Logo serwisu Biblia

Strona główna

Stary Testament

Nowy Testament

Święci wg alfabetu

Święci wg dat

Papieże

Legendy o świętych

Patroni

Ciekawostki

Różne artykuły

Inne strony katolickie

Mapa serwisu

Kontakt




© 2000–2018 barbara
Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved

Strona nie zawiera cookies




Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl


Legendy



Św. Mikołaj z Flüe, pustelnik

Mikołaj Loewenbrugger, syn zamożnego włościanina, urodził się 21 marca 1417 roku w Sachseln w kantonie Unterwalden, gdzie śnieżne szczyty gór aż do chmur sięgają, wskazując mieszkańcom dolin i polan górskich: „Tam w górze jest wasza piękna, wieczna ojczyzna; użyjcie gwałtu i zdobądźcie ją dla siebie”; od gospodarstwa swego „w Flüele” otrzymał przydomek „brat Klaus z Flüe”. Jeszcze gdy był małym chłopcem, podziwiano w nim cichy, łagodny jego charakter, uprzejme zachowanie się i obcowanie z rodzeństwem i rówieśnikami, skore jego posłuszeństwo względem rodziców i nauczycieli, sumienną pilność i baczność jego przy paszeniu bydła i przy pracy w gospodarstwie i budującą pobożność w kościele. Chcąc żywe swe usposobienie i wybitne zdolności utrzymać w granicach przyzwoitych tak w szkole jak i w towarzystwie z drugimi, chodził najchętniej sam i zajmował się rozmyślaniem o Panu Jezusie w Nazarecie jako chłopcu i o ukochanej Jego Matce Najświętszej Maryi Pannie. By lepszy odnieść skutek z tej modlitwy ustnej i myślnej, pościł co piątek o chlebie i wodzie. Niedługo potem czynił to także i w środy, a później rozszerzył ten post i na soboty i poniedziałki. W 17 roku życia jadł podczas 40-dniowego postu codziennie mały kawałek chleba. Gdy rodzice mu przedstawiali, że nie zniesie takiego postu, bo jest jeszcze młody, i rośnie, a pracować musi ciężko w lesie i w polu, odrzekł im: „Pan Bóg tak chce, dlatego nie zaszkodzi ten post memu zdrowiu. Młodzieńcy na dworze Babilońskim, którzy także pościli, wyglądali zdrowiej i lepiej od tych, którzy jedli z królewskiego stołu”. Czuwając pilnie nad niskimi popędami natury, stał Mikołaj z dała od hałaśliwych zabaw innych młodych ludzi, nie siadywał nigdy z nimi w karczmie ani nie brał udziału w tańcach całonocnych. Nigdy nie zbrukał kłamstwem języka, ani duszy krzywdą ludzką, nie słuchał także nigdy złych i rozwiązłych rozmów. Wszyscy sądzili, że młody, a jednak od zwykłego młodym ludziom życia stroniący Mikołaj rozpocznie może żywot jakiś nadzwyczajny, podobny życiu pustelników z pierwszych wieków; lecz tak się nie stało! Cenił on sobie wprawdzie stan bezżenny więcej od stanu małżeńskiego, mimo to spełnił gorące życzenie rodziców i poślubił skromną i bogobojną dziewicę Dorotę Wisling. Bóg dał im dziesięcioro dziatek - pięciu synów i pięć córek. Rozumną i pilną pracą gospodarską w polu i chowem bydła podniósł Mikołaj wartość swego majątku i stał się dla rodziny jaśniejącą i grzejącą gwiazdą, wzorem pociągającym zbożnej pracy i miłosiernej miłości bliźniego. Syn jego Jan tak o nim mówi: „Ojciec szedł wprawdzie razem z nami (dziećmi) na spoczynek; lecz każdej nocy słyszałem, jak krótko potem wstawał i modlił się aż do rana w izbie”.

Mikołaj żył zupełnie szczęśliwie w rodzinnem kole i cieszył się swym majątkiem. Wtem razu pewnego po południu, gdy pasł bydło na pastwisku, miał następujące widzenie: Ujrzał wspaniałą lilię, której korzenie tkwiły w jego sercu, wyrastającą mu z ust i rosnącą aż hen w niebo. Lecz gdy potem spoglądał z żywem zadowoleniem na tłuste swe krowy i pięknego konia, lilia schyliła się ku ziemi i koń zjadł ją. Widzeniem tem przestraszony, zastanawiał się nad jego znaczeniem, w końcu westchnął żałośnie: „Jak to, taka lilia wspaniała tj. miłość nadprzyrodzona Boża, która wyrósłszy w mem sercu sięgała już niebios, ma teraz zmarnieć! Ach! Niestety, me przywiązanie do rzeczy doczesnych i znikomych jest jeszcze zanadto wielkie, tak że stłumi we mnie nawet uszczęśliwiającą mnie miłość Bożą; jeżeli nie użyję siły i nie wyrwę serca mego ze szpon dóbr doczesnych. O Boże, ratuj mnie i pomóż mi!”

Troska o los owej pięknej lilii nigdy nie wyszła mu odtąd z pamięci, lecz zwiększyła jeszcze gorliwe jego staranie o pobożne i dobre wychowanie drobnych jeszcze dziatek.

Wszyscy współobywatele cenili Mikołaja bardzo wysoko jako rozumnego, dzielnego i chętnego włościanina i szczerego katolika, szukali więc u niego porady i pomocy i otrzymywali ją; wybrali go więc wbrew jego woli na starostę i sędziego; lecz żadną miarą nie chciał przyjąć najwyższej w kraju godności, jaką mu ofiarowano. Jak się zdaje, występowali wówczas niektórzy przeciwko duchowieństwu miejscowemu. Mikołaj stanął w obronie księży otwarcie i śmiało i prosił po ojcowsku: „Dzieci, bójcie się Boga i szanujcie kapłanów. Są bowiem posłańcami Jezusowymi i przez Sakrament kapłaństwa upoważnionymi szafarzami Jego łask zbawiennych. Uczcie się z ich ust Boskich prawd i czyńcie gorliwie to, co wam mówią. Mają i oni co prawda wady i błędy, lecz woda ich nauk jest zdrową; dlatego nie patrzcie na wodociąg, którym płynie, czy on jest ze złota czy z miedzi”.

Cichy i łagodny Mikołaj nie uszedł także uciążliwej zwłaszcza wówczas dla stanu włościańskiego służby wojskowej. Ojczyzna powołała go w r. 1440 na pole bitwy z mieszkańcami miasta Zurychu, a w r. 1460 do walki z Austriakami. Wobec uzbrojonego nieprzyjaciela był mężnym przeciwnikiem, lecz dzielnym obrońcą był dla pobitego. Towarzyszom ostro zakazał rabować i plądrować, znieważać niewiasty i dzieci, zbezczeszczać świątynie, niszczyć budynki i pola i nieraz wyrywał im z ręki płonącą pochodnię lub dobyty miecz.

Skutki straszne wojny ukazały się wkrótce i dały się odczuć także i szlachetnemu Mikołajowi. Powstały różne zwalczające się partie w rodzinnym jego kantonie, w miejsce dawnych dobrych obyczajów i łagodności nastały zwyczaje dzikie i surowe a dawną otwartość i szczerość zatruły podejrzliwość i nieufność. Skromny, Boga nade wszystko miłujący a politycznym nowatorstwom nieprzychylny Mikołaj uczuł się teraz obcym we własnej ojczyźnie, złożył więc wszystkie piastowane dotąd urzędy. Nie skłoniły zaś go do tego zamiłowanie spokoju i wygód ani brak patryotyzmu, a tem mniej obrażona pycha chłopska, lecz troska o „piękną lilię”, by jej czasem żarłoczny duch czasu nie zjadł z korzeniem. Jako ojciec rodziny uregulował teraz dobrze stosunki domowe, wychował dzieci po chrześcijańsku i zabezpieczył każdemu z nich byt na przyszłość. Potężniej niż kiedykolwiek brzmiał teraz w duszy jego głos Zbawiciela: „Wszelki, któryby opuścił dom, albo braci, albo siostry, albo ojca, albo matkę, albo żonę, albo syny, albo rolę dla Imienia Mego: tyle stokroć weźmie i żywot wieczny odzierży” (Mt 19, 29).

„Za szczęście w niebie, daj Bogu siebie!”

We wrześniu r. 1467 oznajmił Mikołaj ukochanej żonie swe postanowienie: „Bóg chce, bym z dala od ciebie i dzieci żył w samotności dla Niego Samego. Proszę cię o twą zgodę na to”. Po długiej walce wewnętrznej padła mu mężna niewiasta na piersi i rzekła wśród łez: „Tak, niech się dzieje wola Boża”. Siłą prawie i z największem poświęceniem, jakie miłość ojcowska składa Bogu, oderwał się od serc-mu najdroższych i opuścił dom, okryty długim, brunatnym habitem pustelniczym, lecz boso, z gołą głową i bez pieniędzy, by poszukać sobie pustelni. W pobliżu Bazylei prosił pobożnego wieśniaka, by mu wskazał taką ustroń, w której by mógł wykonać swój zamiar. Tenże pochwalił jego krok i dał mu radę szczęśliwą. „W obecnych, wzburzonych czasach uważać cię będą wszędzie za wygnańca lub zbiega i jako takiego będą cię prześladować. Wróć więc do twego górzystego kantonu, tam znajdziesz łatwo jakąś pustelnię”. Mikołaj podziękował za dobrą radę, powrócił w rodzinne strony, przeszedł w nocy - mając łzy w oczach - obok domu swego we „Flüele” i udał się do wąwozu - Ranft zwanego - między Sachseln a Kerns. Tutaj zbudował sobie z gałęzi, krzaków i darni chatkę. Przez ośm dni znajdował się w stanie, w jakim dusza zawieszoną jest niejako między niebem a ziemią, straszny ból dręczył jego ciało, lecz odtąd nie czuł już ani głodu ani pragnienia i - przez 20 lat tj. aż do śmierci - nie pożywał żadnego innego pokarmu, jak przynajmniej raz na miesiąc Komunię świętą. Myśliwi odkryli jego pustelnię, a życie jego nadzwyczaj surowe i umartwione i post jego ścisły wywarły ogromne wrażenie na wszystkich, tak iż władze duchowna i świecka wspólnie postanowiły zbadać i rozpatrzeć całą tę sprawę. Kazały one wszelkie dostępy do pustelni jego obstawić strażami i pilnować im we dnie i w nocy przez cztery tygodnie; w końcu przekonali się, że żaden człowiek do pustelni nie poszedł, a tem mniej nie zaniósł do niej żywności. Ponieważ Mikołaj nic się nie zmienił wskutek tego postu, więc kanton zbudował mu kapliczkę i drewnianą chatkę.

Gdy w roku następnym biskup sufragan z Konstancyi poświęcał kapliczkę, zapytał się Mikołaja: „Która jest najważniejsza cnota chrześcijanina?” - otrzymał odpowiedź: „posłuszeństwo”, wówczas rozkazał mu biskup, by jadł podany mu chleb i pił wino. Mikołaj usłuchał; lecz natychmiast musiał wszystko z wielką boleścią oddać.

Z bliska i z daleka śpieszyli teraz doń pobożni i ciekawi, posłowie książąt i miast, ludzie z wszystkich stanów, szukając i znajdując u niego pouczenie i radę, pomoc i pocieszenie, bo wierny ten sługa Boży zebrał sobie długiem doświadczeniem i ciągłą modlitwą bogaty skarb mądrości nadprzyrodzonej. W pojedyńczy i skromny sposób, bez cienia pychy lub dziwactwa, omawiał z przybyłymi ich sprawy i pragnienia, kazał im ufać Bogu i Jego sprawiedliwości i pocieszał ich krótkiemi zdaniami, pełnemi treści głębokiej. Nie znosił czczej gadaniny i ciekawych pytań. Pustelnię swą opuszczał jedynie w niedziele i święta, by wziąć udział w nabożeństwie w Sachseln, a rzadko bardzo, by udać się do Matki Boskiej w Einsiedeln; mimo to ze swej pustelni zdziałał dla swej ojczyzny bardzo wiele dobrego, bo znał bardzo dobrze jej stosunki i potrzeby. Gdy rodacy jego po zwycięskiej bitwie z Burgundczykami przy podziale bogatej zdobyczy wojennej gwałtowny wszczęli spór i piękna dotychczas zgoda zamienić się już miała w srogą nienawiść, zjawił się nagle w burzliwem tem zgromadzeniu wysoki mężczyzna, chudy jak kościotrup, o bladej twarzy, boso i z gołą głową, trzymając w jednej ręce różaniec, w drugiej kij pielgrzymi - wyglądał jak żywy trup w swym długim, brunatnym habicie, - był to Mikołaj, który temi słowy odezwał się do rodaków, co na widok jego umilkli: „Kochani panowie i drodzy bracia! Troska o dobro ojczyzny zawiodła mnie starego, słabego człowieka z mej pustelni do was. Nie wiem, co to jest dyplomacja, lecz wiem, co jest dobroć Boga, który bronił już naszych ojców i wam dał zwycięstwo nad potężnym wrogiem. Czemuście wiedli tę wojnę? Bo was do niej zmuszono. Co wam dało zwycięstwo? Z jednoczona siła rąk waszych. A teraz chcecie się podzielić na partie sobie wrogie i to dla marnej zdobyczy? Nie! - taką hańbą nie okrywajcie waszej chwały wśród różnych narodów. Żyjcie i nadal w zgodzie i miłości braterskiej, a Wszechmocny będzie dla was i w przyszłości dobrym i łaskawym.” Bóg pobłogosławił prostym słowom pobożnego włościanina i gorącego patrioty. Panowie usłuchali chętnie jego rady, po godzinie ustał spór zupełnie, a na drugi dzień rozbrzmiewały góry i doliny Szwajcarskie radosnem biciem dzwonów.

Mikołaj zachorował wkrótce potem na bolesną febrę i drżał z bojaźni przed śmiercią, której oczekiwał, leżąc na desce, a pod głową mając kamień. Do otaczających go ludzi, którzy również drżeli ze strachu, mówił: „O moi drodzy, śmierć jest straszną, lecz o wiele straszniejszą jest rzeczą: zjawić się przed trybunałem Bożym!” Przyjąwszy wszystkie pociechy religijne, jakich Kościół katolicki umierającym udziela, zakończył - w siedmdziesiątym roku życia - pobożne i w bohaterskie cnoty bogate życie dnia 21 marca r. 1477. Grób jego, umieszczony przed ołtarzem głównym w kościele parafialnym w Sachseln odbiera cześć nieustanną od pątników; działy i dzieją się przy nim liczne cuda. Papież Klemens IX wpisał go w r. 1669 w poczet Błogosławionych, a papież Klemens X pozwolił na oddawanie mu publicznej czci w całej Szwajcarii i diecezji Konstancyjskiej.

Legenda pochodzi z książki „Prawidła życia chrześcijańskiego dla każdego wieku i stanu”, ks. Ojciec Bitschnau, z rozdziału „Stan włościański: Trudności stanu włościańskiego”



Legendy o świętych – Św. Mikołaj ratownik Legendy o świętych – Św. Monika wdowa