Logo serwisu Biblia

Strona główna

Stary Testament

Nowy Testament

Święci wg alfabetu

Święci wg dat

Papieże

Legendy o świętych

Patroni

Ciekawostki

Różne artykuły

Inne strony katolickie

Mapa serwisu

Kontakt




© 2000–2018 barbara
Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved

Strona nie zawiera cookies




Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl


Legendy



Św. Dorota dziewica i męczenniczka

Św. Dorota urodziła się w drugiej połowie trzeciego stulecia w Cezarei, mieście położonem w Kapadocyi. Rodzice jej słynęli z szlachetnego, wysokiego rodu i wielkich bogactw, lecz jeszcze więcej z gorliwej wiary i cnotliwego życia. Dzieweczka obdarzona przez Boga pięknemi zaletami duszy i ciała całem była szczęściem rodziców, troskliwie starających się o dobre jej wychowanie i wykształcenie i strzegących pilnie jej niewinności. Czyniła wielkie postępy w poznawaniu prawd wiary chrześcijańskiej, okazywała świętą bojaźń Bożą, modliła się chętnie i pobożnie i na każde skinienie była posłuszną. Dorota z wiekiem pomnażała się w mądrości i w łasce u Boga i u ludzi; ogólnie podziwiano niezwykłą piękność jej ciała, jej nieskalaną dziewiczość i skromność i prostotę w obcowaniu z kimkolwiek, a zwłaszcza z ubogimi i chorymi. Czarująca jej postać była powodem usilnych starań o jej rękę, jakie czynili najznakomitsi młodzieńcy, lecz na próżno; postanowiła bowiem stanowczo, służyć Bogu i czcić Go w stanie bezżennym.

Tymczasem cesarz Dyoklecyan począł tępić ogniem i mieczem chrześcijan w całem państwie, a podobnego sobie, gorliwego pomocnika znalazł w namiestniku swym Saprycyuszu. Na ołtarzach bożyszcz państwowych stały kadzielnice z żarzącymi się węglami, na które wszyscy, a więc i chrześcijanie mieli rzucać kadzidło celem okazania swej wiary w nie i oddania im czci, i – niestety niejeden słabej wiary chrześcijanin, przerażony okropnością mąk, rzucał drżącą ręką kilka ziarnek kadzidła na węgle. Odstępstwo od wiary tych nieszczęsnych chrześcijan spotęgowało jeszcze w sercu Doroty cześć i miłość ku Panu Jezusowi, i wszelkich dokładała starań, by zachęcić chrześcijan do wytrwania we wierze, do ufności w Boga i miłości Pana Jezusa i by utwierdzić ich we wierze i dodać im odwagi do śmiałego wyznania wiary w Ukrzyżowanego.

Gdy Saprycyusz o tem się dowiedział, kazał ją natychmiast pochwycić i przed sąd stawić. Na surowy jego rozkaz, by posłuszną była prawom cesarskim i złożyła ofiarę bożkom, odpowiedziała młodziutka Dorota śmiało i poważnie: „Nie, martwym bożkom z drzewa lub kamienia nie składam ofiar, a czci im nie oddaję. Jestem chrześcijanką; Bogu tylko żywemu, Panu Nieba i ziemi, składam cześć i ofiary.”. Saprycyusz, oczarowany pięknością jej i odwagą, kazał ją wśród gróźb straszliwych położyć na ławie służącej do tortur, spodziewając się, że Dorota przestraszona rzuci przygotowane już kadzidło bożkom na ofiarę, by ratować młode swe życie. Lecz Dorota czekała spokojnie na spełnienie słyszanych gróźb i nalegała na ociągających się katów: „Czyńcie, co macie czynić, a nie wahajcie się; cieszę się, że będę mogła za ukochanego mego Jezusa cierpieć i umrzeć.”. Zawiedziony w swych oczekiwaniach namiestnik rozkazał odwiązać od ławy tę według jego mniemania „uporną, religijną marzycielkę” i powierzył ją celem jej nawrócenia dwom młodym jej siostrom – Chreście i Kaliście – które niedawno temu zaparły się wiary i pozyskały sobie tym sposobem jego względy i otrzymały nagrodę od niego; spodziewał się na pewno, że pochlebne słowa dwu tych osób dokonają tego, czego surowe jego groźby osięgnąć nie mogły. Dwie te siostry, uważające sobie za zaszczyt takie polecenie, wszelkich dokładały starań, by uzyskać pochwałę namiestnika, a Dorotę uczynić powolną jego rozkazom. Lecz Dorota odniosła zwycięstwo w tej walce, nie dając się skusić do złamania wiary Jezusowi, wybranemu Oblubieńcowi. Z porywającą wymową mówiła o krótkości życia ziemskiego, o nikłej wartości łaski ludzkiej, o łasce Bożej, o szczęściu wiekuistem w Niebie i o również wiekuistych mękach w niegasnącym nigdy ogniu piekielnym i prosiła je gorąco i serdecznie: „Kochane siostry, większem jest z pewnością nieszczęściem i większym grzechem powątpiewanie o miłosierdziu Bożem, jak ofiary składane martwym bożkom. Żałujcie serdecznie za wasz czyn zły, ufajcie w Jezusie, Boskim naszym Zbawicielu, oddajcie Mu cześć powinną i sprawcie Mu radość waszem nawróceniem!”. Gorącemi i wytrwałemi prośbami udało się jej nakłonić obie siostry do uznania błędów, do wzbudzenia żalu serdecznego za nie. Wzbudziła w nich ufność w Boga i utwierdziła je tak silnie we wierze, że obie stanęły bez trwogi przed Saprycyuszem, wyrażając swą pogardę dla bożyszcz i wyznając swą wiarę w Pana Jezusa. Obie obmyły swe winy śmiercią na stosie.

Namiestnik, mszcząc się za obrażoną swą dumę na „uwodzicielce obu sióstr” rozkazał jej członki na torturach ze stawów powykręcać, ciało jej bić rózgami, a twarz cierniami i rozpalonemi obcęgami odrywać kawałki ciała od kości. I tak się stało; lecz Dorota nie zważała na piekące strasznie rany; myślała ona o słodkich rozkoszach niebieskich, a cudowna radość i szczęście biły z jej oblicza. Rozwścieczony Saprycyusz zapytał: „Cóż to sprawia ci taką radość?”. Dorota odparła: „Dzień dzisiejszy jest najpiękniejszy mego życia, odebrałam dwie siostry szatanowi a pozyskałam je dla Jezusa, a i ja mam zaszczyt, wyznać Go przed ludźmi; serce moje tęskni za Nim i pragnie połączyć się z Nim, moim Oblubieńcem; lecz zdaje mi się, że i ty tak samo jesteś bezsilny jak twoi bożkowie.”. Wściekły ze złości z powodu tego zarzutu namiestnik skazał bohaterkę na śmierć przez ścięcie.

Dorota z radością przyjęła wyrok: „Błogosławioną niech będzie godzina, w której mój Jezus woła mnie na gody!”. W drodze do miejsca stracenia szły z nią liczne jej przyjaciółki i chrześcijanie i płakali. Był to burzliwy dzień zimowy – szósty lutego. – Wiatr dął ostry i mroźny, szare obłoki zasłaniały słońce, a zamieć śnieżna jeszcze smutniej nastrajała idących. Sama tylko szlachetna męczennica była wesołą i mówiła do otaczających ją znajomych: „O jakże pustą jest ta ziemia i jak ubogą w szczęście! O jakżem ja szczęśliwa! bo idę do piękniejszej krainy, w której jasne słońca świecą, łagodny wieje wietrzyk wiosenny, łąki się zielenią, a góry w słońcu błyszczą, w której srebrne mruczą strumyki, a w ogrodzie mego Oblubieńca róże pachnące kwitną, białe lilie rosną i owoce cudne dojrzewają. O jakże cieszę, się na to wejście do raju!”. Słowa te słyszał przypadkowo młody rzecznik Teofil, szydzący często z „głupoty” chrześcijan i rzekł szyderczo: „Słuchaj, nadobna dziewico, przyślij mi bukiet pięknych róż i kilka dojrzałych owoców z ogrodu twego Oblubieńca.”. Dorota spojrzała nań poważnie i odrzekła łagodnie: „Dobrze, dostaniesz, czego żądasz; lecz okaż się tego godnym.”.

Podczas gdy Dorota na miejscu stracenia odmawiała klęczące krótką modlitwę, stanął nagle przed nią anielskiej piękności młodzieniec i podał jej w białej chustce trzy świeże róże i trzy cudnej piękności jabłka, mówiąc: „Kochana siostro, masz to od twego Oblubieńca.”. Na co Dorota odparła: „Poszukaj rzecznika Teofila i powiedz mu: »Oblubienica Chrystusowa posyła ci to czegoś żądał.«”. Po tych słowach błysnął miecz i dusza jej uleciała do niebieskiej krainy.

Teofil siedział właśnie w wesołem towarzystwie i opowiadał wśród śmiechów o swem spotkaniu się z piękną na śmierć skazaną dziewicą, która mu obiecała przysłać kwiatów i owoców z Nieba chrześcijańskiego. I oto stanął przed nim cudnej piękności młodzieniec i podał mu na białem suknie trzy róże i trzy jabłka mówiąc: „Oto masz to co ci Dorota obiecała” i zniknął. Wzruszony i zdziwiony niezmiernie Teofil spoglądał w niemem podziwieniu na kwiaty i owoce, rozkoszował się przez dość długi czas ich widokiem i zapachem, w końcu rzekł do swych towarzyszy: „Zaiste, Chrystus, w którego ta piękna Dorota tak silnie wierzyła, którego nazywała swym Oblubieńcem, któremu ochotnie poświęciła młode swe życie, musi być niebiańską, Boską Istotą. Patrzcie tylko na te świeże zupełnie kwiaty i owoce! W całym kraju panuje teraz ostra zima, nigdzie nie zieleni się teraz trawka; takie róże i takie owoce nie rosną wcale w naszych stronach. Ja szydziłem z zabobonnej jej wiary i oto ona posyła mi namacalny dowód prawdziwości jej wiary gorącej! Cóż wy na to?”. Oni milczeli! On zaś otworzył swe serce promieniom łaski Boskiej i rzeczywiście okazał się godnym otrzymanego daru. Poznał bowiem dokładnie naukę Jezusową i umarł krótko potem jako Męczennik za wiarę Chrystusową i z tęsknoty za owym ogrodem Bożym w Niebiesiech.

Legenda pochodzi z książki „Prawidła życia chrześcijańskiego dla każdego wieku i stanu”, ks. Ojciec Bitschnau, z rozdziału „Stan bezżenny (wolny): Szczęście w stanie bezżennym”



Legendy o świętych – Jak lew strzegł św. Darii Legendy o świętych – Jak św. Filip nawracał pogan