Logo serwisu Biblia


Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl
















święty Józef Mkasa (Mukassa) Balikuddembé

(1860–15.11.1885)

15 listopada



Urodził się w Mawakocie nad brzegiem Jeziora Wiktorii w klanie Kayozi. W wieku sześciu lat trafił na wychowanie do domu Kabazziego, który nie był jego krewnym. Wyrósł na inteligentnego, wysportowanego, silnego mężczyznę. W wieku 14 lat został paziem sali audiencyjnej na dworze króla Mutesy. Służba sali audiencyjnej opiekowała się tą salą, tronem królewskim z kości słoniowej, kwaterami króla i prywatną częścią pałacu. Przez następne dziesięć lat chłopiec pracował na dworze królewskim, a wieczorami brał udział w zapasach i innych zawodach popularnych na dworze Mutesy. Józef tak dobrze wykonywał swoje obowiązki i okazywał taką dojrzałość, że przełożony zatrudnił go w prywatnym mieszkaniu króla, czyli przy pracy bardziej odpowiedzialnej, wymagającej większej inteligencji. Józef był bardzo popularny wśród innych paziów, a jego największym przyjacielem był starszy od niego o cztery lata Andrzej Kaggwa.

W 1879 roku przybyli do Ugandy katoliccy misjonarze. Józef i Andrzej, którzy byli muzułmanami, w 1880 roku zaczęli uczyć się religii katolickiej. Na początku ich nauki do misjonarzy przyszły szczegółowe zalecenia dotyczące zasad nauczania i przyjmowania do wspólnoty nawróconych. Nauczani mieli być podzieleni na trzy grupy: postulantów, katechumenów i wiernych; dwie pierwsze grupy miały być nauczane po dwa lata i po czterech latach będą mogły otrzymać chrzest. W razie jednak pojawienia się jakichkolwiek wątpliwości co do wytrwałości kandydata chrzest miał być odłożony aż do śmierci, bądź do zaistnienia niebezpieczeństwa śmierci. Należało również uświadomić nowych wiernych, że mają być gotowi na oddanie życia za wiarę. Dwaj przyjaciele wykazali się odpowiednią świadomością i byli gotowi poświęcić swoje życie za wiarę. Z powodu dużej dojrzałości i zaangażowania w swoje życie religijne zostali ochrzczeni przed upływem czteroletniego terminu, 30 kwietnia 1882 r. Obaj zostali świeckimi katechetami.

Ze względów bezpieczeństwa w 1882 roku misjonarze zmuszeni byli wycofać się z kraju. Józef Mkasa Balikuddembé został nieformalnym przywódcą wspólnoty katolickiej na dworze królewskim i jednocześnie pierwszym przełożonym Kościoła w Ugandzie. Przykład jego życia pociągał do nawrócenia wielu młodych ludzi.

Józef z powodu swojej inteligencji i wykształcenia został jednym z najbliższych ludzi króla Mutesy. Był jego zaufanym do tego stopnia, że król uczynił go swoim pierwszym ministrem i przełożonym paziów. Został też osobistym asystentem schorowanego i słabego już władcy: musiał być przy nim dzień i noc, gotowy do odbierania i wysyłania wiadomości, podnosić i układać wygodniej króla na kanapie. Do tego zadania Mkasa był dobrze przygotowany. Wysoki, silny i potężnie zbudowany, wykazywał się wyjątkową delikatnością i gotowością pomocy.

Odejście w 1882 r. misjonarzy z Bugandy było ciosem dla młodego Kościoła. Zostało jedynie siedemnastu ochrzczonych katolików, oprócz nich ochrzczeni w niebezpieczeństwie śmierci i około 250 nieochrzczonych katechumenów. Odchodzący misjonarze nakazali im zostać apostołami dla swoich ciągle jeszcze pogańskich braci. Kiedy po trzech latach misjonarze powrócili, znaleźli już ponad pięciuset katechumenów i 130 już zmarłych, którzy otrzymali chrzest z rąk pierwszych chrześcijan.

Od czasu wycofania się misjonarzy z Ugandy praktykowanie religii było zakazane. Ale kiedy pewnego razu Józef udaremnił dokonanie zamachu na króla, Mutesa pozwolił chrześcijanom swobodnie działać, a Józefowi pozwolił dowolnie korzystać ze swojego skarbca jedynie pod warunkiem, że poinformuje króla, że coś bierze. To wtedy Józef dodał do swojego imienia Balikuddembé, co oznacza „są wolni”. To sprawiło, że katolicy, którzy dotychczas drżeli o swoje życie, stali się bezpieczni, a religia katolicka umocniła się. Do katolików przyłączało się bardzo wielu ludzi, na katolicyzm przechodzili nawet dotychczasowi wyznawcy innych religii, tak że katolicy stali się najliczniejszą grupą spośród trzech religii – katolików, anglikanów i muzułmanów. Józef skorzystał z tej okazji i poprosił o miesiąc urlopu: wziął pewną sumę ze skarbca królewskiego, po czym objeżdżał wszystkie centra swojego Kościoła, prowadził kursy utrwalające religię, katechizował, rozwiązywał problemy, rozdawał majątek.

Były cztery ośrodki życia religijnego: sam pałac królewski z przylegającymi do niego budynkami, w których Józef został naczelnym pasterzem i nauczycielem, wspomagany przez Jana Marię Muzeeyi, a później przez Karola Lwangę; zewnętrzne dziedzińce królewskiego pałacu i okolice stolicy, gdzie Andrzej Kaggwa i katechumen Maciej Kisuule kontynuowali apostolat; Mityana, siedziba naczelnika powiatu Ssingo, dobrze obsługiwana przez dwóch neofitów, Macieja Kalembę Mulumbę i Łukasza Baanabakintu; i wreszcie Kitanda w hrabstwie Bulemeezi, centrum, o którym niewiele wiadomo, poza tym, że Karol Lwanga się do niego przyłączył. W samym pałacu królewskim zebrało się już około stu pięćdziesięciu zwolenników religii katolickiej. Wysokie stanowisko Józefa, bliskość z królem, troska o innych, a także fakt, że był ogólnie lubiany, podziwiany, poważany za swoją mądrość i charakter oraz prawość i zdolności przywódcze i organizacyjne, sprawiły, że stał się przywódcą społeczności katolickiej na dworze króla.

Ale według br. Tarcisa Nsobya, współczesnego wielkiego badacza afrykańskich męczenników, Józefowi, przy wsparciu Jana Marii Muzeeyi, udało się przed śmiercią w tajemnicy ochrzcić króla Mutesę, chociaż inni badacze twierdzą, że król umarł nieochrzczony, ponieważ nie chciał się rozstać z wszystkimi swoimi żonami. Br. Tarcis pisze: „…po długich i dokładnych badaniach mój dziadek Józef Kasolo, który był towarzyszem Balikuddembé i przebywał z nim w tym samym domu, poinformował mnie, że Józef Mukasa w towarzystwie Jana Marii Muzeeyi zdołał ochrzcić króla Mutesę w chwili jego śmierci. Ochrzcił go w niedzielę 19 października 1884 r.…”. Chrzest miał mieć miejsce około godziny 9.30, a półtorej godziny później król umarł. Podobno widziała to jedna z żon króla, która opowiedziała to później Józefowi Kasolo.

Król Mwanga z początku sprzyjał katolikom jak jego ojciec, jednak później jego nastawienie zmieniło się. Chociaż Józef był najbliższym doradcą króla, jednak inni doradcy przekonali Mwangę, że chrześcijanie stanowią zagrożenie dla jego władzy. W dodatku Józef upominał 18-letniego króla z powodu rozpustnego stylu życia, pijaństwa, zalotów homoseksualnych do paziów, co królowi nie tylko się nie spodobało, ale stało się ostatecznie jednym z powodów, dla których znienawidził chrześcijan. Inną przyczyną były czynione przez Józefa próby uratowania od śmierci anglikańskiego biskupa Jamesa Hanningtona. Zdając sobie sprawę, że prośba o życie biskupa może być dla niego wyrokiem śmierci, nie przeląkł się i odważnie wstawił się za nim. Chociaż czynił wszystko co możliwe, król ostatecznie skazał Hanningtona oraz innych anglikanów na męczeńską śmierć. Uznał tę prośbę za zniewagę: powiedział pogardliwie do Józefa, że pozwala mu pobiec i powstrzymać katów przed zabiciem anglikanów, tymczasem, chociaż Józef był szybkim biegaczem, nie miał szans, był to bowiem już drugi dzień, odkąd kaci wyruszyli do Busogi.

Józef próbował – bezskutecznie – wyjednać łaskę króla dla biskupa Hanningtona skazanego na śmierć. Potem, kiedy Mwanga skazał Józefa na śmierć, wypomniał mu, że bronił tego niebezpiecznego człowieka. Józef bardzo też starał się bronić wszystkich paziów przed homoseksualnymi zakusami króla. Chłopcom tłumaczył, że jest to złe w oczach Boga i że powinni tego unikać nawet za cenę życia, natomiast sam stosował dla ich ratowania różne wybiegi. Na przykład kiedy król posyłał po jakiegoś chłopca, a Józefowi wydawało się to podejrzane, wysyłał go na lekcję katechizmu, a królowi odpowiadał, że chłopiec jest nieobecny. Innym razem nie słuchał rozkazów, przechwytywał wiadomości lub ignorował posłańców. Król te działania odbierał jako upokorzenie. Jego niechęć do Józefa narastała.

W listopadzie 1885 r. Mwanga oskarżył katolików o próbę otrucia go za pomocą leku przepisanego przez ks. Lourdela. Mimo to trudno było mu skazać na śmierć człowieka, o którym wiedział, że jest jego oddanym przyjacielem. Dlatego postanowił wywołać u siebie wściekłość, wiedząc, że wtedy nie będzie miał oporów. Wezwał Józefa i przez całą noc wytykał mu wszystko, co ma przeciw niemu, w tym bronienie anglikańskiego biskupa Jamesa Hanningtona oraz powstrzymywanie króla przed aktami homoseksualnymi i innego rodzaju rozpustą. Następnego dnia rano, 15 listopada 1885 r., Józef poszedł do misji, odprawił Mszę św. i przyjął komunię z rąk ks. Lourdela. Zaraz potem został aresztowany i skazany na śmierć przez spalenie. Po opuszczeniu pałacu kat, który lubił Józefa, rozwiązał go, wierząc, jak mu Józef obiecał, że nie ucieknie.

Po przybyciu na miejsce egzekucji Nakivubo kat zwlekał z jej rozpoczęciem, wiedząc, że król często zmieniał zdanie i ułaskawiał skazańca, za co kat nawet zyskiwał jego wdzięczność. Jednak kanclerz, który nienawidził Józefa, pilnował, żeby rozkaz został jak najszybciej wykonany. Kiedy wszystko było gotowe i Józef był przywiązany do ramy, pod którą już palił się stos, powiedział do kata: „Powiedz królowi Mwandze ode mnie, że skazał mnie niesprawiedliwie, ale że mu wybaczam. Pozwólcie mu jednak żałować, bo jeśli tego nie uczyni, będę jego oskarżycielem przed sądem Bożym”. Wtedy kat ściął Józefa. Jego ciało zostało spalone. Kiedy już płonęło, Mwanga przysłał posłańca z rozkazem, żeby nie palić Józefa, ale odesłać go do więzienia.

Św. Józef Mkasa Balikuddembé jest pierwszą ofiarą z grupy 22 męczenników z Ugandy.

Imię Józef pochodzi od hebrajskiego imienia Jehoseph i znaczy „niech Jahwe przysparza”; „niech Bóg pomnoży” lub „Bóg przydał”.



© 2000–2020 barbara     Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved     Strona nie zawiera cookies