Logo serwisu Biblia

Strona główna

Stary Testament

Nowy Testament

Święci wg alfabetu

Święci wg dat

Papieże

Legendy o świętych

Patroni

Ciekawostki

Różne artykuły

Inne strony katolickie

Mapa serwisu

Kontakt




© 2000–2018 barbara
Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved

Strona nie zawiera cookies




Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl


Legendy



O zburzeniu Jerozolimy

Józef powiada, że zburzenie Jerozolimy i rozproszenie Żydów było następstwem zbrodni zabójstwa Jakuba Sprawiedliwego. Ale nie tylko śmierć Jakuba była tego przyczyną, lecz przede wszystkim śmierć Pana, według tego, co On sam powiedział: Nie pozostanie w tobie kamień na kamieniu, ponieważ nie poznałaś czasu nawiedzenia twego. Ponieważ jednak Pan nie pragnie śmierci grzesznika – i aby oni sami nie mieli wymówki – czekał przez 40 lat na ich skruchę i nawoływał ich do pokuty przez apostołów, a najbardziej przez Jakuba, brata Pańskiego, który ciągle wśród nich głosił wiarę. Gdy zaś nie pomagały nawoływania, Pan chciał przynajmniej przerazić ich cudownymi znakami i dlatego w ciągu tych czterdziestu lat, które pozostawił im na pokutę, zdarzyło się wiele znaków i cudów. Tak opowiada Józef. Ukazała się wtedy błyszcząca gwiazda, która zdawała się zagrażać miastu na kształt miecza i przez cały rok płonęła swym złowrogim blaskiem. Pewnej zaś nocy w święto Paschy o godzinie dziewiątej w nocy taki blask otoczył świątynię i ołtarz, iż wszystkim wydawało się, że jest jasny dzień. W to samo święto jarka przyprowadzona na ofiarę nagle w rękach sług urodziła jagnię. Po kilku dniach przed zachodem słońca ujrzano w powietrzu w całej okolicy wozy i konie, a oddziały żołnierzy mieszały się z chmurami i tworząc niespodziewanie szyki otaczały miasto. Natomiast w święto zwane Pentekostes, gdy kapłani według zwyczaju udali się nocą do świątyni, aby odprawić nabożeństwo, uczuli nagle jakiś ruch i drżenie i usłyszeli głosy, które mówiły: Odejdźmy z tego miejsca! Na cztery lata przed wojną w święto Namiotów mąż pewien imieniem Jezus, syn Ananiasza, począł nagle krzyczeć: Głos od wschodu i zachodu, głos od czterech wiatrów, głos nad Jerozolimą i świątynią, głos nad oblubieńcami i oblubienicami, głos nad całym ludem! Pochwycono tedy owego męża, bito go i katowano, lecz on nic innego nie umiał powiedzieć, a im więcej go raniono, tym głośniej krzyczał.

Poprowadzono go wreszcie do sędziego, poddano srogim torturom i kaleczono go, aż ukazały się kości. On jednak nie błagał, ani nie wylewał łez, lecz wśród jęków w tych samych niemal słowach ciągle to samo powtarzał, dodając tylko: Biada, biada Jerozolimie. Wszystko to opowiada Józef.

Gdy zaś Żydzi mimo napomnień nie nawrócili się ani też nie przerazili się tak wieloma cudami, po 40 latach Pan posiał do Jerozolimy Wespazjana i Tytusa, którzy doszczętnie zniszczyli miasto. W pewnej zaś historii, co prawda apokryficznej, czytamy, jaka była przyczyna przybycia ich do Jerozolimy. Otóż Piłat widząc, że niewinnie skazał na śmierć Jezusa i obawiając się z tego powodu niełaski cesarza Tyberiusza, wysłał do niego posła imieniem Albanus, aby go przed cesarzem usprawiedliwił. W tym czasie Wespazjan otrzymał od Tyberiusza tron w Galacji, a ponieważ poseł Piłata na skutek nieprzychylnych wiatrów dopłynął właśnie do Galacji, więc przyprowadzono go przed Wespazjana. Panował tam zaś zwyczaj, że każdy, kto na wybrzeżach tego kraju uległ rozbiciu, jako niewolnik przechodził na własność księcia. Wespazjan więc zapytał Albana, kim jest, skąd przybywa i dokąd się udaje, on zaś rzekł: Pochodzę z Jerozolimy i stamtąd przybywam, a udaję się do Rzymu. Wtedy Wespazjan powiedział: Przybywasz z kraju uczonych, znasz sztukę lekarską, jesteś lekarzem, więc musisz mnie wyleczyć. Od dzieciństwa bowiem miał Wespazjan pewien rodzaj robaków w nosie i dlatego nazywano go Wespazjanem od słowa: »vespae«, to jest osy. Ale Albanus powiedział: Nie znam, panie, sztuki lekarskiej i dlatego nie potrafię cię wyleczyć. On zaś na to Jeśli mnie nie wyleczysz, zginiesz. Wtedy Albanus rzekł: Ten, który ślepym przywracał wzrok, wypędzał demony i wskrzeszał zmarłych, wie, że ja nie znam sztuki leczenia. Pyta tedy Wespazjan: O kimże to opowiadasz takie rzeczy? On zaś na to To Jezus Nazareński, którego Żydzi z zawiści zabili. Jeśli uwierzysz w Niego, dostąpisz łaski uzdrowienia. Wtedy Wespazjan rzekł: Wierzę, ponieważ ten, który zmarłych wskrzeszał, potrafi także mnie uwolnić od mej choroby. Skoro zaś to powiedział, osy wypadły z jego nosa i natychmiast odzyskał zdrowie.

Pełen wielkiej radości Wespazjan rzekł tedy: Pewien jestem, że ten, kto mnie uzdrowił, jest Synem Bożym. Jeśli więc cesarz mi pozwoli, wyruszę zbrojnie na Jerozolimę i zgładzę wszystkich tych, którzy Go zdradzili i zamordowali. Albanowi zaś, posłowi Piłata, powiedział: Pozwalam ci wrócić do domu, nie poniesiesz żadnej szkody na zdrowiu ani na mieniu. Następnie udał się do Rzymu i uzyskał od cesarza Tyberiusza zgodę na zniszczenie Judei i Jerozolimy. Później przez długie lata gromadził wojska, już za czasów cesarza Nerona, za którego Żydzi podnieśli bunt. Z tego też powodu kroniki mówią, że Wespazjan nie dla Chrystusa to uczynił, lecz dlatego, że Żydzi odmówili posłuszeństwa Rzymianom. Przybył więc Wespazjan z ogromnym wojskiem pod Jerozolimę i w sam dzień Paschy rozpoczął regularne oblężenie zamykając w mieście niezliczone tłumy przybyłych tam na uroczystości świąteczne. Jakiś czas przedtem, zanim jeszcze Wespazjan przybył pod Jerozolimę, Duch Święty natchnął wiernych, którzy tam się znajdowali, aby odeszli i osiedlili się w pewnym mieście za Jordanem, zwanym Pella; dopiero po odejściu tych świętych mężów kara niebios spaść miała na bezbożne miasto i zbrodniczy lud.

Najpierw jednak wojska Wespazjana obległy pewne miasto w Judei, zwane Jotapata. Wodzem i księciem był w nim Józef, który bronił się dzielnie wraz ze swoimi ludźmi. Widząc na koniec, że miasto się nie oprze, zebrał 11 Żydów i schronił się wraz z nimi do podziemnego domu. Tam po czterech dniach głodu wszyscy z wyjątkiem Józefa pragnęli już śmierci, aby nie wpaść w ręce Wespazjana. Chcieli więc nawzajem się pozabijać i krew swą złożyć Bogu w ofierze. Ponieważ zaś uważali Józefa za najgodniejszego wśród siebie, chcieli najpierw jego zabić, sądząc, że przelanie jego krwi prędzej przejedna Boga. Inna kronika powiada, że Żydzi woleli raczej wzajemnie się pozabijać niż poddać się Rzymianom. Józef jednak, który był mężem przezornym i wcale nie chciał umierać, sam siebie ustanowił sędzią śmierci i ofiary, a mianowicie rozkazał, aby parami między sobą losowali, który pierwszy ma umrzeć. Losy rzucone jednego po drugim skazywały na śmierć, aż na koniec pozostał tylko jeden z Żydów i ostatnie losowanie miało się odbyć pomiędzy nim a Józefem. Wtedy Józef, silny i zwinny, wyrwał mu miecz i kazał mu natychmiast, bez namysłu wybierać, co woli: życie czy śmierć. Przerażony Żyd odpowiedział: Wolałbym żyć, jeśli z twojej łaski mogę zachować życie.

Józef tedy rozmówił się potajemnie z pewnym zaufanym Wespazjana, którego sam też dobrze znał, i prosił go, aby darowano mu życie, i uzyskał spełnienie swej prośby. Gdy zaś przyprowadzono go przed Wespazjana, ten rzekł mu: Zasłużyłeś na śmierć, lecz prośby tego człowieka ocaliły cię. Józef zaś odrzekł: Co źle się stało, to może się na lepsze obrócić. Wespazjan na to Cóż może uczynić zwyciężony? Mogę coś uczynić – odparł Józef – jeśli przychylnie wysłuchasz moich słów. Mów więc – rzekł Wespazjan – a cokolwiek powiesz dobrego, spokojnie zostanie wysłuchane. Wtedy Józef powiedział: Cesarz rzymski umarł, a senat ciebie wybrał cesarzem. Na to Wespazjan: Jeśli jesteś prorokiem, dlaczego nie przepowiedziałeś temu miastu, że ja je zdobędę? Przez 40 dni przepowiadałem to – odrzekł Józef. Tymczasem przybyli posłowie z Rzymu, oznajmili Wespazjanowi, że został wyniesiony na tron cesarski, i poprowadzili go do Rzymu. Euzebiusz też poświadcza w swojej Kronice, że Józef przepowiedział Wespazjanowi śmierć cesarza i wyniesienie na tron.

Wespazjan pozostawił oblężenie Jerozolimy swemu synowi Tytusowi, ten zaś, jak czytamy w owej apokryficznej historii, usłyszawszy, że ojciec jego został cesarzem, uniósł się tak wielką radością, że nerwy jego skurczyły się i mróz go ogarnął, a z tego powodu dotknięty został bezwładem nogi. Józef dowiedziawszy się, że Tytus cierpi na paraliż, dopytywał się gorliwie o przyczynę i czas wystąpienia tej choroby. Przyczyny i istoty choroby nie znano, jasne tylko było, że Tytus zachorował wtedy, gdy usłyszał o wybraniu ojca cesarzem. Józef, który był człowiekiem przewidującym i mądrym, umiał z niewielu słów wiele zrozumieć. Tak tedy dowiedziawszy się, w jakiej chwili Tytus zachorował, pojął też przyczynę choroby, a mianowicie, że wielka radość spowodowała kalectwo. Sądził przeto, że przeciwne uczucie wywoła przeciwny skutek, a zatem cierpienie, spowodowane radością, ustąpi pod wpływem smutku. Począł więc szukać kogoś, kto by księciu był najbardziej niemiły. Był tam zaś pewien niewolnik, którego Tytus tak bardzo nie cierpiał, że nie mógł bez gwałtownego wstrętu ani spojrzeć na niego, ani nawet usłyszeć jego imienia. Józef powiedział więc Tytusowi: Jeśli pragniesz wyzdrowieć, musisz obdarzyć wolnością wszystkich, którzy przybędą w moim orszaku. Na to Tytus odrzekł: Ktokolwiek z tobą przybędzie, będzie bezpieczny i wolny. Wtedy Józef kazał szybko przygotować śniadanie i umieścić swój stół naprzeciw stołu Tytusa, a owemu niewolnikowi kazał usiąść po swej prawej stronie. Ujrzawszy go Tytus zadrżał przejęty wstrętem i jak przedtem z wielkiej radości mróz go objął, tak teraz zapłonął ogniem wściekłości, a wtedy nerwy jego rozluźniły się i poczuł się zdrowym. Później Tytus obdarzył owego niewolnika swą łaską, a Józefa przyjaźnią. Czy zaś należy opowiadać treść tej apokryficznej historii, pozostawiamy uznaniu czytelnika.

Tytus przez dwa lata oblegał Jerozolimę. Oblężonych dręczyły srodze różne nieszczęścia, a między innymi tak straszny głód, że rodzice dzieciom, a dzieci rodzicom, mężowie żonom, a żony mężom wyrywały pożywienie już nie tylko z rąk, ale nawet z ust. Dorośli młodzieńcy błądzili jak widma po drogach i padali martwi z głodu. Ci, co grzebali zmarłych, często sami przy tym umierali i padali na nich. Ponieważ odór rozkładających się ciał stawał się nieznośny, więc grzebano je na koszt publiczny, gdy jednak skarb się wyczerpywał, a liczba trupów wzrastała, poczęto wyrzucać je za mury miasta. Pewnego razu Tytus objeżdżając miasto ujrzał rowy pełne trupów, a widząc, że cala okolica zatruta jest ich wonią, ze łzami wzniósł ręce do nieba i rzekł: Boże, ty widzisz, że ja tego nie uczyniłem! Głód zaś wśród oblężonych stawał się tak wielki, że zjadali oni swoje obuwie i rzemyki od butów. W Historii kościelnej czytamy, że do domu pewnej bogatej niewiasty znakomitego rodu wdarli się rozbójnicy i zrabowali jej wszystko, nie pozostawiając jej nic do jedzenia. Wówczas ona trzymając na rękach niemowlę rzekła: Synu nieszczęśliwszy od nieszczęśliwej matki, dla kogo mam cię zachować wśród wojny, głodu i rozboju? Chodź więc teraz, mój synu, stań się pokarmem twej matki, hańbą dla rozbójników, straszną opowieścią dla przyszłych czasów! Powiedziawszy to zabiła dziecko, ugotowała je i zjadła połowę, drugą zaś połowę schowała. Tymczasem rozbójnicy poczuwszy zapach gotowanego mięsa wtargnęli znów do domu i zagrozili kobiecie śmiercią, jeśli nie odda im mięsa. Ona wówczas wyciągając członki dziecka rzekła: Oto najlepsza część, którą zachowałam dla was! Takie przerażenie ogarnęło ich wtedy, że nie mogli przemówić. Kobieta zaś powiedziała: To mój syn i mój grzech! Jedzcie spokojnie, bo ja pierwsza jadłam to co urodziłam. Czyż chcecie być lepsi od matki i wrażliwsi od kobiety? Jeśli jednak ludzkie uczucia nie pozwalają wam na to i boicie się, to ja zjem wszystko tak, jak już zjadłam połowę! Słysząc to zbójcy odeszli przerażeni i drżący.

Wreszcie w drugim roku panowania Wespazjana Tytus zdobył i zburzył Jerozolimę, a świątynię zrównał z ziemią. I jak Żydzi kupili Chrystusa za 30 srebrników, tak on sprzedawał ich po trzydziestu za jednego srebrnika. Józef opowiada, że 97 tysięcy Żydów zostało sprzedanych, a 110 tysięcy zginęło od miecza i głodu. Czytamy także, że Tytus wszedłszy do Jerozolimy ujrzał jakiś gruby mur i kazał go przebić. Gdy uczyniono w nim wyłom, ujrzano wewnątrz jakiegoś starca o siwych włosach i wyglądzie bardzo czcigodnym. Zapytany, kim jest, odpowiedział, że nazywa się Józef, pochodzi z miasta żydowskiego Arymatei i że Żydzi zamknęli go tam i zamurowali, ponieważ on pogrzebał Chrystusa. Dodał także, że od tego czasu żywił się pokarmem niebiańskim, a światło Boże dodawało mu sił. Jednak w Ewangelii Nikodema czytamy, że chociaż Żydzi zamknęli go tam, Chrystus po swym zmartwychwstaniu uwolnił go i zaprowadził do Arymatei. Można więc powiedzieć, że Żydzi zamknęli go ponownie, ponieważ nieprzerwanie nauczał wiary Chrystusowej.

Po śmierci Wespazjana władzę po nim objął syn jego Tytus. Był to mąż bardzo łagodny, pobłażliwy i dobry. Euzebiusz z Cezarei opowiada o nim w swej Kronice, a potwierdza to też Hieronim, że jeśli jakiegoś wieczora uprzytomnił sobie, że w ciągu dnia nie zrobił nic dobrego ani też nic nikomu nie ofiarował, mawiał: Przyjaciele, straciłem dzień.

Po długim czasie jacyś Żydzi zapragnęli odbudować Jerozolimę. Pierwszego ranka jednak, gdy wyszli, ujrzeli, że rosa, która spadła, utworzyła liczne krzyże. Przestraszeni uciekli, lecz następnego dnia powrócili i wtedy każdy z nich, jak powiada Miletus w Kronice, zobaczył na swej szacie umieszczone krwawe krzyże. Przerażeni rzucili się więc znów do ucieczki. Trzeciego dnia zaś spłonęli wszyscy w ogniu i dymie, który wydobył się z ziemi.

Fragmenty ze „Złotej legendy” Jakuba de Voragine, „Legenda na dzień świętego Jakuba Młodszego apostoła”



Legendy o świętych – Jak św. Jacek pomagał ludziom Legendy o świętych – Jak św. Jakub Starszy nawracał Hiszpanię