Logo serwisu Biblia

Strona główna

Stary Testament

Nowy Testament

Święci wg alfabetu

Święci wg dat

Papieże

Legendy o świętych

Patroni

Ciekawostki

Różne artykuły

Inne strony katolickie

Mapa serwisu

Kontakt




© 2000–2018 barbara
Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved

Strona nie zawiera cookies




Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl


Legendy



Św. Jan apostoł i ewangelista

Jan pochodził, jak i sam Pan Jezus z królewskiego rodu Dawidowego. Ojciec jego Zebedeusz był poważanym rybakiem na morzu Galilejskiem, matka zaś jego Salome była bliską krewną Najświętszej Maryi Panny i towarzyszyła z kilkoma niewiastami Jezusowi, temu Zwiastunowi wesołej nowiny (Ewangelii) o Królestwie Bożem, w Jego podróżach, troszcząc się o Jego potrzeby. Razu pewnego padła przed Panem Jezusem na kolana, z błagalną prośbą. Pan Jezus rzekł do niej: „Czego chcesz?” Rzekła Mu: „Rzecz, aby siedzieli ci dwaj synowie moi (Jan i Jakób Starszy) jeden po prawicy Twojej, a drugi po lewicy w Królestwie Twojem” (Mt 20, 21). Stała ona na Kalwaryi pod krzyżem umierającego Zbawiciela świata aż do Jego śmierci i kupiła kosztownych maści, by ze czcią namaścić Ciało Ukrzyżowanego.

Jan był także jednym z pierwszych uczni spokrewnionego z nim Jana, syna arcykapłana Zacharyasza, który nad Jordanem nawoływał lud do pokuty i wskazywał na bliskie już przyjście Zbawiciela świata. Gdy tenże zwrócił jego uwagę na nadchodzącego Pana Jezusa słowy: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata!” (Jan l, 29), poszedł za Jezusem do gospody i został z Nim aż do wieczora. Wskutek tego krótkiego pobytu wspólnego opuścił Jan nie tylko swą łódź rybacką i rodziców, ale – według dawnego podania – także i swą oblubienicę; jego to miało być wesele w Kanie Galilejskiej (por. Jan 2, l i nast.), potem poszedł ochotnie za Jezusem, nie oglądając się ani razu poza siebie. Ta ofiara dziewiczej czystości, jaką Jan złożył dla Jezusa i Nieba, jest według nauki Kościoła katolickiego głównym powodem, dla którego stał się ulubionym uczniem Pana Jezusa. Byli wprawdzie jeszcze dwaj inni Apostołowie, których Pan Jezus z pośród innych wyróżniał: Szymon Piotr i Jakób Starszy, brat Jana; tych trzech tylko zabrał z Sobą, gdy w domu Jaira wskrzesił z martwych jego córkę, gdy na górze Tabor przemienił się i gdy w Ogrójcu modlił się gorąco przed Swą męką, wówczas to polecił im czuwanie i modlitwę: lecz Pan Jezus udzielił Janowi jeszcze trzech szczególnych łask, na dowód, jak bardzo Mu był miły. Jemu samemu bowiem pozwolił Pan Jezus przy ostatniej Wieczerzy na górze Syońskiej położyć głowę na Swej piersi; Jemu samemu dodał Pan Jezus odwagi, że towarzyszył Mu aż do sali sądowej Kaifasza, że on – jako jedyny wierny Mu aż do końca – szedł za Nim od twierdzy Antonia aż na Golgotę pod krzyż; jemu samemu powierzył Pan Jezus – gdy umierając zostawił żołnierzom Swe szaty, gdy Żydom przebaczył, a łotrowi Dyzmasowi obiecał raj, – to co Mu było najdroższe – Swą Matkę – i uczynił go Synem i Opiekunem Maryi, członkiem Najświętszej Rodziny.

Po Zesłaniu Ducha świętego w dzień Zielonych Świąt Piotr i Jan najgorliwiej ogłaszali całemu ludowi Jezusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego i jako pierwsi byli skazani przez wysoką radę żydowską na biczowanie za głoszenie nauk i uzdrowienie chromego; dostąpili zatem pierwsi zaszczytu, że mogli dla Imienia Jezusowego cierpieć prześladowanie i męki. Dzieje Apostolskie nie mówią nam, jak długo św. Jan sprawował w Palestynie swój urząd apostolski i kiedy Jerozolimę opuścił na zawsze, by w Małej Azyi założone przez Apostołów Piotra i Pawła gminy chrześcijańskie utwierdzić swą nauką i przykładem we wierze. To pewna, że dopiero po śmierci dwu tych Apostołów w r. 67 obrał sobie miasto Efez jako centrum swej działalności. Otaczała go tamże wielka liczba znakomitych uczniów, przybyłych z daleka i z bliska, by z ust tego ukochanego ucznia Jezusowego usłyszeć Ewangelię Jego. Z siłą i zapałem zwalczał powstającą herezyę Ebionitów i Gnostyków, twierdzących, że Pan Jezus nie miał prawdziwego ciała ludzkiego, lecz tylko ciało pozorne. Chcieli oni tym sposobem zniszczyć całą Ewangelię, a zwłaszcza dzieło Odkupienia świata przez krwawą śmierć Jezusa na krzyżu.

W tym czasie cesarz Domicyan rozpoczął prześladowanie chrześcijan. Także i Jana św.,., starca już około 85–letniego wywieziono do Rzymu, gdzie mu na wzgardę włosy obcięto, gdzie go okrutnie biczowano i ranami okrytego wrzucono we wrzący olej; lecz Jezus zachował drogie życie ucznia ukochanego i Jan św. wyszedł z kotła zdrów zupełnie i silniejszy jak przedtem. Potem skazał go cesarz na wygnanie na wyspę Patmos na morzu Egejskiem leżącą; była to wysepka pusta; mieszkało na niej kilka tylko biednych rodzin rybackich, lecz Jan znalazł na niej licznych także towarzyszów niedoli.

Tutaj znosił liczne przykrości ochotnie i wesoło. W dzień pouczał i pocieszał towarzyszy, słuchał ich skarg, osuszał słowami pociechy ich łzy, był ich przyjacielem, bratem, ojcem; chodził także nad brzegiem morskim i spoglądał tęsknie w górę ku Jezusowi, swemu Panu i Mistrzowi, ku Maryi, ukochanej swej Matce, ku braciom swym i Apostołom, którzy go wyprzedzili, ozdobiwszy swe skronie koroną męczeńską. Tutaj ujrzał w zachwyceniu niebo otwarte, niewypowiedziany majestat Boży, szczęśliwość wybranych i błogą przyszłość Kościoła katolickiego, a potem napisał cudowne dzieło: „Objawienie”, z którego dochodzi nas jakby słodki dźwięk harf anielskich, jakby ciche echo śpiewu pochwalnego: Święty, Święty, Święty.

Po śmierci Domicyana w r. 96 mógł Jan powrócić do Efezu i objąć znowu rząd w gminach chrześcijańskich. Z jaką zaś siłą i miłością zarazem urząd ten sprawował, dowodzi tego zdarzenie, które opisuje nam św. Hieronim, Doktor Kościoła.

Jan przybył w swych apostolskich objazdach do pewnego miasta (Smyrny?), a ujrzawszy wśród wielkiego tłumu przybyłych zewsząd ludzi pięknego bardzo młodzieńca, polecił go Biskupowi miasta mówiąc: „Tego młodzieńca polecam szczególnej twej opiece i staraniu tutaj wobec Kościoła i Pana Jezusa.” Biskup przyrzekł to uczynić, uczył więc i kształcił ducha i serce młodzieńca, aż do czasu przyjęcia Chrztu św.; lecz potem sfolgował nieco w karności i dał mu za wiele wolności. Młodzieniec nadużył dobroci swego opiekuna, porozumiał się ze złymi towarzyszami, a oddawszy się z nimi lenistwu, grze i pijaństwu, stał się w końcu zbrodniarzem. By zdobyć pieniądze na rozpustne hulanki, przemienił towarzyszy w bandę opryszków i napadał na ludzi; potem uciekł w góry i stał się tamże hersztem rozbójników.

Skoro Jan św. przybył znowu po niejakim czasie do Smyrny i usłyszał od Biskupa, jak nisko upadł polecony przezeń młodzieniec, pośpieszył zaraz sam w góry, by poszukać syna marnotrawnego. Tam pochwycili go, jak sobie tego życzył, zbójcy, i zawiedli go do herszta. Gdy tenże poznał starca – Apostoła, a swego dobroczyńcę schwytanego, uciekł ze wstydu i w poczuciu swej winy. Jan św. wołał za nim: „Synu mój, czemu uciekasz przed ojcem? Stój, a nie bój się; przybyłem, by cię ratować, ja chcę za ciebie zdać rachunek przed Jezusem, ja biorę twe grzechy i karę za nie na siebie, ja chcę umrzeć za ciebie, lecz pójdź ze mną.” Herszt, taką miłością pokonany, upadł przed Świętym na kolana, a płacząc gorzko prosił go o przebaczenie, chował przytem prawą rękę pod szatą, bo krwią była zbroczona. Jan podniósł go z ziemi, ucałował, a wyciągnąwszy skrwawioną jego prawicę, obmył ją swemi łzami i prosił gorąco: „Synu mój, wróć znowu do Kościoła, Bóg jest Miłością; będzie ci więc łaskawym!” Tak to głosił on miłość słowem i czynem. Herszt ów stał się pokutnikiem, potem został pobożnym kapłanem, świętym Biskupem i sławnym Męczennikiem w Smyrnie! – Stare podanie, zapisane u Bollandystów (Jan II 695), twierdzi, że był to św. Polikarp, którego święto obchodzi Kościół 26 stycznia.

W tym czasie napisał święty Jan w Efezie czwartą Ewangelię przeciwko heretykowi Ceryntowi, który odważył się uwłaczać godności Jezusa jako Syna Bożego, współistotnego z Ojcem i Duchem Świętym. Cudownemi słowami, jakie tylko gorąca miłość umie podyktować, opisuje on Zbawcę świata, który na początku u Boga był i sam był Bogiem, przez którego wszystko się stało, co się stało, który był światłością prawdziwą, oświecającą wszystkich ludzi na świat przychodzących; który wszystkim ludziom przyjmującym Go daje moc, aby się stali synami Bożymi; którego chwałę jako jednorodzonego od Ojca, pełnego łaski i prawdy własnemi widział oczami (por. J l, 1–14). Jan święty napisał także trzy listy do wiernych, jak się zdaje w tym jedynie celu, by im dać trwałe przypomnienie, że Bóg jest Miłością i że ten tylko Boga nie miłuje, kto Go nie zna. Gdy ten już przeszło dziewięćdziesięcioletni Apostoł miłości nie mógł chodzić do kościoła dla słabości cielesnej, kazał się do niego zanosić w lektyce i nauczał jeszcze temi tylko słowami: „Dzieci, miłujcie się wzajemnie.” Gdy ciągłe powtarzanie tych samych słów znudziło uczniów jego, spytali się go razu pewnego: „Mistrzu, czemu mówisz zawsze to samo?” A on dał im odpowiedź godną ucznia ukochanego: „Bo takie jest przykazanie Boskie, a kto to jedno wypełnia, ten dosyć czyni.” Jan św. umarł śmiercią łagodną w r. 101 jako ostatni ze wszystkich Apostołów, podczas gdy brat jego Jakób umarł jako pierwszy ze wszystkich, król bowiem Herod kazał go dla Jezusa męczyć a w końcu ściąć mieczem. Często przedstawiają św. Jana na obrazkach trzymającego kielich w ręce, z którego wychodzi żmija. Według podania podali mu raz heretycy do picia kielich zatrutego wina. Jan święty przeżegnał go, wówczas kielich pękł, a żmija zeń wypełzła – ku pohańbieniu nieprzyjaciół jego. Piękny jednakże zwyczaj podawania i dziś jeszcze w święto św. Jana wiernym poświęconego wina ze słowami: „Pij miłość św. Jana”, bierze, zdaje się, swój początek ze słów Pana Jezusa, wyrzeczonych do św. Jana i jego brata Jakóba: „Kielich ci Mój pić będziecie: ale siedzieć po prawicy Mojej albo po lewicy, nie jest Moja rzecz dać wam, ale którym jest zgotowane od Ojca Mojego” (Mt 20, 23).

Legenda pochodzi z książki „Prawidła życia chrześcijańskiego dla każdego wieku i stanu”, ks. Ojciec Bitschnau, z rozdziału „Stan kapłański: Przeznaczenie kapłana”



Legendy o świętych – Anegdoty i wspomnienia o dobrym papieżu Janie XXIII Jak św. Jan kamienie w klejnoty zamieniał