Spis legend

Logo serwisu Biblia


Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl
















Legendy o świętych



Św. Ida wdowa


Stan umierających najwięcej liczy członków; wszyscy ludzie muszą weń wstąpić; wstępują zaś weń już w dzień urodzin. Niepewną jest rzeczą, czy syn mimo wszelkich wysiłków, prac, wydatków i pomocy zostanie artystą, uczonym, ministrem, generałem, biskupem... Niepewną jest rzeczą, czy córka szczęśliwy zawrze związek małżeński, czy będzie dobrą matką, czy zostanie wdową lub czcigodną zakonnicą; wszystkie wysiłki i starania mogą być daremne; ale nieomylnie pewną jest rzeczą, że oboje umrzeć muszą i że zabiegi i starania, aby dobrze umrzeć, nigdy nie są daremne i że zawsze jak najlepsze wydają owoce. Z tej jasnej prawdy wysnuła święta Ida jedynie prawdziwy wniosek, przygotowując się w sposób rozumny i naśladowania godny na śmierć.

Idą była jedyną córką falcgrafa Artura i pobożnej Irmengardy. Wychowanie otrzymała nadzwyczaj staranne. Rozumna i cnotliwa matka okazała się nią w całem tego słodkiego słowa znaczeniu. Codziennie modliła się gorąco do Boga w imieniu swego dziecka i o błogosławieństwo dla niego; pilnie uważała na pierwsze przebudzenie się jego świadomości i rozumu, aby cnoty nadprzyrodzone wiary, nadziei i miłości, dane mu przy Chrzcie św., rozwinąć i udoskonalić; przyzwyczaiła zdrową i uzdolnioną bardzo Idę do tego, że codziennie rano na kolanach i ze złożonemi rękami pobożnym pacierzem dzień zaczynała, że przestrzegała ściśle porządku, że była zawsze posłuszną i zachowywała się skromnie i uprzejmie; matka uczyła dorastającą córkę łagodności i dobroci względem bliźnich; budziła w jej sercu litość i miłosierdzie dla smutnych i płaczących, wszystkie zaś jałmużny, jakich udzielała, rozdawała ręką swej córki; oddalała roztropnie i stanowczo od niej wszelki cień grzechu, dziwactwa, zarozumiałości, próżności, lekkomyślności itd. i uczyła ją słowem i przykładem cenić i rozumieć wartość i godność przeznaczenia niewieściego, polegającego na cichej pracy w rodzinnem kole, na opiekowaniu się rodziną i uszczęśliwianiu jej. Tym sposobem stała się Ida, licząca wówczas piętnaście wiosen życia, dziewicą piękną na ciele i duszy, na którą Pan Bóg i ludzie z upodobaniem patrzeli.

W tym czasie młody rycerz Egbert, ulubieniec cesarza Karola Wielkiego i dzielny jego oficer odniósł ciężką ranę w bitwie z Sasami stoczonej. Cesarz, obawiając się o życie rannego, prosił hrabiego Artura, by przyjął rannego do swego zamku i zaopiekował się nim. Rodzina hrabiowska przyjęła Egberta wniesionego na łożu z otwartemi rękami i opiekowała się nim dniem i nocą, jak gdyby był rodzonym ich synem względnie bratem. Idą pielęgnowała rannego rycerza troskliwie, nie zapominając także i o leczeniu chorej, i pociechy potrzebującej jego duszy. Dobry Bóg pobłogosławił tym zabiegom, bo niebezpieczeństwo grożące życiu Egberta zniknęło, rana szczęśliwie poczęła się goić i wszyscy życzyli cierpliwemu rannemu rychłego wyzdrowienia zupełnego.

Po niewielu tygodniach odwiedził cesarz sam swego przyjaciela i ucieszył się niepomiernie, widząc jak szybko przychodził do zdrowia i w jak wesołem był usposobieniu. Egbert nie mógł się nachwalić przed cesarzem zacnych swych opiekunów w chorobie i wyjawił mu, że teraz serce jego nową i głęboką odniosło ranę, którą tylko on, cesarz, uleczyć może, pomagając mu, by mógł Idę otrzymać za towarzyszkę życia. Cesarz uśmiechnąwszy się przychylnie, darował mu zaraz wielkie posiadłości w Westfalii, mianował go księciem Sasów, mieszkających między Renem a Wezerą i prosił hrabiego Artura, by oddał Egbertowi córkę za żonę. Ojcu Arturowi pochlebiała bardzo ta prośba cesarska, zgodził się więc chętnie; lecz Ida sprzeciwiła się stanowczo, oświadczając, że chce żyć i umrzeć w stanie dziewiczym. Lecz postanowienie to jej osłabło, gdy matka jej Irmengarda poszła za życzeniem ojca. Ida błagała Boga gorąco o oświecenie i poznanie Jego woli, a ulegając rodzicom, oddała Egbertowi rękę i serce.

Egbert zabrał kochaną małżonkę do swego księstwa, a błogosławieństwa rodziców towarzyszyły mu. Pożycie ich wspólne pięknym było wzorem miłości małżeńskiej, pokoju domowego i chrześcijańskiego miłosierdzia. Bojaźń Boża, jaką się Ida odznaczała, jej wiara, uprzejmość, łagodność i hojność zdobyły jej prędko serca wszystkich poddanych. Lecz już po trzech latach rozwiązał Bóg to bezdzietne małżeństwo, zabierając Idzie męża. Młoda wdowa ucałowała pokornie rękę Najwyższego, która ją tak boleśnie dotknęła i postanowiła sobie, klęcząc obok drogich zwłok męża, wyrzec się świata i gotować się sumiennie na straszną i pewną śmierć. Rozdawszy drogie swe szaty i kosztowności, ubierała się bardzo skromnie, zbudowała w pewnem zacisznem miejscu obok kościoła Matki Boskiej dla siebie ubogi domek, by z dala od ludzi żyć jedynie z Bogiem i dla Boga. Budującym i wzruszającym był jej zwyczaj pobożny odwiedzania co wieczora drogiego Jezusa a przyszłego Sędziego w tabernakulum ukrytego, by prosić Go o wyrok łaskawy. Odmawiała wówczas pobożnie i ze skruchą rozmaite modlitwy, dodając przy końcu: „O Panie, daj mnie i wszystkim wiernym wieczny odpoczynek, niech mnie i im zaświeci światłość wiekuista!” Każdego piątku szła boso i z powrozem na szyi do wielkiego krzyża w kościele, a klęcząc przed nim, przepraszała Pana Jezusa za wszystkie popełnione grzechy i opuszczenia dobrego i rozmyślała długo nad męką i śmiercią Pana Jezusa, w końcu mówiła: „Panie, ześlij na mnie przed śmiercią ciężkie cierpienia, abyś potem na sądzie był mi miłosierny!” Kamienna zaś trumna, stojąca w jej izdebce, a mająca ją kiedyś w sobie zamknąć na wieki, przypominała jej ciągle godzinę śmierci i wieczność. Trumnę tę napełniała codziennie dwa razy żywnością, odzieżą i pieniędzmi, otrzymywanymi z jej dochodów wdowich, i wypróżniała ją za każdym razem, oddając wszystko ubogim pod tym warunkiem, by modlili się za umarłych i wysłuchali Mszy świętej.

Niecałe trzy lata trwał jej stan wdowi, który uświęciła modlitwą i pokutą. Pięćdziesiąt dni trwało pasowanie się jej ze śmiercią, której się z początku bardzo lękała, w końcu spokój i radość wstąpiły do jej serca i w r. 815 zamknęła oczy na zawsze, wymawiając te słowa: „Ojcze, w ręce Twoje polecam ducha mojego!” Licznymi cudami, jakie działy się przy jej grobie, wsławił Bóg świętą Swą służebnicę. Szczątki jej przeniesiono w r. 980 do kościoła benedyktynów w Werden, gdzie przez długie wieki odbierały cześć od licznych rzesz wiernych.


Legenda pochodzi z książki „Prawidła życia chrześcijańskiego dla każdego wieku i stanu”, ks. Ojciec Bitschnau, z rozdziału „Stan umierających: Pewność śmierci”


© 2000–2020 barbara     Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved     Strona nie zawiera cookies