Logo serwisu Biblia

Strona główna

Stary Testament

Nowy Testament

Święci wg alfabetu

Święci wg dat

Papieże

Legendy o świętych

Patroni

Ciekawostki

Różne artykuły

Inne strony katolickie

Mapa serwisu

Kontakt




© 2000–2018 barbara
Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved

Strona nie zawiera cookies




Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl


Legendy



Izabella królowa wdowa

Izabella, tak nazywają Hiszpanie Elżbietę, przyszła na świat w r. 1271 .jako córka późniejszego króla Aragońskiego Piotra III. Narodzenie jej przyniosło spokój w dom królewski, który zakłócił był dawniej gorszący spór jej ojca Piotra, następcy tronu z jej dziadkiem, królem Jakóbem I. Wdzięczna bowiem i miła powierzchowność wnuczki zachwyciła go tak bardzo, że podał synowi swemu Piotrowi rękę do zgody. Tym sposobem już nad kołyską miłej dziewczynki zakwitła wiele obiecująca różdżka oliwna pokoju. Dziadek wziął kochaną wnuczkę do siebie, by dać jej najstaranniejsze wychowanie pod swym osobistym nadzorem. Maleńka Izabela rozweselała ostatnie dni życia sędziwego a przez Saracenów i oporną szlachtę dręczonego króla; pieszczotami dziecięcemi, gładziła zmarszczki, jakie na jego czole wyryły troski i cierpienia i rozjaśniała smutne chwile jego starości. Anielska jej istota roztaczała wokoło tyle miłego wdzięku i uprzejmości czarującej, -że często przepowiadał, iż wnuczka jego zaćmi swą sławą wszystkie niewiasty z królewskiego rodu Aragońskiego. Po śmierci dziadka w r. 1277 wróciła - cudna jak wiosenny poranek słoneczny - do domu rodzicielskiego i powoli, rozwijając przepiękne zalety serca, ducha i ciała, wyrosła na podziwianą powszechnie dziewicę. Unikała hałaśliwych zabaw, żartów dokuczliwych, gardziła chęcią błyszczenia wśród świata i podobania się ludziom, znajdowała natomiast swe szczęście w modlitwie w cichem ustroniu i dobroczynności, ukrytej przed oczami świata, względem ubogich, znękanych i strapionych.

Izabella zmuszona wolą ojca, w dwunastym roku życia oddała swą rękę młodemu królowi portugalskiemu, Dyonizemu. Względem swego małżonka wypełniała wszystkie obowiązki chrześcijańskiej małżonki, a względem Boga obowiązki wdzięcznego dziecka. Wśród blasku i przepychu dworu królewskiego pozostała pokorną, bogobojną i dla wszystkich łaskawą; królewską swą godnością i bogactwem cieszyła się li tylko dlatego, że zaspokoić mogła łatwiej pragnienie serca swego litościwego i miłosiernego. Zachowywała z zadziwiającą dokładnością porządek dnia, który sama sobie przepisała; rychło rano wstawała na pacierze i rozmyślania, codziennie brała udział wraz ze swą służbą w nabożeństwie kościelnem, czuwała nad spokojem i czystością obyczajów swego dworu, pokarmów używała tylko tyle, ile potrzebnem było do utrzymania życia i nie piła ani kropli wina ani innych upajających trunków. Gdy lekarz nakazał jej raz w czasie choroby pić wino, a ona z miłości ku Panu Jezusowi wzbraniała się, wtedy Bóg dobrotliwy dał wodzie istotę i ożywiającą skuteczność wina. Nigdy nie przestała być matką ubogich, opiekunką chorych, pocieszycielką cierpiących. Dziewicom, które ich ubóstwo sprowadzić mogło na złe drogi, postarała się o miejsce w dobrych domach, albo wyposażywszy je, wydawała za mąż; dla dziewcząt upadłych założyła instytut, by je w nim ukryć przed hańbą i wstydem, nakłonić do poprawy życia a nawrócone odpowiednio zaopatrzyć. Założyła wielki szpital dla podrzuconych dzieci, tych istot najbiedniejszych, których narodzenie się jest zwykle początkiem nędzy duchowej i cielesnej. Przez kilka lat błogi spokój, wdzięczność i szacunek poddanych uszczęśliwiały serca pary królewskiej. Dyonizy godnym się okazał zacnej swej małżonki, cenił jej pobożność, troszczył się gorliwie o dobro swego ludu i strzegł granic swego państwa. Lecz złoto prawdziwej cnoty wypróbowało się dopiero w ogniu pokus i w czasach smutku i niedoli.

Izabella obdarzyła męża swego kilkorgiem dziatek, ale później, gdy kwiat jej młodości więdnąć poczynał, wtedy nie wystarczała już jego zmysłowości łagodna i czysta miłość żony; namiętność jego nieokiełznana popchnęła go na drogę najwstrętniejszych występków.

Izabella znosiła z podziwienia godną cierpliwością tę krzywdę dla serca chrześcijańskiej małżonki najdotkliwszą. Historya nie mówi o tem, czy w skrytości - przed Bogiem - nie wylewała gorzkich łez z powodu doznanej zniewagi; publicznie wobec ludzi nie okazywała nigdy, co się działo w jej sercu, nie uskarżała się nigdy przed nikim na męża, chociaż serce jej tak głęboko zranił, lecz przeciwnie, wobec męża była jak dawniej pełną miłości, łagodności i grzeczności, podobna do słońca, które ponad groźnemi chmurami roztacza swe blaski wokoło; a nawet uczyniła to, co święte tylko dusze uczynić zdołają – z zupełnem oddaniem się zajęła się wychowaniem religijnem i cielesnem dzieci nieślubnych swego męża. Należała do tych rzadkich niewiast, które spokój niezmącony zachowują w całem swem życiu, które – złączone najściślej z Bogiem pokoju - tak silnym wałem pokoju się otoczyły, że żaden wybuch namiętności zniszczyć go nie zdoła.

Bóg przekonał zaślepionego Dyonizego o świętości jego małżonki cudem bardzo głośnym. Izabella miała wśród swej służby pobożnego pazia, który posiadał zupełne jej zaufanie i pomocnym jej był przy rozdzielaniu potajemnem jałmużny między zubożałe rodziny szlacheckie. Pyszny i ambitny pewien dworak zazdrościł mu tej łaski królewskiej i oskarżył go fałszywie przed królem, jakoby poufałość jego z Izabellą przekraczała granice czci i szacunku winnego. Słabe podejrzenie w sercu niespokojnem świadomego swych występków Dyonizego zamieniło się prędko w zbrodnicze posądzenie, a maleńka iskierka zazdrości wybuchła niebawem płomieniem okrutnej zemsty. Dosiadł bowiem konia, popędził w las do huty, wypalającej wapno, zawołał dozorcę i rzekł tonem ostrym:

,,Jutro przed południem przybędzie tu młody człowiek i spyta: Czy wyrok pana mego już spełniony? Odpowiedzią twoją ma być wrzucenie natychmiastowe pytającego do pieca."

Następnego poranku otrzymał paź rozkaz króla, by udał się do owej huty, ale Opatrzność Boska zachowała jego życie i cześć królowej. Droga wiodła go koło kościoła, na którym właśnie rozległ się dzwonek wzywający na Mszę świętą; a głos dzwonka, sławiący dobroć i miłosierdzie Boże, brzmiał tak miło w pobożnem sercu pazia, że ten, pomny przysłowia: “Msza nie zmudzi" wstąpił do kościoła i w błogiem skupieniu trzech Mszy świętych wysłuchał, nie zważając na to, jak prędko czas upłynął.

Król, dyszący pragnieniem zemsty, posłał tymczasem owego dworaka, który rzucił na pazia oszczerstwo, do owej huty i kazał się zapytać, czy wyrok spełniono. W odpowiedzi porwały go silne dłonie i wrzuciły do gorejącego pieca. Potem przybiegł także szybko i ów paź z tem samem zapytaniem i przyniósł równie prędko odpowiedź twierdzącą zdumionemu królowi.

Król zdarzeniem tem wzruszony

Ujął pazia drżącą dłoń,

Zawiódł go do swojej żony

I rzekł, rozjaśniając skroń:

„Weź w opiekę chłopca tego,

Jak Aniołek niewinnego!”

Sprawiedliwość ta nagradzająca, ale i karząca Boga i miłość cierpliwa Izabelli pokonały dziką namiętnością opanowane serce króla w tym stopniu, że odtąd uszczęśliwił czcigodną małżonkę wiernością małżeńską.

Nowe cierpienia były nagrodą, jaką Bóg zaszczycił Izabellę za jej gorliwość. Królewicz Alfons, pierworodny jej syn, ożeniony z córką króla kastylijskiego, zapałał wściekłą zawiścią ku nieślubnemu bratu swemu, Alfonsowi Sanchez, którego ojciec więcej kochał. Samolubni bowiem dworacy, którzy więcej spodziewali się korzyści od wschodzącego jak od zachodzącego słońca, rozszerzyli pogłoskę, jakoby król zamierzał ogłosić nieprawego syna swego Sancheza następcą tronu i podniecali sprytnie zawiść wśród rodziny. Rozdział między ojcem a synem zwiększał się coraz bardziej, a królewicz obsadził już kilka twierdz swem wojskiem. Izabella stanęła między ojcem a synem i wyczerpała prawie całą potęgę swej miłości, by miecze w pochwie utrzymać i doprowadzić do pojednania; ale czarny duch niezgody okazał się tym razem silniejszym od jasnego Anioła pokoju. Król podejrzywający żonę o sprzyjanie synowi, wygnał ją ze dworu i pozbawił ją wszelkich dochodów, „aby nie mogła wspierać buntowniczego syna.” Lecz powszechne oburzenie ludu na króla za jego srogość zmusiły go, że ją prosił, by wróciła znowu do dworu. Tymczasem zbliżał się syn, gotowy do walki przeciwko swemu ojcu i bitwa pod Koimbrią miała dom królewski zmazać krwią i hańbą okryć. Izabella pośpieszyła na pole walki, płacząc i prosząc biegała między dwoma wojskami od ojca do syna, od syna do ojca, walczyła pokonywającą wymową dobrej małżonki przeciwko srogości męża i niezwyciężonym czarem kochającej matki przeciwko uporowi syna – i odniosła zwycięstwo, ugoda stanęła, a kraj cały rozbrzmiewał radością z powodu zawartego pokoju.

Lecz kwiat zgody i pokoju kwitł krótki tylko czas. Znienawidzony Sanchez wkradał się znowu w łaski u króla, zazdrość Alfonsa wybuchła silnym płomieniem i znowu miał krwawy miecz rozstrzygnąć sprawę między ojcem a synem. Izabella dosiadła bez wahania swego muła i wzruszającemi prośbami i gorącemi łzami zagasiła po raz wtóry płomień gniewu obu wrogów.

Dyonizy, wiekiem i niepowodzeniem znękany, zachorował krótko potem, a pobożność Izabelli zajaśniała wtedy blaskiem przecudnym. Dnie i noce przepędzała nad łożem chorego męża, opiekując się jego duszą i ciałem i nakłoniła królewicza Alfonsa, że skruszony ukląkł przy łożu ojca, całował dłoń jego stygnącą i otrzymał przebaczenie i błogosławieństwo od niego. Król, pojednany z Bogiem i rodziną, zakończył burzliwe życie w r. 1325 na rękach swej żony.

Izabella uświęcała czas swego wdowieństwa modlitwą i dobroczynnością. W pokornym habicie zakonnym świętej Klary żyła samotnie w maleńkim domku tuż przy klasztorze w Koimbrii przez siebie założonym; z kosztownych swych szat królewskich uszyła aparaty kościelne i rozdzielała swe dochody między chorych i ubogich. Czem życie rozpoczęła, tem też je zakończyła - szczęśliwem zawarciem pokoju, załatwiając w łagodny sposób spór między synem, królem portugalskim a wnukiem, królem kastylijskim. Usiłowania te sprowadziły na nią febrę śmiertelną, która duszę jej zaniosła dnia 4 lipca 1336 do krainy wiecznego pokoju.

Legenda pochodzi z książki „Prawidła życia chrześcijańskiego dla każdego wieku i stanu”, ks. Ojciec Bitschnau, z rozdziału „Chrześcijański stan małżeński: Małżeństwo chrześcijańskie”



Legendy o świętych – Dlaczego św. Ignacy pragnął męczeństwa? Legendy o świętych – Jak św. Jacek pomagał ludziom