Logo serwisu Biblia

Strona główna

Stary Testament

Nowy Testament

Święci wg alfabetu

Święci wg dat

Papieże

Legendy o świętych

Patroni

Ciekawostki

Różne artykuły

Inne strony katolickie

Mapa serwisu

Kontakt




© 2000–2018 barbara
Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved

Strona nie zawiera cookies




Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl


Legendy



Św. Józef, opiekun Pana Jezusa

Pismo św. bardzo mało mówi o pochodzeniu i życiu św. Józefa przed jego zaślubieniem z Maryą, Matką niepokalaną Pana Jezusa. Mówi bowiem tylko, że pochodził z pokolenia Dawidowego i był cieślą. Niezawodną zupełnie jest rzeczą, że Bóg wyznaczył i wybrał. Maryę na oblubienicę jego, by bronił przed Żydami sławy Jej i Jej Syna, by pocieszał Ją podczas ucieczki do Egiptu i wspierał w wychowaniu Syna.

Zrządzenie miłosierne Trójcy Przenajświętszej sprawiło, że Pan Jezus, Odkupiciel świata – drugi Adam nie jak pierwszy bezpośrednio ręką Bożą stworzony, lecz narodzeniem Swem z Dziewicy, był potomkiem pierwszego Adama i że zstąpił na tę łez dolinę i odzyskał raj utracony. Ponieważ zaś w tem postanowieniu Boskiego miłosierdzia Marya przeznaczoną była na córkę Boga Ojca, Matkę Boga Syna, Oblubienicę Boga Ducha Świętego, Świątynię Trójcy Przenajświętszej, przeto Duch Święty przyozdobił ciało Jej taką doskonałością, pięknością i takim wdziękiem, duszę Jej zbogacił tak cennymi skarbami dobroci i cnoty, godność Jej naturalną zwiększył nadprzyrodzonymi przywilejami niepokalanego poczęcia, zupełnej wolności od wszelkiego grzechu, dziewiczego Macierzyństwa, nieustającym dopływem nadzwyczajnych łask, że Pan Jezus, Bóg-Człowiek ma w Niej godną matkę, towarzyszkę i służebnicę i że sobie niejako uważa za zaszczyt, że ma z nią wspólne pewne rysy podobieństwa.

A ponieważ w tymże samym wyroku Boskiego Miłosierdzia św. Józef wybranym był na męża Maryi, Opiekuna Pana Jezusa i głowę św. Rodziny, któżby się odważył twierdzić, że Duch Święty nie przyozdobił również ciała, rozumu i serca św. Józefa naturalnemi doskonałościami a duszy, nie zbogacił nadprzyrodzonymi darami łask i cnót, jak tego wymagało jego nadzwyczajne powołanie i wzniosły cel życia.

Wiarogodnem jest zatem starożytne podanie o zaślubieniu Najświętszej Maryi Panny ze św. Józefem, które brzmi jak następuje: Marya złożyła przy wstąpieniu do szkoły istniejącej przy świątyni jerozolimskiej ślub wiecznego panieństwa, wyrzekła się wszelkiego przywiązania do świata i wszelkiej przyrodzonej miłości do stworzeń, aby być i zostać wyłącznie i na zawsze „służebnicą Pańską”. Lecz gdy skończyła trzynastą wiosnę życia, objawił Jej Bóg, że ma wstąpić w stan małżeński. Równocześnie otrzymał arcykapłan Symeon od Boga objawienie, by zgromadził kapłanów i dokonał zaślubienia Maryi, córki Joachima i Anny z Nazaretu. Symeon usłuchał; zgromadził kapłanów, a ci postanowili jednogłośnie, zwołać wszystkich młodzieńców z pokolenia Judy i rodu Dawidowego w pewnym oznaczonym dniu do świątyni Jerozolimskiej i prosić Boga, by pewnym znakiem Sam oznaczył tego, któryby był najgodniejszym małżonkiem Maryi. O dniu tym uwiadomiono także i Maryę. Ta zdwaja gorące Swe modlitwy, by mogła wiernie wypełnić wolę Bożą w sprawie wymagającej od Niej tak wielkiej oary. Bóg pocieszył ją obietnicą: „Dam Ci małżonka, który nie sprzeciwi się Twym świętym pragnieniom, lecz chętnie zgodzi się na nie i utwierdzi je jeszcze z pomocą łaski Mojej”. W oznaczonym dniu zjawili się wszyscy wezwani młodzieńcy w świątyni pełni radosnej nadziei; Józef jedynie, najstarszy ze wszystkich, przybył niechętnie, bo już w dwunastym roku życia ślubował Bogu czystość dozgonną i niegodnym się czuł być małżonkiem Maryi. Potem dał arcykapłan każdemu młodzieńcowi do ręki uschłą gałązkę i rzekł: „Prosić będziemy gorąco Boga, by podczas naszych modłów kazał zakwitnąć gałązce tego młodzieńca, którego wybrał na męża Maryi”. Podczas modlitwy zazieleniła się jedynie gałązka, którą Józef miał w ręku, wydając cudnie pachnące lilie; równocześnie spuścił się śnieżnopióry gołąbek na głowę Józefa. Bóg zaś przemówił do duszy jego: „Józefie, sługo Mój, Marya ma być twoją żoną, czcij i szanuj Ją i uważaj na to co ci powie.”. Po tym znaku niebios przywiedli kapłani Maryę, jaśniejącą niebiańskiemi wdziękami, i złączyli Ją ślubem z Józefem według przepisów prawa. Małżeństwo to zawarli w świątyni Marya i Józef, którzy ślubem wiecznego panieństwa ciała swe oddali i poświęcili Bogu, a zawarli je celem najściślejszego i najświętszego wspólnego pożycia duchownego, nie jako dwoje w jednem ciele, lecz jako dwoje w jednym duchu, złączeni najściślejszą jednością dusz.

Wkrótce po zaślubieniu zauważył Józef, że małżonka jego Marya zostanie po niejakim czasie Matką. Nie wiedział jeszcze nic o zwiastowaniu Archanioła Gabryela; nie wiedział, że Marya znalazła szczególną łaskę u Boga, nie wiedział, że Bóg wyniósł Ją do najwyższej godności Matki Bożej; przeczuwał w tem istnienie Boskiej tajemnicy, lecz pokora jego i bojaźń Boża nie pozwalały mu, prosić dziewiczą swą małżonkę o objawienie tejże. Wtedy sprawiedliwość jego ukazała mu pożądane wyjście: postanowił oddać sprawę tę tajemniczej mądrości i opiece Bożej i opuścić potajemnie małżonkę. Zaledwie jednak uczynił tę wzniosłą oarę pobożnego i szlachetnego swego serca i przygotował się do podróży, ukazał mu się Anioł Boży, zdjął zasłonę z tej słodkiej tajemnicy i rzekł: „Józee, synu Dawidów, nie bój się przyjąć Maryi małżonki twej; albowiem, co się w Niej urodziło jest z Ducha świętego. A porodzi Syna i nazwiesz Imię Jego Jezus, albowiem On zbawi lud Swój od grzechów ich” (Mt l, 19 i nast.).

Któż potra opisać szczęście, z jakiem Józef słuchał Anioła, a potem w Maryi uczcił Oblubienicę Bożą a z Nią uwielbił gorąco oczekiwanego Zbawiciela świata. Lecz podczas gdy niebiański pokój i radosne oczekiwanie uszczęśliwiały błogosławionych małżonków w skromnym domku Nazaretańskim, naraz rozkaz pysznego i chciwego sławy cesarza Augusta przerwał ten spokój szczęśliwy; cesarz rozkazał bowiem, by wszyscy jego poddani zapisali się w miejscu ich pochodzenia. Lecz Marya i Józef usłuchali ochotnie, pośpieszyli do miasteczka rodzinnego Betleem i znaleźli tamże wszystkie domy i serca zamknięte, z wyjątkiem jednego biura cesarskiego, w którem zapisali swe imiona na liście płacących podatek poddanych. I tym sposobem stało się, że tych dwoje małżonków Bogu najmilszych i czci najgodniejszych znalazło schronienie w zimną noc grudniową jedynie w próżnej zimnej stajni, gdyż ludzie, a nawet najbliżsi krewni wzgardzili nimi i wygnali ich od siebie.

W tej nocy właśnie grudniowej dała Dziewica łaski pełna w narodzonym Swym Synie miłosiernego Zbawiciela grzesznej ludzkości a Józef był pierwszym, który z Nią powitał radośnie i uczcił Chrystusa Pana na ziemi – w żłobie. Jedynie ten, kto ma jego wiarę i jego serce, może pojąć głęboką jego cześć i uszanowanie, z jakiem to uczynił. A potem, gdy Boska Dziecina, owinięta w pieluszki wyciągnęła do niego ze żłóbka rączęta drżące z zimna – jakby prosząc, by troszczył się o Nią i biedną Jej Matkę po ojcowsku, wtedy dopiero zwyciężyła żałość jego pokorę, wtedy dopiero odważył się wziąć na swe ręce ubóstwianą Dziecinę, przycisnąć Ją do serca silnie bijącego i ogrzać płomiennymi pocałunkami najgorętszej miłości.

W ośm dni później wypełnił Józef po raz pierwszy obowiązek swój ojcowski. Przy obrzezaniu nadał maleńkiej Dziecinie Imię „Jezus” z tem bolesnem przeświadczeniem, że Pan Jezus zbawi lud Swój od grzechów, ale że to się stanie kosztem wszystkiej krwi Jego aż do ostatniej kropelki.

W trzydzieści dwa dni po tem zdarzeniu wypełnił Józef powtórnie swój obowiązek ojcowski, pośpieszając z Maryą i Dziecięciem do świątyni Jerozolimskiej, by Je tamże Bogu oarować. I tutaj dotknęła go o wiele silniejsza boleść, gdyż usłyszał z ust Symeona przepowiednię, że owa Dziecina ma być znakiem, któremu sprzeciwiać się będą, i że duszę jego małżonki przeniknie miecz cierpień i boleści; i męczeństwo to Józefa trwało całe życie.

Wkrótce potem dotknął go znowu gorzki bardzo smutek. Anioł Pański objawił się mu we śnie, mówiąc: „Król Herod czyha na życie dziecka, pośpiesz się więc i uchodź z Niem i Matką Jego do Egiptu i pozostań tam, aż cię odwołam znowu do krainy Izraelskiej”. Pismo św. nie mówi nic o żałosnej ucieczce nocnej św. Rodziny, o dotkliwych przykrościach dalekiej podróży, o pobycie wśród narodu, który modlitw, oar i czci nie poświęcał żywemu Bogu, przybyłemu do niego w postaci Dziecięcia, lecz szatańskim bożyszczom. Ale to właśnie milczenie mówi głośniej i wymowniej, od słów anielskich, że wszystkie te smutki i przykrości nie zakłóciły ani na chwilę spokoju duszy świętej Rodziny. Grzech bowiem jedynie sprawia boleści; a chociaż grzechy bezbożników zasmucają pobożnych, to jednak nigdy nie zdołają stłumić w duszy owego nadprzyrodzonego zadowolenia i szczęścia, które daje łaska uświęcająca lub serdeczne zjednoczenie z Bogiem. Dlatego też cierpienia są Świętym milsze od szczęścia doczesnego, bo przyczyniają się do ściślejszego złączenia się z Bogiem i do upodobnienia się Panu Jezusowi.

Także na słodkie pożycie św. Rodziny po powrocie z Egiptu w ubogim domku Nazaretańskim, w którym ciągłe ćwiczenia religijne coraz nowe łaski i pociechy wewnętrzne dawały i spokój i zadowolenie zwiększały, padł przykry cień boleści i smutku. Gdy Jezus miał dwanaście lat, poszedł z rodzicami na święta Wielkanocne do Jerozolimy. Duszę tych trojga pielgrzymów zajmowała jedna głównie myśl, myśl o górze Kalwaryjskiej z jej trzema krzyżami w pobliżu miasta świętego. Zupełnie bowiem wiarogodną jest rzeczą, że Józef i Marya wiedzieli o wszystkich cierpieniach Jezusa i że Józef sam przed swą śmiercią brał w nich taki udział, jaki mu odpowiadał. Niemożliwą jest rzeczą policzyć owe oary, modlitwy i uwielbienia, jakie św. Rodzina w tym tygodniu wielkanocnym złożyła przed tronem Trójcy Przenajświętszej. W powrocie do domu zauważyli Józef i Marya, że niema przy nich Syna ich Jezusa, skarbu ich najdroższego. Pozostał w świątyni, a oni o tem nie wiedzieli, zgubili Go. „O co za nieskończona strata, co za boleść niezmierna dla Maryi, Ucieczki grzeszników!” boleść śmiertelna! Szukali Go, dręczeni nieopisaną bojaźnią i niepokojem aż do trzeciego dnia i znaleźli Go w miejscu najpiękniejszem, w domu Ojca niebieskiego, siedzącego wpośród nauczycieli, podziwianego przez wszystkich dla Jego rozumu i odpowiedzi.

Opisem tej pielgrzymki kończą Ewangeliści szczupłe swe wiadomości o św. Józee; nie przekazali oni, co dziwnem bardzo jest, potomności ani jednego słowa jego wyrzeczonego do Jezusa lub Maryi. Najdawniejsze podanie mówi, że święty Józef żył jeszcze w Nazarecie ośmnaście lat, tzn. do czasu, w którym Jezus zaczął publiczne Swe nauczanie; potem umarł, jak żył.

Przy łożu jego śmiertelnem stał Jezus i pocieszył go słodką obietnicą: „Jam jest zmartwychwstanie i żywot, a wszelki, który żyje, a wierzy we Mnie, nie umrze na wieki” (J 11, 25); Marya zaś, najtroskliwsza jego małżonka, osładzała mu ostatnie jego chwile. Wielcy Święci i uczeni teologowie podzielają pobożne mniemanie sławnego kanclerza Paryskiej wszechnicy Jana Gersona († 1429): a) że świętego Józefa uświęcił Duch Święty jeszcze przed jego narodzeniem podobnie jak św. Jana Chrzciciela; b) że św. Józef ukazał się Maryi przy śmierci Jezusa i pocieszył Ją, „gdyż wiele ciał Świętych, którzy byli posnęli, powstało” (Mt 27, 52); c) że św. Józef poszedł razem ze swym Boskim Synem przybranym z duszą i ciałem do nieba. A św. Bernardyn dodaje: „Słuszną i sprawiedliwą jest rzeczą, by Jezus, Marya i Józef, którzy tu na ziemi wspólne wiedli życie mozolne i pracowite, także i w niebie byli złączeni razem z duszą i ciałem i by wszyscy troje cieszyli się tąż samą nieśmiertelnością.”

Legenda pochodzi z książki „Prawidła życia chrześcijańskiego dla każdego wieku i stanu”, ks. Ojciec Bitschnau, z rozdziału „Chrześcijański stan małżeński: Powołanie do stanu małżeńskiego”



Legendy o świętych – Św. Joanna Franciszka de Chantal, wdowa o założycielka zakonu Legendy o świętych – Czterech św. Julianów i Julian Apostata