Logo serwisu Biblia

Strona główna

Stary Testament

Nowy Testament

Święci wg alfabetu

Święci wg dat

Papieże

Legendy o świętych

Patroni

Ciekawostki

Różne artykuły

Inne strony katolickie

Mapa serwisu

Kontakt




© 2000–2018 barbara
Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved

Strona nie zawiera cookies



Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl


12 czerwcabł. Józef Jankowski

Ks. Józef Jankowski urodził się 17 listopada 1910 r. w Czyczkowach koło Brus na Kaszubach jako drugie z ośmiorga dzieci Roberta i Michaliny Jankowskich. Sakrament chrztu otrzymał trzy dni później: 20 listopada.

Jego wczesne dzieciństwo było typowe dla dziecka wiejskiego. Po latach matka jego wspominała, że z dziećmi się nie pieściła, bo nie miała na to czasu. Ale przekazała im to, co można otrzymać tylko w domu rodzinnym – głęboką religijność. Być może dlatego Józef bardzo wcześnie zaczął myśleć o kapłaństwie.

Sakrament I Komunii św. przyjął 22 września 1922 r., a dwa lata później został przyjęty do pallotyńskiego gimnazjum w Sucharach. Już w 1925 r., w wieku zaledwie 15 lat, wstąpił do nowicjatu Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego (Księży Pallotynów). Szkołę średnią rozpoczął w Sucharach, a ukończył w Collegium Marianum w Wadowicach na Kopcu. Ponieważ rodziny nie stać było na opłacenie seminarium, Józef przeznaczał czas wakacji na pracę zarobkową.

Wyróżniał się pracowitością. W Niższym Seminarium Duchownym należał do Kółka Misyjnego i do gimnazjalnej orkiestry. Był pilny w nauce i bardzo dokładnie zachowywał porządek dzienny. Często studiował „Małą drogę” św. Teresy od Dzieciątka Jezus, zachwycając się jej wielką miłością i ofiarnością dla Boga i ludzi. Wiele ze swej duchowości zaczerpnął właśnie od św. Tereski; jej „Dzieje duszy” wywarły na niego głęboki wpływ. W życiu duchowym stawiał sobie wielkie wymagania, walcząc ze swoimi wadami i usiłując zdobyć cnoty pobożności, usłużności i pracowitości.

Po szóstej klasie gimnazjum, w 1929 r., został przyjęty do nowicjatu w Ołtarzewie, a po nowicjacie wrócił jeszcze na Kopiec, żeby ukończyć gimnazjum. Po maturze zaczął tam studiować filozofię.

Drugi rok studiów odbył w Sucharach, a po ukończeniu filozofii studiował jeszcze przez trzy lata teologię: najpierw w Sucharach, a potem w Ołtarzewie.

15 sierpnia 1931 r. złożył pierwszą profesję – na Kopcu. 10 maja 1933 r. otrzymał niższe święcenia i tonsurę z rąk prymasa Polski Augusta Hlonda, 5 maja 1935 r. – subdiakonat, a 5 lipca 1935 r. – diakonat. Święcenia kapłańskie otrzymał 2 sierpnia 1936 r. z rąk bpa gnieźnieńskiego Antoniego Laubitza w Sucharach.

Przed święceniami kapłańskimi pisał do rodziny: „Chcę zdobyć dla Boga wiele, wiele dusz, chcę być wielkim apostołem, ale to jest możliwe tylko przy wielkiej miłości Boga”.

Potem jeszcze przez rok studiował teologię w Ołtarzewie; opiekował się tam też Krucjatą Eucharystyczną. Po studiach został w Ołtarzewie i rozpoczął pracę duszpasterską i katechetyczną. Obowiązki swoje pełnił z głębokim zaangażowaniem. Głosił kazania niedzielne do dzieci, opiekował się postulantami i biblioteką, często spowiadał w okolicznych miejscowościach. Pełnił funkcję prefekta szkół w Ołtarzewie i w okolicy, nadal był opiekunem Krucjaty Eucharystycznej, a od pierwszych dni II wojny światowej duszpasterzem żołnierzy i ludności cywilnej oraz ekonomem domu seminaryjnego. W styczniu 1939 r. został sekretarzem Komitetu Pomocy Dzieciom.

Swoim podopiecznym nieustannie ukazywał postać małej świętej Tereski. Ponieważ szczególnie ukochał dzieci i młodzież, zachęcał je do wchodzenia na drogę dziecięctwa duchowego, prowadząc ich jak umiał do świętości. Z wielką troską pochylał się nad penitentami w sakramencie pojednania. Był poszukiwanym spowiednikiem i bardzo cenionym kierownikiem duchowym. Przy tym korespondencyjną troską duszpasterską otaczał też własną rodzinę.

Kiedy wybuchła wojna, do Ołtarzewa przyjechali księża z Suchar. Wtedy ks. Józef zaproponował, że pojedzie tam, żeby opiekować się mieniem pallotyńskim. Wiedział, że w ten sposób naraża własne życie, jednak pojechał, ponieważ uważał to za ważną sprawę.

Gdy zbliżał się front, w Ołtarzewie, którego większość mieszkańców 7 września 1939 r. została ewakuowana na wschód, wśród nich też bł. Ks. Józef Stanek, ks. Jankowski pozostał z kilkoma współbraćmi na własną prośbę, żeby nieść pomoc duszpasterską i charytatywną miejscowej ludności. Na szczycie domu zawiesił obraz Matki Bożej Miłości. Okazywał w ten sposób gorącą wiarę w pomoc Boga i Jego Matki Najświętszej.

Do schronu przeciwlotniczego w podziemiach obecnego Seminarium Duchownego w Ołtarzewie, zwanego wówczas Domem Misyjnym, przyjmował zarówno uciekinierów z zachodnich terenów Polski, jak i mieszkańców pobliskich miejscowości. Ks. Józef nikomu nie odmawiał pomocy, schronienia i żywności. Pewnego dnia wysadzono w powietrze polski pociąg pancerny, żeby w ręce wroga nie dostały się zapasy amunicji. Było to niedaleko Domu Misyjnego, o którego mury uderzały odłamki pocisków. Uchodźcy umierali ze strachu, ale ks. Józef nieustannie chodził między nimi, rozmawiał, pocieszał, łagodził spory, otwierał okna, żeby zaduch wielkiego tłoku nie powodował omdleń. Najczęściej zachęcał do modlitwy, godzinami sprawował sakrament pokuty i Eucharystię. Organizował życie placówki tak, żeby pobyt w niej uciekinierów był jak najmniej przykry i trudny. Ciągle na nogach, ciągle zajęty – nie wiadomo, kiedy spał, kiedy jadł, kiedy odpoczywał… Swoją pracą, modlitwą i oddaniem wlewał w ludzi nadzieję na przetrwanie. Kiedy w Ołtarzewie toczyły się walki, odważnie wychodził na pole bitwy, żeby pomagać rannym. Pomagał im przygotować się na śmierć, wzbudzać żal doskonały.

Kiedy Niemcy po przejściu frontu nakazali opróżnić Dom Misyjny ze zgromadzonych tam uciekinierów, głównie kobiet i dzieci, ks. Jankowski pozostał na miejscu. Służył nadal miejscowej ludności. Nie zważając na niebezpieczeństwo opuszczał schronienie i szedł od domu do domu, udzielając sakramentów i wszelkiej pomocy duchowej. Tymczasem Dom Misyjny został zamieniony na szpital dla żołnierzy niemieckich. Powrócili księża, bracia i klerycy pallotyni, zgromadzono tam też kleryków z różnych diecezji i zgromadzeń zakonnych, ale musieli oni zamieszkać w zabudowaniach gospodarczych lub w wynajętych kwaterach w okolicy. Ks. Józef załatwiał wyżywienie i ogrzanie domu, co w czasie wojennym nie było łatwe. Opiekował się ubogimi w parafii i wypełniał obowiązki duszpasterskie. Wszystko to czynił młody przecież, niespełna 29-letni ksiądz. Jednak miłość Boga i miłość bliźniego, a także pragnienie przyprowadzenia Bogu jak największej liczby dusz pozwalały mu poradzić sobie z każdym ciężarem. Powszechnie chwalono go też jako bardzo dobrego spowiednika i kierownika duchowego.

W marcu 1941 r. Józef został wybrany mistrzem nowicjatu, ale 16 maja 1941 r. do domu pallotyńskiego w Ołtarzewie przybyło gestapo, oskarżając księży o sabotaż przeciwko Rzeszy Niemieckiej. Po wielogodzinnych przesłuchaniach został aresztowany wraz z 8 innymi pallotynami. Gdy wychodził z domu, pożegnał się z domownikami słowami: „Do widzenia w niebie”. Przez dwa tygodnie był torturowany na Pawiaku i okrutnie bity, jednak zachowywał w tej sytuacji spokój, a wszystkie zarzucane pallotynom winy brał na siebie, żeby uchronić współmieszkańców. Nie wzbraniał się najpierw przed Pawiakiem, a potem, po torturach, przed Oświęcimiem. Przesłał współwięźniom gryps ze słowami: „Jestem szczęśliwy”.

28 maja 1941 roku został przewieziony (tym samym transportem śmierci, co św. Maksymilian Kolbe) do obozu zagłady Auschwitz, gdzie zarejestrowano go pod numerem 16 895. Stamtąd wysłał sześć listów do rodziny, w których pisał, że jest zdrowy, prosząc o modlitwę i pomoc materialną dla współtowarzyszy niedoli. Jednak nie było całkiem tak jak pisał. Jako ksiądz katolicki narażony był na szczególną nienawiść oprawców obozowych. Umęczony, tak jak inni więźniowie tego i innych obozów, ciężką pracą i nieludzkim głodem, został 15 października potwornie skatowany przez krwawego Heinricha Krotta, obozowego kapo komanda pracy „Babice” (który znęcał się także nad Maksymilianem Kolbe). Chwalił się on, że więzień skakał podczas bicia bardzo wysoko, jak pisze ks. Konrad Szweda w swoich wspomnieniach obozowych. Następnego dnia ksiądz już nie żył. Oddał duszę Panu 16 października 1941 r. Jego ciało spalono w krematorium.

Ks. Józef Jankowski, który w chwili śmierci miał 31 lat i był dopiero od 5 lat kapłanem, był człowiekiem głębokiej modlitwy i kontemplacji. Cechowała go ujmująca dobroć, stanowczość, solidne wykonywanie obowiązków oraz odwaga w obronie wolności i godności człowieka. Był wyjątkowo współczującym przyjacielem dla cierpiących i konających. Modlił się gorąco, aby zostać wielkim apostołem i zdobyć dla Chrystusa wiele dusz. Starając się brać przykład ze św. Wincentego Pallottiego, założyciela Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego, stawiał sobie najwyższe wymagania w tym dążeniu. Jako pallotyn żywił też szczególną miłość do Jezusa Eucharystycznego i do Matki Bożej Królowej Apostołów.

Oddał swe życie świadomie, z miłości do Boga i do bliźniego, i pamięć o tym nie zaginęła. Nie tylko pośród braci pallotynów, ale też w środowiskach pamiętających go, tzn. w Ożarowie i Ołtarzewie oraz w rodzinnych Brusach na Pomorzu. Dlatego wkrótce po wojnie, w roku 1947, na Zebraniu Generalnym Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego w Rzymie wraz z kilkoma innymi kandydatami został przedstawiony jako godny wyniesienia na ołtarze. Beatyfikowany został przez papieża Jana Pawła II jako jeden ze 108 męczenników II wojny światowej 13 czerwca 1999 r. w Warszawie. Bł. Józef Jankowski SAC jest patronem miasta i gminy Ożarów Mazowiecki (to gmina, w której leży Ołtarzew), miasta i gminy Brusy i dekanatu laseckiego.

Jego wspomnienie obchodzimy 12 czerwca.

Imię Józef pochodzi od hebrajskiego imienia „Jehoseph” i znaczy „niech Jahwe przysparza”; „niech Bóg pomnoży” lub „Bóg przydał”.

A oto kilka cytatów wypowiedzi bł. ks. Józefa Jankowskiego:

„Chcę dążyć do wielkiej świętości i kochać Boga nade wszystko, ale równocześnie chcę być zapomnianym”.

„Za najszczęśliwsze uważam chwile w swym życiu, które przepędziłem na serdecznej modlitwie, w bezpośrednim obcowaniu z Bogiem”.

„Chcę zdobyć dla Boga wiele, wiele dusz. Chcę być wielkim apostołem, ale to jest możliwe tylko przy wielkiej miłości Boga”.

„Nie godność, nie władza daje szczęście, ale zbliżenie się do Boga – miłość”.

„Kapłan, pośrednik między Bogiem a ludźmi musi zawsze i ciągle stać przed obliczem Boga. Trzeba więc koniecznie pracować nad tym, aby chodzić w obecności Jego”.

„Pragnę kochać Boga nad życie. Oddam je chętnie w każdym czasie, ale bez gorącej i wielkiej miłości Boga nie chciałbym iść na drugi świat”.

„Prośmy Boga, by nauczył nas cierpieć i innych uczyć cierpieć”.


Modlitwa o łaski za wstawiennictwem błogosławionego ks. Józefa Jankowskiego:

Wszechmogący i miłosierny Boże, Ty wezwałeś błogosławionego księdza Józefa Jankowskiego do naśladowania Twego Syna w posłannictwie Dobrego Pasterza i pozwoliłeś mu złożyć świadectwo największej miłości, potwierdzone śmiercią męczeńską. Spraw, prosimy, abyśmy ustawicznie wzrastali w ewangelicznej miłości i za jego wstawiennictwem udziel nam łaski ..., o którą pokornie błagamy.

Jezu, Dobry Pasterzu, wysłuchaj nas!

Matko Boża, Królowo Apostołów, módl się za nami. Amen.


O łaskach otrzymanych za pośrednictwem Błogosławionego Ks. Józefa Jankowskiego prosimy informować:

Ośrodek Postulacji

ul. Skaryszewska 12

03-802 Warszawa

...wróć