona Ewangelia wszystkim narodom. A gdy będą prowadzeni na wydanie, niech się nie martwią, co mają mówić. Bo nie oni będą mówić, ale Duch Święty. Brat wyda brata na śmierć i ojciec swoje dziecko, powstaną dzieci przeciw rodzicom. Uczniowie będą w nienawiści u wszystkich z powodu imienia Jezusa. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.

A gdy ujrzą ohydę spustoszenia, wszyscy, którzy będą w Judei, mają uchodzić w góry, nie wracając do domu po swoje rzeczy. Będą to dni ucisku, jakiego nie było od początku stworzenia Bożego. I gdyby Pan nie skrócił owych dni, nikt by nie ocalał. Ale skrócił owe dni z powodu wybranych, których sobie obrał. I wtedy jeśli ktoś powie: To jest Mesjasz, mają nie wierzyć. Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i czynić będą znaki i cuda, żeby wprowadzić w błąd, jeśli to możliwe, wybranych. W owe dni, po tym ucisku, słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku, gwiazdy będą spadać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte. Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą. Pośle On swoich aniołów i zbierze swoich wybranych z czterech stron świata.

Od drzewa figowego należy uczyć się przez podobieństwo. Kiedy jego gałąź nabiera soków i wypuszcza liście, wiadomo, że blisko jest lato. Tak więc, kiedy ujrzą, że to się dzieje, będą wiedzieć, że blisko jest. Nie przeminie to pokolenie, aż wszystko się stanie. Niebo i ziemia przeminą, ale słowa Jezusa nie przeminą. Lecz o dniu owym i godzinie nie wie nikt, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec. Należy więc uważać, czuwać, bo nie wiadomo, kiedy czas nadejdzie. Bo rzecz ma się podobnie jak z człowiekiem, który udał się w podróż, dom powierzył swoim sługom, a odźwiernemu przykazał, żeby czuwał. Trzeba więc czuwać, bo nie wiadomo, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora, czy o północy, o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodziewanie przyszedłszy, nie zastał ich śpiących.

Za dwa dni była Pascha i Święto Przaśników. Arcykapłani i uczeni w Piśmie szukali sposobu, żeby Jezusa ująć i zabić. Ale nie chcieli tego zrobić podczas święta, by lud się nie wzburzył.

A gdy Jezus był w Betanii, w domu Szymona Trędowatego i siedział za stołem, przyszła kobieta i z alabastrowego flakonika wylała mu na głowę olejek nardowy, bardzo drogi. Niektórzy oburzali się, że jest to marnowanie olejku, można go było sprzedać drożej niż za trzysta denarów i rozdać ubogim. Lecz Jezus powiedział, żeby nie sprawiać przykrości tej kobiecie, bo uczyniła dobry uczynek względem Niego. Ubogich zawsze mieć będą, a Jezusa nie zawsze. Kobieta już naprzód namaściła Jezusa na pogrzeb. Przepowiedział, że gdziekolwiek na świecie głoszona będzie Ewangelia, będzie również opowiadane, co uczyniła ta kobieta.

Wtedy Judasz Iskariota poszedł do arcykapłanów, żeby im Go wydać. Ucieszyli się i przyrzekli mu pieniądze. Odtąd Judasz szukał sposobności, jak by Go wydać.

W pierwszy dzień Przaśników, kiedy ofiarowano Paschę, uczniowie spytali Jezusa, gdzie mają poczynić przygotowania do spożycia Paschy. Posłał dwóch spośród swoich uczniów, żeby poszli do miasta, tam spotkają człowieka niosącego dzban wody. Tam, gdzie on wejdzie, mają powiedzieć gospodarzowi, że Nauczyciel pyta, gdzie mógłby spożyć Paschę z uczniami. Gospodarz wskaże na górze salę dużą, usłaną i gotową. Uczniowie zrobili, jak im Jezus powiedział.

Z nastaniem wieczoru przyszedł tam z Dwunastoma. Kiedy już jedli, Jezus powiedział, że jeden z uczniów Go zdradzi, ten, który je z Nim. Zaczęli się smucić i pytać jeden drugiego: „Czyżbym ja?”. On im odpowiedział, że ten, który z Nim zanurza rękę w misie. „…Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził.” (Mk 14, 21).

„A gdy jedli, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał i dał im, mówiąc: »Bierzcie, to jest Ciało Moje«. Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie dał im, i pili z niego wszyscy. I rzekł do nich: »To jest Moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana. Zaprawdę, powiadam wam: Odtąd nie będę już pił z owocu winnego krzewu aż do owego dnia, kiedy pić go będę nowy w królestwie Bożym.«” (Mk 14, 22–25).

Po odśpiewaniu hymnu wyszli w stronę Góry Oliwnej. Wtedy Jezus zapowiedział uczniom, że wszyscy w Niego zwątpią. Lecz gdy powstanie, uprzedzi ich do Galilei. Piotr powiedział, że choćby wszyscy zwątpili, ale nie on. A Jezus odpowiedział mu, że jeszcze tej samej nocy, zanim kogut dwa razy zapieje, Piotr trzy razy się Go zaprze. Lecz uczniowie zapewniali, że choćby im umrzeć przyszło, nie zaprą się Jezusa.

Kiedy przyszli do ogrodu zwanego Getsemani, Jezus kazał uczniom usiąść, wziął ze sobą Piotra, Jakuba i Jana, żeby się modlić. Zaczął drżeć i odczuwać trwogę. Powiedział uczniom, że smutna jest Jego dusza; niech zostaną i czuwają. I odszedłszy nieco dalej padł na ziemię i modlił się, żeby – jeśli to możliwe – ominęła Go ta godzina. „I mówił: »Abba, Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie! Lecz nie to co Ja chcę, ale to co Ty [niech się stanie]!«” (Mk 14, 36). Potem wrócił i zastał uczniów śpiących. Obudził ich i kazał im czuwać, a potem znów odszedł się modlić, powtarzając te same słowa. Gdy wrócił, zastał ich śpiących. Gdy przyszedł po raz trzeci, powiedział, że przyszła godzina; Syn Człowieczy będzie wydany w ręce grzeszników. Oto zbliża się zdrajca.

A gdy On jeszcze mówił, zjawił się Judasz, a z nim zgraja z mieczami i kijami wysłana przez arcykapłanów, uczonych w Piśmie i starszych. A zdrajca dał im znak, że kogo pocałuje, tego mają chwycić. Jak tylko przyszedł, podszedł do Jezusa, powiedział do Niego „Rabbi” i pocałował Go. Zgraja rzuciła się i pochwyciła Go. A jeden z tych, którzy tam stali, wyjął miecz i odciął ucho słudze najwyższego kapłana. A Jezus zwrócił się do nich: „Wyszliście z mieczami i kijami, jak na zbójcę, żeby Mnie pochwycić. Codziennie nauczałem was w świątyni, a nie pojmaliście Mnie. Ale Pisma muszą się wypełnić.” (Mk 14, 48–49). Wtedy wszyscy opuścili Go i uciekli. Szedł za Nim pewien młodzieniec, odziany tylko w prześcieradło. Chcieli go pochwycić, lecz on zostawił prześcieradło i nago uciekł od nich.

Wtedy najwyższy kapłan zapytał Jezusa, czy nie odpowie na te zeznania. Lecz On milczał. Najwyższy kapłan spytał Go ponownie, czy Jezus jest Mesjaszem, Synem Błogosławionego. „Jezus odpowiedział: »Ja jestem. Ujrzycie Syna Człowieczego, siedzącego po prawicy Wszechmocnego i nadchodzącego z obłokami niebieskimi.«” (Mk 14, 62). Wówczas najwyższy kapłan rozdarł szaty i stwierdził, że już nie trzeba świadków – Jezus zbluźnił. Zaczęli więc wołać, że winien jest śmierci; pluli na Niego, zakrywali Mu twarz, policzkowali Go, nazywając prorokiem. Także słudzy bili Go pięściami po twarzy.

Kiedy Piotr był na dziedzińcu, jedna ze służących poznała, że był on z Nazarejczykiem Jezusem. Lecz Piotr zaprzeczył temu. Wyszedł do przedsionka, a kogut zapiał. Służąca widząc go, znowu zaczęła mówić do innych, że to jeden z nich, ale Piotr ponownie zaprzeczył. Po chwili ci, którzy tam stali, znów mówili do Piotra, że jest jednym z nich; jest także Galilejczykiem. Ale on przysięgał, że nie zna tego człowieka, o którym mówią. W tej chwili kogut powtórnie zapiał. Wspomniał Piotr na słowa, które mu Jezus powiedział, i zapłakał.

Zaraz wczesnym rankiem arcykapłani ze starszymi i uczonymi w Piśmie i cała Wysoka Rada powzięli uchwałę. Kazali Jezusa związanego odprowadzić i wydali Go Piłatowi. Piłat spytał Jezusa, czy jest królem żydowskim, a On odparł, że tak. Arcykapłani oskarżali Go o wiele rzeczy. Spytał Piłat Jezusa, czy nic na to nie odpowie, ale Jezus milczał, tak że Piłat się dziwił.

Na każde święto Piłat miał zwyczaj uwalniać jednego więźnia. Był tam jeden, zwany Barabaszem, uwięziony z buntownikami, którzy w rozruchu popełnili zabójstwo. Kiedy tłum domagał się, żeby Piłat uwolnił jednego więźnia, chciał uwolnić Jezusa, wiedział bowiem, że arcykapłani wydali Go przez zawiść. Lecz arcykapłani podburzyli lud, który domagał się wydania Barabasza. Piłat zapytał, co ma więc uczynić z tym, którego nazywają Królem Żydowskim. A lud krzyczał: „Ukrzyżuj Go!”. Wtedy Piłat, chcąc zadowolić tłum, uwolnił Barabasza, Jezusa zaś kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie.

Żołnierze zaprowadzili Go na wewnętrzny dziedziniec, czyli pretorium, i zwołali całą kohortę. Ubrali Go w purpurę, spletli wieniec z cierni i włożyli Mu na głowę i zaczęli z Niego szydzić, nazywając Go królem żydowskim, bijąc Go trzciną po głowie i plując na Niego, przyklękając, oddawali Mu hołd. A gdy Go wyszydzili, zdjęli z Niego purpurę i włożyli na Niego Jego własne szaty.

Następnie wyprowadzili Go, żeby Go ukrzyżować. Przymusili niejakiego Szymona z Cyreny, ojca Aleksandra i Rufusa, żeby niósł Jego krzyż. Przyprowadzili Go na miejsce Golgota, to znaczy miejsce Czaszki.

Tam dawali Mu wino zaprawione mirrą, lecz On nie przyjął. Ukrzyżowali Go i rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy. Była godzina trzecia, gdy Go ukrzyżowali. Był też napis z podaniem winy: „Król Żydowski”. Razem z Jezusem ukrzyżowali dwóch złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej Jego stronie. Tak wypełniło się Pismo. A ci, którzy przechodzili obok, przeklinali Go i szydzili: „Ej, Ty, który burzysz przybytek i w trzech dniach go odbudowujesz, zejdź z krzyża i wybaw samego siebie!” (Mk 15, 29–30). Drwili też z Niego arcykapłani i uczeni w Piśmie: „Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. (…)” (Mk 15, 31). Lżyli Go także ci, którzy byli razem z Nim ukrzyżowani.

Gdy nadeszła godzina szósta, mrok ogarnął ziemię aż do godziny dziewiątej. „O godzinie dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: »Eloi, Eloi, lema sabachthani«, to znaczy: »Boże Mój, Boże Mój, czemuś Mnie opuścił?«” (Mk 15, 34). Niektórzy ze stojących obok mówili, że woła Eliasza. Ktoś pobiegł, napełnił gąbkę octem i włożywszy ją na trzcinę, dawał Jezusowi pić, mówiąc: „Poczekajcie, zobaczymy, czy przyjdzie Eliasz, żeby Go zdjąć [z krzyża].” (Mk 15, 36). Lecz Jezus zawołał donośnym głosem i oddał ducha.

W tym momencie zasłona przybytku rozdarła się na dwoje, z góry na dół. Setnik zaś, który widział, że w ten sposób oddał ducha, uznał, że naprawdę ten człowiek był Synem Bożym. Były tam też niewiasty, które przyglądały się z daleka, między nimi Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba Mniejszego i Józefa, i Salome. I wiele innych, które z Nim przyszły do Jerozolimy.

Pod wieczór, ponieważ było Przygotowanie, czyli dzień przed szabatem, przyszedł Józef z Arymatei, poważny członek Rady, udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Piłat zdziwił się, że już umarł. Zawołał setnika i pytał, czy dawno umarł. Upewniony przez setnika oddał ciało Józefowi. Ten kupił płótno, zdjął Jezusa z krzyża, owinął w płótno i złożył w grobie wykutym w skale. Przed wejście do grobu zatoczył kamień. A Maria Magdalena i Maria, matka Józefa, patrzyły, gdzie Go złożono.

Po upływie szabatu Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba, i Salome nakupiły wonności, żeby namaścić Jezusa. Wczesnym rankiem w pierwszy dzień tygodnia przyszły do grobu, zastanawiając się, kto im odsunie kamień. Zauważyły jednak, że kamień był już odsunięty. Weszły więc do grobu, gdzie ujrzały siedzącego młodzieńca, ubranego w białą szatę i bardzo się przestraszyły. On jednak powiedział im, żeby się nie bały. Nie ma tu Jezusa z Nazaretu, ukrzyżowanego – powstał. Lecz mają iść powiedzieć Jego uczniom i Piotrowi, że idzie przed nimi do Galilei, tam Go ujrzą, jak im powiedział. Kobiety wyszły i uciekły, bardzo się bowiem przestraszyły. Nikomu też nic nie powiedziały, bo się bały.

Po swym zmartwychwstaniu, wczesnym rankiem w pierwszy dzień tygodnia, Jezus ukazał się najpierw Marii Magdalenie, z której wyrzucił siedem złych duchów. Ona powiedziała to tym, którzy pogrążeni byli w smutku. Oni jednak nie chcieli jej wierzyć.

Potem ukazał się w innej postaci dwom z nich na drodze, gdy szli do wsi. Oni wrócili i powiedzieli to innym. Jednak im też nie uwierzono.

W końcu ukazał się Jezus samym Jedenastu i wyrzucał im brak wiary i upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego.

Rzekł Jezus do uczniów: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię Moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie.” (Mk 16, 15–18).

Po rozmowie z uczniami Jezus został wzięty do nieba i tam zasiadł po prawicy Boga. „Oni zaś poszli i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdzał naukę znakami, które jej towarzyszyły.” (Mk 16, 20).

...ciąg dalszy: Ewangelia wg św. Łukasza

Powołanie apostoła Mateusza wg obrazu Caravaggio, 1595 r., kościół S. Luigi dei Francesci, Rzym


Ostatnia Wieczerza


Modlitwa w Ogrójcu


Pojmanie Jezusa


Biczowanie


Droga Krzyżowa


Ukrzyżowanie – Rogier van der Weyden, fragment tryptyku


Zdjęcie z krzyża


Złożenie do grobu


Zmartwychwstanie