Logo serwisu Biblia

Strona główna

Stary Testament

Nowy Testament

Święci wg alfabetu

Święci wg dat

Papieże

Legendy o świętych

Patroni

Ciekawostki

Różne artykuły

Inne strony katolickie

Mapa serwisu

Kontakt




© 2000–2018 barbara
Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved

Strona nie zawiera cookies



Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl


20 lutegobł. Hiacynta Marto

Niedawno papież Jan Paweł II beatyfikował dwoje dzieci. Patrząc na ich życie, trudno oprzeć się wrażeniu, że Pan Bóg poprzez ich świętość chciał nam dać zrozumieć dokładnie, co znaczy nakaz Pana Jezusa, żebyśmy się stali jako dzieci.

Objawienia fatimskie znane są na całym świecie. Życie Hiacynty związane jest właśnie z tymi wydarzeniami.

Urodziła się 11 marca 1910 roku w ubogiej rodzinie, w Cova da Iria, ubogiej portugalskiej wiosce. Jej życie nie różniło się niczym od życia milionów dzieci na całym świecie. Była dobrym dzieckiem. Kiedy zaczęła poznawać Pana Jezusa, pokochała Go z całą siłą swojego dziecięcego serca. Kiedy dowiedziała się o Jego cierpieniu, płakała nad nim, przejęta głębokim współczuciem. A przy tym była dzieckiem wcale nie wolnym od wad. Jak pisze siostra Łucja dos Santos, kuzynka i współuczestniczka objawień, charakter Hiacynty nie był wcale idealny. Była dzieckiem drażliwym, skłonnym do kłótni i do dąsów. Była zacięta i gdy się obraziła, trzeba było ją długo przepraszać. Siostra Łucja wspomina również, że Hiacynta była chciwa (przykro tak pisać o przyszłej świętej, ale pragnę pokazać, jak bardzo miłość Boża potrafi zmienić człowieka). Jak wspomniałam, kiedy Hiacynta miała cztery lub pięć lat, dowiedziała się o Męce Pana Jezusa. Płakała z tego powodu bardzo i już wtedy postanowiła nie obrażać Go nigdy, nie chcąc, żeby cierpiał.

W tym czasie Pan Jezus, Matka Boża, aniołowie byli obecni w życiu dzieci. Mimo że jeszcze nie rozumieli tych spraw, nie znali ich nawet dobrze, bo jeszcze nie uczyli się katechizmu, już kochali Pana Jezusa i Jego Matkę, modlili się, rozmawiali często o nich. Jedną z ich zabaw było na przykład oglądanie zachodu słońca i gwiaździstego nieba. Mówili, że słońce jest latarnią Pana Jezusa, księżyc latarnią Matki Bożej, a gwiazdy lampami aniołów. Przy czym Hiacynta najbardziej lubiła latarnię Matki Bożej. Mówiła, że latarnia Pana Jezusa oślepia ją. Rzeczywiście Hiacynta była bardzo wątła i bardzo cierpiała wskutek upału.

Hiacynta zainteresowała się też bardzo tajemnicą Komunii św. Wypytywała często Łucję, jak to jest przyjąć do serca Pana Jezusa. Bardzo pragnęła dostąpić tego szczęścia i chociaż była jeszcze za mała, bo do pierwszej Komunii przystępowały dopiero 10-letnie dzieci, prosiła Łucję, żeby uczyła ją katechizmu w nadziei, że może uda jej się przyspieszyć tę chwilę.

Kiedy Hiacynta miała 5 lat, jej kuzynce Łucji została przez matkę powierzona opieka nad trzodą. Hiacyncie i jej bratu Franciszkowi trudno było pogodzić się ze stratą towarzyszki, dlatego prosili swoją mamę, żeby im też pozwoliła paść owieczki. Matka z początku nie zgodziła się, ale kiedy prośby nie ustawały, wreszcie ustąpiła. Na pastwisku dzieci znajdowały sobie różne rozrywki. Jednak normalne dziecięce zabawy przeplatały się z rozmowami o Matce Bożej i Panu Jezusie, z pieśniami religijnymi i modlitwą. W tym czasie jeszcze naturalna dziecięca religijność była zmieszana z naturalną dziecięcą pustotą i niezupełnym rozumieniem spraw Bożych i wiary. Jakkolwiek Hiacynta bardzo lubiła pieśni do Matki Bożej, wiązało się to z wsłuchiwaniem się w echo, które po tych pieśniach było najpiękniejsze. Dzieci codziennie odmawiały różaniec, ale ponieważ spieszyły się do zabawy, nie odmawiały całych modlitw; mówiły tylko pierwsze słowa: „Ojcze nasz” i „Zdrowaś Mario”, przesuwając szybko paciorki. Jakże miało się to zmienić po objawieniach.

Pierwsze objawienia, o czym nie wszyscy wiedzą, to trzykrotne pojawienie się w latach 1915 i 1916 anioła, który powiedział, że jest Aniołem Stróżem Portugalii. Przy pierwszym przyjściu nauczył dzieci modlitwy. Przy drugim mówił o ofiarach jako wynagrodzeniu za grzechy i na uproszenie nawrócenia dla grzeszników, a przy trzecim obdarował dzieci Ciałem i Krwią Pana Jezusa. Było to przygotowanie do spotkania z Matką Bożą. Te objawienia były dla dzieci jak światło, które pozwoliło im zrozumieć, kim jest Bóg, jak ich kocha i jak pragnie być kochany. Pokazały wartość modlitwy, cierpienia, ofiary. Religijność dzieci stała się bardzo dojrzała. Teraz modliły się naprawdę. Klęcząc i pochylając się aż do ziemi, odmawiały pobożnie cały różaniec. Wady Hiacynty zniknęły i nigdy już nie miały powrócić. Teraz najważniejsze w jej życiu stały się skupienie, modlitwa i miłość.

Tak było do 13 maja 1917 r., kiedy to pojawiła się po raz pierwszy Matka Boża. Hiacynta, która miała dopiero 7 lat, nie potrafiła zachować tajemnicy i jeszcze tego sama dnia wygadała się swojej matce, ale był to chyba już ostatni przejaw jej dziecięcej niedojrzałości. Od tej chwili stała się osobą bardzo dojrzałą, silną wewnętrznie, a także w całości i bez reszty skupioną na modlitwie, ofierze i oddaniu życia Bogu. Pozostała taka już do końca życia. Od tej chwili każda jej myśl była poświęcona zadaniu, które powierzyła dzieciom Najświętsza Panienka. Każda chwila jej życia była modlitwą, a każda okazja do cierpienia i ofiarowania cierpień jako wynagrodzenie za grzechy była zauważana i wykorzystywana. A okazji do cierpień było bardzo dużo. Pierwszym z nich była niewiara otoczenia, które uważało, że dzieci kłamią. Później dołączyły się też prześladowania ze strony władz, które próbowały zabronić kultu i wykorzenić go. Doszło do tego nawet, że dzieci zostały aresztowane i kilka dni spędziły w więzieniu. Były straszone śmiercią i torturami, żeby tylko przyznać, że skłamały. Nie dało to żadnego skutku, ponieważ dzieci z jednej strony były bardzo prawdomówne i nawet groźba śmierci nie mogła zmusić ich do kłamstwa, a z drugiej łaska Boża, którą otrzymały, pomagała im mężnie znieść wszystkie prześladowania.

Hiacynta bardzo przejęła się wizją piekła, którą pokazała im Matka Boża przy trzecim objawieniu (13.07.1917). Jak już wspomniałam, każda jej myśl poświęcona była zadaniu składania ofiary za grzeszników. Już następnego dnia po pierwszym objawieniu dzieci wpadły na pomysł, że mogą swój posiłek oddać owcom i złożyć ofiarę z jedzenia. Później też bardzo często oddawały swój posiłek biednym dzieciom. Kiedy po południu dzieci były bardzo głodne, przyszło jej do głowy, że mogą jeść gorzkie żołędzie i to też będzie ofiara. Hiacynta była delikatna i bardzo źle znosiła upał. Mimo to postanowiła nie pić w największe nawet upały. Jej siła woli była tak wielka, że kiedy dzieci dostały wodę od pewnej staruszki, potrafiły oddać ją owcom i nie wypić nawet kropelki.

Dziewczynka bardzo lubiła tańczyć. Wystarczyło, że usłyszała muzykę, a już nogi same ją niosły do tańca. Jednak i tańca sobie odmówiła, składając Jezusowi ofiarę. Kiedy była w więzieniu, tęsknota za matką, wyciskająca jej wbrew woli łzy z oczu, też była okazją do złożenia ofiary. Odmawiała sobie wszystkich smakołyków, którymi była częstowana, zmuszała się do wypicia mleka, którego nie znosiła, bez jednego grymasu – przy każdej ofierze składała ręce i mówiła: „O mój Jezu, z miłości do Ciebie, za nawrócenie grzeszników, za Ojca św. i jako zadośćuczynienie za grzechy popełnione przeciwko Niepokalanemu Sercu Marii”.

Któregoś dnia Łucja znalazła kawałek sznura od wozu. Kiedy zauważyła, że owinięcie go wokół ciała jest bolesne, dzieci owiązały sobie sznur wokół bioder i nosiły go stale. Hiacynta cierpiała tak bardzo, że często nie potrafiła powstrzymać łez. Jednak dopiero kiedy była chora, na wyraźne polecenie Matki Bożej, zaczęła go zdejmować na noc. Kiedy zbliżał się koniec jej życia, oddała sznur Łucji, nie chcąc, żeby dowiedziała się o nim jej matka. Łucja zauważyła, że na sznurze były trzy węzły i ślady krwi.

Hiacynta była też często wsparciem dla Łucji, która cierpiała najwięcej z powodu niewiary otoczenia w prawdziwość objawień. Między innymi kiedyś nastraszono ją, że objawił się dzieciom szatan, żeby ich zwieść. Łucja zaczęła mieć wątpliwości. Osobą, która pomogła jej sobie poradzić z tym problemem, była właśnie Hiacynta. W chwilach potrzeby modliła się za Łucję, żeby ją wesprzeć na duchu. Obiecywała także modlić się za Łucję, kiedy już będzie w niebie.

Znamy też kilka łask wymodlonych przez Hiacyntę jeszcze za jej życia. (Nie mówię tu o tych wielu, które dzieci powtarzały Matce Bożej podczas kolejnych objawień.) Była w wiosce pewna kobieta, która lubiła karczmę i bardzo wymyślała dzieciom. Któregoś dnia zobaczyła, jak Hiacynta modli się na drodze. Zrobiło to na niej takie wrażenie, że od tego czasu starała się poprawić i często prosiła dzieci o modlitwę za siebie. Innym razem żołnierz, który otrzymał rozkaz udania się na front, a w domu miał chorą żonę i troje dzieci, poprosił o modlitwę. Hiacynta wyprosiła dla niego i zwolnienie z wojska, i zdrowie dla żony. Kiedyś poprosiła ją pewna dziewczyna o modlitwę za ojca, który od trzech lat miał bez przerwy czkawkę. Po modlitwie Hiacynty czkawka minęła.

Kiedyś ciotka Łucji poprosiła Hiacyntę o wstawiennictwo u Matki Bożej za jej synem, który był prawdziwym synem marnotrawnym. Uciekł z domu, okradając rodziców, i nikt nie wiedział, co się z nim stało. Po kilku dniach syn ów wrócił do domu, opowiadając dziwną historię. Kiedy już nieźle nabroił i błąkał się którejś nocy, nie wiedząc, co ze sobą zrobić, padł na kolana i zaczął się modlić. Po kilku minutach zobaczył Hiacyntę, która wzięła go za rękę, zaprowadziła na drogę wiodącą do domu i pokazała mu, żeby nią poszedł. Hiacynta jednak w tym czasie była w domu i modliła się.

Podczas objawień Matka Boża obiecała Hiacyncie i Franciszkowi, że weźmie ich niedługo do siebie, do nieba. Spełniło się to szybko. W październiku 1918 roku Hiacynta zachorowała na grypę hiszpankę. Chorowała bardzo długo i cierpiała bardzo, a stan jej stale się pogarszał. Była w chorobie szczęśliwa, że może tak dużo cierpień ofiarować Panu Jezusowi i Niepokalanemu Sercu Maryi. Każdego dnia znajdowała wiele okazji do wypełniania swojego zadania. Wszystko znosiła bardzo cierpliwie i pogodnie i stale szukała nowych sposobów umartwiania się.

W kwietniu 1919 roku umarł jej brat Franciszek, co napełniło ją wielkim bólem. Cały lipiec i sierpień spędziła w szpitalu w Ourem, samotna, oddalona od bliskich. I cały czas cierpiała i modliła się za grzeszników. Wróciła ze szpitala w gorszym stanie, z otwartą raną w piersiach. Nowym cierpieniem był dla niej opatrunek, który bardzo boleśnie urażał otwartą ranę, także codzienna zmiana opatrunku była bardzo bolesna. Nie mogła już też uciekać przed ludźmi, którzy jej szukali.

W tym czasie Hiacyntę odwiedziła Matka Boża, która zapowiedziała, co ją jeszcze czeka. Mała, niespełna dziesięcioletnia dziewczynka, szykowała się na następne cierpienia i śmierć w dalekiej Lizbonie, w całkowitej samotności. I to ofiarowała Bogu za wybawienie ludzi od piekła. Jej pociechą była obietnica Matki Bożej, że przyjdzie po Hiacyntę w godzinę śmierci, żeby zabrać ją do nieba.

21 stycznia 1920 r. Hiacynta wyjechała do szpitala do Lizbony. Jeszcze przez kilkanaście dni przebywała w zakładzie dla sierot, oczekując na przyjęcie do szpitala. 2 lutego po raz ostatni zmieniła miejsce swojego ziemskiego pobytu. Osiem dni później wykonano operację, tylko w znieczuleniu miejscowym, ponieważ Hiacynta była tak osłabiona, że nie zniosłaby narkozy. Nic to jednak nie pomogło. 20 lutego Hiacynta poprosiła o udzielenie jej Sakramentu Chorych. Błagała też księdza o przyniesienie Komunii św., ale ksiądz nie spełnił tej prośby. Tak więc umarła, nie doczekawszy się spełnienia jednego z największych marzeń swojego życia. Po śmierci jej ciało wydawało woń kwiatów.

Dzisiaj Hiacynta spoczywa w bazylice fatimskiej, w miejscu objawień.

Jan Paweł II beatyfikował Hiacyntę i jej brata Franciszka 15 maja 2000 r.

Bł. Hiacynta Marto została patronką chorób ciała, chorych, jeńców, więźniów, ludzi wyśmiewanych dla ich pobożności; proszona o ratunek w chorobie morskiej.

...wróć



Od lewej: Hiacynta Marto, Łucja dos Santos i Franciszek Marto


Łucja, Franciszek, i Hiacynta