Logo serwisu Biblia

Strona główna

Stary Testament

Nowy Testament

Święci wg alfabetu

Święci wg dat

Papieże

Legendy o świętych

Patroni

Ciekawostki

Różne artykuły

Inne strony katolickie

Mapa serwisu

Kontakt




© 2000–2018 barbara
Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved

Strona nie zawiera cookies




Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl


Legendy



Św. Kazimierz królewicz polski, wyznawca

Św. Kazimierz, syn króla polskiego Kazimierza III i austryackiej arcyksiężniczki Elżbiety urodził się 5 października 1458 r. w Krakowie jako trzecie z rzędu dziecko z pomiędzy trzynaściorga rodzeństwa. W młodociane serce cichego i łagodnego chłopca wczczepiała pobożna matka pilnie miłość ku Jezusowi i Maryi i utwierdzała ją modlitwą i własnym przykładem. Historia głosi z uznaniem, że królewscy rodzice troskliwie się starali o to by dzieciom swym dać najlepsze wychowanie religijne i moralne i że znaleźli w uczonym i świętobliwym kapłanie Długoszu człowieka, który z rzadką zdolnością i poświęceniem umiał wykształcić umysły i serca swych wychowanków, a przytem zjednać sobie ich szacunek i przywiązanie. Przede wszystkiem mały Kazimierz lgnął z dziecięcą ufnością do swego nauczyciela, szedł ochotnie za jego wskazówkami i zachętami i naśladował życie jego bogobojne i ciche. Zdolności niezwykłe umysłu i serca Kazimierza rozwijały się prędko i pięknie, łaska Boża działała także, wskutek tego też wyprzedził święty młodzieniec swych braci w nauce i skromności. Bystre oko Kazimierza poznało dobrze znikomość świata, truciznę pochlebstw i niebezpieczeństwa wynikające ze zniewieściałości; wola jego broniła się dzielnie przeciwko pokusom nacierającym, unikała wszelkiego zetknięcia się ze światem, a nawet cienia obrazy Boga. Nie przestał nigdy umartwiać swego ciała. Będąc wrogiem nieubłaganym wszelkiego strojenia się i tracenia na marne czasu drogiego, nosił skromne lecz czyste szaty, a pod niemi ostrą włosiennicę, w jedzeniu i piciu był bardzo umiarkowany a nad językiem swym czuwał tak pilnie, że nigdy nie splamił swych ust kłamstwem, obmową lub złem słowem. Do snu i to krótkiego rzadko tylko kładł się do łóżka, zwykle sypiał na twardej podłodze obok łóżka. Główną jego namiętnością – jeżeli się tak wyrazić można – była modlitwa ustna i myślna, uczestniczenie w nabożeństwach kościelnych i nocna adoracja Pana Jezusa w tabernakulum. Nie widziani przezeń świadkowie tych jego modlitw czuli wielkie wzruszenie, patrząc na jego cześć i nabożeństwo do Męki Pana Jezusa i Boleści Matki Najświętszej. Z jego westchnień poznawali, że współbolał z Panem Jezusem w wieczerniku mówiącym: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, jeden z was, którzyście tu są u stołu, zdradzi Mnie. Tej jeszcze nocy wszyscy się ze Mnie zgorszycie; bo napisano jest: »Uderzę Pasterza, a rozproszą się owce«” poznawali, jak towarzyszył Panu Jezusowi na górę Oliwną i do ogrodu Getsemańskiego, gdzie Jezus leżąc na ziemi modlił się: „Ojcze, jeśli możliwą jest rzeczą, oddal ode Mnie ten kielich; wszakże nie moja, ale Twoja wola niech się stanie”, jak potem Jezus skarżył się żałośnie na ospałość swych najlepszych przyjaciół: „Nie mogliście jednej godziny ze Mną czuwać i modlić się? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie weszli w pokuszenie!” albo jak Pan Jezus wzdrygnął się na widok zdrajcy Judasza, gdy ten z wielką zgrają niosącą pochodnie, miecze i rózgi, przybliżył się do Niego, zdradziecki pocałunek złożył na Jego obliczu i wyrzekł te ohydne słowa: „Bądź pozdrowion, Mistrzu!”. Dziwne poruszenie serca wyrażało się na jego twarzy, ile razy stojąc pod krzyżem rozważał trzecie słowo Pana Jezusa umierającego: „Oto Matka twoja!” Kochał bowiem Maryę, tę niepokalaną, łaski pełną Dziewicę, tę Jutrzenkę zbawienia i Bramę niebieską, gorącą miłością i oddawał Jej głęboką cześć i uwielbienie; ku Jej czci i chwale złożył ślub dziewiczej czystości dozgonnej; na Jej cześć napisał sam następujący hymn i odmawiał go codziennie:

1. Dnia każdego Boga mego Matkę, duszo, wysławiaj!

Jej dni święte, sprawy wzięte z nabożeństwem odprawiaj,

Przypatruj się, a dziwuj się, Jej wysokiej zacności,

Zwij Ją wielką Rodzicielką, Błogą Panną w czystości.

2. Czyń uczciwość, by grzech i złość z ciężarem ich znieść chciała!

Weźmij one za obronę, by cię z grzechów wyrwała.

Ta Dziewica nam użycza z Nieba dobra wiecznego,

Z tą Królową wziął świat nową światłość daru Bożego.

3. Usta moje, szczęsne boje tej Matki sławcie pieniem,

Iż przez męstwo, z nas przeklęctwo zniosła dziwnem rodzeniem;

Nie ustajcie, wysławiajcie wszego świata Królowę:

Jej przymioty, łaski, cnoty chwalcie myślą i mową.

4. Wszystkie moje zmysły swoje głosy w niebo podajcie;

Pamięć Onej, tak wsławionej, Świętej Panny wznawiajcie.

Acz prawdziwie nikt nie żywie tak szczęśliwy wymową,

By słodkiemi hymny swemi zrównał z tą Białogłową.

5. Cześć Jej dajmy, wszyscy chwalmy, że Panna Boga rodzi;

Zgoła błądzi, kto tak sądzi, że w Jej sławę ugodzi.

Jednak co wiem, że to zdrowiem umysłu nabożnego,

Wielbić pilnie i usilnie chcę Matkę Pana mego.

6. Prawda, że tej Panny świętej godnie nikt nie wysłowi,

Wszak wszelaki lada jaki, co o Jej czci nie mówi,

Której żywot pełen wszech cnót i niebieskiej nauki,

Zmyślne wszystkie heretyckie starł wywody i sztuki.

7. Postępkami jak kwiatkami wszystek Kościół przybrała,

Co czyniła, co mówiła, nam to za przykład dała.

Nam Ewina pierwsza wina tajskie wrota zawarła;

Z inszej miary, z lepszej wiary ta nam Niebo otwarła.

8. Z pierwszej matki wszystkie dziatki wzięliśmy potępienie,

A z tej drugiej Matki drogiej bierzemy swe zbawienie.

Tę miłować i szanować słuszna wszystkim koniecznie,

Chwałę dawać, nie ustawać i Tej służyć statecznie.

9. Niech pozwoli, abym woli Syna Jej tu pilnował,

Bym stąd zszedłszy w żywot lepszy na wieki z Nim królował.

O wielebna i chwalebna z białych głów najzacniejsza

Już wybrana i wezwana z stworzenia najprzedniejsza!

10. Słysz łaskawie ku twej sławie, co z chęcią przynosimy,

Zbaw nas wszystkich grzechów brzydkich, spraw nas Nieba godnymi,

Różdżko Jesse, Ty w pociesze myśl postawiasz troskliwą,

O Światłości, w tej ciemności Tyś Bożą skrzynią żywą.

11. Twoja cnota, wzór żywota pełen świętobliwości

Zwać Cię możem domem Bożym, kształtem sprawiedliwości,

Witaj Panno, której dano klucze raju i nieba;

Tyś wężową zdradną głowę starła jak było trzeba.

12. Urodziwa i prawdziwa córko króla Dawida!

Tyś od Pana tak wybrana, żeć nikt więcej nie przyda!

Tyś kwiat nowy liliowy, róża i perła droga,

Ty Swe sługi przez zasługi w radość wiedziesz do Boga!

13. Racz sprawami i ustami memi zawsze kierować,

Bym z ochoty Twojej cnoty chwałę mógł odprawować!

Bardzo proszę, niech odnoszę dar pamięci takowy,

Bym Cię hojnie i przystojnie sławił sercem i słowy!

14. Acz zmazane i związane widzę usta wciąż swoje,

Jednak trzeba aż do Nieba wynosić chwały Twoje.

Ciesz się Panno, której dano wszelkiej godną być chwały;

Z potępienia, drzwi zbawienia przez Cię się okazały.

15. Cna Dziewico i Rodzico, Panno nienaruszona,

Matko godna, jako płodna palmaś jest rozkrzewiona.

Twą ślicznością i wonnością ucieszyć się pragniemy,

Że Twój wiecznie i koniecznie Owoc zbawia, wierzymy.

16. W Twej cudności i zacności nie masz żadnej przesady;

Skąd wstydliwe i uczciwe usta Cię chwalą rady.

O szczęśliwa, z której żywa radość światu wypływa,

Gdy otwarte, choć zawarte Niebo przez Cię nam bywa.

17. Tyś sprawiła i zrządziła światu wesele nowe,

Zbyło złości i ciemności potomstwo Adamowe.

Teraz możni są dóbr próżni, jakoś obiecowała,

A ubóstwo wszego mnóstwo ma, coś prorokowała.

18. Przez Cię płonne i skażone zleczone obyczaje,

A fałszywych i błądliwych nauk brzydkość ustaje.

Świata złości i próżności Tyś nas uczyła wzgardzać,

Bogu służyć, ciało kruszyć, grzechom się nie poddawać.

19. Myśl ku górze wieść po sznurze rozmyślania Boskiego,

Ciało gromić, żądze tłumić dla Królestwa wiecznego.

Tyś w czystości Swych wnętrzności Chrystusa nam nosiła;

Zbawiciela, byś wesela i czci nas nabawiła.

20. Matko istna, jednak czysta zrodziłaś świata plemię,

Króla tego, co z niczego stworzył niebo i ziemię.

Tyś od Pana przeżegnana, Tyś śmierć zdradną stłumiła,

A zwątpieniu o zbawieniu nadziejęś przywróciła.

21. Więc proś tego Króla cnego, co Mu się Matką czujesz,

By dla Ciebie i nas w Niebie stawił, gdzie z Nim królujesz.

Pocieszenie i zbawienie grzesznych rozpaczających,

Zbaw z ciężkości nas za złości swe nie pokutujących.

22. Módl się, proszę, niech odnoszę swój odpoczynek wiecznie,

Bym srogiego piekielnego ognia uszedł bezpiecznie.

Czego żądam, niech oglądam, zlecz me rany, Marya;

W mem żądaniu, w mem wołaniu, niech Cię głos mój nie mija!

23. Bym w czystości i mierności ludzkość, trzeźwość zachował,

Bym ostrożnie a pobożnie żył, a szczerość miłował;

Bym ćwiczony, opatrzony Pańskich słów rozkazami,

Bogobojnie i przystojnie szedł świętemi ścieżkami.

24. Cichy, skromny, w dobroć skłonny, łaskawy, wstrzemięźliwy,

Prosty, stały, doskonały, pokorny i cierpliwy,

Bym roztropny i pochopny był prawdę w uściech chować,

Grzech porzucał, siebie wuczał, Boga sercem miłować.

25. Miej w obronie i ochronie, Panno, lud Boży wierny;

Życz pokoju, by w tym boju nie wygrał świat mizerny!

Matko Boska, Gwiazdo morska, Majestacie jasności!

Gwiazdy wszelkie, światła wielkie gasną przy tej światłości.

26. Modły Twemi gorącemi ciesz i wspieraj proszące;

Znieś ciężary z każdej miary duszy naszej szkodzące,

Bądź wesoła, któraś zgoła z piekła nas wybawiła,

Gdyś prawdziwie niewątpliwie Boga w ciele zrodziła.

27. Niewzruszona a uczczona Niebieskiem pokoleniem:

W płódeś zaszła, lecz nie zgasła czystość Twem porodzeniem,

Bo zrodziwszy, Panną bywszy, zostałaś, czemeś była,

Twórcę Swego wcielonego Swemiś piersi karmiła.

28. Chrystusowi, Synaczkowi Twemu zaleć mnie pilnie,

Bym nie zginął, lecz wypłynął z świata toni usilnie.

Daj w cichości i czystości pędzić życie spokojne,

Przeciw złości w stateczności daj mi cnoty przystojne.

29. Niech nie wiąże świata książę myśli mej do swej woli,

Bo w zaćmienie, w zatwardzenie wiedzie, kto mu pozwoli.

Niech gniewliwie i chełpliwie sobie nie postępuję,

Gdyż do złego z źródła tego pochop być upatruję.

30. Proś Chrystusa, by ma dusza zakwitła łaską Jego,

By czart stary z jakiej miary nie wsiał kąkolu swego.

Życz pomocy, dodaj mocy i ratuj tych szczęśliwie,

Co dni święte, sprawy wzięte Twoje sławią chętliwie.

Zapał ten wielki Kazimierza do modlitwy wydał przepiękne owoce; złączył go ściśle z Bogiem, z Panem Jezusem i Matką Jego Najświętszą, dodał mu sił do walki ze złem, grzechem i pokusami, w jakiejkolwiek postaci do niego się zbliżały i uzdolnił go do pracy na chwałę Bożą i dla dobra bliźnich. Czystość nieskalana była skarbem najdroższym jego życia; dla zachowania więc jej nie szczędził trudu ani ofiar. Z oczami i uszami swemi zawarł ścisłe przymierze, by na nic nie patrzały ani niczego nie słuchały, co by obudzić mogło zmysłowe, a co gorsza nieczyste pragnienia i co by blask duszy zaćmić mogło. Gdy obcował i rozmawiał z możnymi panami i posłami obcych książąt, zachowywał postawę pełną godności i powagi, odpowiednią jego wysokiemu stanowisku; lecz o wiele chętniej przestawał z osobami stanu rzemieślniczego i włościańskiego, rozmawiał z niemi przyjacielsko i cieszył się bardzo, gdy mógł ubogim własnoręcznie rozdzielać jałmużnę. Gdy niektórzy panowie dworscy ganili go, że ubliża wysokiej swej godności książęcej, przestawając z żebrakami, odparł Kazimierz uśmiechając się: „Nie jestem ani nie będę nigdy królem takim, jak mój Pan Jezus, Syn Boży; a przecież ten Jezus zstąpił z nieba na ziemię do nas nędznych ludzi, dotykał się trędowatych, uczynił ze śliny i ziemi maść i własnoręcznie przyłożył ją na oczy ślepego od urodzenia. Rozdawał On sam chleb łaknącym i głosił ubogim Ewangelię; zachęcił nas do naśladowania Go, mówiąc: »Coście uczynili jednemu z tych maluczkich, Mnieście uczynili.« Czyż mogę w ogóle lepiej zachować moją godność, jak służąc Najwyższemu, memu Bogu i Zbawicielowi?”.

Imię Kazimierza trzynastoletniego tak było dobrze znane, że Węgrzy wygnawszy złego swego króla Macieja, jemu koronę węgierską ofiarowali. Ojciec zmusił go do przyjęcia jej i wysłał go z wojskiem dwudziestotysiącznem do Węgier. Tymczasem udało się Maciejowi zażegnać rewolucję węgierską i znalazł łaskę u Papieża Sykstusa IV, tak iż zmusił Kazimierza do odwrotu. Święty młodzieniec cieszył się bardzo z tego, bo mógł zamienić teraz koronę ziemską na niebieską, której tak bardzo pragnął. Znaczenia swego i wpływu potężnego użył dla dobra Kościoła katolickiego, uzyskując od ojca wydanie prawa, nakazującego, by Rusini schizmatyccy oddali katolikom kościoły bezprawnie im zabrane, by żadnych nowych kościołów nie wolno im było stawiać ani starych, walących się odnawiać. Gorące współczucie, jakie okazywał nędzy i biedzie ludzkiej, zjednało mu u całego narodu chlubny przydomek: „Ojca ubogich, opiekuna sierot, pocieszyciela strapionych, obrońcy uciśnionych”, miłosierdzie zaś jego kazało mu zawsze mieć rękę otwartą; a w modlitwie gorącej, klęcząc nieraz godzinami nawet w nocy przed zamkniętemi drzwiami kościelnemi na mokrych kamieniach, czerpał ze skarbów niebieskich.

W końcu legł Kazimierz, ów królewicz dwudziestopięcioletni, na łoże śmiertelne. Najznakomitsi lekarze oświadczyli jednogłośnie, że odzyskać może zdrowie jedynie pod tym warunkiem, że wstąpi w związek małżeński. Ojciec i matka, rodzeństwo i krewni, przyjaciele i znajomi nalegali na niego, by poszedł za radą lekarzy. Wówczas zapłonęła twarz blada młodzieńca rumieńcem i rzekł stanowczo: „W ręce Maryi złożyłem ku chwale Bożej ślub czystości dozgonnej; wolę raczej umrzeć, jak ślub złamać; choćbym miał nie jedno życie, ale tysiąc, chętnie oddałbym je wszystkie, by móc zachować czystość nieskalaną.” Na ponawiane prośby i łzy rodziny miał chory jedną odpowiedź: „Chętnie umieram, cieszcie się, dusza moja ma już na sobie przecudną szatę czystości, Bogu ofiarowanej; śpieszy na gody z ukochanym oblubieńcem Jezusem Chrystusem.” Gorące jego pragnienie spełniło się dnia 4 marca 1484 r. w Grodnie pod Wilnem; w dniu tym przyjął ostatni zasiłek na drogę wieczności z największem nabożeństwem, przycisnął po raz ostatni drżącą ręką obraz Ukrzyżowanego do zbielałych ust i opuścił ten padół płaczu. Po 38 latach wzrosła liczba cudów za jego przyczyną zdziałanych tak znacznie, że Papież Leon X już nie zwlekał dłużej i policzył go w poczet Świętych Pańskich.

Legenda pochodzi z książki „Prawidła życia chrześcijańskiego dla każdego wieku i stanu”, ks. Ojciec Bitschnau, z rozdziału „Stan młodzieńczy: Cnota u młodzieży”



Legendy o świętych – Św. Kazimierz uzdrowiciel Legendy o świętych – Jak św. Klemens został wygnany