Spis legend

Logo serwisu Biblia


Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl
















Legendy o świętych



Matylda królowa wdowa


„Dom i majętności dane bywają od rodziców; ale żona roztropna właśnie od samego Pana", mówią Przyp. Salom. (19, l, 4). Prawdę tę potwierdza św. Matylda, która stojąc na świeczniku i zawrotnej wysokości ziemskich godności zachowała tak miłą Bogu pokorę serca i wypełniła sumiennie obowiązki swego powołania. Była córką hrabiego Dietricha z Ringelheim z pokolenia dzielnego Wittekinda, księcia saskiego i hrabiny Reinhildy z rodu książąt duńskich. Pobożni jej rodzice oddali ją na wychowanie i odpowiednie wykształcenie do żeńskiego klasztoru Herfordskiego. W znakomitej tej szkole rozwinęły się jej talenty i dary natury i łaski, piękność jej ciała, bystrość umysłu i kwiat jej pobożności. Otton, książę saski, który wiele słyszał o wysokich zaletach jej ciała, umysłu i serca, posłał syna swego Henryka ze wspaniałym pocztem do rodziców Matyldy, by starał się o rękę ich córki. Młody, przystojny książę, który mimo swej młodości odznaczył się męstwem i odwagą, został przyjęty. Rodzice i krewni cieszyli się, a i Matylda się zgodziła. Wesele odbyło się w roku 913 z przepychem książęcym i wkrótce po śmierci Konrada Salijskiego wstąpiła młoda para na niemiecki tron królewski. Matylda jednakowoż, im większą stawała się jej godność i znaczenie wśród ludzi, poznawała tem lepiej znikomość ziemskich zaszczytów i wielkości i tem bardziej uniżała się przed Bogiem. Z małżonkiem swym, który męstwem w boju, czystością obyczajów i pobożnością niekłamaną nie miał sobie równych wśród ówczesnych książąt, żyła w zgodzie najściślejszej, była z nim jednem sercem, jedną duszą; miłość i wierność jego dopełniały miary jej szczęścia. Wszystkie skarby swej duszy, swego umysłu i serca oddała mu, rozweselała często swą serdecznością i dobrocią serce jego stroskane i uśmierzała nieraz wybuchy jego gniewu objawami miłości czułej i serdecznej. Nigdy nie wtrącała się do spraw państwowych, modlitwą tylko swą i łagodnością wspierała go we wszystkich jego przygodach i pocieszała go, samą swą obecnością krzyże i cierpienia oddalając. Jedno tylko prawo wykonywała: prawo wstawiennictwa o łaskę i ochronę dla błądzących i uwiedzionych, bo to jej przysługiwało jako królowej i matce narodu. Męża obdarzyła trzema synami: Ottonem, Henrykiem i Brunonem i dwiema córkami. Podczas gdy król w polu zwycięskim orężem odpędzał nieprzyjaciół od granic swego państwa, stała się Matylda w domu aniołem pokoju, starała się o porządek i czystość obyczajów i dokładała wszelkich trudów i starań, by od pokus i zgorszeń świata uchronić swe dzieci, a zaszczepić miłość Boga w ich sercu i miłosierdzie względem spółbraci cierpiących; czyniąc zaś to wszystko, świeciła im sama przykładem jak najlepszym; codziennie bowiem słuchała Mszy św., codziennie odprawiała pobożnie z całą swą liczną rodziną modlitwy; w niedziele i święta odbywała Spowiedź św. i cieszyła się Bogiem po przyjęciu Go w Komunii św. Jałmużną materyalną i duchową wspierała ubogich, pocieszała chorych i cieszyła uwięzionych swem wstawiennictwem. Dobre drzewo wydało dobre owoce: Otton, pierworodny jej syn, został cesarzem rzymsko-niemieckim, a historya nazywa go „Wielkim." Drugi syn, Henryk, szczególniejszy oblubieniec, został księciem bawarskim, Bruno zaś najmłodszy był Arcybiskupem kolońskim i wielkim stał się świętym w Niebie.

Po dwudziestu trzech latach szczęścia bezchmurnego w małżeństwie i zupełnej zgody w rodzinie nastąpiły dla Matyldy czasy smutne cierpień bolesnych i ciężkich doświadczeń. Królewski małżonek, który prawie nagle padł w r. 936 na łoże śmierci, przeznaczył najstarszego syna Ottona na swego następcę i pożegnał się z płaczącą rzewnie żoną słowami, jakie rzadko tylko z ust i z serca mężczyzny wychodzą. Rzekł bowiem: „Nikt jeszcze nie pojął żony, która by tak była wierną, tak dobrą i zacną, jak ty jesteś. Dziękuję ci za to, żeś często gniew mój hamowała i łagodziła, moją porywczość rozwagą mądrą i zastanowieniem kierowała, skłonności me do złego powstrzymywała od obrazy Bożej a słabość mego charakteru zachęcała do litości i oszczędzania. Opiece Najwyższego i wstawiennictwu wszystkich Świętych polecam ciebie, nasze dzieci i duszę moją odchodzącą w wieczną krainę. Amen."

Henryk zamknął oczy na zawsze w godzinie południowej a królowa prosiła zaraz kapłana Adeleka, który jeszcze był na czczo, by odprawił Mszę św. za drogiego zmarłego. Po skończonem nabożeństwie zaprowadziła synów do zwłok ojca i wśród rzewnych łez rzekła do nich: ,,Dzieci drogie, proszę i zaklinam was tu na tem miejscu czcigodnem, bójcie się Boga i służcie Jemu samemu, bo On Pan jedyny i Król wszystkich królów; nie wzniecajcie nigdy sporów między sobą o znikomą sławę; patrzcie na ojca waszego a przekonacie się, jak kończy się wszelka wielkość i potęga ziemska. Szczęśliwym tylko jest ten, który sam siebie poniża i stara się tylko o dobra wieczne." Potem złożyła zwłoki w Kwedlinburgu na wieczny spoczynek i założyła przy grobie klasztor żeński z obowiązkiem modlenia się o spokój duszy zmarłego króla.

Książęta państwa włożyli teraz królewską koronę na skronie Ottona, chociaż Matylda i jej zwolennicy pragnęli ją widzieć na głowie Henryka. Z tego powodu przyszło między obu braćmi do krwawej rozprawy, w której Henryk uległ. Matka ciężko odpokutowała okazaną słabość i po wielu dopiero prośbach i łzach wylanych zdołała powaśnionych braci nakłonić do zgody. Pojednani bowiem bracia w tem się zgadzali, że dręczyli matkę najboleśniejszemi zniewagami. Ponieważ Matylda we wdowieństwie swem dnie i noce poświęcała tylko modlitwie i potrzebującym i uciśnionym, i ponieważ ofiarność jej tak wielką była, że nie liczyła tego, co dawała ani tego, co dla niej samej pozostać miało, więc zazdrośni dworzanie widzieli w podarunkach, jakie nie oni sami, lecz biedni otrzymywali, karygodną rozrzutność i rozszerzyli kłamliwe oszczerstwo, że Matylda rozrzuca pieniądze, z podatków pochodzące, między ,,leniwych zakonników i zakonnice" i między ,,podłe pospólstwo" wśród ludzi. Obaj synowie Otton i Henryk uwierzyli tym oszczerstwom, zabrali matce prawnie należącą się jej pensyę wdowią wraz z własnym jej majątkiem i chcieli ją zmusić, by wstąpiła do klasztoru. Mimo tak bardzo bolesnego ciosu zajaśniała w cudowny sposób miłość chrześcijańska przez własne dzieci wygnanej matki i wdowy. Ona, matka króla niemieckiego i matka księcia bawarskiego, nie miała nawet najpotrzebniejszych rzeczy a nad synami swymi niewdzięcznymi zemściła się w ten sposób, że cierpienia swe ofiarowała za nich sprawiedliwości Bożej, jako pokutę i że prosiła nieustannie o zmiłowanie się Boże nad nimi i o łaski Boże dla nich. I tak żyła Matylda w poniżeniu i ubóstwie w ojczyźnie swej, Westfalii. Tymczasem odważyli się Biskupi i możni na zwrócenie obu synom uwagi na zbrodnię ich okrutnego postępowania z matką, wskutek czego dali ludowi straszne zgorszenie. Zachęcali ich do przebłagania Boga obrażonego, w czem najskuteczniejszą pomocą była im szlachetna Edita, małżonka Ottona. Otton obmył pierwszy łzami żalu serdecznego swój występek i przez poselstwo złożone z Biskupów i hrabiów prosił ją o powrót do dworu; sam z wielką gromadą wybiegł jej naprzeciw, uklęknął przed nią na ulicy i prosił. publicznie o przebaczenie za wyrządzoną krzywdę. Matka świętobliwa, płacząc z radości, przytuliła nawróconego syna do piersi i rzekła, całując go serdecznie: „Mój synu, bądź spokojny, gdybym nie była zgrzeszyła, nie stało by mi się to teraz." Radość ogólna z powodu uczczenia matki wzruszyła także serce Henryka, tak że i on uznał brzydkość swego występku, błagając matkę obrażoną na kolanach o przebaczenie, które ku wielkiej swej radości otrzymał.

Obaj synowie zwrócili matce w czwórnasób to, co jej zabrali, wspierali ją w budowaniu kościołów, zakładaniu klasztorów, ułatwiali jej dawanie jałmużny i spełniali każde jej życzenie. Odzyskaną na nowo możnością wspierania ubogich według pragnień serca swego i możnością rozszerzania chwały Bożej, czuła się Matylda tak bardzo uszczęśliwioną, że założyła trzy chóry, by kolejno głosiły chwałę Bożą świętemi pieśniami.

W r. 955, w którym Matylda właśnie przebywała w kwitnącym i przez siebie założonym klasztorze żeńskim Kwedlinburskim, złączona ściśle z Bogiem, otrzymała wstrząsającą wiadomość smutną, że syn jej ukochany Henryk umarł w Ratysbonie. Dobra matka płakała gorzko po stracie syna, ,,którego krótkie życie mało szczęścia przyniosło, a natomiast wiele nieszczęść i niepokojów sprowadziło." Potem udała się chwiejnym krokiem w towarzystwie zakonnic do grobu męża swego i rzekła z płaczem: ,,Jakże szczęśliwym jesteś, żeś nie dożył tej boleści; straciłam bowiem w moim Henryku obraz, który mi ciebie przypominał i pocieszał!" Od tego dnia nosiła zawsze szaty żałobne, odmawiała sobie wszelkiego odpoczynku, a modlitwy gorące przerywała tylko dlatego, by jak najniższa służebnica w przepasce kuchennej zgotować sobie skromny posiłek i podzielić się nim z biednymi i łaknącymi.

W r. 965 odwiedziła Matylda syna swego Brunona, Arcybiskupa Kolońskiego, dokąd także i drugi jej syn Otton z synami i córką, królową francuską przybył po swej wyprawie do Rzymu, gdzie go Papież Jan XII namaścił na cesarza rzymsko-niemieckiego i towarzyszył jej do Nordhausen celem widzenia tamtejszego po królewsku przez nią uposażonego klasztoru. Tutaj matka i syn widzieli się po raz ostatni na ziemi. W dzień rozstania się wysłuchali oboje pobożnie Mszy św. i uściskali się głośno płacząc przede drzwiami świątyni. Cesarz, stłumiając w sobie gwałtowny ból, oderwał się od serca matczynego i dosiadł konia. Matylda powróciła znowu do swego klęcznika, a pochyliwszy się, ucałowała miejsce, na którem przed chwilą klęczał jej syn. Otton dowiedziawszy się o tem od swego otoczenia, zeskoczył z konia, pobiegł do matki i podniósł ją, mówiąc: ,,Matko droga, czem i jak odwdzięczę ci się za taką miłość!" Matylda pobłogosławiła go słowy: „Idź w pokoju z Jezusem, a gdy nie miałbyś ujrzeć mnie więcej w tem życiu, pamiętaj o mej duszy nieśmiertelnej i żyj tak, byśmy się w wieczności błogosławionej widzieć mogli."

Matylda udała się do Kwedlinburga, by poczynić ostatnie przygotowania do śmierci i spocząć na wieki u boku swego męża. Ostatnie Sakramenta św. otrzymała z rąk swego wnuka Wilhelma, Arcybiskupa mogunckiego i chciała mu dać jakąś pamiątkę, lecz ona, królowa niemiecka, nie posiadała nic więcej jak tylko dwa całuny, które sobie już z dawna przygotowała, i jeden z nich dała mu, mówiąc prorocze słowa: „Prędzej będzie on tobie potrzebny jak mnie." I tak się stało, wnuk jej umarł nagle wracając do swej stolicy Arcybiskupiej. Dwanaście dni później oddała także i Matylda otoczona zakonnicami, leżąc na ziemi, duszę swą bogatą w cnoty i zasługi w ręce Boga dnia 14 marca 869 roku.


Legenda pochodzi z książki „Prawidła życia chrześcijańskiego dla każdego wieku i stanu”, ks. Ojciec Bitschnau, z rozdziału „Chrześcijański stan małżeński: Obowiązki wspólne małżonków”


© 2000–2020 barbara     Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved     Strona nie zawiera cookies