Logo serwisu Biblia

Strona główna

Stary Testament

Nowy Testament

Święci wg alfabetu

Święci wg dat

Papieże

Legendy o świętych

Patroni

Ciekawostki

Różne artykuły

Inne strony katolickie

Mapa serwisu

Kontakt




© 2000–2018 barbara
Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved

Strona nie zawiera cookies




Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl


Legendy



Jak św. Andrzej Świerad zbója wskrzesił

W czasach, gdy pod władaniem wielce chrześcijańskiego króla Stefana w dotąd pogańskiej Panonii zaczęły się rozwijać Boża cześć i życie religijne, wielu kapłanów i zakonników, obcokrajowców, posłyszawszy wieść o dobrym władcy, napływało do niego jak do ojca. A czynili to naprawdę nie przymuszeni jakąś koniecznością, lecz aby z ich udziału dopełniła się świeża radość świętego życia nawróconych. Między nimi, z natchnienia Ducha Świętego, przybył do naszej ojczyzny, z krainy zawładniętej przez Polan, pewien mąż imieniem Zoerad, wyrosły ze stanu wieśniaczego jak róża spośród cierni. Przyjąwszy habit i imię Andrzej od opata Filipa, którego klasztor, zwany Zobor, został założony na nitrzańskiej ziemi ku czci świętego Hipolita, męczennika, postanowił prowadzić życie pustelnicze. O tym, jak się tam ogromną skruchą serca i umartwieniem ciała zadręczał, postanowiłem krótko opisać według tego, co usłyszałem z ust jego zacnego ucznia Benedykta, wespół z nim żyjącego. Wprawdzie ja, Maurus, teraz z łaskawości Bożej biskup, wtedy zaś żak szkolny, zacnego męża widziałem, lecz jaki był sposób jego życia, poznałem nie naocznie, lecz ze słyszenia. Do naszego bowiem klasztoru, poświęconego świętemu Marcinowi, biskupowi, wspomniany już brat Benedykt często zachodził i o jego świątobliwym życiu opowiadał mi następujące szczegóły.

Gdy już tenże czcigodny mąż Andrzej znalazł się na pustelniczym odludziu, nieustannie praktykował posty, które wprawdzie bardzo wyniszczały ciało, ale wzmacniały jego życie duchowe. Przez trzy dni w tygodniu powstrzymywał się od wszelkiego pożywienia, pragnąc zyskać łaskawość Tego, który dla dobra ludzi stawszy się człowiekiem, pościł przez czterdzieści dni. Gdy zaś nadchodził okres Wielkiego Postu, wzorując się na regule zakonnej, którą kierował się opat Zozimas, spędzający każdy czterdziestodniowy post o czterdziestu daktylach, przyjmował od ojca Filipa, który mu nałożył habit, czterdzieści orzechów i zadowalając się tym pożywieniem, z radością oczekiwał dnia Świętego Zmartwychwstania. W dniach postu i pozostałych, chociaż to, co jadał, nie tylko nie wystarczyło do pokrzepienia ciała, ale i zmysły doprowadzało do osłabienia, nigdy, z wyjątkiem czasu przeznaczonego na modlitwę, nie rezygnował on z pracy.

Biorąc topór, udawał się na leśne odludzie, aby pracować. Pewnego dnia, gdy z powodu przepracowania i surowego postu, wycieńczony na ciele i zmysłach, padł omdlały, ujrzał jakiegoś młodzieńca o przepięknym wyglądzie i podobnego do anioła, który go ułożył na wozie i przewiózł do pustelni. Gdy po przeżyciu tej ekstazy wrócił do zmysłów i uprzytomnił sobie, co sprawił mu miłosierny Bóg, zwierzył się z tego wspomnianemu wyżej uczniowi Benedyktowi – od którego wiem to wszystko – zobowiązując go pod przysięgą, aby przed dniem jego śmierci nikomu tego nie ujawnił.

Pewnego razu zbójcy, których bandy przebywają głównie na odludziu, spotkali się w borze. Gdy doszło do bijatyki, jednego spośród siebie ciężko zranili. Po przerwaniu walki, ponieważ wspólnicy nie chcieli tego rannego pozostawić w lesie, naradziwszy się, postanowili go przenieść do pustelni wspomnianego wyżej męża Andrzeja, którego sława rozniosła się szeroko. Lecz ponieważ do tego miejsca było daleko, zbójnik w drodze zmarł. Donieśli jednak ciało do pustelni i w niej je złożyli. Gdy o północy chcieli je pogrzebać, zmarły, niespodziewanie odzyskawszy życie, zaczął się podnosić. Obecni, bardzo przestraszeni, w popłochu rzucili się do ucieczki. Lecz ów zmartwychwstały wołał za nimi: „Nie bójcie się, bracia, i nie uciekajcie – to święty Zoerad przywrócił mnie ze śmierci do życia!”. Popłakali się z radości i prosili go, aby poszedł z nimi. Ale ten im odpowiedział, że od pustelni nigdy nie odejdzie, lecz zostanie tu na zawsze, służyć Bogu i świętemu Zoeradowi. Zrobił więc jak przyrzekł i przebywał tam aż do śmierci. Nie chciałbym pominąć milczeniem jeszcze innego jego cudu, o którym dowiedziałem się z opowiadania tegoż ojca Filipa.

W mieście Nitrze powieszono jakiegoś skazanego na śmierć złoczyńcę. Ale ten uzyskawszy u miłosiernego Boga ułaskawienie, przyszedł do opata Filipa i wyjaśnił, jak przez wstawiennictwo błogosławionego Andrzeja został uwolniony. Powiedział, że po otrzymaniu wyroku nieustannie wzywał jego imienia. Gdy więc zawisł na szubienicy, natychmiast błogosławiony Andrzej podtrzymał go swoimi rękami. A gdy wszyscy obecni, uważając go już za zmarłego, rozeszli się do domów, sam [błogosławiony] odwiązał go własnoręcznie i pozwolił mu odejść.

O, jakże pełen zasług przed Bogiem jest ten mąż, co ukazując się naocznie, ratuje ludzi, a niewidoczny, przebywa w chórach anielskich!

„Z życia świętych pustelników Zoerada Wyznawcy i Braci Męczenników”, napisane przez biskupa Pécsu Maurusa, „Święty Świerad i jego czasy”, tłum. z jęz. łacińskiego ks. Stanisław Pietrzak, Civitas Christiana 2001.



Legendy o świętych – Jak św. Andrzej ukazywał się po śmierci Legendy o świętych – Wyprawa św. Bartłomieja do Indii