Logo serwisu Biblia

Strona główna

Stary Testament

Nowy Testament

Święci wg alfabetu

Święci wg dat

Papieże

Legendy o świętych

Patroni

Ciekawostki

Różne artykuły

Inne strony katolickie

Mapa serwisu

Kontakt




© 2000–2018 barbara
Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved

Strona nie zawiera cookies




Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl


Legendy



Św. Tomasz Becket biskup i męczennik

Tomasz urodził się w roku 1117 w Londynie z mieszczańskich rodziców i otrzymał od Boga nadzwyczajne przymioty ducha i serca. W Oksfordzie uczył się rozmaitych nauk, a w Paryżu ogłady towarzyskiej. Teobald, arcybiskup Kanterburyjski, poznawszy niezwykłe zdolności, wiedzę teologiczną i szlachetny charakter młodego Tomasza, zaszczycił go swem zaufaniem, kazał mu się uczyć w Bolonii prawa kościelnego i powierzył mu kilka razy poselstwo do Rzymu, a za wyświadczone sobie usługi nagrodził mu wyniesieniem go do wysokiej godności archidiakona w roku 1154.

Młody król angielski Henryk II sądził, że znalazł w Tomaszu odpowiedniego człowieka, który dopomoże mu bronić władzy królewskiej przed papieżem, ma się rozumieć z krzywdą wolności i godności Kościoła katolickiego, i zamianował go w r. 1157 kanclerzem państwa. Jako taki był obok Teobalda drugą osobą po królu, przechowywał pieczęć królewską, zarządzał kaplicą królewską, osieroconemi arcybiskupstwami, biskupstwami, opactwami, których dochody przez cały czas ich osierocenia należały do króla, i miał pewne widoki, że zostanie kiedyś Arcybiskupem Kanterburyjskim.

Zdawało się, że Tomasz trzyma się ściśle wskazówek królewskich, bo wykonywał swój urząd energicznie i roztropnie, tak że rząd królewski zyskał bardzo na znaczeniu nawet u tych, którzy Kościołowi szczerze byli oddani. Osieroconych biskupstw i opactw nie mógł rząd długo wyzyskiwać, bo otrzymywali je wnet na przedstawienie kanclerza zdolni i godni kapłani; uczeni zakonnicy dostawali zaszczytne urzędy; interesy więc tak państwa, jak i Kościoła nie były nigdy krzywdzone lecz sprawiedliwie i mądrze załatwiane.

Z przezorną roztropnością grał Tomasz rolę wykwintnego polityka. Urokowi pięknej jego postaci i uprzejmości w obejściu dodawały blasku domowe jego urządzenie i sposób życia, liczna jego służba i codzienne wykwintne obiady. Królowi bardzo się to podobało, stał się więc zaufanym jego przyjacielem i objawiał mu wszystkie najskrytsze zamiary. Mimo zewnętrznego przepychu wypełniał Tomasz najsumienniej obowiązki swe kapłańskie, ćwiczył się pilnie w pokorze i zaparciu się siebie, wspierał ubogich i potrzebujących hojną jałmużną, uświęcał nieustanną swą pracę modlitwą i zachował czystość nieskalaną wśród rozlicznych ponęt do grzechu na dworze królewskim.

W r. 1162 umarł Teobald w Kanterbury. Henryk II naznaczył natychmiast Tomasza Becketa na jego następcę i dał kapitule ostry rozkaz (!)) by kanclerza jego wybrała na prymasa Kościoła angielskiego. Mała jedynie liczba wyborców była przekonaną, że wybór Tomasza będzie korzystny dla Kościoła i zjedna mu przychylność króla; przeważna zaś ich część widziała w kanclerzu jedynie polityka, który Kościół wyda w ręce króla. Mimo to i ona uląkłszy się srogości króla poddała się bez oporu surowemu jego rozkazowi. Tomasza wybrano prawie jednogłośnie. Lecz Duch Święty to sprawił, że obawy katolików z powodu tego wyboru wbrew wszelkim oczekiwaniom nie spełniły się.

Podczas gdy Tomasz dotychczas grał rolę królewskiego ulubieńca, to po swym wyborze na arcybiskupa stał się doskonałym wzorem biskupa i księcia Kościoła. Odtąd nie było widać w skromnem jego mieszkaniu żadnego przepychu; kosztowną szatę kanclerską zamienił na surowy habit zakonny św. Benedykta; zamiast wykwintnych dotychczasowych uczt brał odtąd skromne pożywienie dobrowolnie ubogiego zakonnika. Po krótkim bardzo śnie przepędzał wszystek czas na modlitwie i nabożeństwie, na załatwianiu spraw urzędowych, na pielęgnowaniu chorych i ubogich i udoskonalaniu duchowieństwa.

Zaniepokojony w sumieniu niezwykłym swym wyborem udał się Tomasz do Francji na Sobór w Tours (1163), na którym uznany został wybór papieża Aleksandra III przeciwko wybranemu przez stronnictwo cesarskie Wiktorowi IV; złożył swą godność arcybiskupią u stóp papieża, lecz otrzymał ją na powrót od niego.

Żądanie przezeń zwrotu bezprawnie zabranych Kościołowi dóbr i łagodne postępowanie z przestępcami duchownymi, pobudziły króla do gniewu, tak że wystąpił teraz publicznie z ukrytym dotychczas swym zamiarem. Chciał on nie mniej, nie więcej, jak usunąć wpływ papieża na Kościół angielski i w swym ręku połączyć władzę świecką i kościelną. W tym celu zwołał stany duchowne i świeckie do Klarendonu i przedłożył im rozporządzenia królewskie w sprawach duchownych do podpisu. Tym sposobem miał Kościół zniżyć się do rzędu pozbawionego praw stowarzyszenia państwowego. Wszyscy biskupi sprzeciwiali się z początku niesłychanym tym zachciankom; lecz gdy król część ich pozyskał sobie obietnicami i pochlebstwami, drugą nastraszył groźbami lub uwiódł kłamliwemi przedstawieniami, poddali się prawie wszyscy woli króla; Tomasz jedynie z garstką wiernych nie przestawał protestować. Henryk II odparł szorstko: „Moja wola ma być waszem prawem!” Tomasz odrzekł grzecznie: „Władza królewska pochodzi od Boga i Bóg zażąda kiedyś rachunku z jej wykonywania”. Król aż zatrząsł się z gniewu na te słowa i uderzył ręką o miecz. Lecz Tomasz pozostał spokojny. Ale gdy biskupi go prosili i zaklinali, by ustąpił, by nie narażał swego i ich życia na niebezpieczeństwo, by nie zamącał pokoju w Kościele i państwie, zawahał się i z lękiem w sercu przyjął przedłożone mu artykuły, nie podpisując ich wszakże.Lecz wkrótce potem żałował Tomasz tego bardzo, a wdziawszy na się szaty pokutne, wyznał papieżowi swój błąd i objął dopiero wtedy na nowo zarząd diecezji, gdy otrzymał odeń przebaczenie. Ale teraz spadł na głowę jego straszny gniew królewski: Król powołał go przed sąd. Tomasz przybył na wezwanie. Zarzucono mu złamanie słowa, krzywoprzysięstwo, zdradę stanu…… Prymas odrzekł z godnością: „Oskarżono mnie tu o zdradę stanu. Lecz czyż nie wiecie już, jak gorliwie i wiernie służyłem dotychczas królowi i państwu? Któż odważy się zarzucić mi nieuczciwość, zbrodnię lub zaniedbywanie obowiązków moich? Żądacie ode mnie ścisłego rachunku z wydanych pieniędzy państwowych; a przecież jeszcze przed mem wyświęceniem potwierdziliście mi urzędownie, że przedłożone wam przeze mnie rachunki się zgadzają. Jak dawniej służyłem wiernie państwu i królowi, tak teraz służę i służyć będę aż do śmierci Kościołowi. Nie uznaję tego sądu królewskiego ani jego wyroku i apeluję do Papieża”. Po tych słowach opuścił salę sądową. Gdy ujrzał się przez wszystkich opuszczonym, a nawet że mu grozi niebezpieczeństwo, uszedł tejże nocy do Francji, gdzie go przyjął uprzejmie król Ludwik VII i obecny tamże papież Aleksander III.

Podczas gdy Tomasz z wygnania w listach swych usilnie zachęcał biskupów angielskich do obrony praw kościelnych, a katolicy całej Europy z zajęciem przyglądali się tej strasznej walce między władzą świecką a kościelną, srożył się król Henryk jak oszalały: zagarnął wszystkie dobra kościelne prymasa dla siebie, a odebrawszy krewnym – i przyjaciołom Tomasza ich majątki, wygnał ich z kraju, by smutnem ich położeniem zmusić prymasa do uległości. Lecz plan ten króla iście szatański rozbił się zupełnie o wytrwałe męstwo katolickiego tego księcia Kościoła. Żal mu było bardzo, a nawet płakał nad smutną dolą niewinnie wygnanych, lecz Kościoła nie zdradził. Tomasz rzucił w końcu na króla i jego doradców dawno już zasłużoną klątwę.

Papież tymczasem pracował roztropnie i rozumnie nad pogodzeniem się walczących stron. Po siedmiu dopiero latach zniósł Henryk II artykuły Klarendońskie i pozwolił Tomaszowi wrócić na stolicę arcybiskupią. Wjazd jego do Kanterbury był tryumfalny. Zbiegający się zewsząd lud chciał uczcić najlepiej zwycięzcę nad nielubianym królem. Lecz i nieprzyjaciele Tomasza zawrzeli gniewem i zemstą i podniecali wstrętnemi oszczerstwami gniew króla przeciw Tomaszowi tak bardzo, iż ten w złości wściekłej zawołał: „Tchórzów jedynie mam wokoło siebie; i żaden nie odważy się uwolnić mnie od tego szydzącego kapłana” I złe to słowo zły wydało owoc. Czterech pochlebców ze szlachty wytłumaczyło sobie te słowa jako wezwanie do użycia gwałtu. Udawszy się więc do Kanterbury i znalazłszy prymasa w kościele na nabożeństwie wieczornem, zagrozili mu śmiercią, gdyby nie zdjął natychmiast klątwy rzuconej przezeń na trzech dostojników. Tomasz odparł spokojnie: „Klątwy nie zdejmę; lecz gotów jestem własną krwią okupić spokój i wolność Kościoła” Potem poleciwszy swe owieczki, króla i ojczyznę opiece Matki Najświętszej i św. Dionizjusza, oddał pod razami morderców ducha swego w ręce Ojca niebieskiego w roku 1170.

Śmierć ta uwieńczyła zwycięstwem sprawę, dla której Tomasz tak bohatersko walczył. Okrzyk zgrozy, żal za Arcybiskupem, nienawiść ku królowi, przekleństwa na morderców rozlegały się po świecie. W oczach ludu angielskiego był zamordowany Świętym, a nieprzyjaciele jego stali się najgorliwszymi jego chwalcami. Król przeraził się tą zbrodnią i publiczną czynił pokutę przy grobie Świętego, który już po trzech latach ogłoszony został Świętym jako Męczennik za wolność Kościoła. Tysiącami pielgrzymował lud corocznie do grobu Świętego, zdobiąc go wotami za wysłuchanie modlitw. Skarby te kościelne przez trzysta lat składane na grobie Świętego, pobudziły chciwość ukoronowanego cudzołożnika Henryka VIII, który w r. 1538 ogłosił św. Tomasza zbrodniarzem, relikwie jego spalić, a wota na dwudziestu sześciu wozach do prywatnej swej kasy przewieźć kazał.

Legenda pochodzi z książki „Prawidła życia chrześcijańskiego dla każdego wieku i stanu”, ks. Ojciec Bitschnau, z rozdziału „Stan przełożonych: Obowiązki poddanych względem władzy świeckiej”



Legendy o świętych – Jak święci Szymon i Juda zwyciężyli czarnoksiężników babilońskich Legendy o świętych – Jak św. Wojciech męczennikiem został