Logo serwisu Biblia

Strona główna

Stary Testament

Nowy Testament

Święci wg alfabetu

Święci wg dat

Papieże

Legendy o świętych

Patroni

Ciekawostki

Różne artykuły

Inne strony katolickie

Mapa serwisu

Kontakt




© 2000–2018 barbara
Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved

Strona nie zawiera cookies




Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl


Legendy



Św. Leon Wielki papież i doktor Kościoła

By poznać i podziwiać zarazem Boski majestat hierarchii w Kościele wojującym, wystarczy przypatrzeć się św. Leonowi I papieżowi i Doktorowi Kościoła św.

Kołyska Leona stała w Rzymie; lecz o roku urodzenia jego pod koniec czwartego wieku i o losach znakomitej jego rodziny toskańskiej nie wiemy nic pewnego. Podczas gdy szumne tytuły, jakiemi pochlebstwo tak chętnie wieńczy skronie książąt i możnych tego świata, ręka śmierci zbyt często zdziera i niszczy, jaśnieją wciąż w blasku nieustannym te zaszczytne tytuły, któremi wdzięczne narody odznaczają prawdziwą szlachetność serca i duszy i zasługi cnoty. Z tego powodu wiek za wiekiem czci Leona I tego potężnego i dobrego Ojca chrześcijaństwa przydomkiem „Wielki”. Pisma, jakie się po nim zachowały, pewnymi są dowodami potężnego i głębokiego jego umysłu, wielkich jego zdolności, rzadkiej wymowy, żarliwego i wytrwałego starania się o chwałę Bożą i szczęście bliźnich i szlachetnego jego charakteru. Skoro tylko wyrósł na młodzieńca, poświęcił się stanowi duchownemu i już w r. 430 miał jako archidiakon Kościoła rzymskiego wielki wpływ na rządy jego. Gdy papież Sykstus III umarł w r. 440 wybrało rzymskie duchowieństwo na następcę jego Leona, wysłanego wówczas właśnie przez cesarza Walentyniana III do Galii (dzisiejszej Francji). gdzie wpływem swym uśmierzył waśnie między wodzem Aecjuszem a senatorem Ąlbiniuszem. Wielką była radość w Kościele katolickim z powodu tego dobrego wyboru; jedno tylko serce smuciło się i drżało – serce wybranego. Leon I poznał aż nadto dobrze, jakie trudności nastręcza mu nowy urząd, a pokorne jego serce zadrżało przed wzniosłą godnością namiestnika Chrystusowego. Wzruszającą jest przemowa, jaką przy uroczystem przyjęciu arcykapłańskiego urzędu miał do duchowieństwa i ludu. Mówił bowiem: „O Panie, głosu Twego usłuchałem, lecz drżę; czuję brzemię, jakie na mnie wkładasz, i lęk ogarnia mnie na widok jego wielkości. Jakaż otchłań leży między tem wywyższeniem a moją ułomnością! Czy może być coś straszniejszego nad piastowanie tej godności bez zasług, nad sprawowanie tego najświętszego urzędu, gdy się jest grzesznikiem? O miłosierny Boże i Ojcze, Tyś włożył na mnie to brzemię, pomóż mi je dźwigać; bądź moim wodzem, moją podporą i dawcą potrzebnych do tego łask!”.

Leon I silną uchwycił ręką pastorał, by strzec trzody Chrystusowej, na którą ze wszystkich stron nacierały srogie wilki, kalecząc ostrymi zębami owce i baranki. Wędrówka ludów zamieniała kraje w pustynię, niszczyła porządek w Kościele, wpłynęła ujemnie na duchowieństwo, znieprawiła narody całe i przyczyniła się do szerzenia herezji. Cesarstwo zachodnie, zostające pod rządami niewiasty — wdowy Placydy i dwudziestojednoletniego jej syna Walentyniana III, słabego i niedołężnego młodzieńca, było bezsilne; w Afryce szerzyli Donatyści błędną naukę, że grzesznik, tj. kapłan w stanie grzechu ciężkiego nie może udzielać ważnie Sakramentu; w Carogrodzie zaś gorszył arcybiskup Nestoriusz lud z ambony fałszywą nauką, że w Panu Jezusie są dwie Osoby Boska i ludzka i obrażał Marię bluźnierczem twierdzeniem, że nie jest Matką Boga, lecz jedynie Chrystusa; we Włoszech wyrządzali Manichejczycy, sekta podkopująca same podstawy ludzkiego społeczeństwa, wielkie szkody rodzinom chrześcijańskim swą obłudną sprawiedliwością, pobożnością i zapatrywaniami pogańskiemi i nakłaniająca ludzi do wyuzdanego życia i wstrętnych występków; w Hiszpanii rozszerzał Pryscylian, znany, zamożny, lecz ze swej wiedzy i cnoty dumny niezmiernie człowiek, wstrętną odmianę włoskiego Manicheizmu, zwłaszcza wśród niewiast, a po jego śmierci nawet biskupi bronili tej błędnej i wstrętnej nauki; Hunnowie wreszcie, naród dziki i straszny, który z północnej Azji przywędrował do Węgier, srożyli się bardzo w środkowej Europie przeciwko wszystkiemu, co było chrześcijańskie, a zwłaszcza przeciwko biskupom i kapłanom.

Stan ten bardzo był pomyślny dla „księcia tego świata”. Ze wszystkich stron uderzały bramy piekielne, pewne zwycięstwa, na Rzym i gotowały się do ostatecznego tryumfu nad Kościołem Chrystusowym. Lecz o cudzie! Papież Leon Wielki stał na niezdobytej skale gotów do walki w zbroi Bożej, przepasawszy biodra prawdą i oblókłszy pancerz sprawiedliwości, uchwycił jedną ręką tarczę wiary, a drugą miecz ducha (Por. Ef. 6, 13–17). Najpierw oczyścił owczarnię z najemników i fałszywych proroków. Nieśmiertelnymi dowodami ojcowskiej jego troski i opieki są owe liczne listy pasterskie, w których zachęcał prawowitych chrześcijan, kapłanów i biskupów do wierności i czujności; liczne synody, na których zdzierał kacerzom z twarzy obłudną maskę kłamstwa; owe natchnione kazania, w których głosił Ewangelię pokoju; owe gorące prośby, w których zachęcał wiernych do modlitwy przed tronem Bożym.

Jak św. Jan Chrzciciel karcił kazirodczego Heroda, podobnie i papież Leon I zarzucał cesarzowi wschodniemu Teodozjuszowi II, że ten kochając ślepo przewrotną swą żonę Eudoksję i ulegając nierozsądnie bezbożnemu ministrowi Eutropiuszowi, milczał, gdy ci prześladowali srodze zacnego arcybiskupa Flawiana a nawet, że wpływem swym popierał synod zbójecki, zwołany do Efezu roku 449 Z bohaterską otwartością pisał doń: „Chrześcijański cesarzu! Abym nie był karany przed sądem Boskim z powodu mego milczenia, proszę cię wobec Boga troistego i jedynego: nie brukaj duszy swej cudzemi grzechami, lecz zwalczaj błędy, aby nie dotknął cię gniew Tego, którego religia doznaje w oczach twych prześladowania. Daj biskupom wolność, aby mogli bronić Boskiej nauki i wiary. Obowiązkiem twoim jako cesarza jest obrona Kościoła Bożego i zwalczanie tych, którzy mącą jego spokój, aby Pan Jezus strzegł i twej korony i twego tronu; inaczej lękam się, że doczekam się tej chwili, w której zemsta Boża na twą spadnie głowę”. Teodozjusz nie usłuchał słów Ojca świętego i umarł wkrótce potem nagłą śmiercią jako nieposłuszny syn. Święta natomiast Pulcheria, siostra Teodozjusza i małżonek jej Marcjan, którzy objęli po nim rządy, dopomagali dzielnie papieżowi Leonowi, tak iż zwołać mógł do Chalcedonu w r. 451 Sobór powszechny, złożony z 630 biskupów, na którym mógł znowu naprawić zerwaną jedność Kościoła Wschodniego. Zaledwo Leon ukończył trudną swą pracę na Wschodzie, a uleczył rany, jakie zadali Kościołowi kacerze, a już słychać było od strony północnej grzmoty strasznej burzy, która rozszaleć się miała nad Rzymem, niszcząc wszystko dokoła.

Attyla, król Hunnów, dla strasznych okrucieństw „biczem Bożym”. zwany, wiódł swe hordy zbójeckie z pola bitwy pod Chalons we Francji, na którem nie poniósł co prawda klęski, ale i nie odniósł zwycięstwa, do Włoch, a zburzywszy Akwileję, spaliwszy Mediolan, torował sobie drogę poprzez rumowiska miast i kupy trupów do Rzymu. Nie było wojska, nie było potęgi cesarskiej, która by broniła miasta przed okrutnikiem, krwi i zdobyczy żądnym, a dumni niegdyś Rzymianie drżeli ze strachu; Leon I jedynie, ów papież bezbronny, nie bał się. Dobry pasterz zagrożonego chrześcijaństwa gotów był życie swe położyć za owieczki. Rozniecił w sercach rozpaczającego ludu ufność dziecięcą w opiekę i moc Niebieskiego Ojca, a zachęciwszy ich do modlitwy i pokuty – udał się do Attyli, którego zastał w pobliżu Mantui. Król Hunnów przyjął namiestnika Chrystusowego w otwartym namiocie, siedząc sam na wysokim tronie wśród niesmacznego przepychu i pompy. Leon mający na sobie szaty arcykapłańskie i otoczony najznakomitszymi dygnitarzami rzymskimi pozdrowił go uprzejmie i rzekł uroczystym głosem: „Królu, senat i lud rzymski posłali mię, bym cię prosił o łaskę i miłosierdzie. Zwyciężyłeś wszystko i wszystkich, a także i naród rzymski, który dotychczas rządził światem, leży w pokorze u stóp twoich; sztandar więc twój zwycięski odniósł znów świetny tryumf. Teraz powinieneś jeszcze jedną pokonać potęgę, odnieść jedno jeszcze zwycięstwo – nad samym sobą. Okaż swą łaskę poddającym się tobie i wysłuchaj próśb proszących; krew ludzka jest droga, nie przelewaj więc jej. Pokonaj twój gniew i nie dopuść do walki na śmierć i życie, bo wynik jej niepewny; rozpacz bowiem sił dodaje olbrzymich. Spojrzyj na potężnego króla Gotów Alaryka, którego tak prędko i strasznie dotknęła kara Boża za zrabowanie Rzymu. Nazywasz się sam biczem Bożym, lecz uważaj, by Bóg najwyższy nie wydarł ci tego bicza z ręki i zwrócił go na ciebie samego. Opornych i dumnych dotknęły twe razy, lecz proszącym okaż twą łaskę.”.

Attyla ukorzył się przed majestatyczną postacią papieża, przed niezwykłą odwagą bezbronnego kapłana, przed wstrząsającą powagą słyszanych słów i odpowiedział: „Kimkolwiek jesteś, człowiekiem czy Aniołem, Rzym i Włochy zawdzięczają tobie swój ratunek. Krótkiemi słowy dokonałeś tego w jednej chwili, czego by cesarz z wojskami swemi dokazać nie mógł. Dziękuj Bogu, któremu służysz, Jemu i tobie przypisuje Attyla to zwycięstwo.”. I Attyla odprowadził Hunnów do Węgier, pod warunkiem, że otrzyma corocznie haracz. Gdy oficerowie Attyli i żołnierze, niezadowoleni, że pozbawił ich tym sposobem spodziewanych łupów, pytali się go, dlaczego wbrew dotychczasowemu zwyczajowi ustąpił kapłanowi rzymskiemu, miał odpowiedzieć: „Nie temu kapłanowi ustąpiłem, lecz postaci jakiejś nadziemskiej, która unosząc się nad jego głową, dobytym mieczem groziła mi śmiercią.”.

Tym sposobem stał się Leon I zbawcą Rzymu, a nawet jeszcze czemś większym – bo zbawcą oświaty i kultury zachodniej; za jego to sprawą dzicy Hunnowie i Mongoli nie zniszczyli istniejącej już kultury chrześcijańskiej ani nie wtrącili ludów Europy w ciemności barbarzyństwa.

Zwycięzcę Attyli przyjęli Rzymianie z nieopisaną radością, nazywając go zbawcą Ojczyzny. Leon I zarządził, by corocznie obchodzono święto na podziękowanie Panu Bogu za oczywiste miłosierdzie Jego nad Rzymem; miało ono być zarazem pamiątką tego zdarzenia po wszystkie czasy. Lecz Rzymianie okazali się widocznie zbyt rychło niegodnymi, tej łaski, bo już sam Leon I musiał im w kazaniu mianem podczas tego święta czynić gorzkie wyrzuty z powodu ich niewdzięczności.

Kilka lat później spadło na Włochy podobne nieszczęście od strony południowej, a tym razem i na Rzym. Niedołężny cesarz Walentynian III legł w r. 455 z ręki Maksymasa, który zagarnął po nim tron, a nawet chciał pojąć wdowę po nim cesarzową Eudoksję za żonę, lecz ta oburzona tem do żywego zawezwała z północnej Afryki na pomoc króla Wandalów Genzeryka. Ochotnie pośpieszył znany ten z okrucieństwa i chciwości Wandal, nienawidzący przy tem strasznie katolików, z ogromnem wojskiem do Włoch i Rzym zadrżał powtórnie przed okrutnikiem. Papież Leon I poszedł znowu ze słowami pokoju do obozu nieprzyjacielskiego, lecz tym razem błagalne jego prośby uratowały jedynie życie mieszkańców i ochroniły od zniszczenia trzy główne bazyliki. Genzeryk plądrował po wandalsku przez czternaście dni miasto, zrabował złote i srebrne naczynia z kościołów, a także i miedziany złocony dach na świątyni Jowisza kapitolińskiego i niezliczone dzieła sztuki niezmiernej ceny i zabrał tysiące ludu w niewolę do Afryki. Wielkie było nieszczęście, w jakiem jęczeli Rzymianie po odejściu Wandalów, lecz większą jeszcze była miłość, jaką Leon I osładzał ich nędzę i ocierał łzy sierót i wdów. Wszystko, czem tylko rozporządzał i co tylko wyprosił w obcych krajach, oddawał na złagodzenie nędzy duchowej i cielesnej; a także i do zabranych w niewolę posłał kapłanów i hojne jałmużny.

Pomijając liczne zarządzenia rozumnego i gorliwego Leona I w celu udoskonalenia życia religijno-moralnego u duchowieństwa i ludu, wzmiankę uczynić musimy o instytucji, którą do życia powołał, a która później przy zmienionym stosunku Kościoła do państwa bardzo stała się ważną przy kierowaniu sprawami kościelnemi, a mianowicie zwyczaj utrzymywania papieskich legatów na dworach świeckich panujących. Nareszcie nadszedł – lecz dla chrześcijan za rychło – koniec życia Leona I w listopadzie r. 461, w którym otrzymał od Boga nagrodę, tj. koronę chwały wiekuistej. Papież Benedykt XIV umieścił w r. 1744 wielkiego tego poprzednika swego między Doktorami Kościoła, a błogosławione jego rządy przyniosły mu chlubny przydomek „Wielkiego”.

Legenda pochodzi z książki „Prawidła życia chrześcijańskiego dla każdego wieku i stanu”, ks. Ojciec Bitschnau, z rozdziału „Stan przełożonych: Zwierzchność kościelna”



Legendy o świętych – Legenda o św. Krzysztofie Legendy o świętych – Jak św. Leonowi Najświętsza Panienka przywróciła rękę