Logo serwisu Biblia

Strona główna

Stary Testament

Nowy Testament

Święci wg alfabetu

Święci wg dat

Papieże

Legendy o świętych

Patroni

Ciekawostki

Różne artykuły

Inne strony katolickie

Mapa serwisu

Kontakt




© 2000–2017 barbara
Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved

Strona nie zawiera cookies



Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl


15 lutegobł. Michał Sopoćko

Są tacy święci i błogosławieni, którzy nie są może bardzo znani sami z siebie – chociaż przecież swoim życiem zasłużyli na niebieską chwałę – ile z powodu towarzyszenia komuś jeszcze bardziej znanemu. Do takich świętych należy bł. ks. Michał Sopoćko. Został niewątpliwie wybrany przez Pana, jak pisze św. Faustyna w Dzienniczku, i odpowiedział pozytywnie na Jego wezwanie, a jednak gdyby nie był spowiednikiem naszej wielkiej świętej, gdyby nie wspierał jej misji, kto wie, na ile byłby dziś znany i pamiętany.

Ksiądz Michał Sopoćko urodził się w rodzinie szlacheckiej 1 listopada 1888 roku w Juszewszczyźnie na Wileńszczyźnie, w powiecie oszmiańskim. W rodzinie wzrastał w atmosferze głębokiej religijności i szczerego patriotyzmu. Otrzymał podstawowe wykształcenie najpierw w szkole ludowej w Zabrzeziu, a potem w szkole miejskiej w Oszmianie. Jak wielu świętych, powołanie do życia kapłańskiego otrzymał już w dzieciństwie. To pozwoliło mu systematycznie i konsekwentnie dążyć do jego zrealizowania i do własnego rozwoju duchowego.

Rodzina żyła w trudnych warunkach, jej byt określała ciężka praca na roli i ciągła walka o byt. Ojciec Michała, Wincenty, codziennie przewodniczył odmawianym w rodzinie pacierzom, w domu często śpiewane były godzinki o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny i pieśni korespondujące z aktualnymi okresami liturgicznymi. I choć kościół w Zabrzeziu oddalony był o 18 km, regularnie zajeżdżano do niego na nabożeństwa wozem zaprzężonym w konie.

Wielkim przeżyciem Michała było przyjmowanie przez niego sakramentów świętych. Zgodnie z ówczesną praktyką sakrament bierzmowania otrzymał już w wieku około czterech lat. Ta uroczystość tak zapadła mu w duszę, że po latach pisał o niej w swoim Dzienniku:

„Jak teraz widzę długie dwa szeregi ludzi, między którymi biskup w mitrze w asyście kilku księży zatrzymywał się przy każdym namaszczając czoło. Ojciec trzymał mnie na ręku, a przy zbliżaniu się biskupa postawił na posadzce. Jakiś pan położył mi rękę na prawym ramieniu, a jednocześnie biskup namaścił mi czoło i dotknął policzka. Potem ojciec zaprowadził nas do kaplicy św. Kazimierza i pokazał trumnę z jego relikwiami. Tych przeżyć chyba nigdy nie zapomnę.” (Dziennik, z. 1, cz. II, s. 4).

Równie wielkim przeżyciem była dla niego Pierwsza Komunia Święta. Od tego momentu miał pragnienie jak najczęstsze łączenie się z Jezusem w Komunii św. oraz służenia do Mszy św. Już w szkole w Zabrzeziu, gdzie mieszkał blisko kościoła parafialnego, bywał w nim prawie codziennie, służył do Mszy św., w niedzielę śpiewał godzinki razem z organistą.

Jeszcze bardziej życie religijne rozwinęło się w Michale podczas nauki w Oszmianie. Odkrył wtedy w sobie odważnego obrońcę praw młodzieży katolickiej do wyznawania swej wiary wobec dyskryminujących zarządzeń rosyjskiego i prawosławnego kierownictwa szkoły.

W 1906 r. Michał zmuszony był przerwać naukę z powodu pogarszającej się sytuacji materialnej rodziny: ojciec utracił dzierżawę w Juszewszczyźnie, a nowa, w Starzynkach, pozwalała jedynie na bardzo skromne utrzymanie rodziny. W lutym następnego roku Michał objął posadę nauczyciela w nowo powstałej szkole przy parafii w Zabrzeziu. Nauka w szkole bardzo mu odpowiadała. Jednocześnie ucząc innych zajął się uzupełnianiem swoich braków w poprawnej polszczyźnie; uczył się gramatyki i stylistyki; rozczytywał się w narodowej literaturze, zwłaszcza chłonął Mickiewicza. Szkoła istniała tylko rok: za prowadzoną działalność na rzecz polskości i katolicyzmu została zamknięta, a ksiądz proboszcz i jej nauczyciel: Michał Sopoćko zostali ukarani przez sąd carski w Oszmianie.

Potem Michał uczył dzieci swoich krewnych w ich majątku w Kotłowie. Po kilku miesiącach, w 1908 r. wyjechał do Wilna, bez żadnego zabezpieczenia materialnego, licząc jedynie na pomoc niewielu znajomych. Jednak liczne próby zdobycia tej pomocy zawiodły. Po kilku miesiącach skłonny był wyjechać z Wilna i zrezygnować z planów, powstrzymywała go jednak nadzieja, która rosła podczas modlitw przed obrazem Matki Bożej Ostrobramskiej.

Wtedy udało mu się zdobyć mieszkanie w internacie przy ul. Bakszta, gdzie panował duch na wskroś religijny i polski. Spotkał panią Waltz, która zaproponowała mu utrzymanie i naukę łaciny w zamian za kilka lekcji rosyjskiego dla jej uczniów. Większość pensjonariuszy internatu to byli młodzi ludzie, którzy też pragnęli wstąpić do seminarium duchownego. Wychowawcą w internacie był Józef Zmitrowicz, znany z działalności patriotycznej i społeczno-religijnej wśród młodzieży pochodzenia polskiego. Michał pod jego kierownictwem formował swój charakter i wdrażał się w systematyczne praktyki duchowe, które wspomagały rozwój autentycznego życia duchowego.

W tym czasie systematyzował też i poszerzał swoją wiedzę, ponieważ zamierzał złożyć egzaminy poświadczające jego wykształcenie gimnazjalne. Korzystając z biblioteki internatu, zapoznawał się z literaturą religijno-społeczną i pedagogiczną. Tak wyposażony w kwietniu 1909 r. pojechał do Petersburga i tam w XX Gimnazjum zdał potrzebne egzaminy, co pozwoliło mu na ubieganie się o przyjęcie do seminarium duchownego, gdzie złożył wymagane dokumenty jeszcze przed wakacjami i zdał egzamin wstępny.

Jednak plany Michała napotkały na niespodziewaną przeszkodę. Z powodu wyroku sądowego dotyczącego nauczania w Zabrzeziu gubernator wileński nie zatwierdził decyzji władz seminaryjnych i Michał nie został przyjęty do seminarium. Postanowił spróbować znów za rok, a przez czas oczekiwania zmuszony był znów zdać się na opiekę i utrzymanie pani Waltz i pana Zmitrowicza. W internacie zaproponowano mu funkcję pomocnika wychowawcy.

Dopiero na początku czerwca następnego roku otrzymał zawiadomienie, że gubernator wydał zgodę na rozpoczęcie przez niego studiów seminaryjnych. Najtrudniejsza przeszkoda na drodze do kapłaństwa została pokonana. Tymczasem kłopoty materialne rodziców pogłębiały się. Niepowodzenia w dzierżawie w Starzynkach spowodowały jej wymówienie, kolejna dzierżawa w Kukielach nie rysowała się najlepiej. Z tego powodu Michał zaczął zastanawiać się, czy ma rozpocząć naukę, czy pozostać z rodziną i pomagać w gospodarstwie. Jednak jego obecność w domu nie mogła mieć wpływu na polepszenie obrotu spraw, więc chociaż podjęcie nauki bez jakiegokolwiek wsparcia rodziny wymagało odwagi, Michał z ufnością w pomoc Bożą podjął ją.

Progi Seminarium Duchownego w Wilnie Michał Sopoćko przekroczył w sierpniu 1910 r. Sutannę sprawiła mu Jadwiga Waltz, a dzięki wstawiennictwu Józefa Zmitrowicza został przez rektora zwolniony z opłaty obowiązującej alumnów, a nawet otrzymał prawo do zapomogi. Przez cały okres pobytu w seminarium Michał cierpiał niedostatek i dokuczały mu problemy zdrowotne, natomiast nauka i formacja duchowa nie sprawiały mu żadnych kłopotów. Wspomina: „Najciekawsze były konferencje ojca duchownego o życiu wewnętrznym oraz rozmowy z kierownikiem sumienia, którego każdy alumn mógł sobie wybierać spośród profesorów i przychodzących z miasta kapłanów” (Jak zostałem kapłanem, s. 1).

W 1911 r. zmarła matka Michała, co przeżył bardzo ciężko. Podczas pogrzebu przeziębił się tak ciężko, że ze skutkami choroby zmagał się przez cały rok akademicki. W Wielkim poście tego drugiego roku seminarium przyjął tonsurę, a po Wielkanocy cztery niższe święcenia. Niespodziewanie przełożeni postanowili dopuścić go do święceń subdiakonatu i diakonatu o rok wcześniej, niż było to praktykowane. Okazało się, że decyzja ta została podjęta w obawie przed wcieleniem Michała do wojska, ponieważ władze carskie odmówiły mu przedłużenia odroczenia służby wojskowej. Także jego spowiednik nie tylko zgodził się na przyspieszenie święceń, ale wręcz to zalecił. Tak więc w uroczystość Zielonych Świąt Michał udał się do Kowna, gdzie nazajutrz tamtejszy biskup – Kasper Felicjan Cyrtowt wyświęcił go na subdiakona. Kilka tygodni później biskup kielecki – Augustyn Łosiński wyświęcił go na diakona. Po czwartym roku studiów – 15 czerwca 1914 r. – został przez biskupa Franciszka Karewicza wyświęcony na kapłana. Mszę prymicyjną odprawił 29 czerwca w kościele parafialnym w Lebiedziewie, gdzie jego ojciec był zarządcą majątku.

Po święceniach ksiądz Michał Sopoćko został skierowany jako wikariusz do parafii Taboryszki w rejonie solecznickim. Zakres obowiązków wyznaczony mu przez proboszcza był bardzo skromny, jako że w parafii prowadzono tradycyjne duszpasterstwo. Jednak ksiądz Sopoćko nie umiał poprzestać jedynie na ich wypełnianiu. Zaraz zajął się katechizacją młodzieży, nauką śpiewu i utworzeniem chóru oraz zaczął kompletować bibliotekę. W Wielkim Poście przygotowywał wiernych do należytego przyjęcia sakramentu pokuty. Przygotował też liczną grupę dzieci do Pierwszej Spowiedzi i Komunii Świętej.

A był to czas wojny. Ksiądz Michał opiekując się swoimi parafianami, użalał się nad trudnym niejednokrotnie położeniem i cierpieniami wojennymi, wspierał ich też duchowo i niejednokrotnie materialnie. Tak samo gorliwie troszczył się o wiarę i stan moralny swoich parafian. Doprowadził do tego, że otwarto kaplice w odległych od Taboryszek Miednikach Królewskich i Onżadowie. Choć było to bardzo trudne, sam je obsługiwał, pragnąc, żeby i tamci ludzie mogli uczestniczyć w życiu religijnym.

Po ustąpieniu Rosjan, pod okupacją niemiecką, powstała możliwość stworzenia polskich szkół. Z wielką energią przystąpił więc młody ksiądz do organizowania szkolnictwa polskiego na terenie swojej parafii. Założył około czterdziestu kilkuklasowych szkółek, znalazł nauczycieli, zdobył fundusze na ich uposażenie i na utrzymanie tych szkół. W większości z nich prowadził też katechizację.

Była to praca nieomal ponad siły jednej osoby. W swoich pamiętnikach pisze ksiądz Michał o wielkim zmęczeniu w tamtym czasie, o trudnościach w docieraniu do dwóch odległych parafii (nieraz pokonywał po kilkanaście kilometrów pieszo): „Ile poniosłem trudów, przykrości, kosztu, prześladowań – Bogu tylko niech będzie wiadome. Nie śmiem się do św. Pawła przyrównywać, ale i przeciwko mnie również zdaje się wszystko się sprzysięgło, by sprawie zbożnej przeszkadzać. Niechęć wśród ludzi, niedobór sił nauczycielskich, trudność z przejazdem, brak koni, przeszkody ze strony władz niemieckich, wreszcie ustawiczne niepogody, bezdroża, złożyły się na wieniec cierniowy, który wciąż ranił me serce. Ale Bogu dzięki zwyciężyłem to wszystko…” (Dziennik, z. 1, cz. I, s. 8).

I jeszcze jeden fragment Dziennika, pokazujący, jak bardzo Michał Sopoćko pracował nad sobą od początku swojego kapłańskiego życia i jak było to trudne: „O Boże mój, jakże ciężko! Ani uczyć się, ani myśleć nie mogę. Plany moje rozbijają się o słabą wolę, brak wytrwałości. Tyle zamiarów, tyle myśli i porywów dobrych ginie wobec słabości charakteru. Wprawdzie czuję słabość i kłucie we wszystkich członkach; czuję, że ciało mdłe, ale i duch niemocny. »Domine, ad adiuvandum me festina«. Czuję żal do swoich przełożonych, że mię tu trzymają, a czyż mógłbym gdzie indziej być lepszym. »Fiat voluntas Tua«. Jakże wstydzić się trzeba tych myśli. Dzięki Ci, Panie, za światło. »Nie jest uczeń nad Mistrza«. »Synu, spójrz na mnie klęczącego w Ogrójcu, to co teraz cierpisz, ja stokroć więcej przecierpiałem«. Choroby się nie obawiaj, gdyż nie samym chlebem żyje człowiek. Wymagam zupełnej ofiary, byś nic sobie nie zostawił, nawet wyrzekaj się woli swej, nie szczędź siebie w niczym, oddaj się Mnie całkowicie. O Panie, czuję jeszcze, że mnie nie opuściłeś, dzięki Ci za to Zdaje mi się nic już sobie nie zostawiłem – a twoje Ja?!?! Skąd pochodzą smutki, skąd to przygnębienie i niesmak? Toć to żałujesz, że nie jesteś wymarzonym w dzieciństwie lalką-kapłanem. Toć to się niepokoisz najmniejszym niepowodzeniem w świecie, toć to myślisz nieraz, jakie wrażenie sprawisz swym wystąpieniem, co o tobie mówią, co myślą; mieszasz pszenicę z kąkolem i narzekasz na gorzkość chleba. Nieraz nawet siebie we Mnie szukasz. – Intende, Christi, in adiutorium meum.”

W parafii w Taboryszkach ksiądz Michał spędził cztery lata. Jego działalność początkowo była tolerowana przez niemieckiego okupanta, ale potem, pod wpływem agitacji probiałoruskiej, zaczęto przypisywać jej tendencje nacjonalistyczne. Na początku 1918 r. pojawiło się niebezpieczeństwo aresztowania. Dlatego przełożeni pozwolili mu opuścić Taboryszki.

Pod koniec września ksiądz Sopoćko wyjechał do Warszawy, gdzie pragnął podjąć dalsze studia teologiczne. Zapisał się na Wydział Teologiczny Uniwersytetu Warszawskiego. Jednak na początku 1919 roku zawieszono studia z powodu konfliktu zbrojnego z Rosją bolszewicką. Wtedy ksiądz Michał zgłosił się do Kurii Polowej z prośbą o przyjęcie go do posługi w wojsku. Tam najpierw wyznaczono mu funkcję kapelana w szpitalu wojskowym. Jednak wkrótce na własną prośbę został skierowany na front, gdzie ofiarnie posługiwał żołnierzom. W okolicach Kosowa, Żyrowic i Słonima ciężko zachorował na tyfus. Dlatego jesienią, po długiej rekonwalescencji, został oddelegowany do Kościuszkowskiego Obozu Szkoleniowego na Powązkach w Warszawie, gdzie miał szkolić religijnie i moralnie kadry i żołnierzy, obsługiwać szpital wojskowy oraz opiekować się cmentarzem wojskowym na Powązkach, które to obowiązki pełnił do końca 1924 r. Wtedy został przeniesiony na stanowisko kierownika wojskowego rejonu duszpasterskiego w Wilnie. Przez cały czas pobytu w Warszawie kontynuował studia teologiczne, a dodatkowo dokształcał się w zakresie pedagogiki. Przeprowadził też gruntowną przebudowę kościoła na Marymoncie. W 1922 r. wydał drukiem pogadanki pt. Obowiązki względem Ojczyzny. Pogadanki te zawierały prostą zachętę do umiłowania Ojczyzny, służby dla niej i jej obrony, zapoznawały z historią Polski, jej kulturą narodową i wiarą przodków. W ramach studiów pedagogicznych przeprowadził badania dotyczące wpływu alkoholu na młodzież, na których podstawie przygotował pracę dyplomową pt. Alkoholizm wśród młodzieży szkolnej, opublikowaną następnie w „Przeglądzie Pedagogicznym” w 1924 r. Rozesłał odbitki swojej pracy do posłów na sejm z prośbą o uchwalenie specjalnej ustawy antyalkoholowej. Wyniki jego badań zostały uwzględnione w ustawie sejmowej.

Po przybyciu do Wilna ks. Sopoćko objął obowiązki kierownika duszpasterskiego rejonu wojskowego. Miejscowy ordynariusz – Jerzy Matulewicz – dodatkowo zlecił mu zorganizowanie w diecezji katolickich stowarzyszeń młodzieży. Okazało się, że w Wilnie duszpasterstwo trzeba było organizować niemal od podstaw. Ks. Michał z właściwą sobie energią i gorliwością zabrał się do pracy. Kochał żołnierzy, ale nie pobłażał im, stawiając wymagania co do postaw religijnych i obywatelskich. Duży nacisk, tak jak w Warszawie, położył na ich patriotyczne i ideowe wychowanie. Podjął inicjatywę odbudowy kościoła św. Ignacego jako kościoła garnizonowego.

Tak samo gorliwie zaangażował się w dydaktyczną pracę wśród nauczycieli. Od 1926 r. Kuratorium Wileńskiego Okręgu Szkolnego zaczęło angażować go do prowadzenia wykładów dla nauczycieli z psychologii, pedagogiki oraz metodyki nauczania, zwłaszcza religii. W tych samych dziedzinach prowadził działalność naukową i publicystyczną. W 1926 r. obronił pracę doktorską na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Warszawskiego pt. Rodzina w prawodawstwie na ziemiach polskich. Egzemplarze tej pracy także rozesłał do posłów odpowiedzialnych za przygotowanie kodeksu prawa cywilnego, z propozycją uwzględnienia jego badań. Jednak wyrażona w ten sposób troska o rodziny polskie i wychowanie młodzieży, a przez to o dobro Ojczyzny nie znalazła tym razem oddźwięku u posłów.

W 1927 r. ks. Sopoćko podjął funkcję ojca duchownego w Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Wilnie. Była to bardzo absorbująca praca, dlatego od 1929 r. otrzymał trzyletni urlop z funkcji kapelana i kierownika duszpasterstwa wojskowego rejonu wileńskiego. Ostatecznie z duszpasterstwa wojskowego został zwolniony w 1932 r.

Nominacja na ojca duchownego seminarium była dla ks. Michała dużym zaskoczeniem. Ponieważ uważał, że nie był przygotowany do pełnienia tak ważnej i odpowiedzialnej funkcji, uznał siebie za niegodnego jej przyjęcia i odmówił ordynariuszowi. Jednak arcybiskup Romuald Jałbrzykowski, który podpisał dekret, podtrzymał swoją decyzję. Okazało się, że posługa ta, kiedy już się w nią wdrożył, odpowiada ks. Michałowi: jego zainteresowaniom i wewnętrznym potrzebom. Jego pedagogiczne przygotowanie okazało się bardzo pomocne, natomiast wiedzę z zakresu życia duchowego i kierownictwa duchowego poszerzał we własnym zakresie. Praca ta przyniosła zarówno jego wewnętrzne zadowolenie, jak i owoce duchowe u wychowanków.

Dodatkowo od lutego 1928 r. zlecono mu wykłady z historii filozofii na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Stefana Batorego, a od października tego samego roku zatrudniono go jako zastępcę profesora Katedry Teologii Pastoralnej na tym samym wydziale.

Pełniąc funkcję ojca duchownego w seminarium, ks. Sopoćko podejmował też różne inne inicjatywy. Był moderatorem Sodalicji Mariańskiej, Koła Eucharystycznego, Trzeciego Zakonu św. Franciszka, Koła Kleryków Związku Misyjnego Kleru oraz jako wykładowca homiletyki prowadził Koło Homiletyczne. Aktywnie kształcił postawy abstynenckie wśród kleryków. Założył Koło Alumnów Abstynentów. Stał się inicjatorem zorganizowanych form czynnej rekreacji.

Funkcję ojca duchownego w seminarium pełnił ks. Sopoćko przez pięć lat. Jednak trudności zewnętrzne oraz ponaglenia ze strony Wydziału Teologicznego, by jak najszybciej przeprowadzić habilitację i w większym stopniu podjęć pracę naukową, zmusiły go do przedstawienia ordynariuszowi prośby o zwolnienie z funkcji ojca duchownego. Tematem pracy habilitacyjnej była problematyka wychowania duchowego u Mikołaja Łęczyckiego (1574–1653) – polskiego jezuity, teologa i wychowawcy. W ciągu dwóch lat napisał rozprawę pt. Cel, podmiot i przedmiot wychowania duchowego według Mikołaja Łęczyckiego, na podstawie której habilitował się w 1934 r. na Uniwersytecie Warszawskim i uzyskał tytuł docenta teologii pastoralnej. Potem opracował całość nauczania Mikołaja Łęczyckiego w czteroczęściowym dziele pt. Mikołaj Łęczycki o wychowaniu duchowym, które wyszło w Wilnie drukiem w 1935 r. i które było podstawą do ubiegania się o tytuł profesora i kierownika Katedry Teologii Pastoralnej na Wydziale Teologicznym. Niestety, nie udało się to prawdopodobnie za sprawą problemów finansowych wydziału.

Razem z pracą naukową na stałe do obowiązków ks. Sopoćki weszło prowadzenie zajęć dydaktycznych. Miał wykłady z historii filozofii, homiletyki, katechetyki i pedagogiki oraz proseminaria z tych przedmiotów. Zajęcia te prowadził aż do zamknięcia uniwersytetu w czasie II wojny światowej. Był uważany za profesora wymagającego, ale sprawiedliwego. Jego nauczanie zmierzało do syntezy wiedzy i umiejętności praktycznych. Opracował też skrypty do wykładanych przez siebie przedmiotów, które przez wiele lat służyły alumnom i studentom teologii. Jeden ze studentów tak go wspomina z tamtych czasów: „W pamięci mojej z okresu pobytu w Seminarium Duchownym w Wilnie ks. prof. Sopoćko pozostał jako staranny, dobry wykładowca i gorliwy kapłan, stale usiłujący nas, swoich uczniów, umysłowo wzbogacić, a duchowo pobudzić do postępu w doskonałości (…) …uczył nie dla szkoły, ale dla życia. Naprawdę wkładał w to wszystkie swe siły, serce, umiejętności i doświadczenie. Robił to jak mógł i umiał – najlepiej (…) …czy wprost, czy ubocznie, mimochodem, zawsze lądował na zachęcie do świętości, a z obfitości serca usta mówią.” (B. Szostało, Moje wspomnienia o Księdzu Profesorze Michale Sopoćce).

W latach trzydziestych ks. Sopoćko pisał artykuły i konferencje dotyczące aktualnych spraw duchowieństwa i jego formacji, wydał kilka opracowań naukowych, drukował artykuły i konferencje poświęcone tematyce formacyjnej, głównie w „Wiadomościach Archidiecezjalnych Wileńskich”, uczestniczył w działalności stowarzyszeń kapłańskich, służył w akcji dokształcania księży.

Mimo tak wielkiej pracy dla Kościoła, dla bliźnich, dla księży i swoich studentów, mimo że był postrzegany jako bardzo gorliwy i posunięty w cnotach kapłan, on sam ma o sobie znacznie gorsze zdanie. Pisze:

„Na paluszkach wzdętej pychy wznieść się pragnąłem ponad innych jeszcze na ławie szkolnej, wznosiłem się ponad Ciebie obrażając Cię grzechami. Upokorzenie mi było wstrętne, uciekałem od niego. Lubiłem, gdy mnie chwalono. Za to teraz słusznie jestem wzgardzony i podeptany przez wszystkich. Jeszcze przychodzą marzenia pyszne, dogadzające miłości własnej, wyobraźnia roi w przyszłości rozmaite obrazy, które zatrzymuję i delektuję się, czasami mimo woli, dość często nieświadomie, ale wszystko to wskazuje na główny »fomes peccati«” (Dziennik, z. 2, s. 57).

Przez kilkanaście lat w Wilnie pełnił funkcję spowiednika sióstr zakonnych. W ramach tego obowiązku w 1933 r. spotkał się z siostrą Faustyną Kowalską. Poprowadził ją drogą doskonałości, okazując się niezastąpioną pomocą w rozeznawaniu jej objawień. To z jego inicjatywy powstał jej Dzienniczek. Wskazuje to na fakt, że i on sam musiał spotkać się w swoim życiu z tajemnicą Boga Miłosiernego, że w jego życiu Boże Miłosierdzie było tak ważne, jak w życiu Faustyny, że je odkrył, zrozumiał i poznał. Jakże bowiem inaczej mógłby tak dokładnie porozumieć się z sekretarką Bożego Miłosierdzia? Jak mógłby tak bardzo ją wspomóc, a potem, po jej śmierci, pociągnąć dalej jej dzieło? On sam wspomina, że inspiracją do dogłębnego poznania Bożego Miłosierdzia było właśnie spotkanie się z siostrą Faustyną.

W 1934 r. doprowadził do namalowania obrazu Miłosiernego Zbawiciela, a potem do umieszczenia go w kościele św. Michała w Wilnie. Wydawał publikacje o Bożym Miłosierdziu, o potrzebie jego święta, drukował modlitwy do Miłosierdzia Bożego. Występował z memoriałami do biskupów w sprawie święta i udał się w tym celu aż do Rzymu. Między nim a św. Faustyną ułożyła się współpraca: ona wspierała go modlitwą i ofiarą cierpienia, a on działał w celu szerzenia Bożego Miłosierdzia w świecie. Kiedy w 1938 r. siostra Faustyna zmarła, to właśnie ks. Sopoćko kontynuował jej dzieło. Dzięki niemu, w czasie wojny powstało nowe zgromadzenie zakonne Sióstr Jezusa Miłosiernego, nazywanych potocznie faustynkami.

W swoim Dzienniku wspominając o ostatnim liście s. Faustyny ks. Sopoćko tak pisze o Miłosierdziu Bożym: „Głębia bowiem Miłosierdzia bożego jest niewyczerpana i nie wystarczy życia naszego na jego wysławianie. Świat już długo istnieć nie będzie i Bóg chce jeszcze przed końcem jego udzielać ludziom łaski, by nikt nie mógł się wymówić na sądzie, że nie wiedział o dobroci bożej i nie słyszał o Jego miłosierdziu” (Dziennik, z. 2, s. 60–62).

Podczas okupacji i ks. Sopoćko nie ominęły wojenne cierpienia. Pomimo ograniczeń pełnił wyznaczone mu funkcje duszpasterza i wykładowcy, także z własnej inicjatywy wspomagał krzywdzonych, wspierał ich na duchu, cały czas szerząc nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego. Początkowo, po zajęciu Wilna przez Armię Czerwoną i przekazaniu go Litwinom, życie początkowo przebiegało bez większych ograniczeń. Ks. Sopoćko przez krótki czas był rektorem kościoła św. Ignacego, pracował na uniwersytecie, udzielał się społecznie. Głosił Miłosierdzie Boże, uważając je za jedyny ratunek dla świata.

W czerwcu 1940 r. Wilno znalazło się znowu pod okupacją sowiecką, która ograniczała działalność kościelną i religijną. Ksiądz Sopoćko, który nie zamierzał zaprzestać swojej działalności, zagrożony aresztowaniem, musiał na miesiąc opuścić Wilno.

W 1941 r. Wilno zajęli Niemcy, którzy planowo wyniszczali naród i prześladowali Kościół. Ks. Sopoćko włączył się w akcję pomocy prześladowanym. Mimo grożących represji pomagał ludności żydowskiej. Zorganizował katechumenat, który kilkadziesiąt osób doprowadził do chrztu. Latem 1941 r. współuczestniczył w tworzeniu się zgromadzenia sióstr, które za swój cel przyjęło szerzenie Miłosierdzia Bożego.

3 marca 1942 r. Niemcy aresztowali profesorów i alumnów Seminarium Duchownego. Ks. Sopoćko, który szczęśliwie był w tym czasie poza seminarium i poza domem, udało się uniknąć aresztowania. Ostrzeżony wymknął się i ukrywał aż do opuszczenia Wilna przez Niemców w 1944 r.

Od września 1944 r. po wkroczeniu Armii Radzieckiej do Wilna, ks. Michał ponownie podjął wykłady w Seminarium Duchownym oraz opiekę nad kandydatkami do zgromadzenia faustynek.

Władze sowieckie zaczęły stopniowo ograniczać działalność ks. Sopoćki. Wiosną 1945 r. zamknęły seminarium, a księżom profesorom i alumnom nakazały wyjechać do Białegostoku. Ks. Sopoćko od bpa Jałbrzykowskiego uzyskał pozwolenie na pozostanie w Wilnie, w związku z czym prowadził tam działalność jeszcze przez dwa lata. Jednak w sierpniu 1947 r., zagrożony aresztowaniem i zsyłką, musiał także opuścić Wilno i przenieść się do Białegostoku. Miał tu spędzić resztę swojego życia. Ponieważ budynek seminarium był za mały, aby pomieścić wszystkich alumnów i profesorów, ks. Sopoćko wynajął sobie mieszkanie przy ul. Złotej 9 Podobnie jak w Wilnie, podjął działalność pedagogiczną i pastoralną. Prowadził wykłady, ćwiczenia i seminaria z pedagogiki, katechetyki i homiletyki, a także przez pewien czas wykłady z psychologii i historii filozofii. Później jeszcze doszły wykłady z teologii pastoralnej, teologii życia wewnętrznego i teologii wschodniej. Uczył też łaciny i języka rosyjskiego. Także i tu, tak jak w Wilnie, czynnie walczył o trzeźwość narodu. W 1947 r. został mianowany dyrektorem Archidiecezjalnego Bractwa Trzeźwości. Władze świeckiego Komitetu Walki z Alkoholizmem zaprosiły go do udziału w pracach na rzecz trzeźwości. Prowadził też w Białymstoku, tak jak w Wilnie, promocję zdrowia i dobrego samopoczucia przez kulturę fizyczną. Sam lubił i uprawiał sport i propagował go wśród innych.

W 1947 r. prymas Polski, kard. August Hlond wydał drukiem łaciński traktat ks. Sopoćki o Miłosierdziu Bożym De Misericordia Dei deque eiusdem festo instituendo, opracowany przez niego w Wilnie jeszcze w czasie wojny. W tym samym roku w imieniu Episkopatu Polski przedstawił sprawę w Rzymie. Próbował działać jeszcze na wielu innych frontach, ale był ograniczony zarówno do terenów własnej diecezji w Białymstoku, jak i do stanowiska swojego przełożonego, abpa Romualda Jałbrzykowskiego, który w tej sprawie był jednak dość powściągliwy. Ponieważ Kościół nie wypowiedział się jeszcze ani na temat kultu, ani święta, ani objawień Faustyny, zakazano nawet tymczasem rozprzestrzeniania broszurek wydawanych przez ks. Sopoćkę.

Po śmierci kard. Hlonda, ks. Sopoćko zwrócił się w sprawie Miłosierdzia Bożego do nowego prymasa, kard. Stefana Wyszyńskiego. W 1956 r. zwrócił się do Stolicy Apostolskiej z prośbą o zatwierdzenie uroczystości Miłosierdzia Bożego w niedzielę przewodnią. Było jednak na to jeszcze za wcześnie. 6 marca 1959 r. została opublikowana Notyfikacja Kongregacji Świętego Oficjum, która nakazywała powstrzymać się od szerzenia obrazów i pism, które rozszerzają nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego w formach przedstawionych przez siostrę Faustynę. Zakazano też propagowania objawień siostry Faustyny. Pozwoliła jedynie wielbić Boga w Jego Miłosierdziu niezależnie od objawień siostry Faustyny.

Chociaż jednak ks. Sopoćko, posłuszny przełożonym, powstrzymał się od najdrobniejszego nawet wspominania o objawieniach siostry Faustyny, nadal uważał, że ma prawo zabiegać o aprobatę kultu Miłosierdzia Bożego, co też aktywnie czynił.

Tymczasem w 1965 r. rozpoczął się proces beatyfikacyjny siostry Faustyny. Pojawiło się zainteresowanie ideą Miłosierdzia Bożego ze strony teologów. To zdopingowało do działania ks. Sopoćkę. Chociaż już bardzo leciwy i coraz słabszy, nie zaprzestał działań na rzecz rozszerzenia kultu. W 1972 r. ponownie zwrócił się do prymasa Wyszyńskiego z prośbą o ustanowienie w Polsce święta Miłosierdzia Bożego w II Niedzielę Wielkanocną. W odpowiedzi prymas uznał celowość głoszenia kultu, nie uznał jednak potrzeby ustanowienia święta.

Niestety, do śmierci nie udało się ks. Sopoćce uzyskać aprobaty dla dzieła, o które walczył. Dopiero w 1978 r. zostało odwołane orzeczenie Kongregacji Świętego Oficjum. Wkrótce w poszczególnych diecezjach wprowadzono święto Bożego Miłosierdzia w II Niedzielę Wielkanocy. W kilka lat po śmierci ks. Michała Sopoćki nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego rozprzestrzeniło się po całym świecie.

W 1962 r. ks. Sopoćko przeszedł na emeryturę. Początkowo, jak sam napisał we wspomnieniach, było mu nudno, ale wkrótce zorganizował sobie czas. Zajął się np. posługiwaniem kapłańskim w kaplicy przy ul. Poleskiej, przy domu sióstr ze Zgromadzenia Misjonarek Świętej Rodziny. Ostatecznie utworzył tu samodzielną placówkę przy kaplicy, a potem – parafię.

Poza tym bywał obecny na zjazdach, spotkaniach, konferencjach kapłańskich, sympozjach naukowych, zjazdach katechetycznych. Interesował się życiem seminarium, chętnie uczestniczył tam w uroczystościach, wspierał je duchowo modlitwą oraz materialnie, szczególnie uboższych kleryków.

Od roku 1970 ks. Sopoćko na stałe już zamieszkał przy kaplicy przy ul. Poleskiej. Potrzebna mu była teraz stała opieka, którą zapewniły mu siostry misjonarki Świętej Rodziny. Świadomy, że zbliża się koniec życia, uporządkował wszystkie swoje sprawy i pojednał się z Bogiem i ludźmi. Zmarł 15 lutego 1975 r. w opinii świętości.

Beatyfikacja ks. Michała Sopoćko odbyła się 28 września 2008 r. w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Białymstoku, gdzie spoczywają też jego relikwie.

Imię Michał pochodzi z hebrajskiego Mika’el – co oznacza „któż, jak nie Bóg”.

...wróć