Logo serwisu Biblia

Strona główna

Stary Testament

Nowy Testament

Święci wg alfabetu

Święci wg dat

Papieże

Legendy o świętych

Patroni

Ciekawostki

Różne artykuły

Inne strony katolickie

Mapa serwisu

Kontakt




© 2000–2017 barbara
Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved

Strona nie zawiera cookies





Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl


Legendy



O Wniebowzięciu

O sposobie, w jaki dokonało się Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny, dowiadujemy się z pewnej apokryficznej książeczki, którą przypisuje się Janowi ewangeliście.

Gdy apostołowie rozeszli się na wszystkie strony świata, aby nauczać wiary, Najświętsza Panna pozostała w swym domu opodal góry Syjon. Podobno z wielką pobożnością odwiedzała wszystkie miejsca, w których Syn jej przebywał, a więc miejsce chrztu, postu, modlitw, męki, pogrzebania, zmartwychwstania i wniebowstąpienia. Epifaniusz powiada, że po wniebowstąpieniu Syna żyła jeszcze 24 lata. Pisze on też, że Najświętsza Panna miała lat 14, gdy poczęła Chrystusa, a w 15 roku życia urodziła Go. Następnie przeżyła wraz z Nim 33 lata, a po śmierci Chrystusa żyła jeszcze lat 24 Według tych obliczeń miała więc umierając 72 lata. Prawdopodobniejsze jednak wydaje się to co czytamy w innych księgach, że Maryja przeżyła Syna o 12 lat, a zatem w sześćdziesiątym roku życia wzięta została do nieba. Przez tyle lat bowiem apostołowie nauczali w Judei i w sąsiednich krajach, jak to podaje Historia kościelna.

Otóż pewnego dnia Najświętsza Panna uczuła w sercu tak bolesną tęsknotę za Synem i tak wzruszyła się jej dusza, że obfite łzy popłynęły z Jej oczu, bo nie mogła już spokojnie doczekać się pociechy, jakiej pragnęła w swym oddaleniu od Syna. A oto stanął obok niej anioł w wielkiej światłości i pozdrowił ją z największą czcią jako Matkę swego Pana. Bądź pozdrowiona – rzekł – błogosławiona Maryjo, i przyjm błogosławieństwo od Tego, który błogosławił Jakuba. Oto przynoszę ci, Pani, gałązkę palmową z raju. Każ ją nieść przed twoimi marami, bo za trzy dni dusza twoja zostanie zabrana z ciała, gdyż Syn twój oczekuje ciebie i przyjmie cię z czcią najgłębszą jako swą Matkę. Maryja zaś odrzekła: Jeśli znalazłam łaskę w twoich oczach, proszę cię, racz wyjawić mi twoje imię. Z całego jednak serca błagam o to aby moi synowie i bracia, apostołowie, wszyscy się przy mnie zebrali, abym ich jeszcze przed śmiercią ujrzała cielesnymi oczyma. Pragnę w ich obecności oddać duszę Bogu i aby oni mogli mnie złożyć do grobu. Błagam cię też i zaklinam, aby dusza moja opuszczając ciało nie widziała żadnego złego ducha, aby moc szatańska nie zaszła mi drogi. Anioł na to odpowiedział: Dlaczego pragniesz, Pani, znać moje imię, które jest wielkie i przedziwne? Ale dziś jeszcze przybędą i zbiorą się koło ciebie apostołowie. Oni przygotują ci godne obrzędy pogrzebowe i będą przy tobie, gdy będziesz umierać. Ten bowiem, który niegdyś za włosy przeniósł proroka z Judei do Babilonu, potrafi teraz bez wątpienia w jednej chwili sprowadzić do ciebie apostołów. A dlaczego lękasz się ujrzeć złego ducha, chociaż ty zetrzesz głowę jego i pokonasz go mocą swej potęgi? Niech się jednak stanie wola twoja, nie ujrzysz złych duchów. Powiedziawszy to anioł wśród wielkiej światłości wzniósł się do nieba. Palma zaś jaśniała promiennym blaskiem, była zielona jak świeża gałązka, a liście jej błyszczały jak gwiazdy poranne.

Tymczasem Jan nauczał w Efezie, gdy nagle niebo zagrzmiało, biała chmura spłynęła na ziemię, porwała apostoła i postawiła go przed drzwiami domu Maryi. Zapukał tedy do drzwi i wszedłszy czysty młodzieniec z czcią wielką pozdrowił Dziewicę. Ujrzawszy go Maryja uradowała i zdumiała się wielce, a nie mogąc z wielkiej radości powstrzymać łez rzekła: Janie, synu mój, pamiętaj o słowach twego Mistrza, który uczynił mnie twoją matką i dał mi ciebie za syna. Oto teraz Pan wezwał mnie, abym dopełniła ostatniego okresu ziemskiego żywota. Ciało moje tobie oddaję w opiekę. Słyszałam bowiem, że Żydzi zebrali się na naradę i mówili: Poczekajmy, bracia, aż umrze ta, która nosiła Jezusa; wtedy od razu porwiemy jej ciało, wrzucimy je w ogień i spalimy. Każ więc nieść tę palmę przed moimi marami, gdy poprowadzisz moje ciało do grobu. Jan zaś odrzekł: O gdybyż tu byli wszyscy moi bracia apostołowie, abyśmy mogli razem godnie dla Ciebie przygotować pogrzeb i oddać Ci należną chwałę! W chwili zaś, gdy to mówił, chmury porwały apostołów z wszystkich miejsc, gdzie nauczali, i przyniosły ich przed drzwi domu Maryi. Oni zaś widząc, że wszyscy razem się zebrali, dziwili się bardzo i mówili: Dla jakiejże przyczyny Pan zgromadził nas wszystkich tutaj? Jan tedy wyszedł do nich i oznajmił im, że Pani ma odejść z tego świata, następnie zaś dodał: Uważajcie, bracia, aby nikt nie opłakiwał Jej, gdy umrze, gdyż lud widząc to popadłby w rozterkę i mówił: Oto ci, którzy innych uczą o zmartwychwstaniu, a jednak sami boją się śmierci.

Najświętsza Maryja Panna zaś ujrzawszy wszystkich apostołów zgromadzonych błogosławiła Pana. Następnie zasiadła w pośrodku: nich przy świetle płonących lamp i świeczników. Około trzeciej godziny w nocy przyszedł Jezus, a z Nim zastępy aniołów, wyznawców, męczenników i dziewic. Niebiańskie te chóry ustawiły się przed tronem Dziewicy i rozpoczęły słodkie pienia. Z wspomnianej książeczki przypisywanej św. Janowi możemy się dowiedzieć, jak brzmiały owe pogrzebowe pieśni. Najpierw oto sam Jezus zaintonował te słowa: Pójdź, wybrana moja, posadzę cię na tronie moim, bo pragnę piękności twojej. Ona zaś odparła: Gotowe jest serce moje, Panie, gotowe jest serce moje. Wtedy wszyscy, którzy przybyli z Jezusem, zaśpiewali słodko: Oto jest ta, której łoże nie zaznało grzechu, otrzyma więc owoc, którym rzeźwią się święte dusze! A Maryja zaśpiewała o sobie samej: Niech wszystkie pokolenia zowią mnie błogosławioną, bo wielkie rzeczy uczynił dla mnie Ten, który jest potężny i święte Imię Jego. Na to pierwszy z niebiańskich śpiewaków zaśpiewał donośnie: Pójdź z Libanu, małżonko moja, pójdź z Libanu, albowiem otrzymasz koronę. Maryja zaś odpowiedziała: Oto idę, ponieważ na początku księgi o mnie jest napisane, iż mam spełnić wolę Twoją, Boże, bo uradował się duch mój w Tobie, Boże, Zbawicielu moim. Wtedy dusza Maryi opuściła ciało i uleciała w ramiona Syna, a wyszła z ciała bez bólu cielesnego, tak jak żyła bez żadnej zmazy. Pan zaś rzekł apostołom: Zanieście ciało Matki-Dziewicy do doliny Jozafata i złóżcie je w nowym grobie, który tam znajdziecie. Potem oczekujcie mnie tam, gdyż wrócę do was za trzy dni. Natychmiast otoczyły Maryję kwiaty czerwonych róż, a były to zastępy męczenników i białe chóry aniołów, wyznawców i dziewic. Apostołowie zaś wołali za nią: Dokąd odchodzisz, Panno roztropna? Pamiętaj o nas, o Pani!

Ci zaś aniołowie, którzy pozostali w niebie, słysząc śpiew całego orszaku wstępujących w górę zdziwieni wyszli szybko naprzeciw, a widząc, że Król ich niesie w ramionach duszę niewiasty, a ona wspiera się na Nim, zdumieni wielce poczęli wołać: Kim jest ta, która nadchodzi z pustyni, pełna rozkoszy wsparta na swym Umiłowanym? Towarzysze zaś odpowiedzieli im: To najpiękniejsza z cór Jeruzalem, pełna, jak widzicie, dobroci i miłości. Tak więc w niebie przyjęto Ją z radością i umieszczono na tronie chwały po prawicy Syna. Apostołowie zaś widzieli duszę Maryi tak jaśniejącą, że język żadnego człowieka nie potrafi tego opisać. Gdy zaś trzy dziewice, które się tam znajdowały, odkryły ciało Maryi, aby je umyć, natychmiast ciało zajaśniało takim blaskiem, że wprawdzie mogły go dotykać myjąc, ale nie mogły go widzieć. I światłość owa błyszczała tak długo, dopóki nie umyły ciała. Apostołowie zaś z wielkim uszanowaniem podjęli je, złożyli na marach, a Jan rzekł do Piotra: Ty, Piotrze, poniesiesz tę palmę przed marami, ponieważ Pan wyniósł ciebie ponad innych i ustanowił cię pasterzem swych owiec. Piotr jednak odrzekł: Tobie raczej przystoi ją nieść, bo w czystości swojej zostałeś wybrany przez Pana; jest więc rzeczą słuszną, aby czysty młodzieniec niósł palmę przed Dziewicą. Ty zasłużyłeś sobie na to aby spoczywać na piersi Pana, i dlatego więcej niż inni piłeś ze źródła łaski i mądrości. Sprawiedliwie więc będzie, jeśli ten, który więcej łask otrzymał od Syna, więcej też czci odda Dziewicy. Ty zatem powinieneś nieść ową palmę światłości przy świętym pogrzebie, bo piłeś napój niebiański ze źródła wiekuistej jasności. Ja poniosę święte ciało na marach, a inni bracia otoczą je i śpiewać będą dziękczynienie Bogu. Paweł zaś rzekł doń: I ja, najmniejszy z was wszystkich, poniosę mary wraz z tobą.

Piotr i Paweł unieśli więc mary, a Piotr rozpoczął śpiewy tymi słowy: Wyszedł Izrael z Egiptu, alleluja. Inni apostołowie słodko podjęli śpiew, a Pan okrył chmurą mary i apostołów, tak że zupełnie nie było ich widać, a tylko słychać było głosy. Towarzyszyli orszakowi aniołowie śpiewając wraz z apostołami i napełniali całą ziemię dźwiękiem przedziwnej piękności. W mieście tedy wszyscy poruszeni przepięknym brzmieniem pieśni wyszli co prędzej pytając ciekawie, co to się dzieje. Znalazł się zaś ktoś, kto im odpowiedział: To uczniowie Jezusa niosą ciało Maryi i wkoło niej śpiewają pieśni, które słyszycie. Wtedy rzucili się wszyscy do broni i nawoływali się nawzajem krzycząc: Chodźcie, zabijmy wszystkich uczniów, a ciało to które nosiło owego oszusta, spalmy w ogniu! Najwyższy kapłan zaś, widząc to zdumiał się wielce i rozgniewany rzekł: Oto jest naczynie, z którego wyszedł Ten, co wprowadził zamieszanie wśród nas i naszego ludu – a jaką teraz chwałą jest otoczone! Mówiąc to wyciągnął rękę do mar, chcąc je przewrócić i ściągnąć na ziemię. W tej chwili jednak obie ręce nagle uschły i zaczepiły się o mary, tak że zawisł na nich rękoma i krzyczał z wielkiego bólu. Pozostały zaś lud został przez aniołów ukrytych w chmurach dotknięty ślepotą. Najwyższy kapłan krzyczał głośno i wołał: Święty Piotrze, nie gardź mną w mojej niedoli, błagam cię, módl się za mnie do Pana, pamiętaj, co jesteś mi winien, bo niegdyś stanąłem po twojej stronie i gdy odźwierna cię oskarżała, ja ci wybaczyłem! Piotr zaś odparł: Jesteśmy teraz zajęci pogrzebem Pani naszej i nie możemy myśleć o uzdrowieniu ciebie. Jeśli jednak uwierzysz w Pana naszego Jezusa Chrystusa i w Tę, która Go nosiła, to mam nadzieję, że dostąpisz natychmiast łaski uzdrowienia. Na to najwyższy kapłan rzekł: Wierzę, że Jezus jest prawdziwym Synem Bożym, a tu leży Najświętsza Matka Jego. W tej chwili ręce jego oderwały się od mar, były jednak w dalszym ciągu suche i ból gwałtowny nie ustępował. Wtedy Piotr rzekł: Ucałuj mary i powiedz: Wierzę w Boga Jezusa Chrystusa, którego to ciało nosiło, a po Jego urodzeniu dziewiczym pozostało. Skoro tylko najwyższy kapłan to uczynił i powiedział, natychmiast powróciło mu dawne zdrowie, Piotr zaś rzekł doń: Weź tę palmę z ręki brata naszego Jana i unieś ją nad ociemniałym ludem. Kto uwierzy, ten odzyska wzrok, kto zaś nie zechce uwierzyć, ten na zawsze pozostanie ślepy. Następnie apostołowie ponieśli Maryję, złożyli Ją w grobie i usiedli obok, jak im Pan rozkazał.

Trzeciego dnia zaś Jezus przybył z orszakiem aniołów i pozdrowił ich słowy: Pokój z wami. Oni zaś odpowiedzieli: Chwała Tobie, Boże jedyny, który sprawiasz wielkie cuda. Pan tedy rzekł apostołom: Jak się wam wydaje, jaką łaskę i cześć winienem teraz oddać mojej Rodzicielce? Oni zaś odrzekli: My, słudzy Twoi, Panie, sądzimy, że jak Ty zwyciężywszy śmierć królujesz w wieczności, tak wskrzesisz ciało Matki Twojej, Jezu, i umieścisz je na wieki po prawicy Twojej. Wówczas Pan skinął i natychmiast zjawił się archanioł Michał i przyniósł duszę Maryi przed Pana. Zbawca zaś w te odezwał się słowa: Wstań, najbliższa moja, gołębico moja, domu chwały, naczynie życia, świątynio niebieska – jak za życia ciało twoje nie zaznało zmazy, tak i w grobie nie ulegnie zniszczeniu. Wtedy dusza Maryi wstąpiła w ciało, wyszła z grobu pełna chwały i wzniosła się do niebiańskiej siedziby, prowadząc ze sobą chóry anielskie. Tomasz zaś nie był obecny, a wróciwszy nie chciał w to wszystko uwierzyć. Wtedy nagle z nieba spadł doń nieuszkodzony zupełnie pasek, którym Maryja była przewiązana, na znak dla niego, iż wraz z ciałem została wzięta do nieba.

Wszystko, co tu zostało opowiedziane, jest to historia apokryficzna. Hieronim jednak w liście czy też w mowie do Pauli i Eustochium tak powiada: Książeczkę tę należy bez wątpienia uważać za apokryficzną. Niemniej są w niej pewne rzeczy godne wiary i potwierdzone przez świętych, a jest ich dziewięć, mianowicie: że świętej Dziewicy została przyrzeczona pociecha i ta obietnica była spełniona, że zebrali się przy niej wszyscy apostołowie, że zmarła bez cierpień, że grób dla niej przygotowany był w dolinie Jozafata. Następnie prawdą był uroczysty pogrzeb, przybycie Chrystusa i całego dworu niebieskiego, wrogie wystąpienie Żydów, rozmaitość cudów dla wielu przyczyn, a wreszcie zabranie duszy wraz z ciałem do nieba. Poza tym jednak znajdują się w niej różne rzeczy, które są raczej legendą niż prawdą, jak na przykład, że Tomasz nie był przy tym obecny, a wróciwszy wątpił, i temu podobne oczywiste zmyślenia, które raczej należy odrzucić, niż uważać je za fakty. Podobno jednak szaty Maryi pozostały w grobie na pociechę wiernych. Dlatego też o części ich opowiadają cud następujący: Gdy wódz Normanów oblegał miasto Chartres, biskup tamtejszy wziął suknię Maryi Panny, która tam była przechowywana, założył ją na włócznię jak sztandar i wyszedł odważnie na czele ludu naprzeciw wrogowi. Wtedy natychmiast całe wojsko nieprzyjacielskie porażone zostało ślepotą i szaleństwem, tak że wszyscy stali drżący i przerażeni. Gdy ludzie z miasta ujrzeli to chcieli jeszcze czegoś więcej niż to co Pan Bóg sprawił, i okrutnie zaczęli mordować wrogów. To jednak nie spodobało się widocznie Maryi Pannie, bo szata jej natychmiast zniknęła, a wrogowie odzyskali wzrok…

Był pewien duchowny, pobożny czciciel Najświętszej Maryi Panny, który usiłował Ją pocieszyć w Jej smutku z powodu pięciu ran Chrystusa i codziennie powtarzał te słowa: Ciesz się, Boża Rodzicielko, Dziewico Niepokalana, ciesz się, ponieważ otrzymałaś radość wielką od anioła, ciesz się, która poczęłaś i urodziłaś światłość wiekuistej jasności, ciesz się, Matko, ciesz się, święta Boża Rodzicielko! Ty jedna jesteś Matką bez zmazy, ciebie chwali każde stworzenie, Rodzicielko światła, módl się za nami w wieczności, błagamy cię, Orędowniczko nasza! Gdy zaś pewnego razu zachorował i czuł, że zbliża się jego koniec, poczuł wielką trwogę. Wówczas ukazała mu się święta Dziewica i rzekła: Dlaczego, synu mój, tak bardzo drżysz z trwogi, ty, który tyle razy zwiastowałeś mi radość? Ciesz się i ty i pójdź ze mną, abyś na wieki mógł się radować!

Pewien rycerz, bardzo zamożny i bogaty, w swej wielkiej wobec wszystkich hojności roztrwonił cały majątek i popadł w taką nędzę, że brak mu było najbłahszych rzeczy, choć zwykł był wielkie rozdawać. Miał on zaś za żonę pewną kobietę bardzo skromną, która żywiła wielkie nabożeństwo do Najświętszej Panny. Tymczasem zbliżał się uroczysty dzień, w którym ów rycerz miał zwyczaj rozdawać liczne dary. Ponieważ jednak nie miał już nic, co mógłby ofiarować, więc z wielkiego wstydu szukał w odległym jakimś miejscu samotności, która jest przyjaciółką smutku, aby tam opłakiwać swe niepowodzenia i ukryć się przed hańbą. Chciał tam pozostać, dopóki ów dzień uroczysty nie minie. Lecz oto nagle zbliżył się do niego jakiś straszny koń, na którym siedział jeździec o jeszcze bardziej przerażającym wyglądzie. Jeździec ów przemówił do rycerza i zapytał go o przyczynę tak wielkiego smutku. Gdy zaś ten opowiedział mu po kolei wszystko, co mu się zdarzyło, rzekł: Jeśli zechcesz w pewnej niewielkiej sprawie być mi posłusznym, to zdobędziesz jeszcze większą sławę i bogactwo, niż miałeś poprzednio.

Przyrzekł więc rycerz księciu ciemności, że uczyni chętnie wszystko, czego od niego żąda, byleby tylko wypełnił swoje obietnice. Ów zaś rzekł: Idź teraz do twego domu i szukaj w takim a takim miejscu, znajdziesz tam tyle a tyle złota, srebra i drogich kamieni. W zamian zaś za to w określonym dniu przyprowadzisz tu do mnie twoją żonę! Obiecawszy to rycerz wrócił do domu, a szukając we wskazanym miejscu znalazł wszystko, jak to było powiedziane. Kupił zatem pałace, rozdał dary, wykupił pola i zebrał niewolników. W oznaczonym zaś dniu przywołał swoją żonę i rzekł: Wsiądź na konia, ponieważ musisz udać się ze mną w daleką drogę! Ona zaś drżąc z trwogi, ale nie śmiejąc się sprzeciwić woli męża pobożnie poleciła się Najświętszej Pannie i udała się za nim w drogę. Gdy już znacznie się oddalili, spotkali na swej drodze pewien kościół. Kobieta tedy zeszła z konia i weszła do kościoła, a mąż oczekiwał na zewnątrz. Gdy zaś w kościele znowu pobożnie oddawała się w opiekę Matki Bożej, nagle zasnęła. Wówczas Najświętsza Panna podobna zupełnie z ubrania i postawy do owej niewiasty zeszła z ołtarza, wyszła z kościoła i wsiadła na konia, podczas gdy tamta pozostała w kościele uśpiona. Rycerz natomiast sądząc, że to jego żona, ruszył w dalszą drogę.

Skoro tylko przybyli na umówione miejsce, zjawił się w wielkim pędzie książę ciemności i począł spiesznie zbliżać się do nich. Nagle jednak zadrżał i dygocąc ze strachu nie śmiał podejść bliżej, tylko rzekł do rycerza: Ty niewierny człowieku, dlaczego mnie tak oszukałeś i za tyle dobrodziejstw tak mi się odwdzięczyłeś? Powiedziałem ci przecież, abyś przyprowadził do mnie twoją żonę, a ty przywiodłeś tu Maryję! Twoja żona wyrządziła mi wiele krzywd, dlatego chciałem na niej wywrzeć swą zemstę. Ty zaś przyprowadziłeś do mnie tę oto, która będzie mnie dręczyć i odeśle mnie do piekła. Słysząc to mąż zdumiał się wielce i ze strachu i zdziwienia wcale nie mógł przemówić, ale Matka Boska rzekła: Zły duchu, jakże mogłeś być tak zuchwały, aby chcieć wyrządzić krzywdę tej, która mnie cześć oddaje? Nie ujdzie ci to bezkarnie! Oto wydaję taki wyrok na ciebie: Zejdziesz teraz do piekła i nie odważysz się już nigdy w niczym szkodzić temu, kto mnie pobożnie wzywa! Wtedy diabeł z wielkim jękiem uciekł, a rycerz zsiadłszy z konia rzucił się do stóp Maryi. Święta Dziewica zaś surowo go skarciwszy kazała mu wrócić do żony, która dotąd jeszcze spała w kościele, a wszystkie diabelskie bogactwa wyrzucić. Wrócił więc rycerz, znalazł swoją żonę śpiącą, zbudził ją i opowiedział jej wszystko, co mu się zdarzyło. Następnie wrócili do domu i wyrzucili wszystkie diabelskie bogactwa. Od tego czasu żyli bardzo pobożnie ku chwale świętej Panienki, a za jej przyczyną zyskali znów później wielki majątek.

Pewien człowiek, obciążony wielkim brzemieniem grzechów, miał widzenie, podczas którego znalazł się przed sądem Bożym. Był tam też szatan, który mówił: Nie macie żadnego prawa do tej duszy, należy ona do mnie, mogę to udowodnić urzędowym dokumentem! Pan tedy rzekł doń: Gdzie jest twój dokument? On zaś odparł: Dokumentem moim jest to co Ty własnymi usty powiedziałeś i ustanowiłeś na wieki. Powiedziałeś bowiem: O jakiejkolwiek porze spożywać będziecie, śmiercią umrzecie. Ponieważ zaś ten człowiek pochodzi z rodu tych, którzy jedli owoc zakazany, więc na mocy owego prawa i wyroku winien umrzeć wraz ze mną. Rzekł tedy Pan: Człowieku, pozwalam ci przemówić w twej obronie. On jednak milczał. Diabeł zaś rzekł znowu: Moja jest także ta dusza z tytułu przedawnienia, ponieważ posiadałem ją już przez 30 lat i była mi posłuszna jak mój własny sługa. I znowu człowiek ów milczał. Diabeł zaś mówił dalej: Moja jest także dlatego, że chociaż spełniała jakieś dobre uczynki, to jednak jej grzechy nieporównanie były liczniejsze niż czyny dobre. Pan przeto nie chcąc zbyt szybko wydawać wyroku na człowieka, dał mu osiem dni czasu, po których miał się zjawić przed sądem i zdać rachunek z wszystkiego.

Gdy więc człowiek przerażony i drżący odszedł sprzed oblicza Pana, jakaś postać zastąpiła mu drogę, pytając o powód jego smutku. Skoro zaś opowiedział jej wszystko po porządku, rzekła: Nie trwóż się, nie lękaj, bo ja wspomogę cię skutecznie w pierwszej sprawie. Zapytana zaś o imię powiedziała: Na imię mi Prawda. Później spotkał jeszcze drugą postać, która obiecała pomóc mu skutecznie w drugiej sprawie, a zapytana o imię odparła: Nazywam się Sprawiedliwość. Ósmego dnia więc przybył znowu na sąd, a diabeł powtórzył swój pierwszy argument. Wtedy Prawda rzekła w odpowiedzi: Znamy dwa rodzaje śmierci: śmierć cielesną i potępienie. Prawo zaś, na które ty się, szatanie, powołujesz, nie mówi o potępieniu, ale o śmierci ciała. Wynika więc z tego jasno, że wszyscy podlegają temu wyrokowi, czyli muszą umrzeć śmiercią cielesną, nie muszą jednak spłonąć w ogniu wiecznego potępienia. O ile bowiem śmierć cielesna została już na wieki postanowiona, o tyle śmierć duszy została przez krew Chrystusa cofnięta. Diabeł widząc, że jego pierwszy argument został obalony, wystąpił z drugim, wtedy jednak zjawiła się Sprawiedliwość i w ten sposób nań odpowiedziała: To prawda, że przez wiele lat miałeś go za sługę, ale rozum jego zawsze był temu przeciwny, zawsze szemrał, że służy tak okrutnemu panu. Ponieważ zaś przy trzecim zarzucie diabła grzesznik nie miał już orędownika, Pan rzekł: Połóżcie na wadze wszystkie jego złe i dobre uczynki. Wtedy Prawda i Sprawiedliwość powiedziały grzesznikowi: Zwróć się teraz całym sercem do Matki miłosierdzia, która siedzi obok Pana, i wzywaj Jej pomocy. Gdy zaś to uczynił, Maryja Panna przybyła mu z pomocą i położyła rękę na wadze z tej strony, gdzie leżały jego nieliczne dobre uczynki. Diabeł usiłował ściągnąć wagę z drugiej strony, lecz Matka miłosierdzia przeważyła i uwolniła grzesznika. On zaś wróciwszy do siebie zmienił swoje postępowanie i poprawił się…

Pewni mnisi stali raz przed świtem nad rzeką i zabawiali się plotkami i bezmyślnymi rozmowami. Wtedy usłyszeli, że jacyś wioślarze wielkim pędem płyną po rzece, spytali ich więc: Kim jesteście ? Oni zaś odrzekli: Jesteśmy diabły i wieziemy do piekła duszę Ebroina, zarządcy domu króla Franków, który zbiegł z klasztoru św. Galla. Słysząc to mnisi przerazili się gwałtownie i krzyknęli głośno: Święta Maryjo, módl się za nami! Diabły zaś na to Dobrze, żeście wezwali Maryi, chcieliśmy was bowiem rozszarpać i potopić, ponieważ widzieliśmy, że płocho i nie w porę opowiadacie sobie bajki. Wtedy mnisi powrócili do klasztoru, diabły zaś pospieszyły do piekła.

Był raz pewien mnich bardzo rozpustny, miał jednak wielkie nabożeństwo do Matki Boskiej. Pewnej nocy, gdy jak zwykle szedł, aby grzeszyć, pozdrowił świętą Dziewicę, przechodząc obok jej ołtarza, a następnie wyszedł z kościoła. W drodze chciał przeprawić się przez pewną rzekę, ale wpadł do wody i utonął. Duszę jego natychmiast porwały diabły, zjawili się jednak aniołowie i uwolnili ją. Diabły tedy rzekły: Po coście tu przyszli? Nic wam do tej duszy! W tej chwili zjawiła się Maryja Panna i zgromiła ich za to że odważyli się porwać duszę, która do niej należy. Diabły zaś rzekły: Znaleźliśmy go w chwili, gdy zakończył życie obciążony grzechami. Maryja jednak odparła im: Nieprawdą jest to co mówicie, wiem bowiem, że dokądkolwiek się udawał, zawsze najpierw mnie pozdrawiał, a po powrocie czynił to samo. Abyście jednak nie mówili, że dzieje się wam krzywda, oddamy tę sprawę pod sąd Najwyższego Króla. Pan zaś rozstrzygnął w ten sposób, że rozkazał, aby dusza wróciła do ciała i pokutowała za swoje czyny. Tymczasem bracia widząc, że jutrznia odwleka się, szukali swego zakrystiana, poszli aż do rzeki i tam znaleźli go utopionego w wodzie. Wyciągnęli ciało i bardzo się dziwili, jak to się stało. Nagle jednak powrócił do życia i wyznał rzecz całą, następnie zaś do końca życia żył przykładnie.

Pewna kobieta znosiła wiele przykrości od diabła, który ukazywał się jej pod postacią człowieka. Próbowała różnych środków: czy to kropienia wodą święconą, czy tego, czy owego, on jednak nie przestawał jej dręczyć. Pewien zaś świątobliwy mąż taką dał jej radę: Gdy tylko zbliży się on do ciebie, natychmiast unieś w górę ręce i zawołaj: Święta Maryjo, pomóż mi! Gdy owa kobieta tak uczyniła, diabeł jakby trafiony kamieniem stanął przerażony, później zaś rzekł: Niech zły duch wejdzie w usta tego, kto cię tych słów nauczył! Potem znikł i więcej już do niej nie przyszedł.

Fragmenty ze „Złotej legendy” Jakuba de Voragine, „Legenda na dzień Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny”



Legendy o świętych – Jak Matka Boża wybrała Józefa Legendy o świętych – O owocach Zmartwychwstania