Logo serwisu Biblia

Strona główna

Stary Testament

Nowy Testament

Święci wg alfabetu

Święci wg dat

Papieże

Legendy o świętych

Patroni

Ciekawostki

Różne artykuły

Inne strony katolickie

Mapa serwisu

Kontakt




© 2000–2018 barbara
Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved

Strona nie zawiera cookies




Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl


Legendy



Św. Katarzyna Sieneńska, dziewica, dominkanka

Św. Katarzyna urodziła się w roku 1347 jako córka zamożnego obywatela i farbiarza w Sienie i była dwudziestem czwartem dzieckiem z pomiędzy dwudziestu pięciorga rodzeństwa. Niezwykła jej piękność i dziwny urok, nadzwyczajne jej zdolności umysłowe uczyniły ją ulubieńcem rodziców, od których pobożne, domowe otrzymała wychowanie. Katarzyna okazywała już od zarania młodości rzadką wdzięczność za łaskę Chrztu św., zamiłowanie samotności, szczególną dziecięcą cześć ku Matce Boskiej, a dziwną odrazę do zabaw i psot dziecięcych. Pragnąc gorąco poświęcić się zupełnie służbie Bożej, uklękła – nie mając jeszcze dziewięciu lat – przed ołtarzem Matki Boskiej i złożyła ślub dziewictwa na całe życie, prosząc Maryi o wstawienie się u Jej Syna, by ją przyjął za oblubienicę. Lecz zupełnie inne mieli myśli i zamiary jej rodzice. Chcieli oni Katarzynę, która w dwunastym roku życia dorosłą była dziewicą, oddać godnemu i kochającemu ją mężczyźnie, któryby jako mąż opiekował się nią. Matka żądała, by córka ubierała się teraz staranniej, piękniejsze nosiła suknie, by włosy swe piękniej splatała, nosiła naszyjniki itd. Katarzyna na te życzenia matki odpowiedziała łzami, potem rzekła: „Jezusowi ubogiemu chcę się podobać, a nie bogatym młodzieńcom”; potem usuwała się coraz więcej w zacisze i spędzała wiele godzin w nocy na modlitwie; ojciec zaś, matka i starsze rodzeństwo uważali za nierozumną dewocję i naganny upór to, co było przecież owocem najczystszej i najświętszej miłości Bożej; sądzili zatem, że powinni przeciwko temu pociągowi do dewocji energicznie wystąpić i z samotnego pokoiku wprowadzić ją w wir życia światowego. Obchodzili się z milczącą córką ostro, skracali czas jej modlitw, kazali jej załatwiać rozmaite sprawy w mieście, nękali ją szyderczemi uwagami, docinkami i kazali jej wypełniać w domu wszystkie posługi służebne.

Katarzyna słuchała w milczeniu i stłumiała w sobie wzburzenia natury ostremi pokutami, nie jadła mięsa ani chleba, tylko jarzyny bez doprawy, wypełniała sumiennie wskazówki swego spowiednika i budowała wszystkich swą łagodnością i prawdziwą skromnością.

Nagła śmierć zamężnej siostry, dla której pozwoliła się wciągnąć kilka razy w zwykłe zabawy dziewcząt, przeraziła Katarzynę tak bardzo, że pożegnała się na zawsze ze światem, a obciąwszy sobie piękne włosy, przywdziała na siebie szaty podobne do szat sióstr trzeciego zakonu św. Dominika. Matka rzekła na to rozgniewana: „Czy ty chcesz może opierać się naszej woli twojem obcięciem włosów? Chociażby ci serce pęknąć miało, musisz wyjść za mąż. Włosy twoje wkrótce ci urosną, a wtedy nie będziesz miała spokoju, aż nie ustąpisz”. Na to odparła Katarzyna pokornie lecz stanowczo: „Już od dawna poślubiona jestem Panu Jezusowi i zostanę Mu wierną. Jeżeli zatrzymacie mnie w domu, pełnić wam będę według możności wszystkie posługi służebne; lecz jeśli mnie z domu wypędzicie, to wówczas możny i potężny mój Oblubieniec troszczyć się o mnie będzie”. Stanowcze te słowa wielkie wywarły wrażenie na słuchających i napełniły oczy ich łzami. Ojciec, który bystrem obserwował okiem tkliwą pobożność i nienaganne życie córki i podziwiał je nieraz, przerwał milczenie, mówiąc wzruszony: „Drogie dziecko, nie chcemy bynajmniej sprzeciwiać się woli Bożej ani odbierać ci wolności przy wyborze stanu; widzimy teraz, żeś powzięła ten zamiar nie z lekkomyślności młodzieńczej i uporu, lecz z posłuszeństwa powołaniu Boskiemu. Spełnij twój ślub, tak jak cię natchnął Duch Święty. Starać się będę o to, byś znalazła spokój zupełny w mym domu, a ty módl się za nas”.

Katarzyna z trudnością wielką i po przebyciu surowej próby przyjętą została do zakonu Dominikanek, liczyła bowiem dopiero ośmnaście lat. Wówczas nie żyły zakonnice tego zakonu wspólnie w jednym zamkniętym klasztorze, lecz każda siostra mieszkała w domu rodzicielskim lub prywatnym; nosiły natomiast wszystkie ten sam strój: biały habit i czarny płaszcz. W niedziele jedynie i święta schodziły się wszystkie w swym kościele zakonnym na wspólne nabożeństwa, by przyjmować Sakramenta św. i usłyszeć rozporządzenia przełożonej. Z tego względu przyjmowano zwykle wdowy i dziewice w starszym już wieku.

Katarzyna zamieszkała w domu rodzicielskim, w małym odosobnionym pokoiku i poświęciła się zupełnie obranemu stanowi; a uczyniła to ochotnem sercem i bez wahania. Podwoiła pokuty, zachowywała trzyletnie milczenie; nosiła na ciele żelazny, kolczasty pierścień, sypiała przez kilka godzin na twardej ziemi; a opuszczała swą celę, gdy szła do kościoła; zrywała niemiłosiernie jeden węzeł po drugim, jakimi zmysłowość i przyrodzone skłonności przykuwają zmysłowego człowieka do otoczenia. Pan Jezus często jej się ukazywał, pouczał ją jak dążyć powinna nieustannie do chrześcijańskiej doskonałości i pocieszał ją zapewnieniem Swej pomocy. Lecz do słodyczy tego szczęścia i tych pociech dodawał także przykre bardzo pokusy i udręczenia. Szatan rozpalał włoski, burzliwy jej temperament, nękał ją tak bardzo dbającą o zachowanie dziewictwa, najwstrętniejszymi obrazami, wyuzdanemi wyobrażeniami i najwyraźniejszemi ponętami i to w straszny sposób. Katarzyna broniła się dzielnie umartwieniem i gorącą modlitwą przeciwko strasznym tym napaściom. Lecz wszelkie jej usiłowania zdawały się dolewać jeszcze oliwy do ognia i powiększać niebezpieczeństwo upadku bliskiego. Klęcząc przed tabernakulum błagała wśród łez: „O mój Jezu, jedyna moja Nadziejo, czemu mnie opuściłeś, czemu mnie nie wspierasz? Ginę!” A Pan Jezus pokazawszy się jej, spojrzał na nią łagodnie. Katarzyna skarżyła się żałośnie: „O słodki Oblubieńcze, gdzież byłeś, gdy dusza moja dręczona była najbezwstydniejszemi wyobrażeniami, myślami, żądzami i uczuciami?” Pan Jezus rzekł uśmiechając się: „Byłem w twojem sercu i przypatrywałem się z zadowoleniem mężnej twej walce i obronie”. „Jak mogłeś”, odrzekła na to Katarzyna, „w mojem przebywać sercu, w którem pełno było najwstrętniejszego brudu?” „Brud ten”, pouczył ją Jezus, „nie zbrukał twego serca, boś nim gardziła; lecz wiedz o tem, że gdybym nie był dodał ci sił, byłabyś uległa. Ufaj tylko mężnie Memu zmiłowaniu, bo i Ja – wierny Memu przyrzeczeniu – zostanę przy tobie na zawsze”. Równocześnie dał jej pierścień ślubny i darował jej Swe blizny ran, tak iż je dokładnie widzieć było można: lecz blizny te nie krwawiły.

Uwolniona teraz od cierpień duszy poświęciła się Katarzyna za zgodą rodziców usługiwaniu ubogim i chorym. Hojność jej miłosierną wspierał i wsławiał Pan Jezus licznymi cudami. Razu pewnego podarowała, sama będąc ubogą, żebrakowi maleńki krzyżyk od swego różańca. Następnej nocy oddał jej Pan Jezus ów krzyżyk, ozdobiony bogato perłami i drogimi kamieniami i spytał się: „Czy poznajesz ten krzyżyk?” Katarzyna odparła: „Tak jest, znam go; ale wczoraj nie był jeszcze tak piękny”. A Pan Jezus odrzekł jej na to: „Z miłości ku Mnie dałaś Mi go wczoraj, a twoja miłość tak go ozdobiła i upiększyła”.

O troskliwem jej pielęgnowaniu chorych jeden tu tylko przytoczymy przykład. W Sienie zachorowała pewna uboga i zgryźliwa niewiasta na raka w piersiach a z powodu nieznośnego odoru i niebezpieczeństwa zarażenia się unikali jej wszyscy krewni i znajomi. Tylko Katarzyna przyszedłszy do niej, stłumiła w sobie siłą woli wstręt, jaki czuła, obmyła ranę, zbierała dla chorej jałmużny i pielęgnowała ją jak rodzoną siostrę. W podziękowaniu niejako za ten nadludzki prawie uczynek oczerniła ją chora, jakoby Katarzyna korzystała z tej sposobności, by wdawać się po domach w złe stosunki. Katarzyna musiała z powodu tych plotek i oszczerstw, kursujących po mieście, słyszeć od matki przykre wyrzuty i surowy otrzymała zakaz: „Twoją przesadną, nieroztropną gorliwością sprowadzasz hańbę na naszą rodzinę i zniesławiasz ją. Dlatego zakazuję ci raz na zawsze, pielęgnować tę cuchnącą niewiastę. Nie będę cię uważać za dziecko moje, gdy dla niej ruszysz jeszcze ręką lub nogą”. Katarzyna padła na kolana, mówiąc: „Najdroższa matko, Bóg nieustannie wyświadcza dobrodziejstwa nam biednym grzesznikom mimo naszej niewdzięczności i złości; a Pan Jezus ofiarował w tej samej godzinie, w której ludzie w najstraszniejszy sposób przeciw Niemu bluźnili i Go męczyli, Swą krew i Swe życie za nich na hańbiącem drzewie krzyża i prosił Ojca niebieskiego o przebaczenie dla nich. Jeżeli opuszczę tę chorą niewiastę, musi zmarnieć na ciele, a może i na duszy. Może dobry Bóg sprawi za moją modlitwą, że pozna swój błąd i pokutować zań będzie”. Matka zdziwiona i wzruszona takiemi słowy córki, odrzekła: „Niech tak będzie, idź za Jezusem i dokończ twego dzieła!” Pozwoleniem tem, że mianowicie może dobrem za złe płacić i pielęgnować nadal złośliwą chorą, cieszyła się Katarzyna więcej jak gdyby najpiękniejszy dostała podarek i wszelkich dokładała starań, aby chorą przygotować dobrze na śmierć. Tymczasem wyzwiska i oszczerstwa chorej zamieniały się czasami w straszne przekleństwa i złorzeczenia lecz w równej mierze wzrastała także uprzejmość i troskliwość o nią pielęgniarki. Gdy Katarzyna pewnego poranku przybyła do domku chorej z jałmużną, lekarstwem i świeżymi bandażami, znalazła ją siedzącą na łóżku i gorzko płaczącą. „Katarzyno!” zaszlochała, „tyś jest Aniołem, a ja szatanem! Jak wielką była twa miłość i twe miłosierdzie względem mnie, a jak iście szatańską moja złość, niewdzięczność i me oszczerstwa, jakie miotałam na ciebie. Okropną i straszną przeżyłam dziś noc. Sprawiedliwy i rozgniewany Bóg pokazał mi ogromną liczbę popełnionych przeze mnie grzechów śmiertelnych, za które zasłużyłam sobie stokrotnie na wieczną karę w piekle; powiedział mi, że dla twych gorących próśb zostawia mi jeszcze trochę czasu na pokutę i przebłaganie Go i upominał mnie, bym bez wahania korzystała z tej chwili łaski. Katarzyno, dziękuję ci z całego serca za twą dobroć niesłychaną, chcę teraz pokutować. Przebacz mi wszystkie te oszczerstwa, potwarze i niesprawiedliwości; chcę to wszystko odwołać przed ludźmi i zwrócić ci cześć twoją”. Jak rzekła, zrobiła, a całe miasto Siena podziwiało wielkość serca młodej Katarzyny.

Wielka i ofiarna litość, jaką okazywała Katarzyna chorym ciałom, zwiększała się jeszcze, gdy szło o chore dusze, o morderców jej Oblubieńca, który ofiarował bolesną Swą mękę i śmierć sprawiedliwości Boskiej, by im dać zbawienie. Pan Jezus pokazał jej razu pewnego nadprzyrodzoną piękność duszy ludzkiej będącej w stanie łaski uświęcającej. Od tej chwili nie ustawała wcale w modlitwach, upomnieniach i pokutach zastępczych, by grzeszników z Bogiem pojednać. Najpiękniejszym dowodem cudownej potęgi jej wstawiennictwa i gorliwości jest fakt, że papież Grzegorz XI polecił trzem kapłanom z zakonu dominikańskiego, spowiadać i utwierdzać w cnocie tych grzeszników, których Katarzyna swemi modlitwami i pokutami przygotowała do spowiedzi. Ci trzej zaś kapłani mieli pracy aż nadto dużo.

Spodobało się teraz Mądrości Boskiej, by pokorna, jeszcze nie trzydziestoletnia córka farbiarza zajęła się także ważnemi sprawami swego wieku i całego Kościoła katolickiego i to z pomyślnym bardzo skutkiem. Kilka miast północnych Włoch, z Florencją na czele, sprzymierzyło się ze zbuntowanymi Rzymianami, by usunąć rząd papieski, tak że państwo kościelne chyliło się ku upadkowi. Papież Klemens V przeniósł w r. 1305 swą rezydencję papieską do Avignonu w południowej Francji. Zdarzenie to, jako i walki Welfów z Gibelinami we Włoszech i spory papieży Jana VII, Benedykta XII, Klemensa VI z niemieckim królem Ludwikiem Bawarczykiem powiększyły jeszcze ogólne zamieszanie. Papież Grzegorz XI rzucił na Florencję i jej sprzymierzeńców klątwę; wówczas chwycono za broń. Lecz ustne i pisemne prośby Katarzyny sprawiły, że roznamiętnieni buntownicy umiarkowali się i życzyli sobie zdjęcia z nich klątwy. Dumna Florencja prosiła Katarzynę, by udała się z jej poselstwem do Awinionu, bo „wstawiennictwem swojem najlepiej pojednać ich może z Kościołem”. Grzegorz XI przyjął ją z szacunkiem, a wysłuchawszy jej próśb upoważnił ją, by układów z Florencją dokończyła. Lecz znalazła miasto w strasznem zamieszaniu. Buntownicy bowiem wzięli tymczasem górę i srożyli się mordem i pożogą względem zwolenników papieskich. Lecz Katarzyna tyle sprawiła swemi prośbami, że zaniechano dalszych walk i na nowo rozpoczęto układy. Szczęśliwszem było to, że – udawszy się znowu do Awinionu – nakłoniła papieża do powrotu do Rzymu w roku 1377, gdzie też umarł. Następca jego Urban VI wystąpił zanadto energicznie przeciwko grasującym nadużyciom, przeciwko zbytkowi Kardynałów, tak że ci wybrali antypapieża Klemensa VII i udali się z nim do Awinionu, dając tem samem powód do nieszczęsnej schizmy.

Urban VI powołał Katarzynę do Rzymu, aby korzystać z jej rad i wskazówek. A ona wszelkich dokładała starań, aby go – jako prawowitego papieża – świat cały uznał; mówiła na publicznem zebraniu do kardynałów i kapłanów, by utwierdzić ich w wierności; pisała do książąt, biskupów, ministrów rozmaitych krajów listy pełne namaszczenia i roztropności, nawołując ich do jedności i połączenia się z Kościołem Bożym; nawet papieżowi dawała upomnienia, by pastorałem nie uderzał wiernych, lecz drogę im wskazywał, by oporu nie łamał przemocą, lecz łagodnością go usuwał, by dla swej owczarni był ojcem dobrym, a nie surowym panem. Praca Katarzyny wielkie i liczne wydała owoce, a osiągnęła je modlitwą i ofiarą młodego życia za Kościół św. Bóg powołał ją do Siebie dnia 29 kwietnia 1380 r., gdy liczyła dopiero 33 lata życia. Oprócz przepięknego wzoru cnót zostawiła tak wysoko przez nią cenionemu Kościołowi inny jeszcze kosztowny upominek: a mianowicie sześć rozpraw o prawdziwej pobożności, mowę o Zwiastowaniu Matki Boskiej i 364 listy jako dowody nadzwyczajnych swych zdolności umysłowych. Papież Pius II wpisał ją w roku 1461 w poczet Świętych Pańskich.

Legenda pochodzi z książki „Prawidła życia chrześcijańskiego dla każdego wieku i stanu”, ks. Ojciec Bitschnau, z rozdziału „Stan przełożonych: Obowiązki katolików względem zwierzchności kościelnej”



Legendy o świętych – Jak św. Justyna broniła się przed pokusami diabła Legendy o świętych – Św. Kazimierz uzdrowiciel