Logo serwisu Biblia

Strona główna

Stary Testament

Nowy Testament

Święci wg alfabetu

Święci wg dat

Papieże

Legendy o świętych

Patroni

Ciekawostki

Różne artykuły

Inne strony katolickie

Mapa serwisu

Kontakt




© 2000–2018 barbara
Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved

Strona nie zawiera cookies



Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl


Ewangelia wg św. Łukasza

A oto trzecia Ewangelia:

„Wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały pośród nas, tak jak nam je przekazali ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami i sługami słowa. Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei…” (Łk 1, 1–3). Takim wstępem opatruje Łukasz swoją Ewangelię.

Za czasów Heroda, króla Judei, żył pewien kapłan, imieniem Zachariasz. Jego żona, z rodu Aarona, miała na imię Elżbieta. Oboje byli sprawiedliwi i postępowali nienagannie według wszystkich przykazań i przepisów Pańskich. Nie mieli jednak dziecka, ponieważ Elżbieta była niepłodna, a byli już oboje w podeszłym wieku.

Kiedy w kolejności wyznaczonej dla swego oddziału Zachariasz pełnił służbę przed Bogiem, jemu przypadł los, żeby wejść do przybytku Pańskiego i złożyć ofiarę kadzenia. Wtedy ukazał mu się anioł Pański. Zachariasz przeraził się na ten widok i padł na twarz, ale anioł rzekł do niego: „Nie bój się, Zachariaszu! Elżbieta urodzi ci syna, któremu dasz na imię Jan” Anioł zapowiedział też Zachariaszowi, że Jan będzie wielki w oczach Pana i już w łonie matki napełniony będzie Duchem Świętym. Nawróci do Pana wielu spośród synów Izraela, a sam pójdzie przed Nim, „…by przygotować Panu lud doskonały” (Łk 1, 17). Zachariasz wyraził aniołowi swe wątpliwości, bo przecież jest już stary, a i Elżbieta jest w podeszłym wieku. Anioł na to powiedział mu, że jest Gabrielem i został posłany, żeby oznajmić tę nowinę. Ale ponieważ Zachariasz nie uwierzył, będzie niemy aż do dnia, w którym to się stanie. Tymczasem lud dziwił się, że Zachariasz tak długo jest w przybytku. A kiedy wyszedł i nie mógł mówić, zrozumieli, że miał widzenie.

Potem Elżbieta poczęła i pozostawała w ukryciu przez pięć miesięcy.

W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do dziewicy Maryi, która była poślubiona Józefowi z rodu Dawida. „Anioł wszedł do Niej i rzekł: »Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, <błogosławiona jesteś między niewiastami>«” (Łk 1, 28). Ona zmieszała się i rozważała, co mają znaczyć te słowa, ale anioł powiedział, żeby się nie bała, znalazła bowiem łaskę u Boga. Ma oto począć i porodzić Syna, któremu da imię Jezus. „(…) Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca Dawida. Będzie panować nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca.” (Łk 1, 32–33). Maryja zdziwiła się, jak to się może stać, skoro nie zna męża. Anioł powiedział Jej, że Duch Święty zstąpi na Nią, a Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. Powiedział też Maryi, że jej krewna, Elżbieta, też spodziewa się dziecka i jest już w szóstym miesiącu. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego. „Na to rzekła Maryja: »Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa!«” (Łk 1, 38).

Po tym zdarzeniu Maryja wybrała się w góry do Elżbiety. Kiedy ją pozdrowiła, poruszyło się dziecko w łonie Elżbiety, a Duch Święty napełnił ją. „Wydała ona okrzyk i powiedziała: »Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to że matka mojego Pana przychodzi do mnie? (…) Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa, powiedziane Ci od Pana.«” (Łk 1, 42–43, 45). „Wtedy Maryja rzekła: »Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, moim zbawcy. Bo wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej. Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia, gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny. Święte jest Jego imię – a swoje miłosierdzie na pokolenia i pokolenia [zachowuje] dla tych, co się Go boją. On przejawia moc ramienia swego, rozprasza [ludzi] pyszniących się zamysłami serc swoich. Strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych. Głodnych nasyca dobrami, a bogatych z niczym odprawia. Ujął się za sługą swoim, Izraelem, pomny na miłosierdzie swoje – jak przyobiecał naszym ojcom – na rzecz Abrahama i jego potomstwa na wieki.«” (Łk 1, 46–55). Maryja była u Elżbiety około trzech miesięcy, potem wróciła do domu.

Tymczasem Elżbieta urodziła syna. Sąsiedzi i krewni cieszyli się razem z nią, a ósmego dnia przyszli obejrzeć dziecko i nadać mu imię. Chcieli nazwać go imieniem ojca, ale Elżbieta powiedziała, że ma otrzymać imię Jan. Zapytali więc Zachariasza, jak dziecko ma mieć na imię. On zażądał tabliczki i napisał, że Jan. Wtedy rozwiązał się jego język i zaczął mówić.

Zachariasz został napełniony Duchem Świętym i prorokował, że Bóg nawiedził swój lud i wyzwolił go, jak zapowiedział to dawno, że wybawi lud od nieprzyjaciół; że bez lęku służyć Mu będą po wszystkie ich dni. A to dziecię zostanie nazwane prorokiem Najwyższego, bo pójdzie przed Panem, torując Mu drogę, Jego ludowi da poznać zbawienie.

Jan zaś rósł i wzmacniał się duchem; żył na pustkowiu aż do dnia ukazania się przed Izraelem.

W tym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności. Wszyscy więc wybierali się do swoich miast, żeby dać się zapisać. Udał się także Józef z Nazaretu, wraz z Maryją, która była brzemienna, do miasta Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida. Kiedy tam przebywali, Maryja urodziła Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie. Pasterze tymczasem przebywali w polu. Naraz stanął przed nimi anioł Pański, który oznajmił im, że oto narodził się w mieście Dawida Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan. Znajdą Dziecię owinięte w pieluszki i leżące w żłobie. „I nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami: »Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania.«” (Łk 2, 13–14). Gdy aniołowie odeszli, pasterze udali się do Betlejem i znaleźli Józefa, Maryję i Dziecię w żłobie. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym, co im zostało objawione. Ludzie słysząc to dziwili się. „Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu.” (Łk 2, 19).

Gdy nadszedł dzień ósmy i należało obrzezać Dziecię, nadano Mu imię Jezus, jak powiedział anioł. Gdy potem minęły dni oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, zanieśli Dziecko do Jerozolimy, aby przedstawić Je Panu. Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego. A żył w Jerozolimie sprawiedliwy i pobożny człowiek imieniem Symeon. Jemu Duch Święty objawił, że nie umrze, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. Kiedy rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, on „…wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił: »Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie poganchwałę ludu Twego, Izraela.«” (Łk 2, 28–32). Józef i Maryja dziwili się temu, Symeon zaś powiedział do Maryi, że Jezus przeznaczony jest na upadek i powstanie wielu w Izraelu „…i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu.” (Łk 2, 34–35).

Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, która miała już osiemdziesiąt cztery lata. Przyszedłszy właśnie w tej chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy.

Gdy już Józef i Maria wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do miasta Nazaret, a Dziecię rosło nabierając mocy i napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim.

Rodzice jego co rok udawali się do Jerozolimy na Święto Paschy. Wybrali się też, gdy Jezus miał dwanaście lat. Kiedy wracali, po skończonych uroczystościach, Jezus został w Jerozolimie, a Jego rodzice nie zauważyli tego. Dopiero gdy uszli dzień drogi, szukali Go w towarzystwie innych pątników. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy. Odnaleźli Go dopiero po trzech dniach, w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Maryja czyniła Jezusowi wyrzuty, że zasmucił rodziców, On im odpowiedział: „Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do Mego Ojca?” (Łk 2, 49). Rodzice jednak nie zrozumieli tej odpowiedzi.

Potem wrócił z nimi do Nazaretu. Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w sercu. A Jezus czynił postępy w mądrości i w łasce u Boga i u ludzi.

W piętnastym roku rządów Tyberiusza Cezara, gdy namiestnikiem Judei był Poncjusz Piłat, a Herod tetrarchą Galilei, za najwyższych kapłanów Annasza i Kajfasza, skierowane zostało słowo Boże do Jana, syna Zachariasza, na pustyni. Obchodził więc całą okolicę nad Jordanem i głosił chrzest dla odpuszczenia grzechów „…jak jest napisane w księdze mów proroka Izajasza: »Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego! Każda dolina niech będzie wypełniona, każda góra i pagórek zrównane, drogi kręte niech się staną prostymi, a wyboiste drogami gładkimi! I wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże.«” (Łk 3, 4–6).

Jan napominał ludzi, że bliski jest gniew Boży, że bliska jest kara, a każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. Ludzie pytali więc Jana, co mają czynić. A on odpowiadał, że kto ma dwie suknie, niech jedną da temu, który nie ma, tak samo z żywnością niech czynią. Niech nie biorą więcej, niż jest im wyznaczone. Żołnierzom na ich pytanie odparł, żeby nikogo nie uciskali, niech poprzestaną tylko na swoim żołdzie.

Kiedy jednak lud zastanawiał się co do Jana, czy nie jest on Mesjaszem, Jan przemówił do wszystkich, że on chrzci wodą, lecz idzie mocniejszy od niego, któremu nie jest godzien rozwiązać rzemyka od sandałów. On będzie chrzcić Duchem Świętym i ogniem. Ma wiejadło w ręku dla oczyszczenia swego omłotu: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym. Będzie też dawał wiele innych napomnień ludowi i będzie głosić dobrą nowinę.

Tymczasem tetrarcha Herod, karcony przez Jana z powodu Herodiady, żony swego brata i innych swoich zbrodni, zamknął Jana w więzieniu.

Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. „A gdy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił na Niego, w postaci cielesnej niby gołębica, a z nieba odezwał się głos: »Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie«.” (Łk 3, 21–22).

Dalej, do końca trzeciego rozdziału, Łukasz podaje wywiedziony od Adama rodowód Jezusa, który rozpoczynając swoją działalność miał lat około trzydziestu. „Był, jak mniemano, synem Józefa, syna Helego, syna Mattata, syna Lewiego, syna Melchiego, syna Jannaja, syna Józefa, syna Matatiasza, syna Amosa, syna Nahuma, syna Chesliego, syna Naggaja, syna Maata, syna Matatiasza, syna Semei, syna Josecha, syna Jody, syna Jana, syna Resy, syna Zorobabela, syna Salatiela, syna Neriego, syna Melchiego, syna Addiego, syna Kosama, syna Elmadana, syna Hera, syna Jezusa, syna Eliezera, syna Jorima, syna Mattata, syna Lewiego, syna Symeona, syna Judy, syna Józefa, syna Jony, syna Eliakima, syna Meleasza, syna Menny, syna Mattata, syna Natana, syna Dawida, syna Jessego, syna Jobeda, syna Booza, syna Sali, syna Naassona, syna Aminadaba, syna Admina, syna Arniego, syna Esroma, syna Faresa, syna Judy, syna Jakuba, syna Izaaka, syna Abrahama, syna Tarego, syna Nachora, syna Serucha, syna Ragaua, syna Faleka, syna Ebera, syna Sali, syna Kainama, syna Arfaksada, syna Sema, syna Noego, syna Lamecha, syna Matusali, syna Enocha, syna Jareta, syna Maleleela, syna Kainama, syna Enosa, syna Seta, syna Adama, syna Bożego.” (Łk 3, 23–38).

Po chrzcie Jezus, pełen Ducha Świętego, przebywał czterdzieści dni na pustyni, gdzie był kuszony przez diabła. Nic w tym czasie nie jadł, a kiedy po jego upływie poczuł głód, diabeł powiedział Mu, że jeśli jest Synem Bożym, to niech rozkaże kamieniowi, żeby stał się chlebem. Ale Jezus odpowiedział mu, że nie samym chlebem żyje człowiek.

Wtedy diabeł wyprowadził Go na górę, pokazał mu wszystkie królestwa świata i obiecał Mu je dać na własność, jeśli Jezus odda pokłon diabłu. Ale Jezus odpowiedział, iż jest napisane, że tylko Bogu należy oddawać pokłon i tylko Jemu służyć.

Potem diabeł zaprowadził Jezusa do Jerozolimy, postawił na narożniku świątyni i powiedział, żeby – jeśli jest Synem Bożym – rzucił się stąd w dół, a aniołowie Go uratują. Jezus odparł mu, że nie wolno wystawiać na próbę Boga.

Wtedy diabeł odstąpił od Jezusa aż do czasu.

Potem Jezus powrócił do Galilei, a wieść o Nim rozeszła się po całej okolicy. Jezus zaś nauczał w synagogach i był wysławiany przez wszystkich.

Przyszedł również do Nazaretu. W dzień szabatu udał się do synagogi i powstał, żeby czytać. Podano Mu księgę proroka Izajasza. Jezus trafił na miejsce, gdzie było napisane: „Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski od Pana.” (Łk 4, 18–19). Potem mówił, że dziś spełniły się te słowa Pisma. Ludzie słuchając, dziwili się: „Czyż nie jest to syn Józefa?” a On na to rzekł, że żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Ale ludzie unieśli się gniewem i wyrzucili Go z miasta, wyprowadzili aż na stok góry, aby Go strącić. On jednak przeszedłszy obok nich oddalił się.

Udał się do Kafarnaum i tam nauczał w szabat. Zdumiewali się Jego nauką, gdyż słowo Jego było pełne mocy. A był w synagodze człowiek, który miał w sobie ducha nieczystego, który zaczął krzyczeć, że wie, kim On jest – Świętym Bożym. Jednak Jezus surowo nakazał mu milczeć i wyjść z owego człowieka. Wtedy zły duch wyszedł, nie czyniąc mu żadnej szkody. A ludzie zdumiewali się, że Jezus rozkazuje nawet duchom nieczystym i słuchają Go. I wieść o Nim rozchodziła się wszędzie po okolicy.

Po opuszczeniu synagogi Jezus przyszedł do domu Szymona, którego teściową trawiła wysoka gorączka. I prosili Go za nią, a On ją uzdrowił. O zachodzie słońca przynoszono do Niego chorych cierpiących na rozmaite choroby, On zaś na każdego kładł ręce i uzdrawiał ich. Także złe duchy wychodziły z wielu wołając: „Tyś jest Syn Boży” ale On kazał im milczeć.

Z nastaniem dnia Jezus udał się w miejsce pustynne. Tłumy szukały Go i prosiły, żeby nie odchodził, ale odrzekł im, że także innym miastom musi głosić Dobrą Nowinę o królestwie Bożym. I głosił słowo w synagogach Judei.

Pewnego razu, kiedy tłum cisnął się do Niego, aby słuchać Słowa Bożego nad jeziorem Genezaret, Jezus wszedł do łodzi stojącej przy brzegu i stamtąd zaczął nauczać.

Gdy już przestał mówić, polecił Szymonowi, żeby wypłynął na głębię i zarzucił sieci. Szymon odpowiedział, że całą noc łowili i nic nie złowili. Ale na słowo Jezusa zarzuci sieci. Skoro tak uczynił, zgarnęli takie mnóstwo ryb, że sieci zaczęły się rwać. Podpłynęła druga łódź, żeby im pomóc, ale ryby tak napełniły obie łodzie, że się prawie zanurzały. „Widząc to Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: »Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny«. I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. Lecz Jezus rzekł do Szymona: »Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił«. I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim.” (Łk 5, 8–11).

Gdy Jezus przebywał w jednym z miast, podszedł do Niego człowiek cały pokryty trądem mówiąc, że Jezus może go uzdrowić, jeżeli zechce. I Jezus uzdrowił go i przykazał, żeby nikomu nic nie mówił, ale żeby pokazał się kapłanom i złożył ofiarę za swe oczyszczenie, jak przykazał Mojżesz. I tym bardziej rozchodziła się Jego sława, a tłumy ściągały, żeby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie. „On jednak usuwał się na miejsca pustynne i modlił się.” (Łk 5, 16).

Pewnego dnia, gdy Jezus nauczał, siedzieli przy Nim faryzeusze i uczeni w Prawie, którzy przyszli z całej Galilei, Judei i Jerozolimy. Przyniesiono do Niego z łożem człowieka, który był sparaliżowany. Nie mogąc go wnieść do Jezusa, spuszczono łoże przez dach. „On widząc ich wiarę rzekł: »Człowieku, odpuszczają ci się twoje grzechy«.” (Łk 5, 20). Na to uczeni w Piśmie i faryzeusze zaczęli się zastanawiać, kim On jest, że śmie mówić bluźnierstwa? Przecież jedynie sam Bóg może odpuszczać grzechy. Lecz Jezus przejrzał ich myśli i spytał, czy łatwiej powiedzieć „Odpuszczają ci się twoje grzechy”, czy „Wstań i chodź” Ale, żeby widzieli, że Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów, powiedział do sparaliżowanego, żeby wstał, wziął swe łoże i poszedł do domu. „I natychmiast wstał wobec nich, wziął łoże, na którym leżał, i poszedł do domu, wielbiąc Boga.” (Łk 5, 25).

Potem Jezus wyszedł i zobaczył celnika imieniem Lewi, siedzącego w komorze celnej. Powiedział do niego: „Pójdź za Mną” a on zostawił wszystko i poszedł za Nim.

Potem Lewi wyprawił dla Jezusa wielkie przyjęcie u siebie w domu; byli na nim także celnicy. Na to faryzeusze i uczeni w Piśmie szemrali, pytając uczniów Jezusa, dlaczego piją i jedzą z celnikami i grzesznikami. „Lecz Jezus im odpowiedział: Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem wezwać do nawrócenia sprawiedliwych, lecz grzeszników.” (Łk 5, 31–32). Wówczas oni spytali, dlaczego uczniowie Jana i uczniowie faryzeuszów dużo poszczą, a uczniowie Jezusa jedzą i piją. On odpowiedział, że nie można gości weselnych nakłonić do postu, póki pan młody jest z nimi. Lecz przyjdzie czas, kiedy pana młodego zabraknie i wtedy będą pościli. Odpowiedział im też w przypowieści, że nikt nie przyszywa jako łaty do starego ubrania tego, co oderwie od nowego, bo i nowe podrze, i łata nie nada się do starego. Nikt też młodego wina nie nalewa do starych bukłaków, bo wino rozerwie bukłaki i w ten sposób i wino wycieknie, i bukłaki się zmarnują.

W pewien szabat Jezus przechodził wśród zbóż, a uczniowie zrywali kłosy i jedli ziarno. Na to faryzeusze pytali dlaczego czynią to czego nie wolno czynić w szabat. Ale Jezus przypomniał im, że kiedy Dawid i jego ludzie byli głodni, weszli do Domu Bożego i jedli chleby pokładne, chociaż samym tylko kapłanom wolno je spożywać. I dodał, że Syn Człowieczy jest panem szabatu.

W inny szabat wszedł do synagogi i nauczał. Był tam człowiek, który miał uschłą prawą rękę. A uczeni w Piśmie i faryzeusze szukali powodu do oskarżenia Jezusa. On zaś znał ich myśli i uzdrowił tego człowieka. I spytał ich, czy wolno w szabat dobrze czynić, czy źle; życie ocalić, czy zniszczyć? Faryzeusze wpadli w szał i naradzali się, co mogliby uczynić Jezusowi.

W tym czasie Jezus wyszedł na górę, żeby się modlić. Spędził całą noc na modlitwie, a z nastaniem dnia przywołał swoich uczniów i wybrał spośród nich dwunastu, których nazwał swoimi apostołami: „Szymona, którego nazwał Piotrem; i brata jego, Andrzeja; Jakuba i Jana; Filipa i Bartłomieja; Mateusza i Tomasza; Jakuba, syna Alfeusza, i Szymona z przydomkiem Gorliwy; Judę, syna Jakuba, i Judasza Iskariotę, który stał się zdrajcą.” (Łk 6:16). Potem zszedł z nimi na dół, gdzie był duży poczet jego uczniów i wielki tłum ludzi. Wszyscy starali się go dotknąć, ponieważ moc wychodziła z Niego i uzdrawiała wszystkich.

„A On podniósł oczy na swoich uczniów i mówił: »Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże. Błogosławieni wy, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni. Błogosławieni wy, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie. Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą, i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego podadzą w pogardę wasze imię jako niecne: cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom. Natomiast biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą. Biada wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć będziecie. Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie. Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom. Lecz powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. Jeśli cię kto uderzy w [jeden] policzek, nadstaw mu i drugi. Jeśli bierze ci płaszcz, nie broń mu i szaty. Daj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od tego, który bierze twoje. Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie! Jeśli bowiem miłujecie tych tylko, którzy was miłują, jakaż za to dla was wdzięczność? Przecież i grzesznicy miłość okazują tym, którzy ich miłują. I jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią, jaka za to dla was wdzięczność? I grzesznicy to samo czynią. Jeśli pożyczek udzielacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, jakaż za to dla was wdzięczność? I grzesznicy grzesznikom pożyczają, żeby tyleż samo otrzymać. Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka, i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych. Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie.«” (Łk 6, 20–38).

I dalej jeszcze mówił: czy może niewidomy prowadzić niewidomego? Uczeń nie przewyższa nauczyciela. Dopiero uczeń w pełni wykształcony będzie jak jego nauczyciel. „Czemu widzisz drzazgę w oku brata, a belki w swoim oku nie dostrzegasz? Obłudniku, najpierw wyrzuć belkę ze swego oka, a potem dopiero drzazgę z oka brata”. I mówił, że drzewo poznaje się po owocach; a także że dobry człowiek ze skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek wydobywa zło. Pytał też, czemu mówią do Niego „Panie, Panie”, a nie czynią tego, co On mówi? Człowiek, który słucha, a nie wypełnia podobny jest do człowieka, który zbudował dom bez fundamentów – gdy potok uderzy w niego, zaraz runie.

Gdy Jezus dokończył tych wszystkich mów, wszedł do Kafarnaum. Pewien setnik, którego sługa chorował i bliski był śmierci, dowiedział się o Jego przybyciu, wysłał więc starszyznę żydowską do Niego z prośbą o uzdrowienie sługi. Jezus poszedł do setnika, a kiedy był już blisko, ten przez swoich ludzi poprosił, że nie jest godny, żeby Jezus wszedł pod jego dach, ale jeśli powie choć słowo, wtedy sługa będzie uzdrowiony. Usłyszawszy to Jezus zdziwił się i powiedział do tłumu, że nie znalazł tak wielkiej wiary nawet w Izraelu. A gdy wysłani wrócili do domu, zastali sługę zdrowego.

Wkrótce potem udali się do miasta zwanego Nain. Gdy zbliżyli się do bramy miejskiej, właśnie wynoszono zmarłego – jedynego syna wdowy. Na ten widok Pan użalił się nad nią i wskrzesił umarłego młodzieńca, i oddał go jego matce. A wszystkich ogarnął wielki strach i wielbili Boga.

O tym wszystkim donieśli Janowi jego uczniowie. Wtedy Jan posłał swoich uczniów do Jezusa z zapytaniem, czy Jest On Tym, który ma przyjść. „Odpowiedział im więc: Idźcie i donieście Janowi to coście widzieli i słyszeli: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia i głusi słyszą; umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi.” (Łk 7, 22–23).

Gdy wysłannicy odeszli, Jezus zaczął mówić tłumom o Janie, że jest on więcej nawet niż prorokiem. „On jest tym, o którym napisano: Oto posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby Ci przygotował drogę. Powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie ma większego od Jana. Lecz najmniejszy w królestwie Bożym większy jest niż on.” (Łk 7, 27–28). I cały lud, nawet celnicy, przyznawali słuszność Bogu, przyjmując chrzest Janowy. Zaś faryzeusze i uczeni w Piśmie nie przyjęli chrztu od niego. I zaczął Jezus mówić o ludziach, wśród których żyje: kiedy przyszedł Jan, który nie jadł chleba i nie pił wina, mówią, że zły duch go opętał; przyszedł Syn Człowieczy: je i pije, a oni mówią, że to pijak i żarłok, przyjaciel celników i grzeszników.

Jeden z faryzeuszów zaprosił Jezusa do siebie na posiłek. Wtedy kobieta, która prowadziła życie grzeszne, przyniosła flakonik alabastrowy olejku i zaczęła łzami oblewać Jego nogi i włosami je wycierać, a potem ucałowała Jego stopy i namaściła je olejkiem. Widząc to faryzeusz mówił do siebie, że gdyby Jezus był prorokiem, wiedziałby, że kobieta ta jest grzesznicą. Wtedy Jezus opowiedział faryzeuszowi Szymonowi przypowieść o dwóch dłużnikach, z których jeden był winien wierzycielowi pięćset denarów, a drugi pięćdziesiąt. Gdy nie mieli z czego oddać, darował obydwom. Który z nich będzie go bardziej miłował? Szymon odrzekł, że chyba ten, któremu więcej darowano. I powiedział mu Jezus, że to prawda: wszedł do domu Szymona, a nie dostał wody do obmycia nóg, kobieta zaś łzami je obmyła i włosami otarła. Nie otrzymał też na powitanie pocałunku od Szymona, a kobieta nie przestaje całować Jego stóp. Nie namaścił też Szymon Jezusowi głowy oliwą, a kobieta namaściła Mu nogi olejkiem. Dlatego odpuszczone są jej grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. Na to współbiesiadnicy zaczęli mówić do siebie: „Kim On jest, że nawet grzechy odpuszcza?” On zaś powiedział kobiecie, żeby poszła w pokoju, bo wiara jej ocaliła ją.

Potem wędrował przez miasta i wsie, głosząc Ewangelię o królestwie Bożym. Razem z nim było Dwunastu i kilka kobiet: Maria zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów, Joanna, żona Chuzy, zarządcy u Heroda, Zuzanna i wiele innych, które im usługiwały.

Kiedy zebrał się wielki tłum, Jezus opowiedział im przypowieść: Siewca wyszedł siać ziarno. A z tych ziaren jedno padło na drogę i zostało podeptane, a ptaki wydziobały je. Inne padło na skałę, a gdy wzeszło, wyschło, bo nie miało wilgoci. Inne padło między ciernie, a ciernie zagłuszyły je. Jeszcze inne padło na ziemię żyzną i gdy wyrosło, wydało plon stokrotny. „Przy tych słowach wołał: »Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!«” (Łk 8, 8).

Uczniowie pytali Go, co oznacza ta przypowieść. Jezus odpowiedział, że uczniom dano poznać tajemnice królestwa Bożego, innym zaś tylko w przypowieściach, „…aby patrząc nie widzieli i słuchając nie rozumieli.” (Łk 8, 10). Znaczenie przypowieści zaś jest takie: ziarnem jest Słowo Boże. Ziarno na drodze to ci, którzy słuchają słowa, a potem przychodzi szatan i zabiera słowo z ich serca, aby nie uwierzyli i nie zostali zbawieni. Ziarno na skale to ci, którzy z radością przyjmują słowo, lecz wierzą tylko do czasu pokusy, a wtedy odstępują. Ziarno między cierniami oznacza tych, którzy słuchają słowa, ale potem odchodzą przez troski, bogactwa i przyjemności życia i nie wydają owocu. A ziarno w żyznej ziemi oznacza tych, którzy wysłuchują słowa sercem szlachetnym i wydają owoc przez swą wytrwałość. Nikt nie zapala lampy, żeby ukryć jej światło, lecz stawia na świeczniku, aby było widoczne. Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione. Trzeba więc uważać, jak się słucha, albowiem temu, kto ma, będzie dane, a temu, kto nie ma, będzie zabrane nawet to co wydaje mu się, że ma.

Wtedy przyszli do Niego Matka Jego i bracia, ale nie mogli dostać się bliżej z powodu tłumu. Kiedy Jezusowi powiedziano o tym, powiedział, że Jego matką i braćmi są ci, którzy słuchają Słowa Bożego i wypełniają je.

Pewnego dnia Jezus wsiadł ze swymi uczniami do łodzi, żeby przeprawić się na drugą stronę jeziora. Kiedy płynęli, zasnął. Wtedy zerwał się silny wiatr, tak że byli w niebezpieczeństwie. Uczniowie zaczęli więc budzić Jezusa, wołając, że giną. Ale On wstał i rozkazał wiatrowi i falom uciszyć się. Kiedy nastała cisza, spytał uczniów, gdzie jest ich wiara? Oni zaś, przestraszeni i pełni podziwu, pytali siebie, kim On jest, że nawet wiatr i fale są Mu posłuszne.

Przybyli do kraju Gergezeńczyków, który leży naprzeciw Galilei. Gdy wyszli na brzeg, wybiegł im naprzeciw pewien człowiek, opętany przez złe duchy, który już od dłuższego czasu nie nosił ubrania i mieszkał w grobach. Kiedy ujrzał Jezusa, z krzykiem upadł przed Nim, nazywając Go Jezusem, Synem Boga Najwyższego. Jezus spytał go, jak mu na imię. Odpowiedział: Legion, bo wiele złych duchów weszło w niego. Prosiły one Jezusa, żeby nie kazał im odejść do Czeluści, ale żeby pozwolił im wejść w trzodę świń. I pozwolił im. Kiedy złe duchy weszły w świnie, trzoda ruszyła pędem po urwisku i runęła do jeziora.

Kiedy pasterze zobaczyli, co się stało, rozpowiedzieli o wszystkim w okolicy. Ludzie przyszli i zobaczyli człowieka ubranego i przy zdrowych zmysłach. Prosili Jezusa, żeby odszedł od nich, bo byli przejęci wielkim strachem. Wtedy on wsiadł do łodzi i odpłynął z powrotem. Uleczony człowiek chciał został przy Nim, ale Jezus nakazał mu wrócić i opowiadać ludziom wszystko, co Bóg z nim uczynił.

Gdy Jezus powrócił, przyszedł do Niego człowiek imieniem Jair, który był przełożonym synagogi. Upadł Mu do nóg i prosił, żeby zaszedł do jego domu, miał bowiem dwunastoletnią córkę jedynaczkę, która była bliska śmierci. Gdy Jezus tam szedł, tłumy napierały na niego. Była też pewna kobieta, cierpiąca od dwunastu lat na upływ krwi. Podeszła od tyłu i dotknęła frędzli Jego płaszcza i natychmiast ustał jej upływ krwi. Jezus poznał, że ktoś Go dotknął, bo moc wyszła od Niego. Kobieta opowiedziała wobec całego ludu, co się stało, a Jezus powiedział do niej, że wiara jej ocaliła ją; niech idzie w pokoju.

Tymczasem nadszedł ktoś z domu przełożonego i oznajmił Jairowi, że jego córka umarła, więc niech nie trudzi już Nauczyciela. Ale Jezus rzekł „Nie bój się; wierz tylko, a będzie ocalona.” (Łk 8, 50). Kiedy przyszedł do domu, wszedł tylko z Piotrem, Jakubem i Janem oraz rodzicami dziecka. Wszyscy płakali, ale On pocieszał ich, że dziewczynka nie umarła, tylko śpi. Ludzie wyśmiewali Go, ale On wziął dziecko za rękę i powiedział: „Dziewczynko, wstań!” (Łk 8, 54). Dziewczynka zaraz wstała, a Jezus kazał ją nakarmić i zapowiedział rodzicom, żeby nikomu nie mówili o tym, co się stało.

Po tym wydarzeniu Jezus zwołał Dwunastu, dał im moc i władzę nad złymi duchami i władzę leczenia chorób. I wysłał ich, żeby głosili królestwo Boże i uzdrawiali chorych. „Mówił do nich: »Nie bierzcie nic na drogę: ani laski, ani torby podróżnej, ani chleba, ani pieniędzy; nie miejcie też po dwie suknie. Gdy do jakiego domu wejdziecie, tam pozostańcie i stamtąd będziecie wychodzić. Jeśli was gdzie nie przyjmą, wyjdźcie z tego miasta i strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo przeciwko nim!« Wyszli więc i chodzili po wsiach, głosząc Ewangelię i uzdrawiając wszędzie.” (Łk 9, 3–6)

O wszystkich tych wydarzeniach usłyszał tetrarcha Herod i był nimi zaniepokojony. Niektórzy mówili, że to Jan powstał z martwych, inni twierdzili, że to Eliasz się zjawił, jeszcze inni mówili, że to zmartwychwstał któryś z dawnych proroków. Ale Herod zastanawiał się, kim jest Jezus i chciał Go zobaczyć.

Gdy powrócili Apostołowie, Jezus udał się z nimi w okolicę miasta zwanego Betsaidą. Tłumy poszły za Nim, a On mówił im o królestwie Bożym i uzdrawiał chorych. Wieczorem uczniowie powiedzieli Jezusowi, żeby odprawił tłum, bo nie ma co jeść. Jezus powiedział, że uczniowie dadzą jeść tłumom. Odpowiedzieli, że mają tylko pięć chlebów i dwie ryby. A było tam około pięciu tysięcy mężczyzn. Jezus nakazał podzielić tłum na gromady po mniej więcej pięćdziesięciu ludzi. Potem wziął pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo i odmówiwszy błogosławieństwo, połamał i dawał uczniom, żeby rozdawali ludowi. Wszyscy się nasycili, a kiedy zebrano resztki, było tego dwanaście koszy.

Raz Jezus modlił się na osobności; byli z Nim tylko Jego uczniowie. Zwrócił się do nich z pytaniem, za kogo uważają Go ludzie. Uczniowie odpowiedzieli, że jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, a jeszcze inni za któregoś z dawnych proroków, który zmartwychwstał. Zapytał uczniów, za kogo oni Go uważają. Piotr powiedział, że za Mesjasza Bożego. Wtedy surowo im przykazał, żeby nikomu o tym nie mówili. I dodał, że Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć, będzie odrzucony przez starszyznę, kapłanów i uczonych w Piśmie, będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie.

„Potem mówił do wszystkich: »Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść ma człowiek, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie? Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w swojej chwale oraz w chwale Ojca i świętych aniołów. Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą królestwo Boże.«” (Łk 9, 23–27)

Jakieś osiem dni później wziął Jezus z sobą Piotra, Jana i Jakuba i wszedł na górę, aby się modlić. Gdy się modlił, wygląd Jego odmienił się, ubranie stało się lśniąco białe, a dwóch mężów rozmawiało z Nim. Byli to Mojżesz i Eliasz, którzy ukazali się w chwale i mówili o Jego odejściu, które miało dokonać się w Jerozolimie. Tymczasem Piotr, Jan i Jakub spali. Kiedy się przebudzili, ujrzeli chwałę Jezusa i dwóch mężów stojących przy Nim. Piotr zaproponował Jezusowi, że postawią trzy namioty: dla Niego, dla Mojżesza i dla Eliasza. Ale tymczasem zjawił się obłok i zakrył ich, a z obłoku odezwał się głos: „To jest Syn Mój, Wybrany, Jego słuchajcie!” (Łk 9, 35). W tej chwili Jezus został sam, a uczniowie nikomu nic nie powiedzieli o tym, co widzieli.

Kiedy następnego dnia zeszli z góry, wyszedł naprzeciw Niego wielki tłum, a ktoś zawołał, żeby Jezus uleczył mu syna, bo uczniowie nie mogli wyrzucić z niego złego ducha. Wtedy Jezus uzdrowił chłopca. Gdy wszyscy stali w podziwie, On powiedział do uczniów, że Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Oni jednak nie zrozumieli, a bali się zapytać, co to znaczy.

Przyszła też do uczniów myśl, który z nich jest największy. Ale Jezus, znając ich myśli, „…wziął dziecko, postawił je przy sobie i rzekł do nich: Kto przyjmie to dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmie, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto bowiem jest najmniejszy wśród was wszystkich, ten jest wielki.” (Łk 9 47–48). Wtedy uczniowie powiedzieli, że widzieli kogoś, kto w imię Jezusa wypędzał złe duchy, i zabraniali mu, bo nie chodzi z nimi. Ale Jezus odpowiedział, żeby mu nie zabraniali, „…kto bowiem nie jest przeciwko wam, ten jest z wami.” (Łk 9, 50).

Gdy dopełnił się czas, Jezus postanowił udać się do Jerozolimy. A gdy szli drogą, ktoś chciał iść z Nim. On odrzekł, że Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć. Do innego rzekł: Pójdź za Mną. Ten odpowiedział, że najpierw musi pójść i pogrzebać ojca. Odrzekł mu, żeby zostawił umarłym grzebanie ich umarłych, a on niech idzie i głosi królestwo Boże. Jeszcze inny powiedział, że chce iść za Jezusem, ale najpierw chce się pożegnać ze swoimi w domu. Jezus mu odrzekł, że ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego.

Następnie wyznaczył Pan jeszcze innych siedemdziesięciu dwóch uczniów i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał. Powiedział też do nich, że żniwa wprawdzie wielkie, ale robotników mało, niech więc proszą Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. „(…) Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście z sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie! Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: Pokój temu domowi! Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was. W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiego miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: Przybliżyło się do was królestwo Boże. Lecz jeśli do jakiego miasta wejdziecie, a nie przyjmą was, wyjdźcie na jego ulice i powiedzcie: Nawet proch, który z waszego miasta przylgnął nam do nóg, strząsamy wam. Wszakże to wiedzcie, że bliskie jest królestwo Boże.” (Łk 10, 3–11). Mówił dalej, że biada miastom, które nie chcą się nawrócić; że kto nie słucha uczniów i gardzi nimi, nie słucha Jezusa i gardzi nim, a kto gardzi Jezusem, gardzi też Tym, który Go posłał.

Kiedy wróciło siedemdziesięciu dwóch, cieszyli się, że w imię Jezusa nawet złe duchy im się poddają. A On rzekł do nich, że widział szatana spadającego z nieba i cieszy się, że ich imiona są zapisane w niebie. I radując się w Duchu Świętym powiedział, że Ojciec przekazał Mu wszystko, a nikt nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec, i nikt nie wie, kim jest Ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić. I zwracając się do uczniów rzekł, że szczęśliwe oczy, które widzą to co widzą oni. Bo wielu proroków i królów pragnęło ujrzeć i usłyszeć, co widzą i słyszą uczniowie, ale nie zobaczyli i nie usłyszeli.

A oto jakiś uczony w Prawie, chcąc wystawić Jezusa na próbę, zapytał, co ma czynić, by osiągnąć życie wieczne. Jezus spytał, co jest napisane w Prawie. On odparł: Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego. (Łk 10, 27). Jezus powiedział mu, żeby tak czynił, a będzie żył. Lecz uczony zapytał, kto jest jego bliźnim.

Nawiązując do tego pytania, Jezus opowiedział, jak pewien człowiek szedł do Jerycha i został napadnięty przez zbójców, którzy okradli go, poranili i zostawili na pół żywego. Przechodził tą drogą kapłan, zobaczył go i minął. Tak samo pewien lewita, zobaczył go i minął. Przechodził zaś tamtędy pewien Samarytanin. Gdy go zobaczył, wzruszył się, opatrzył mu rany, zawiózł do gospody i pielęgnował go. Jadąc dalej, dał gospodarzowi dwa denary, by nadal miał o tym człowieku staranie. Który więc z tych trzech okazał się bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców? Uczony odparł, że Samarytanin. Jezus nakazał mu, żeby szedł i czynił podobnie.

W dalszej podróży przyszedł do pewnej wsi, gdzie niewiasta imieniem Marta przyjęła Go do swego domu. Miała ona siostrę imieniem Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się jego mowie, gdy tymczasem Marta uwijała się koło rozmaitych posług. Spytała więc Jezusa, czy Mu to obojętne, że siostra zostawiła ją samą z całą pracą i poprosiła, żeby jej nakazał pomoc. „A Pan jej odpowiedział: »Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba <mało albo> tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona«” (Łk 10, 41–42).

Gdy Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie, jeden z uczniów poprosił Go, żeby nauczył ich modlić się. A On rzekł do nich: „Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje królestwo! Naszego chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto nam zawinił; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie. Dalej mówił do nich: Ktoś z was, mając przyjaciela, pójdzie do niego o północy i powie mu: Przyjacielu, użycz mi trzy chleby, bo mój przyjaciel przyszedł do mnie z drogi, a nie mam, co mu podać. Lecz tamten odpowie z wewnątrz: Nie naprzykrzaj mi się! Drzwi są już zamknięte i moje dzieci leżą ze mną w łóżku. Nie mogę wstać i dać tobie. Mówię wam: Chociażby nie wstał i nie dał z tego powodu, że jest jego przyjacielem, to z powodu natręctwa wstanie i da mu, ile potrzebuje. Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. Jeżeli którego z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą.” (Łk 11, 2–13).

Raz wyrzucał złego ducha z człowieka niemego. Kiedy niemy zaczął mówić, tłumy były zdumione, ale niektórzy mówili, że przez Belzebuba, władcę złych duchów, wyrzuca złe duchy. On jednak, znając ich myśli, rzekł, że nie ostoi się królestwo wewnętrznie skłócone. Ale jeśli palcem Bożym wyrzuca złe duchy, to istotnie przyszło już królestwo Boże. „Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; a kto nie zbiera ze Mną, rozprasza.” (Łk 11, 23).

Gdy tłumy się gromadziły, Jezus zaczął mówić. To plemię jest przewrotne: żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany prócz znaku Jonasza. Takim znakiem będzie Syn Człowieczy dla tego plemienia. Ale królowa z Południa i ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je, ponieważ tamci dzięki znakowi Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz. Nikt nie zapala światła i stawia go pod korcem, ale na świeczniku, aby jego blask wszyscy widzieli. ¦wiatłem ciała jest twoje oko. Patrz więc, żeby światło, które jest w tobie, nie było ciemnością.

Gdy jeszcze mówił, zaprosił Go pewien faryzeusz do siebie na obiad. Jezus poszedł i zajął miejsce za stołem. Faryzeusz wyraził zdziwienie, że nie obmył rąk przed posiłkiem, ale Jezus odpowiedział, że faryzeusze dbają o czystość zewnętrzną, a ich wnętrze pełne jest zdzierstwa i niegodziwości. A przecież Stwórca zewnętrznej strony uczynił także wnętrze. Lepiej więc dać to co jest wewnętrzne, na jałmużnę, a zaraz wszystko będzie czyste. „Biada wam, faryzeuszom, bo lubicie pierwsze miejsce w synagogach i pozdrowienia na rynku. Biada wam, bo jesteście jak groby niewidoczne, po których ludzie bezwiednie przechodzą.” (Łk 11, 43–44). Jeden z uczonych w Prawie odezwał się do Niego, że tymi słowami i im też ubliża. On odparł, że i im, uczonym w Prawie, biada. Bo wkładają na ludzi ciężary nie do uniesienia, a sami ich palcem nie tykają. Biada im, bo budują groby prorokom, a ojcowie ich pozabijali. Dlatego powiedziała Mądrość Boża, że pośle do nich proroków i apostołów, a będą ich prześladować. Tak na tym plemieniu będzie pomszczona krew wszystkich proroków, która została przelana od początku świata. Biada uczonym, bo wzięli klucze poznania; sami nie weszli, a przeszkodzili tym, którzy wejść chcieli.

Gdy wyszedł stamtąd, uczeni w Piśmie i faryzeusze zaczęli gwałtownie nastawać na Niego i wypytywać Go o wiele rzeczy, czyhali przy tym, aby Go podchwycić na jakimś słowie.

A gdy zebrały się wielotysięczne tłumy, Jezus zaczął mówić, żeby strzec się kwasu, to znaczy obłudy faryzeuszy. Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw. „Lecz mówię wam, przyjaciołom moim: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nic więcej uczynić nie mogą. Pokażę wam, kogo się macie obawiać: bójcie się Tego, który po zabiciu ma moc wtrącić do piekła.” (Łk 12, 4–5). Mówił dalej, że kto się przyzna do Niego wobec ludzi, przyzna się i Syn Człowieczy do niego wobec aniołów Bożych, a kto się Go wyprze wobec ludzi, tego się wyprze Syn Człowieczy wobec aniołów Bożych. „Każdemu, kto mówi jakieś słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie przebaczone, lecz temu, kto bluźni przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie przebaczone. Kiedy was ciągać będą do synagog, urzędów i władz, nie martwcie się, w jaki sposób albo czym macie się bronić lub co mówić, bo Duch Święty nauczy was w tej właśnie godzinie, co należy powiedzieć.” (Łk 12, 10–12).

Powiedział też do ludzi, żeby strzegli się wszelkiej chciwości. I opowiedział przypowieść: Pewnemu człowiekowi dobrze obrodziło pole. Zastanawiał się, gdzie pomieści swoje zbiory i cieszył się, że ma zasoby na długie lata, może więc odpoczywać, jeść, pić i używać. Lecz Bóg rzekł do niego, że jeszcze tej nocy zażądają duszy od niego, komu więc przypadnie to co przygotował? Tak dzieje się z każdym, kto gromadzi skarby dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem.

Dlatego nie należy się zbytnio troszczyć o jedzenie i ubranie. Życie bowiem więcej znaczy niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie. „Przypatrzcie się krukom: nie sieją ani żną; nie mają piwnic ani spichlerzy, a Bóg je żywi. O ileż ważniejsi jesteście wy niż ptaki! Któż z was przy całej swej trosce może choćby chwilę dołożyć do wieku swego życia? (…) Przypatrzcie się liliom, jak rosną: nie pracują i nie przędą. A powiadam wam: Nawet Salomon w całym swym przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. (…) I wy zatem nie pytajcie, co będziecie jedli i co będziecie pili, i nie bądźcie o to niespokojni! O to wszystko bowiem zabiegają narody świata, lecz Ojciec wasz wie, że tego potrzebujecie. Starajcie się raczej o Jego królestwo, a te rzeczy będą wam dodane. (…) Sprawcie sobie trzosy, które nie niszczeją, skarb niewyczerpany w niebie, gdzie złodziej się nie dostaje ani mól nie niszczy. Bo gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze.” (Łk 12, 24–25; 27; 29–31; 33–34). Dalej jeszcze mówił, żeby byli podobni do ludzi oczekujących na przyjście pana, szczęśliwi bowiem ci słudzy, których pan zastanie czuwających. Niech więc będą gotowi, bo o godzinie, której się nie domyślają, Syn Człowieczy przyjdzie.

Wtedy Piotr zapytał, czy Jezus mówi do uczniów, czy do wszystkich, a On zapytał, kto jest tym rządcą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowił nad swoją służbą. Szczęśliwy ten sługa, którego pan powróciwszy zastanie przy tej czynności. „Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą.” (Łk 12, 48). Jezus bowiem przyszedł, żeby rzucić ogień na ziemię i bardzo pragnie, żeby on już zapłonął. „(…) Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce, teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej.” (Łk 12, 51–52). I mówił do tłumów, nazywając ich obłudnikami, że umieją rozpoznać wygląd ziemi i nieba, a obecnego czasu nie rozpoznają. I dlaczego sami z siebie nie rozróżniają, co jest słuszne? I znów nawoływał do nawrócenia. Opowiedział też przypowieść o drzewie figowym, na którym właściciel przez trzy lata nie znalazł owoców. Kazał więc ogrodnikowi wyciąć je, ale ten uprosił właściciela, żeby pozostawił je jeszcze na rok jego staraniu, a może wówczas wyda owoc.

Nauczał też w szabat w jednej z synagog i zobaczywszy kobietę, która od osiemnastu lat nie mogła się wyprostować, uzdrowił ją. Przełożony synagogi, oburzony, rzekł do ludu, że w szabat nie można się leczyć, mają na to sześć dni w tygodniu. Na to Jezus nazwał go obłudnikiem i spytał, czy w szabat nie odwiązuje wołu lub osła od żłobu i nie prowadzi go, żeby napoić? A tej biednej kobiety, nie należało uwolnić od cierpienia w szabat? Na te słowa wstyd ogarnął wszystkich Jego przeciwników.

I znów mówił Jezus, że królestwo Boże podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś zasadził w swoim ogrodzie. Wyrosło i stało się wielkim drzewem, tak że ptaki gromadziły się na jego gałęziach. Porównał też królestwo Boże do zaczynu, które pewna kobieta włożyła w trzy miary mąki, aż wszystko się zakwasiło.

Tak nauczając zmierzał do Jerozolimy. Raz spytano Go, czy tylko nieliczni będą zbawieni. Odparł im: „Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli. Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: Panie, otwórz nam! lecz On wam odpowie: Nie wiem, skąd jesteście. Wtedy zaczniecie mówić: Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś. Lecz On rzecze: Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy dopuszczający się niesprawiedliwości! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych. Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym. Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi.” (Łk 13, 24–30). W tym czasie przyszli do Niego niektórzy faryzeusze i ostrzegli Jezusa, że Herod chce Go zabić. Jednak On nie chciał uciekać, bo wiedział, że musi zginąć w Jerozolimie.

Gdy przyszedł w szabat do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, znów uzdrowił człowieka chorego na wodną puchlinę. Spytał uczonych w Prawie i faryzeuszy, czy wolno w szabat uzdrawiać, a gdy milczeli, spytał, kto z nich, jeśli jego syn lub wół wpadnie do studni, nie wyciągnie go zaraz? I nie mogli Mu nic na to odpowiedzieć.

Potem opowiedział zaproszonym przypowieść, gdy zauważył, jak pierwsze miejsca wybierali: gdy przyjdziesz na ucztę, nie wybieraj pierwszego miejsca, bo może przyjść ktoś znamienitszy i wtedy ze wstydem będziesz musiał usiąść na ostatnim miejscu. Lepiej usiąść na ostatnim miejscu, a wtedy przyjdzie gospodarz i powie, żebyś przesiadł się wyżej, a tak spotka cię zaszczyt. „Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony.” (Łk 14, 11). Do gospodarza zaś powiedział, żeby nie zapraszał przyjaciół, krewnych i zamożnych sąsiadów, aby i oni go zaprosili, żeby miał odpłatę. Raczej niech zaprosi ubogich, ułomnych i chorych, a będzie szczęśliwy; ponieważ nie mają czym się odwdzięczyć, zapłatę otrzyma przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych. Słysząc to jeden z biesiadników powiedział, że szczęśliwy ten, kto będzie ucztował w królestwie Bożym. Jezus odpowiedział, że pewien człowiek wyprawił ucztę i zaprosił wielu. Kiedy nadszedł czas uczty, wszyscy zaczęli się wymawiać i nie przyszedł nikt. Wtedy gospodarz polecił słudze wyjść na ulice i sprowadzić ubogich, ułomnych, niewidomych i chromych. Sługa tak zrobił, ale jeszcze zostało miejsce. Wtedy pan kazał słudze wyjść na drogi i sprowadzać wszystkich przechodzących, aby dom został zapełniony. Bowiem nikt z zaproszonych nie skosztuje tej uczty.

Tłumy szły za Jezusem, a On odwrócił się i rzekł do nich, że jeśli ktoś przychodzi do Niego, a nie ma w nienawiści ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, i siebie samego, nie może być Jego uczniem. I kto nie nosi swego krzyża, też nie może być Jego uczniem. Nikt, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być uczniem Jezusa.

Zbliżali się do Niego celnicy i grzesznicy, żeby Go słuchać, ale na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie: że przyjmuje grzeszników i jada z nimi. Opowiedział im Jezus w odpowiedzi, że jeśli ktoś ma sto owiec i zgubi jedną, zostawia dziewięćdziesiąt dziewięć i szuka zagubionej. A potem sprasza przyjaciół i sąsiadów i cieszy się razem z nimi ze znalezienia owcy. Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego nawróconego grzesznika niż z dziewięćdziesięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia. Tak samo jeśli kobieta mając dziesięć drachm zgubi jedną, szuka jej tak długo, aż znajdzie, a gdy już znajdzie, cieszy się z jej odnalezienia. Tak samo radość powstanie u aniołów Bożych z jednego nawróconego grzesznika. Opowiedział też o człowieku, który miał dwóch synów. Młodszy syn poprosił o podzielenie majątku, a następnie wziął swoją część i wyjechał. Tam roztrwonił majątek, a kiedy nie miał co jeść, wrócił do ojca. Ten ujrzał go z daleka, wybiegł mu na spotkanie i świętował z przyjaciółmi jego powrót. Tymczasem starszy syn usłyszał to i zagniewał się, że on był zawsze z ojcem, wiernie mu służył, a on nigdy z jego powodu nie wyprawił takiej uczty. Ale ojciec powiedział, że trzeba się cieszyć, że syn najpierw zaginął, a potem odnalazł się – to tak jakby umarł, a potem ożył.

Jezus powiedział też uczniom jak bogaty człowiek miał rządcę, którego oskarżono przed nim, że trwoni jego majątek. Przywołał go więc do siebie i chciał odebrać mu zarząd nad majątkiem. Rządca myślał, co zrobi, gdy nie będzie pracował. Przywołał więc do siebie dłużników swego pana i zmniejszył im zobowiązania. Pan pochwalił nieuczciwego zarządcę, że roztropnie postąpił. Bo synowie tego świata roztropniejsi są z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światłości. Trzeba więc umieć dobry użytek robić z pieniądza. Żaden sługa nie może dwom panom służyć, gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował, albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi. Nie można służyć Bogu i Mamonie.

Słuchali tego chciwi na grosz faryzeusze i drwili sobie z Niego. Powiedział do nich, że Bóg zna ich serca. A to co za wielkie uchodzi wśród ludzi, obrzydliwością jest w oczach Bożych. Aż do Jana sięgało Prawo i Prorocy; odtąd głosi się Dobrą Nowinę o królestwie Bożym. Lecz łatwiej niebo i ziemia przeminą, niż żeby jedna kreska miała odpaść z Prawa.

Każdy, kto oddala swoją żonę, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo, i kto oddaloną przez męża bierze za żonę, też popełnia cudzołóstwo – mówił dalej Jezus. – Żył pewien bogaty człowiek, który dzień w dzień świetnie się bawił. A u bram jego pałacu leżał żebrak okryty wrzodami imieniem Łazarz. Umarł żebrak i aniołowie zanieśli go na łono Abrahama. Umarł także i bogacz. Gdy był w Otchłani, pogrążony w mękach, zobaczył Abrahama z Łazarzem. I zawołał, żeby Abraham zlitował się nad jego męką i posłał Łazarza z kroplą choćby wody, ale Abraham odparł, że za życia otrzymał już swoje dobra, a Łazarz przeciwnie – niedolę. Teraz więc bogacz cierpi męki, a Łazarz doznaje pociechy. A oprócz tego między nimi i tak zionie taka przepaść, że nikt przez nią nie może się przedostać. Bogacz poprosił więc, żeby choć posłać Łazarza do domu ojca bogacza, ma on bowiem pięciu braci – niech ich przestrzeże. Ale Abraham odparł, że mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają. A skoro ich nie słuchają, to choćby i kto z umarłych powstał, też go nie będą słuchać.

Potem znowu Jezus mówił do uczniów, przyjdą zgorszenia, ale biada temu, przez którego przychodzą zgorszenia: lepiej dla niego, żeby mu kamień młyński powieszono u szyi i wrzucono go w morze, niż gdyby miał być powodem grzechu jednego z tych małych. Dalej pouczał ich, że jeśli im ktoś zawini, należy mu przebaczyć. I jeśliby miał siedem razy na dzień zawinić i siedem razy zwrócić się z prośbą o przebaczenie, należy mu przebaczyć. Apostołowie prosili Jezusa, żeby przymnożył im wiary. On odrzekł, że gdyby mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzieliby tej morwie, żeby wyrwała się z korzeniami i przesadziła się w morze, a byłaby im posłuszna.

Zmierzając do Jerozolimy Jezus przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. Gdy wchodził do pewnej wsi, wyszło Mu naprzeciw dziesięciu trędowatych. On nakazał im pójść pokazać się kapłanom. A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich wrócił i dziękował Jezusowi, a był to Samarytanin. Jezus zdziwił się, gdzie jest dziewięciu. Dziesięciu przecież zostało uzdrowionych, a jedynie Samarytanin wrócił i oddał chwałę Bogu.

Zapytany przez faryzeuszów, kiedy przyjdzie królestwo Boże, odparł im, że przyjdzie ono niepostrzeżenie. Uczniów przestrzegł, że kiedy będą chcieli ujrzeć choćby jeden z dni Syna Człowieczego i będą im mówić, że jest tu czy tu, niech nie wierzą i nie biegną tam. Bo z Synem Człowieczym w dniu jego będzie jak z błyskawicą, która błyska od krańca do krańca widnokręgu. Wpierw jednak musi wiele wycierpieć i być odrzuconym przez to pokolenie. Jak było za dni Noego, tak będzie i za dni Syna Człowieczego. I podobnie jak za czasów Lota: jedli, pili, kupowali i sprzedawali, sadzili i budowali, aż koniec przyszedł znienacka. Tak też będzie i w dniu Syna Człowieczego.

Powiedział też przypowieść o tym, że zawsze powinni się modlić. W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. W tym samym mieście żyła wdowa, która prosiła go o obronę przed przeciwnikiem. Najpierw nie chciał, ale ponieważ ciągle przychodziła i spokoju mu nie dawała, postanowił wziąć ją w obronę. I zwrócił im uwagę: jak postąpił ten niesprawiedliwy sędzia. A czyż Bóg nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego? Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?

Potem powiedział do niektórych, którzy myśleli, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, o dwóch ludziach, którzy przyszli do świątyni, żeby się modlić: jeden faryzeusz, a drugi celnik. Faryzeusz dziękował, że nie jest jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik; że zachowuje post i daje dziesięcinę. Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz prosił Boga o litość dla siebie, grzesznika. I to właśnie ten odszedł usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony.

Przynosili też Jezusowi niemowlęta, żeby włożył na nie ręce, ale uczniowie zabraniali im tego. On jednak powiedział, żeby pozwolili dzieciom przychodzić do Niego, do takich bowiem należy królestwo Boże. Kto nie przyjmie królestwa Bożego jako dziecko, ten nie wejdzie do niego.

Zapytał Go pewien zwierzchnik, co ma czynić, aby osiągnąć życie wieczne. Od młodości przestrzega pilnie przykazań. Jezus odparł, że skoro tak, to niech sprzeda wszystko, co ma i rozda ubogim. Gdy to usłyszał zwierzchnik, mocno się zasmucił, gdyż był bardzo bogaty. Jezus zobaczywszy to powiedział, jak trudno bogatemu wejść do królestwa Bożego. Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego. Zapytali go więc, kto może być zbawiony. On odparł, że co jest niemożliwe u ludzi, u Boga jest możliwe.

Potem wziął Dwunastu i powiedział, że idą do Jerozolimy, gdzie spełni się wszystko, co napisali prorocy o Synu Człowieczym: że będzie wydany w ręce pogan, wyszydzony, zelżony i opluty, ubiczowany i zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie. Oni jednak nic z tego nie rozumieli.

Kiedy zbliżali się do Jerycha, przy drodze żebrał jakiś niewidomy. Kiedy powiedziano mu, kto przechodzi, zaczął wołać, żeby Jezus go uzdrowił. A On przywrócił mu wzrok. Potem wszedł do Jerycha. A był tam pewien człowiek imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników, bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, ale był niski, wspiął się więc na sykomorę. Kiedy Jezus przechodził, zawołał Zacheusza po imieniu, mówiąc, że musi się zatrzymać w jego domu. Celnik ucieszył się, ale tłum szemrał, że Jezus do grzesznika poszedł w gościnę. On jednak rzekł do Pana, że połowę majątku daje ubogim, a jeśli kogoś czymś skrzywdził, to zwraca poczwórnie. Na to usłyszał, że dziś zbawienie stanie się udziałem tego domu.

Jezus dodał jeszcze przypowieść: pewien człowiek szlachetnego rodu udał się do dalekiego kraju, żeby zdobyć sobie godność królewską. Przywołał więc dziesięciu swoich sług i dał im dziesięć min, żeby nimi tymczasem zarabiali. Ale jego współobywatele nienawidzili go i nie chcieli, żeby im królował. Gdy po otrzymaniu godności królewskiej wrócił, przywołał sługi, żeby dowiedzieć się, co każdy zyskał. Pierwszy powiedział, że jedna mina przysporzyła dziesięć min. W nagrodę otrzymał władzę nad dziesięcioma miastami. Drugi powiedział, że zarobił pięć min, otrzymał więc władzę nad pięcioma miastami. Następny przyszedł z jedną miną i powiedział, że trzymał ją zawiniętą w chustkę, lękał się bowiem surowości pana. Pan zagniewał się na niego, że nie oddał pieniędzy choćby do banku, mógłby wtedy mieć z nich zysk. Nakazał więc, żeby odebrać mu tę minę i dać temu, który ma dziesięć min. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, a temu, kto nie ma, zabiorą nawet to co ma. Zaś przeciwników swoich kazał ściąć.

Kiedy Jezus dotarł w pobliże Betfage i Betanii, do góry zwanej Oliwną, wysłał dwóch uczniów do wsi naprzeciw, gdzie mają znaleźć uwiązane oślę, którego jeszcze nikt nie dosiadał, niech je przyprowadzą. Stało się tak, jak Jezus im powiedział, a On wsiadł na oślę i jechał do Jerozolimy. Gdy jechał, uczniowie słali swe płaszcze na drodze i wielbili radośnie Boga za wszystkie cuda, które widzieli. Wołali głośno: Błogosławiony Król, który przychodzi w imię Pańskie. Pokój w niebie i chwała na wysokościach.” (Łk 19, 38). Niektórzy faryzeusze chcieli, żeby Jezus zabronił tego swoim uczniom, ale On odrzekł, że jeśli oni umilkną, kamienie wołać będą. Gdy już byli blisko Jerozolimy, zapłakał nad tym miastem, że nie zostanie w nim kamień na kamieniu za to że nie poznało czasu swego nawiedzenia.

Potem wszedł do świątyni i zaczął wyrzucać sprzedających w niej, zarzucając im, że z domu modlitwy uczynili jaskinię zbójców.

I nauczał codziennie w świątyni. Arcykapłani i uczeni w Piśmie czyhali na Jego życie, ale nie wiedzieli, co mają czynić, lud bowiem słuchał Go z zapartym tchem. Pewnego dnia podeszli do Niego i spytali, jakim prawem to czyni, albo kto dał Mu tę władzę. On w odpowiedzi zapytał ich, czy chrzest Janowy pochodził z nieba, czy od ludzi. Nie wiedzieli, co powiedzieć, bo jeśli stwierdzą, że z nieba – zastanawiali się – zarzuci im, dlaczego nie uwierzyli, a jeśli powiedzą, że od ludzi, cały lud ich ukamienuje, bo jest przekonany, że Jan był prorokiem. Odpowiedzieli więc, że nie wiedzą. Wtedy Jezus im rzekł, że i On nie powie, jakim prawem to czyni.

I zaczął mówić do ludu o człowieku, który założył winnicę, oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał na dłuższy czas. W odpowiedniej porze wysłał do dzierżawców sługę, aby oddali mu część plonu, lecz ci obili go i odesłali z powrotem. Wysłał drugiego sługę, ale i ten wrócił obity i z niczym. Posłał wówczas trzeciego, ale i on nie uzyskał więcej. Wówczas wysłał swojego syna. Lecz dzierżawcy zabili go, żeby przywłaszczyć sobie jego dziedzictwo. Co więc uczyni z nimi właściciel winnicy? Przyjdzie i wytraci tych rolników, a winnicę odda innym.

W tej samej godzinie uczeni w Piśmie i arcykapłani chcieli koniecznie dostać Go w swoje ręce, lecz bali się ludu. Zrozumieli bowiem, że tę przypowieść skierował przeciwko nim. Śledzili Go jednak i nasłali na Niego szpiegów, którzy mieli pochwycić Go w mowie. Szpiedzy zapytali Jezusa, czy wolno płacić podatek Cezarowi. On obejrzał denar i spytał, do kogo należy wizerunek na nim. Odrzekli, że do Cezara. Powiedział więc: „Oddajcie więc Cezarowi to co należy do Cezara, a Bogu to co należy do Boga.” (Łk 20, 25).

Wówczas podeszło do Niego kilku saduceuszów, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania. Postawili taki problem: Mojżesz przykazał, że jeśli umrze czyjś brat, który miał żonę, a był bezdzietny, jego brat ma wziąć wdowę i wzbudzić potomstwo swemu bratu. Otóż było siedmiu braci. Pierwszy wziął żonę i umarł bezdzietnie. Wziął ją drugi, a potem trzeci i tak wszyscy pomarli, nie zostawiwszy dzieci. Na końcu umarła ta kobieta. Czyją więc żoną będzie przy zmartwychwstaniu? Jezus odpowiedział im, że w świecie przyszłym ani się żenić będą, ani za mąż wychodzić. A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz mówił, nazywając Pana Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba. Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych, wszyscy bowiem dla Niego żyją. Na to uczeni w Piśmie nie śmieli Go już o nic pytać. Natomiast On rzekł jeszcze do nich, że nie można Mesjasza nazywać synem Dawida, bo i sam Dawid w Księdze Psalmów nazywa Go Panem, jak zatem może On być jego synem?

Gdy cały lud ich słuchał, rzekł do uczniów, żeby strzegli się uczonych w Piśmie, którzy z upodobaniem chodzą w powłóczystych szatach, lubią pozdrowienia na rynku, pierwsze krzesła w synagogach i zaszczytne miejsca na ucztach, objadają domy wdów i dla pozoru długo się modlą. Ci tym surowszy dostaną wyrok. Gdy podniósł oczy, zobaczył, jak bogaci wrzucali ofiary do skarbony. Jakaś uboga wdowa wrzuciła tam też dwa pieniążki. Powiedział, że naprawdę ona wrzuciła najwięcej. Inni bowiem wrzucali to co im zbywało, a ona wrzuciła wszystko, co miała na utrzymanie.

Potem Jezus zaczął mówić, jaka przyszłość czeka świątynię i Jerozolimę. Przyjdzie czas, kiedy nie zostanie z niej kamień na kamieniu. Kiedy zaczęli Go pytać, kiedy to będzie, jaki będzie znak, powiedział, że wielu przyjdzie pod Jego imieniem. Ale niech nie chodzą za nimi. Będą też wojny i przewroty, powstanie naród przeciw narodowi, będą silne trzęsienia ziemi, głód i zaraza, ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie. A przed tym wszystkim będą prześladowania uczniów Chrystusa. Będzie to sposobność do składania świadectwa.

Na koniec przestrzegł uczniów, żeby uważali na siebie i byli czujni, by ten dzień nie przyszedł na nich znienacka i aby mogli uniknąć tego, co ma nastąpić i stanąć przed Synem Człowieczym.

Tak przez cały dzień nauczał Jezus w świątyni, a noce spędzał na górze zwanej Oliwną.

Nadchodziła uroczystość Przaśników, tak zwana Pascha. Wtedy szatan wszedł w Judasza zwanego Iskariotą, który był jednym z Dwunastu. Poszedł więc i umówił się z arcykapłanami i dowódcami straży, jak ma im Go wydać. W dzień święta Jezus posłał Piotra i Jana, żeby przygotowali Paschę. Gdy nadeszła pora, zajął miejsce u stołu i Apsotołowie z Nim. Wtedy powiedział do nich, że gorąco pragnie spożyć z nimi tę Paschę, zanim będzie cierpiał. Albowiem już jej spożywać nie będzie, aż będzie w królestwie Bożym. Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie dał go uczniom, żeby podzielili między siebie, albowiem odtąd już nie będzie pił z owocu winnego krzewu, aż przyjdzie królestwo Boże. Następnie wziął chleb, odmówiwszy dziękczynienie połamał go i dał uczniom mówiąc: „»To jest Ciało moje, które za was będzie wydane: to czyńcie na moją pamiątkę!« Tak samo i kielich po wieczerzy, mówiąc: »Ten kielich to Nowe Przymierze we Krwi mojej, która za was będzie wylana.«” (Łk 22, 19–20). A potem dodał, że ręka Jego zdrajcy jest z Nim na stole. Wprawdzie tak jest postanowione, lecz biada temu człowiekowi, przez którego będzie wydany.

Powstał również między nimi spór o to który z nich jest największy. Lecz Jezus powiedział im, żeby największy pośród nich był jak najmłodszy, a przełożony jako sługa. Kto bowiem jest większy? Ten, kto siedzi z stołem, czy ten, kto służy? Apostołowie wytrwali przy Jezusie w przeciwnościach. Dlatego On przekazuje im królestwo, jak Jemu przekazał je Ojciec. Szymonowi powiedział, żeby utwierdzał swoich braci. On odparł, że z Jezusem gotów jest iść nawet na śmierć. Ale Jezus zapowiedział mu, że nim zapieje dziś kogut, Piotr wyprze się Go trzy razy.

Potem udali się według zwyczaju na Górę Oliwną. Gdy przyszli na miejsce, Jezus oddalił się od nich na odległość rzutu kamieniem, upadł na kolana i modlił się. Prosił Ojca, by oddalił od Niego ten kielich. „Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!” (Łk 22, 42). Wówczas ukazał się anioł z nieba i umacniał Go. Jezus pogrążony w udręce jeszcze usilniej się modlił, a Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię. Gdy wstał od modlitwy, zastał uczniów śpiących. Nakazał im modlić się, żeby nie ulegli pokusie.

Gdy jeszcze mówił, zjawił się tłum. Jeden z Dwunastu, Judasz, szedł na czele i podszedł do Jezusa, żeby Go pocałować. Towarzysze spytali Jezusa, czy mają uderzyć mieczem i któryś z nich obciął ucho słudze najwyższego kapłana. Lecz Jezus nakazał przestać, a dotknąwszy ucha sługi, uzdrowił go. Arcykapłana zaś spytał, czemu wyszli z mieczami i kijami jak na zbójcę. Gdy był co dzień w świątyni, nie podnieśli rąk na Niego. Lecz to jest ich godzina i panowanie ciemności.

Schwycili Go więc i zaprowadzili do domu najwyższego kapłana, a Piotr szedł z daleka. Gdy rozniecili ogień na środku dziedzińca, Piotr usiadł między nimi. Ale jakaś służąca poznała go, że był z Jezusem. Lecz on zaprzeczył temu. Po chwili zobaczył go ktoś inny i też poznał, że był uczniem Jezusa, ale Piotr znów zaprzeczył. Po upływie prawie godziny jeszcze ktoś inny rozpoznał Piotra, ale ten jeszcze raz się zaparł. I w tej chwili kogut zapiał, a Pan obrócił się i spojrzał na niego. W tej chwili Piotr przypomniał sobie słowa Jezusa, wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał.

Tymczasem ludzie, którzy pilnowali Jezusa, naigrawali się z Niego i bili Go. Kiedy nastał dzień, zebrała się starszyzna ludu, arcykapłani i uczeni w Piśmie. Zapytali Jezusa, czy jest Mesjaszem. On przyznał, że jest Synem Bożym. Na to ucieszyli się, że mają świadectwo przeciw Jezusowi z samych Jego ust. Teraz zaprowadzili Go przed Piłata. Tam zaczęli Go oskarżać, że podburza naród, odwodzi od płacenia podatków i siebie podaje za Mesjasza-Króla. Piłat zapytał Go, czy jest królem żydowskim, a Jezus odpowiedział, że tak. Piłat oświadczył arcykapłanom i tłumom, że nie znajduje żadnej winy w tym człowieku. Ale oni nadal oskarżali Jezusa. Kiedy Piłat dowiedział się, że jest On Galilejczykiem, odesłał Go do Heroda, ponieważ on sprawował władzę nad Galileą.

Na widok Jezusa Herod bardzo się ucieszył. Od dawna bowiem słyszał o Nim i spodziewał się, że zobaczy jakiś znak, zdziałany przez Niego. Zasypał Go więc wieloma pytaniami, lecz Jezus nic mu nie odpowiedział. Arcykapłani zaś i uczeni w Piśmie gwałtownie Go oskarżali. Wtedy Herod wzgardził Nim, kazał ubrać na pośmiewisko w lśniący płaszcz i odesłał do Piłata.

Piłat kazał więc zwołać arcykapłanów i lud i rzekł do nich, że przesłuchał Jezusa i nie znalazł w Nim żadnej winy w sprawach, o które Go oskarżają. Nie znalazł też winy Herod, bo odesłał Go. Nakaże Go więc wychłostać i uwolnić. A był obowiązany uwalniać jednego na święta. Zawołali więc wszyscy, żeby stracił Jezusa, a uwolnił im Barabasza, który był wtrącony do więzienia za jakiś rozruch na mieście i za zabójstwo. Piłat próbował ich przekonać, przemawiając do nich drugi raz i trzeci, że nie znalazł w Nim nic zasługującego na śmierć, każe Go tylko wychłostać i uwolnić. Lecz oni z wielkim wrzaskiem domagali się, aby Go ukrzyżowano. Piłat więc zawyrokował, żeby ich żądanie zostało spełnione. Uwolnił Barabasza, a Jezusa zdał na ich wolę.

Gdy Go wyprowadzili, zatrzymali niejakiego Szymona z Cyreny i włożyli na niego krzyż, aby go niósł za Jezusem. A szło za nimi mnóstwo ludzi, także kobiety, które zawodziły i płakały nad Nim. Przyprowadzono też dwóch innych – złoczyńców, aby ich razem z Nim stracić.

Gdy przyszli na miejsce zwane „Czaszką” ukrzyżowali tam Jezusa i złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po Jego lewej stronie. A On modlił się: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią.” (Łk 23, 34). Potem rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając losy. A lud stał i patrzył. Lecz członkowie Wysokiej Rady drwili, że jeśli Jezus jest Mesjaszem, niech teraz siebie wybawi. Szydzili też z Niego żołnierze, podawali Mu ocet i mówili, że jeśli jest królem żydowskim, niech wybawi sam siebie. Był także nad Nim napis w języku greckim, łacińskim i hebrajskim: „To jest Król Żydowski”.

Jeden ze złoczyńców, których powieszono razem z Jezusem, urągał Mu, że jeśli jest Mesjaszem, to niech wybawi siebie i ich. Ale drugi powiedział mu, że nawet Boga się nie boi. Oni dwaj bowiem zostali ukarani sprawiedliwie, ale Jezus nic złego nie uczynił. I dodał, żeby Jezus wspomniał na niego, kiedy już przyjdzie do swego królestwa, a On odpowiedział mu, że jeszcze dziś będzie z Nim w raju.

Było już około godziny szóstej i mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Słońce zaćmiło się, a zasłona przybytku rozdarła się przez środek „Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego. Po tych słowach wyzionął ducha.” (Łk 23, 46). Na widok tego, co się stało, setnik oddał chwałę Bogu, a tłumy, które zbiegły się na to widowisko, wracały bijąc się w piersi.

Był tam człowiek dobry i sprawiedliwy, imieniem Józef, członek Wysokiej Rady. Był z miasta Arymatei i oczekiwał królestwa Bożego. Poszedł do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Zdjął je z krzyża, owinął w płótno i złożył w grobie wykutym w skale, w którym jeszcze nikt nie był pochowany. Były przy tym kobiety, które z nim przyszły do Galilei. Obejrzały grób i przygotowały wonności i olejki, lecz zgodnie z przykazaniem zachowały spoczynek szabatu. W pierwszy dzień tygodnia skoro świt poszły do grobu, niosąc przygotowane wonności. Kamień od grobu zastały odsunięty. Kiedy stanęły bezradne, nie znalazłszy ciała Jezusa, stanęło przed nimi dwóch mężczyzn w lśniących szatach. Powiedzieli, że nie ma tu Jezusa, bo zmartwychwstał. Mówił to jeszcze w Galilei: że będzie wydany w ręce grzeszników, ukrzyżowany, lecz trzeciego dnia zmartwychwstanie. Wtedy kobiety wróciły i oznajmiły to Jedenastu i wszystkim pozostałym. A to były: Maria Magdalena, Joanna i Maria, matka Jakuba i inne. Lecz słowa te wydały im się czczą gadaniną i nie dali im wiary. Jednak Piotr pobiegł do grobu i zajrzał: ujrzał same tylko płótna. I wielce się dziwił temu, co się stało.

Tego samego dnia dwaj uczniowie byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Gdy rozmawiali o tym, co się stało, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Ale oni Go nie poznali. I zapytał ich, co się stało w Jerozolimie, a oni Mu opowiadali. Powiedzieli, że spodziewali się, że On uwolni Izraela. A po tym wszystkim kobiety poszły do grobu i nie znalazły Jego ciała, ale miały widzenie aniołów, którzy zapewniali je, że On żyje. A Jezus, zaczynając od Mojżesza, wykładał im poprzez proroków to wszystko, co odnosiło się do Niego. Tak doszli do wsi, a On okazywał, że idzie dalej, ale uczniowie przymusili Go, żeby został z nimi. Gdy siadł u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im, a wtedy otworzyły się ich oczy i poznali Jezusa. W tej samej godzinie wrócili do Jerozolimy, gdzie zastali zebranych Jedenastu. Opowiedzieli, co ich spotkało po drodze i jak poznali Jezusa przy łamaniu chleba.

Gdy rozmawiali o tym, On sam stanął między nimi. Najpierw byli zatrwożeni, Jezus pokazał im swoje ręce i nogi, a oni z radości i zdumienia jeszcze nie mogli uwierzyć. Wtedy poprosił o coś do jedzenia, a gdy Mu dali, usiadł i jadł z nimi. Potem powiedział, że to właśnie znaczyły słowa, które mówił do nich, kiedy jeszcze był z nimi. Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Nim w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach. Oświecił ich umysły, żeby rozumieli Pismo.

Potem Jezus wyprowadził uczniów ku Betanii i podniósłszy ręce błogosławił ich. Wtedy rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba. Oni zaś oddali Mu pokłon i z wielką radością wrócili do Jerozolimy, gdzie stale przebywali w świątyni wielbiąc i błogosławiąc Boga.

...ciąg dalszy: Ewangelia wg św. Jana

Zwiastowanie – inicjał G w średniowiecznym manuskrypcie


Nawiedzenie św. Elżbiety


Nadanie imienia Janowi Chrzcicielowi – średniowieczna miniatura


Anioł mówi pasterzom o narodzeniu Zbawiciela – średniowieczna miniatura


Narodzenie – Peter Paul Rubens


Starzec Symeon


Dwunastoletni Jezus w świątyni


Jan chrzci Jezusa


Wskrzeszenie młodzieńca z Nain, Mario Minniti, Muzeum regionalne w Mesynie


Obraz Jacopo Tintoretto z 1580 r. ukazujący scenę, jak Marta upomina swoją siostrę Marię rozmawiającą z Jezusem, Stara Pinakoteka, Monachium


Ostatnia Wieczerza


Modlitwa w Ogrójcu


Droga Krzyżowa


Ukrzyżowanie


Zdjęcie z krzyża

Zmartwychwstanie – miniatura średniowieczna


Cudowny połów ryb, Rafael