Logo serwisu Biblia

Strona główna

Stary Testament

Nowy Testament

Święci wg alfabetu

Święci wg dat

Papieże

Legendy o świętych

Patroni

Ciekawostki

Różne artykuły

Inne strony katolickie

Mapa serwisu

Kontakt




© 2000–2018 barbara
Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved

Strona nie zawiera cookies



Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl


4 październikaśw. Franciszek z Asyżu
17 wrześniaStygmatów św. Franciszka

W świecie są różni ludzie – jednych uważamy za wspanialszych, innych mniej zauważamy, jedni są nam obojętni, innymi zachwycamy się, są tacy, których nie lubimy i tacy, za którymi poszlibyśmy w ogień. Są wreszcie tacy, którzy w powszechnej opinii są wspanialsi, więcej znaczący. Podobnie jest i ze świętymi: niektórzy są dziś całkiem zapomniani, nie tylko nie dajemy ich imion naszym dzieciom, ale nawet trudno znaleźć o nich jakiekolwiek informacje. Inni są czczeni powszechnie i bardzo szeroko, ale tylko w jednym lub kilku krajach, jak na przykład nasz święty Andrzej Bobola. Są wreszcie święci powszechnie kochani i szanowani przez cały Kościół – częściej wspominani, buduje się dla nich więcej kościołów, zanosi się do nich więcej modlitw.

Jednym z takich powszechnie znanych świętych jest święty Franciszek z Asyżu. Jest nie tylko na całym świcie znany i kochany: olbrzymia większość ludzi uważa go za jednego z największych świętych – niektórzy nazywają go nawet „drugim Chrystusem”. Wielki poeta włoski, Dante Alighieri powiedział o nim: „Zajaśniał nad światem niczym słońce”. Ma też św. Franciszek wiele innych przydomków i określeń, pod którymi jest powszechnie znany: Pius XI nazwał go drugim Chrystusem, Jan Paweł II – ikoną Chrystusa Ukrzyżowanego, inni mówili o nim Biedaczyna z Asyżu, miłośnik Pani Biedy, zakochany w Miłości (to także tytuł książki Ewy Szelburg-Zarembiny o św. Franciszku), Seraf z Asyżu, święty pełen wyrzeczenia, piewca doskonałej miłości, brat Słońca, brat całego stworzenia i herold Wielkiego Króla — Boga.

Co sprawiło, że właśnie tego Poverello (Biedaczynę) cenimy tak wysoko?

Nie wiadomo dokładnie, kiedy przyszedł na świat: w 1181 lub 1182 roku w Asyżu, we włoskiej prowincji Umbria. Wiadomo, że został ochrzczony we wrześniu 1182 r. w romańskiej katedrze św. Rufina w Asyżu. Ojciec Franciszka – Pietro di Bernardone, nie pochodził jednak z Asyżu; przybył tu z miasta Lucca, gdzie należał do znanej rodziny tkaczy i kupców Moriconi; tu też założył sklep z suknem. Matka Franciszka, Joanna Pica, była Francuzką, którą Pietro przywiózł aż z Prowansji, gdzie często bywał w sprawach handlowych. Na chrzcie matka dała dziecku imię Giovanni – Jan, ale ojciec, który był zakochany we Francji, nazywał go Francuzikiem – Francesco, i tak święty został Franciszkiem.

Trudno przypuszczać, żeby syn jednego z najbogatszych obywateli miasta urodził się w innym miejscu niż wygodna komnata w jego bogatym domu. Jednak ze względu na późniejsze życie Franciszka powstała tradycja mówiąca, że święty urodził się w stajni. Podobno w ostatnim stadium ciąży Joanna długo cierpiała, nie mogąc urodzić dziecka. Wtedy pojawił się jakiś pielgrzym i poradził, żeby ze wspaniałej sypialni przenieść ją na słomę w stajni. Stąd w Asyżu oglądać można aż dwa miejsca narodzin Franciszka – jedno to izba w jego domu rodzinnym, a drugie to mała stajenka, należąca niegdyś do Piotra Bernardone. Nad jej drzwiami można przeczytać pisaną gotyckim pismem z XIII wieku łacińską inskrypcję: „W tym oratorium, kiedyś stajni wołu i osiołka, narodził się Franciszek, Światłość Świata”.

Młody Franciszek uczęszczał do szkoły parafialnej. Po jej ukończeniu zaczął pomagać ojcu w kupieckim rzemiośle. Znał rachunki, łacinę, język francuski. Był doskonałym kupcem, lepszym nawet od ojca, cechowała go jednak rozrzutność i coś, co dziś nazwalibyśmy wielkopańskim stylem życia. Fakt, że czasy, w których żył, sprzyjały takiemu właśnie stylowi – był to okres rozkwitu rycerstwa, zachwycania się chwalebnymi czynami rycerzy Okrągłego Stołu; ale także był to okres rozkwitu fortun i korzystania z tych fortun i z życia. Franciszek dużo czasu spędzał ze „złotą młodzieżą” swojego miasta i odpowiednio do towarzystwa dopasowywał styl życia. Pieniądze, które zarobił, wydawał garściami, ubrany w stroje z najpiękniejszych tkanin jeździł z uczty na ucztę. Nocami słychać było na ulicach miasta rozbawioną kompanię śpiewającą przy dźwiękach lutni lub wioli.

Czegoś mu jednak brakowało. Sam nie wiedział jeszcze, że wcale nie marzy o bogatym, wygodnym i beztroskim życiu. Był bardzo dobrze wychowany, delikatny w stosunku do kobiet i nie znosił wulgarności; nie pozwalał także innym zachowywać się grubiańsko. Przy tym był bardzo hojny nie tylko dla przyjaciół, ale także dla ubogich, co nie jest przecież cechą „złotego młodzieńca”, jakim był wówczas Franciszek. Posiadał także niezwykle cenny dar cieszenia się pięknem natury – w czasach, w jakich żył Franciszek, ta cecha była ludziom całkowicie obca. W ogóle był marzycielem i romantykiem, chociaż zapewne uważał te cechy raczej za swoje wady, bo przecież całkiem nie przystawały do życia, jakie prowadził i jakie zapewne spodziewał się prowadzić aż do śmierci.

Kiedy wybuchła wojna między Asyżem a Perugią, Franciszek – tak jak bohaterowie pieśni śpiewanych przez trubadurów – stanął w obronie swojego miasta. Dostał się do niewoli i cały rok spędził w lochach, gdzie nabawił się długiej choroby. Jednak przez cały okres uwięzienia zadziwiał wszystkich wesołością, śpiewał i żartował, a napominany przez towarzyszy, którzy gorzej znosili uwięzienie, odpowiadał żartobliwie: „Nie wiecie, że oczekuje mnie wielka przyszłość i że cały świat pewnego dnia skłoni się przede mną i będzie mnie czcił?”.

Jednak nie zmienił swoich planów i ambicji. Jeszcze raz spróbował rycerskiego rzemiosła, zaciągając się na wyprawę wojenną w szeregi Waltera z Bienne, dowódcy wojsk papieża Innocentego III. Jednak ta wyprawa także skończyła się fiaskiem. Franciszek powrócił do Asyżu, nie zdobywszy rycerskiego pasa.

Po opuszczeniu więzienia Franciszek wrócił do dawnych zajęć: pomagał ojcu w interesach, wolny czas spędzał w wesołym towarzystwie. Jednak coraz częściej rozdawał biednym jałmużnę, coraz wyraźniej czuł, że jeszcze nie odnalazł sobie przeznaczonej drogi życiowej. I w takim nastroju pewnej nocy miał dziwny sen. Ukazała mu się tajemnicza postać, która zawołała go po imieniu i zawiodła do zamku pełnego zbroi wiszących na ścianach. Kiedy zapytał, czyj to zamek i czyje są zbroje, otrzymał odpowiedź: „To wszystko jest twoje i twoich rycerzy”. Franciszek zrozumiał ten sen bardzo dosłownie. Postanowił zostać rycerzem. Zakupił więc ekwipunek rycerski, konia, wziął giermka i ruszył do Apulii, gdzie miał zamiar zaciągnąć się do wojska. Kilka dni przed wyjazdem spotkał pewnego swojego towarzysza, szlachetnego rodu, lecz bardzo biednego. Oddał mu więc swój ekwipunek, biorąc w zamian jego – znacznie skromniejszy. Wkrótce wyruszyli wraz z innymi w drogę, która przez Spoleto wiodła do Rzymu i dalej, na południe Włoch. W Spoleto zatrzymała Franciszka wysoka gorączka, która powaliła go do łóżka. We śnie, albo w gorączce, usłyszał głos pytający, dokąd się wybiera. „Do Apulii, aby zostać rycerzem” – odpowiedział. Na to głos ponownie zapytał: „Kto więcej może ci pomóc: pan czy sługa?”. „Pan” – odpowiedział Franciszek. „Dlaczego więc – usłyszał w odpowiedzi – zostawiasz Pana dla sługi i księcia dla jego wasala?”. I nagle Franciszek zrozumiał, kto do niego przemawia: „Panie – zawołał – co pragniesz, bym uczynił?”. „Wróć do ojczyzny, a tam zostanie ci powiedziane, co masz czynić! Ponieważ widzenie, które miałeś, inaczej musi być rozumiane niż je pojąłeś”.

Następnego dnia Franciszek powrócił do Asyżu. Tam spotkał się z pretensjami ojca, że roztrwonił pieniądze na ekwipunek rycerski, konia i giermka. Zamiast jednak próbować zrekompensować ojcu szkody pracą, Franciszek zaczął teraz wieść życie spokojniejsze, bardziej ascetyczne, ale nieskupione na pracy, raczej na modlitwie, i ciągle rozdawał jałmużnę. Zbliżał się też do trędowatych, których dotychczas się brzydził i którym dotychczas ograniczał swoją pomoc jedynie do posyłania pieniędzy. Teraz sam przynosił im pożywienie, opatrywał rany i całował ich po rękach.

Tak wspominają tę przemianę towarzysze Franciszka: »Pewnego dnia, gdy był zanurzony w żarliwej modlitwie, otrzymał od Boga odpowiedź „Franciszku, jeśli chcesz poznać moją wolę, musisz wzgardzić i porzucić wszystko, co dotychczas całą swą duszą pożądałeś. Gdy tylko tak uczynisz, przekonasz się, jak gorzkie i nieznośne stanie się to co przedtem ci się wydawało przyjemne i godne ukochania, a to co budziło w tobie wstręt, przemieni się w wielkie szczęście i niewypowiedziany pokój«.

Tak na duchu przez Pana umocniony, podczas przejażdżki konnej w pobliżu Asyżu spotkał pewnego trędowatego. Dotychczas widok trędowatych wzbudzał w nim obrzydzenie. Tym razem, przymuszając siebie, zsiadł z konia, dał trędowatemu guldena i pocałował go w rękę. Ten zaś złożył mu pocałunek pokoju. Franciszek wsiadł na konia i udał się w dalszą drogę.

Od tej pory zaczął coraz bardziej gardzić sobą, aż dzięki łasce Bożej doszedł do pełnego nad sobą zwycięstwa.

W parę dni potem, zebrawszy większą sumę pieniędzy, udał się do przytułku dla chorych. Tam przywołał wszystkich trędowatych, każdemu z nich dawał jałmużnę i całował w rękę. A gdy stamtąd odchodził, widok i dotykanie trędowatych, to co dotychczas taki wstręt w nim wzbudzało, rzeczywiście przemieniło mu się w słodycz.” (Opowieść trzech towarzyszy).

A tak pisze o niej sam: „Mnie, bratu Franciszkowi, Pan dał tak rozpocząć życie pokuty: gdy byłem w grzechach, widok trędowatych wydawał mi się nie do zniesienia. Lecz Pan sam wprowadził mnie między nich i okazywałem im miłosierdzie. A kiedy odchodziłem od nich, to co wydawało mi się gorzkie, zamieniło mi się w słodycz duszy i ciała. A potem nie czekając długo, porzuciłem świat. A Pan dał mi w kościołach taką wiarę, że tak po prostu modliłem się i mówiłem: Wielbimy Cię, Panie Jezu Chryste, we wszystkich kościołach Twoich, które są na całym świecie i błogosławimy Tobie, że przez święty krzyż Twój odkupiłeś świat.” („Testament” św. Franciszka).

Działanie Boga w duszy Franciszka postępowało szybko. Jeszcze nie wiedział, co ma czynić, a już ciągnęło go w stronę ubogiego życia. Oto jak piszą o tym towarzysze Franciszka:

„Franciszek od dawna był dobroczyńcą ubogich. Teraz jednak jeszcze mocniej postanowił w sercu swoim, że ze względu na Boga nigdy nie odmówi, gdy ktoś poprosi go o pomoc. Takiej przemiany dokonała w nim łaska Boża, chociaż nosił jeszcze świeckie szaty.

Dlatego też pragnął znaleźć się w obcym mieście, gdzie nie poznany mógłby zamienić z jakimś żebrakiem swoje ubranie i spróbować dla miłości Boga prosić o jałmużnę.

Zdarzyło się, że właśnie wtedy podjął pielgrzymkę do Rzymu. Kiedy wszedł do kościoła San Pietro, zauważył, że niektórzy ludzie składali bardzo skąpe ofiary. Powiedział sobie w duszy: »Książę Apostołów winien być z wielkodusznością czczony, dlaczego więc ludzie składają tak skąpe ofiary w kościele, w którym spoczywa jego ciało?«. W świętym uniesieniu chwycił za sakiewkę; była pełna pieniędzy. Rzucił ją przez otwór skarbony przed ołtarzem. Brzęk monet spowodował tyle hałasu, że obecnych tam ludzi zdumiała tak wspaniała hojność.

Wyszedł przed portal świątyni, gdzie wielu ubogich prosiło o jałmużnę. Od jednego z nich, ukradkiem, wyprosił żebracze łachmany, przebrał się w nie, wmieszał się pomiędzy ubogich na stopniach kościoła i zaczął prowansalskim narzeczem prosić o jałmużnę. Lubił bowiem mówić po francusku, chociaż dobrze nie znał tego języka. Potem zdjął łachmany, przebrał się we własne szaty i udał się do Asyżu, prosząc pokornie Boga, by zechciał mu wskazać jego drogę.

Swojej tajemnicy nie zdradził nikomu, nikogo też nie prosił w tej sprawie o radę. Błagał tylko Boga, który swą łaską już zaczął w nim działać, by zechciał wskazać mu właściwą drogę.

Zwierzał się jedynie biskupowi Asyżu. W tym bowiem czasie nie spotykało się nigdzie prawdziwego ubóstwa, do którego tęsknił Franciszek ponad wszystko na tym świecie i chciał w nim żyć i umierać.” (Opowieść trzech towarzyszy).

Widać więc, jak dojrzewało we Franciszku dzieło Boże – przemiana nie dokonała się w nim w jednej chwili, jak czasem się przypuszcza, systematycznie przygotowywał się do tego, co miał uczynić dla Boga na tam świecie.

Aż wreszcie nadszedł ten przełomowy dla życia Franciszka moment, kiedy sam Pan Jezus oznajmił mu, co ma robić. Jeszcze Franciszek tego nie zrozumiał do końca, czego Pan od niego żąda, ale już zdecydował o zmianie swojego życia, już je oddał na służbę Bogu i od tej chwili stanowczo będzie podążał tylko w jedną stronę – ku Bogu – do końca swojej ziemskiej wędrówki. Ten decydujący moment (było to w roku 1205) pozwolę sobie jeszcze raz przedstawić słowami towarzyszy Franciszka:

„Pewnego dnia, gdy Franciszek szczególnie żarliwie wzywał miłosierdzia Bożego, Pan mu objawił, że wkrótce zostanie pouczony, co powinien czynić. Ogarnęła go wówczas taka radość, że nie wiedział, jak ma ją uzewnętrznić.

W kilka dni później, kiedy przechodził obok kościoła San Damiano, coś go natchnęło, by wstąpić tam na modlitwę. Wszedł i zaczął żarliwie modlić się przed obrazem Ukrzyżowanego.

Od razu usłyszał głos: »Franciszku, czy nie widzisz, że mój dom się wali? Idź i napraw go!«.

Drżący i zdumiony powiedział: »Panie, uczynię to chętnie!«. Myślał bowiem, że chodzi o ten kościół San Damiano, którego stare mury groziły zawaleniem. Jednak to wołanie tak go ożywiło i napełniło wewnętrznym światłem, że w swoim sercu odczuł w tym momencie Tego, który do niego przemówił: Chrystusa – Chrystusa Ukrzyżowanego.” (Opowieść trzech towarzyszy).

Ożywiony wewnętrznym światłem, zaraz przystąpił Franciszek do odbudowy kościoła. Aby sfinansować odbudowę, sprzedał konia i tkaniny ze sklepu ojca. Uzyskaną sumę przekazał proboszczowi kościoła San Damiano. Tego nie mógł znieść Pietro di Bernardone. Już i przedtem był niezadowolony z przemian, jakie zachodziły w synu, widział, jak oddala się nadzieja wychowania godnego siebie dziedzica, który będzie dalej prowadził i rozwijał rodzinny interes, zyskując uznanie i szacunek otoczenia. Zagroził więc synowi, że jeśli nadal będzie tak postępował, to go wydziedziczy. Być może miał nadzieję, że w ten sposób zawróci syna z błędnej – jak mniemał – drogi. Jednak Franciszek był już całkowicie zdecydowany podążać drogą wskazaną mu przez Boga.

Kiedy więc w marcu albo kwietniu 1206 roku Pietro zaprowadził syna przed biskupa Asyżu, Gruida II i urzędowo go wydziedziczył, Franciszek zdjął z siebie całe odzienie i oddał ojcu ze słowami: „Do tej pory na Ziemi zwałem ciebie ojcem, od teraz będę mógł powiedzieć całkowitą prawdę: Ojcze nasz, który jesteś w Niebie i w którym pokładam wszelkie dobra i zaufanie”. Biskup szybko zakrył go swoim płaszczem, żeby nie budzić zgorszenia, jako że cała scena rozegrała się w bocznej nawie kościoła San Damiano. Od tej chwili Franciszek nie szukał żadnego kontaktu z ojcem, cały swój czas i całe swoje życie postanowił poświęcić zadaniu wyznaczonemu mu przez Boga.

W miejsce bogatych szat, których się wyrzekł, sprawił sobie pustelnicze odzienie, po czym wrócił do miasta. Jak pijany chodził po ulicach i zaułkach i śpiewał pieśni na cześć Pana. Zabrał się też do roboty: zaczął zbierać kamienie na odbudowę kościoła San Damiano.

Pierwotnie, kiedy Franciszek pracował przy odbudowie kościółka, kapłan tego kościółka karmił go. Jednak Franciszek doszedł do wniosku, że nie może tak żyć, gdyż to nie byłoby ubogim życiem, którego pragnie. Zrozumiał, że powinien jak prawdziwy ubogi chodzić z miską od drzwi do drzwi, by dobrowolnie żyć „w ubóstwie miłości do Tego, który ubogo się narodził, prowadził ubogie życie, nagi umarł na krzyżu i został pogrzebany w wypożyczonym grobie” (Opowieść trzech towarzyszy). Wziął więc żebraczą torbę i zaczął, kołacząc od drzwi do drzwi, prosić o jałmużnę. Początki nie były łatwe. Otrzymane resztki strawy zbierał Franciszek do żebraczej miski. Jednak taka mieszanina wywoływała w nim wstręt; był przecież przyzwyczajony do wykwintnych i pięknie podawanych potraw. Przemógł się jednak i zaczął ją jeść. I wydało mu się, że nigdy w życiu nie miał w ustach lepszych przysmaków: dziękował Bogu za to że gorycz zmienił mu w słodycz.

Podobna trudność wystąpiła w związku z oliwą. Pracując przy odbudowie kościoła San Damiano Franciszek zobowiązał się, że nieustannie będzie się tam paliła lampa. Chodził więc po mieście i żebrał o oliwę. Raz jednak, zbliżywszy się do pewnego domu zobaczył, że odbywa się tam zabawa. Zawstydził się tam żebrać i cofnął się. Zaraz jednak uznał swoje zawstydzenie za grzech, zawrócił więc i przed bawiącymi się ludźmi wyznał, że wstydził się prosić ich o jałmużnę.

W ciągu trzech lat po wydziedziczeniu przez ojca Franciszek odbudował – żebrząc i samodzielnie pracując – trzy kościoły.

Ludzie zaczęli się z Franciszka wyśmiewać, uznając go za szaleńca. Byli jednak i tacy, którzy widząc, jak przeszedł od pustego i lekkomyślnego życia do tak wielkiego upojenia się miłością Bożą, wzruszali się do łez. Okazało się także, że są ludzie gotowi podjąć takie życie, jakie postanowił wieść Franciszek, chociaż z początku nie było ich wielu. Szybko zaczęli się wokół niego gromadzić uczniowie: najpierw młody i zamożny Bernardo di Quintavalle porzucił wszystko i poszedł w ślady Franciszka, potem dołączył do nich Pietro Cattani, znany doktor prawa, trzecim towarzyszem został człowiek imieniem Idzi, dziś znany jako bł. Idzi z Asyżu. Potem przyłączyli się Sabbatino, Morico i Giovanni de Capella, wszyscy z Asyżu, potem jeszcze następni, tak że w 1208 roku grupka liczyła już dwunastu braci. Franciszek otrzymał w darze od benedyktynów kościółek Panny Marii Anielskiej (Santa Maria degli Angeli) z przylegającym doń kawałkiem ziemi. Nazwał tę własność Porcjunkula (Porziuncola) – cząsteczka. Pierwotnie (do 1209 roku) bracia mieszkali wokół kościółka pochodzącego z IV wieku w szałasach z gałęzi, dopiero potem stanął tam ich pierwszy dom, który stał się macierzystym klasztorem zakonu. Dziś maleńki kościółek (Cappella della Porziuncola) mieści się wewnątrz Bazyliki Santa Maria degli Angeli na równinie poniżej Asyżu – można go tam zwiedzać.

Z kościółkiem w Porcjunkuli wiąże się także inne zdarzenie. W 1216 roku św. Franciszkowi objawił się Chrystus, obiecując całkowity odpust dla wszystkich, którzy po spowiedzi i komunii przyjdą do tego kościółka. Odpust ten zatwierdził papież Honoriusz III i ustalił dzień wizyt na 1–2 sierpnia każdego roku.

Franciszek radził się Biblii, co ma dalej czynić. Chrystus kazał im zostawić wszystko i iść wśród najbiedniejszych. Głęboko w pamięci utkwiły mu zwłaszcza słowa „Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski” (Mt 10, 5–16). Coraz wyraźniej rysował mu się plan dalszej działalności. Zaczął nauczać ludzi chodząc po całej Umbrii wraz ze swymi towarzyszami, których nazywał „Mężami Pokutnikami z Asyżu” lub też „Braćmi Mniejszymi”. Wszyscy obrali sobie za cel naśladowanie Pana Jezusa w Jego ubogim życiu i głoszenie Ewangelii.

I jeszcze raz posłuchajmy, co mówią na ten temat towarzysze św. Franciszka:

„Mąż Boży zachodził często do biskupa Asyżu prosić o radę, a biskup przyjmował go zawsze życzliwie. Jednakże i on powiedział raz tak do Franciszka: »Wasze życie wydaje mi się zbyt surowe, a trudno żyć niczego nie posiadając, to bardzo ciężko«.

Na to odpowiedział Święty: »Panie, gdybyśmy cokolwiek posiadali, musielibyśmy mieć też broń, by strzec swego mienia. Z tego rodzą się kłótnie i wojny, które przeszkadzają kochać Boga i bliźniego. Dlatego wolimy nie posiadać niczego na tym świecie«. Odpowiedź Męża Bożego bardzo podobała się biskupowi.

Franciszek rzeczywiście wzgardził wszelkimi przemijającymi dobrami, nade wszystko zaś pieniędzmi, a w swojej regule, zalecając szczególnie ubóstwo, pouczał braci, by zwłaszcza nie mieli do czynienia z pieniędzmi. Ułożył bowiem kilka reguł i wypróbował je wcześniej, zanim każdą z nich zapisał, a na koniec przekazał je swoim braciom. W jednej z nich tak mówił o pogardzaniu pieniędzmi: »Skoro już wszystko opuściliśmy, strzeżmy się, byśmy przez taką drobnostkę nie utracili Królestwa niebieskiego. A gdziekolwiek znajdziemy pieniądze, nie troszczmy się o nie więcej niż o proch ziemi, który depczemy stopami«.” (Opowieść trzech towarzyszy).

W 1209 lub 1210 roku św. Franciszek wraz z towarzyszami udał się do Rzymu. Papież Innocenty III przyjął ich i zatwierdził, pierwszą prostą regułę franciszkańską (która jednak później zaginęła). Polecił też Franciszkowi, aby przyjął święcenia diakonatu, by mógł tym lepiej wypełniać swoją misję. Jego towarzyszom zaś pozwolił nosić tonsurę – znak przynależności do stanu duchownego. Według podania Innocenty III miał mieć sen proroczy, w którym widział św. Franciszka i jego uczniów, jak podtrzymywali swoimi ramionami chylący się do upadku Kościół Boży. Bracia wrócili do Asyżu, gdzie zamieszkali w Rivotorto w tak zwanym Sacro Tugurio – czyli świętej ruderze. Była to kapliczka, mająca po obu stronach dwa maleńkie pomieszczenia, tak maleńkie, że Franciszek napisał na murach i belkach imiona braci, wyznaczając im w ten sposób miejsca do spania. Można w nich było jedynie siedzieć lub leżeć. Ta święta ruina dzisiaj znajduje się wewnątrz neogotyckiego kościoła św. Marii w Rivotorto.

Po trzech latach mieszkania w Rivotorto, kiedy liczba sympatyków i zwolenników zakonu franciszkańskiego wciąż rosła, a zakon rozwijał się, znów zamieszkali w Porcjunkuli, gdzie Franciszek założył swoje pierwsze miejsce franciszkańskie. Nie zakon, a właśnie miejsce, aby odróżnić je od symbolu posiadania i stabilności, jakie wiążą się z pojęciem zakonu. Tam w Niedzielę Palmową w nocy z 18 na 19 marca 1212 roku św. Klara złożyła Franciszkowi przysięgę zakonną; w ten sposób został założony II Zakon Świętego Franciszka Pań Ubogich, zwany potocznie klaryskami. Franciszek widział w Klarze wielki dar Boży. Kiedy bowiem bracia mieli się oddawać posłudze apostolskiej, Klara z towarzyszkami miały modlitwą i pokutą przygotowywać dla nich serca grzeszników.

Franciszek swoją podopieczną – chwilową jedyną członkinię nowo powstałego zakonu – umieścił tymczasowo w klasztorze panien benedyktynek. Niespełna trzy tygodnie później dołączyła do Klary jej młodsza siostra – Katarzyna, której Franciszek nadał zakonne imię Agnieszki (i która również została świętą). Niedługo potem opiekun przeniósł je do położonego pod Asyżem kościółka św. Damiana, gdzie wspólnota zakonna z czasem rosła i rozwijała się.

Św. Franciszek nie ograniczał swojej działalności tylko do terenu Włoch. Ożywiony duchem ewangelicznym, duchem głoszenia Dobrej Nowiny, zaczął podróżować w inne rejony świata. W 1212 roku odbył podróż do Dalmacji (dziś Chorwacja). Prawdopodobnie chciał wtedy dotrzeć aż do Syrii, by tam nawracać saracenów. Niestety, burza zmusiła okręt do zawrócenia. Chciał udać się także do Maroka, bo ten kraj był ojczyzną muzułmanów, ale nie pozwoliła mu na to choroba. W latach 1213–1215 odbył daleką podróż do Hiszpanii, do ziemi Maurów. Niestety, znów choroba wzięła górę i Franciszek musiał zadowolić się jedynie odwiedzeniem grobu św. Jakuba Apostoła w Compostelli.

Wreszcie Franciszek urzeczywistnił swoje marzenie. W 1219 roku odpłynął z Ancony do Acri i dalej do Damietty. Damietta – egipska forteca, była oblegana przez krzyżowców już od roku. Jednak muzułmanie pod wodzą dwóch braci: sułtana Egiptu i sułtana Damaszku, dzielnie odpierali ataki. Franciszek głosił kazania krzyżowcom, ale nade wszystko pragnął stanąć przed sułtanem. I udało mu się to sułtan Malik el Kamil (lub wg innej pisowni Melek-el-Kamel) przyjął go na audiencji. Franciszek wygłosił płomienne przemówienie, ale jedyne, co udało mu się osiągnąć, to słowa: „Módl się za mnie, aby Bóg wyjawił mi religię, która jest Mu najmilsza”. Otrzymał też glejt, pozwalający mu swobodnie poruszać się po Ziemi Świętej. Niektórzy uważają, że Franciszek odniósł olbrzymi sukces, skoro nie został zabity przez muzułmanów za swoją chrześcijańską misję.

W 1213 roku, jeszcze przed podróżą do Hiszpanii, Franciszek otrzymał od hrabiego Orlando da Chiusi górę Alwernię (La Verna), która stała się ulubionym miejscem modlitw świętego; tu właśnie otrzymał później stygmaty.

Tymczasem sprawy zakonu toczyły się powoli swoim rytmem. Z każdym rokiem przybywało braci i zwolenników św. Franciszka. Po powrocie z Hiszpanii, w 1215 roku Franciszek zwołał do Asyżu pierwszą kapitułę generalną. Przedstawił wtedy ułożoną przez siebie regułę. Zaczął też myśleć o ujęciu wspólnoty w ramy organizacyjne.

Tymczasem jednak otrzymał zaproszenie papieża Honoriusza III na sobór powszechny laterański IV. Tam spotkał św. Dominika, z którym połączyła go wielka dozgonna przyjaźń.

Po soborze, w 1217 roku, zwołał drugą kapitułę generalną do Porcjunkuli. Podjęto na niej decyzję, że bracia będą wysyłani w misje do innych krajów świata. Najpierw postanowiono wysłać braci do Tunisu i Syrii. Już wtedy rozrastający się zakon został podzielony na prowincje. Na trzeciej kapitule w 1219 roku, tak licznej, że od setek rozstawionych namiotów nazwano ją „kapitułą namiotów”, postanowiono wysłać braci z misjami do Niemiec, Węgier, Anglii i Francji. Z tym że wyprawy do Niemiec i na Węgry zakończyły się niepowodzeniem z powodu nieznajomości języka. To po tej kapitule Franciszek udał się ze swoją misją do sułtana do Egiptu. Nie zabawił tam jednak długo, mimo otrzymanego od sułtana pozwolenia, ponieważ otrzymał wiadomości o niepokojach w zakonie – w Asyżu zwołano bez jego wiedzy kapitułę generalną, żeby zmienić regułę. Franciszek na tej kapitule zrzekł się przełożeństwa zakonu i na swoje miejsce wyznaczył Pietro Cattani (jak pamiętamy, to drugi z kolei towarzysz, który się do niego przyłączył). Mimo to Franciszek nadal był uważany za głowę zakonu, także przez papieża.

W 1220 roku pięciu braci (kapłan Otto, subdiakon Berard oraz bracia Piotr, Alekursjusz i Adiut) poniosło śmierć męczeńską z rąk mahometan na misji w Maroku. Ciała ich przewieziono do Portugalii. W manifestacji i pogrzebie uczestniczył młody kapłan z zakonu kanoników regularnych, Ferdynand Boglioni, dziś znany jako św. Antoni Padewski. Niebawem wstąpił on do franciszkanów.

Tak więc dzieło stale rozrastało się. W 1221 r. zakon liczył już ponad pięć tysięcy zakonników. W tym samym roku umarł też pierwszy przełożony, Pietro Cattani. W jego miejsce Franciszek mianował przełożonym generalnym na następnych 6 lat brata Eliasza Bombarone. Sam zaś poświęcił czas modlitwie i sprawom organizacyjnym zakonu.

Wśród zwolenników zakonu było coraz więcej ludzi świeckich, także zamężnych kobiet i żonatych mężczyzn. Dla tych ludzi, którzy nie mogli zostać zakonnikami, założył III Zakon dla ludzi świeckich, żyjących w rodzinach, praktykujących śluby zakonne w ramach swojego stanu. Zakon ten popularnie zwany jest tercjarskim, a jego członkowie to tercjarze, lub też bracia mniejsi (minoryci). Nie wszyscy wiedzą – ponieważ ten zakon nie ma swoich domów ani nie prowadzi żadnej działalności – że istnieje on do dziś.

W czasie kapituły w 1222 roku opracowana została nowa reguła. W trakcie prac nad nią Franciszek zwrócił się do braci: „Bracia, bracia moi! Bóg wezwał mnie, abym szedł drogą prostoty i ukazał mi ją. Nie chcę więc, abyście mówili mi o innych regułach ani św. Augustyna, ani św. Bernarda. Bóg wyjawił mi, że Jego wolą jest, abym był szaleńcem na świecie: tej nauce Bóg pragnie, abyśmy się oddali!”. Słowa te sugerują, że dyskusja nad regułą była gorąca. Ostatecznie jednak została uchwalona i w 1223 roku Honoriusz III zatwierdził ją bullą „Solet annuere”.

Wyjątki z Reguły Braci Mniejszych: „Przestrzegać świętej Ewangelii Pana naszego Jezusa Chrystusa, żyjąc w posłuszeństwie, niczego własnego nie posiadając i żyjąc w celibacie… I wszyscy bracia niech noszą nędzne ubrania i mogą łatać je workiem i innymi łatami z błogosławieństwem Bożym. Przestrzegamy ich jednak, aby nie osądzali tych, którzy ubierają się w miękkie i kolorowe szaty i jedzą delikatne potrawy. Lecz niech raczej każdy osądza samego siebie i pogardza samym sobą”. Obowiązywał nadal zakaz posiadania jakiegokolwiek miejsca czy domu, a życie z jałmużny przedstawione zostało jako rodzaj narzędzia pokory. „Ci z braci, którym Bóg dał łaskę pracy, niech pracują wiernie i z oddaniem”. Franciszek nalegał, żeby reguła stosowana była dosłownie i żeby nie zaopatrywać jej w żadne komentarze. Było to jednak niezgodne ze zwyczajami ówczesnej epoki, a w związku z tym tak trudne do przyjęcia, że później wśród franciszkanów powstały różnice w interpretacji tej reguły.

Tymczasem św. Franciszek skończył już 40 lat. Zawsze był delikatny, a tryb życia, jaki prowadził od ponad 15 lat, nie sprzyjał zdrowiu. Bardzo źle odbiło się na nim roczne uwięzienie w Perugii, podczas pielgrzymki do Egiptu nabawił się jaglicy (choroby oczu), chorował także na malarię, miał kłopoty z żołądkiem i wątrobą. Jaglica powoli postępowała, pozbawiając Franciszka stopniowo wzroku. Mimo wszystko święty nie szukał odpoczynku, cały czas starał się rozwijać i umacniać swoje dzieło. Sprawy zakonu pozostawił bratu Eliaszowi, a sam spędzał czas głównie na modlitwie i głoszeniu kazań w środkowo-północnych Włoszech. Kazania te wyjątkowo trafiały do serc słuchaczy. W czasach scholastyki, gdzie każdy stawiał sobie za punkt honoru dochodzenie do sedna drogą intelektualnej dyskusji, kazania Franciszka trafiały prosto do serc. Mówione zwykłym, prostym językiem, nie zawierały żadnej teologii, a jedynie to co Franciszek czuł sercem. Nigdy nie były skierowane przeciwko innym, nawet heretykom. W czasach, kiedy chlebem powszednim była przede wszystkim niezmierzona pycha, Franciszek owej pysze przeciwstawiał pokorę, umiejętność znoszenia przeciwieństw i zdolność przebaczania, połączone z całkowitym zakazem folgowania własnym słabościom. A przy tym to co głosił Franciszek, było takie prawdziwe. Może najtrafniej skomentowała to św. Klara w słowach skierowanych do świętego: „Franciszku! Twoje słowa płyną prosto z serca. Jest w nich żar i słodycz, a w ślad za nimi idzie przykład twojego życia. Ludzie cię potrzebują”.

Starał się więc Franciszek jak najwięcej dać z siebie ludziom, a jednocześnie starał się jak najwięcej dać z siebie Bogu, żyć w sposób coraz bardziej perfekcyjny. Doprowadził własne ciało do tego, że wszelkie niewygody stały się dla niego koniecznością, a nawet najskromniejsze udogodnienia były nieznośne.

Jednym z przykładów, jak nieustannie myślał Franciszek o uwielbieniu Boga, jest Boże narodzenie w Greccio – najbiedniejszej pustelni, jaką dysponował zakon. Oddajmy na chwilę głos dziejopisowi:

„Dlatego z nabożną czcią musimy opowiedzieć o tym, co na trzy lata przed swoją śmiercią (w 1223 roku) uczynił w Greccio w uroczystość Bożego Narodzenia.

Mieszkał w tamtej okolicy pewien człowiek imieniem Jan, którego błogosławiony Franciszek szczególnie miłował. Jego to na czternaście dni przed Bożym Narodzeniem poprosił do siebie (było to w drodze powrotnej z Rzymu po zatwierdzeniu reguły) i tak jemu powiedział: »Jeśli chcesz, byśmy Boże Narodzenie obchodzili w Greccio, idź śpiesznie i uczyń tak jak ci polecę. Pragnę bowiem Narodzenie Bożego Dzieciątka tak przedstawić, jak to niegdyś dokonało się w Betlejem.

Ludzie muszą z bliska, własnymi oczami widzieć, jak Boże Dziecię cierpiało gorzką biedę, gdy je złożono na sianie w żłobie, przy którym stał wół i osioł«.

Gdy ów dobry człowiek to usłyszał, udał się natychmiast na oznaczone miejsce, zabrał się do dzieła i przygotował wszystko, co mu Święty polecił.

Nadszedł wreszcie ten dzień wesela, dzień radości. Z pobliskich klasztorów wezwano braci. Zebrali się mieszkańcy okolicy, kto tylko mógł. Z wielką radością zapalono świece i pochodnie, by rozjaśnić tę noc, która blaskiem betlejemskiej gwiazdy rozświetliła wszystkie dni i lata.

Gdy Franciszek przyszedł i znalazł wszystko przygotowane, ogromnie się ucieszył.

Postawiono żłób, przyniesiono siano, przyprowadzono wołu i osiołka. I oto prostota otrzymała należną jej cześć – wartość ubóstwa została ukazana, a pokora otrzymała należny jej hołd!

Greccio przemieniło się zatem w nowe Betlejem.

Noc stała się jasna jak dzień, pełna uroku dla ludzi i zwierząt. Ludzie, którzy tu z różnych stron przybyli, zostali przepełnieni nową radością i przeniknięci blaskiem odwiecznej tajemnicy. Las rozbrzmiewał głosami, a skały odpowiadały echem. Bracia śpiewali wychwalając Boga, oddając Mu cześć. W blaskach rozjaśnionej nocy rozbrzmiewały okrzyki radości. Przy żłóbku stanął Mąż Boży, głęboko boleśnie wzdychał, z uwagą wpatrywał się w żłóbek, promieniując niewypowiedzianym szczęściem.

Kapłan rozpoczął Mszę świętą ze szczególnym przejęciem. Mąż Boży przywdział szaty liturgiczne. Jako diakon śpiewał głośno Ewangelię. Jego mocny, jasny, donośny głos wzywał wszystkich do wielbienia Najwyższego. Następnie wygłosił do zebranego ludu kazanie. Opowiedział o ubogim narodzeniu Króla i małym miasteczku Betlejem. A gdy wypadło mu nazwać Chrystusa Jego imieniem Jezus, płonąc niezwykłą miłością nazywał Go »Dzieciątkiem z Betlejem«. Kiedy wymawiał »Betlejem«, jego głos rozbrzmiewał żałośnie jak głos jagnięcia. Bardziej jednak niż słowem, jego usta zdawały się rozkoszować słodyczą miłości.” (Tomasz z Celano Pierwszy życiorys świętego Franciszka).

Było to pierwsze przedstawienie żłóbka, od którego wzięła się potem cała tradycja szopki i jasełek.

W lecie 1224 roku św. Franciszek udał się na górę La Verna (Alwernia), aby odbyć 40–dniowy post ku czci św. Michała Archanioła. Podczas tego postu, 14 września, w uroczystość Podwyższenia Krzyża świętego, modlił się do Boga o bezpośredni znak. Tak jak kiedyś, otworzył trzykrotnie Biblię i za każdym razem przeczytał opis męki Chrystusa. Zrozumiał, że jego misją ma być cierpienie. Tego samego dnia miał widzenie:

„Widział mężczyznę przybitego do krzyża, który stanął przed nim jakoby serafin z sześcioma skrzydłami, mając rozpostarte ręce i złączone stopy. Dwa skrzydła unosiły się nad głową, dwa były rozwinięte do lotu, a dwa pokrywały całe ciało.

Sługę Najwyższego ogarnęło wielkie zdziwienie na ten widok, którego nie mógł pojąć.

Przeniknęła go ogromna radość i szczęście, gdy łagodnie i łaskawie spoglądał na niego niewypowiedzianie piękny serafin – lecz równocześnie i groza, na widok przybicia do krzyża i męki.

Na koniec powstał, smutny i uradowany zarazem, albowiem ból i radość na przemian go obejmowały.

Zmieszany rozważał, co mogłoby oznaczać to widzenie?

Targała nim duchowa rozterka, nie mógł nic zrozumieć.

Podczas gdy niezwykłość tego zjawiska tak mocno na niego podziałała, iż niczego nadal nie mógł pojąć i czuł się bezradny, na jego dłoniach i stopach pojawiły się ślady ran, które przed chwilą oglądał u Ukrzyżowanego.

Jego własne ręce i stopy zostały przebite gwoździami, których główki widać było na rękach od strony dłoni, a na stopach od góry, ich ostrza zaś wychodziły na wylot. Na wewnętrznych stronach dłoni ślady były zaokrąglone, a na zewnętrznych podłużne z wystającym ostrzem gwoździ, od których pod wpływem uderzenia odstawało zranione ciało. Tak samo wyglądały znamiona na stopach, były podobnie przebite.

Również na prawym boku była zabliźniająca się rana, jakby po uderzeniu włócznią. Często płynęła z niej krew tak obficie, że zraszała habit i spodnie.

O jakże niewielu zasłużyło na to by mogli oglądać świętą ranę w boku Ukrzyżowanego Pana u jego ukrzyżowanego sługi, jeszcze za jego życia! Szczęśliwy Eliasz, który za życia Świętego mógł ją zobaczyć. Nie mniej szczęśliwy Rufin, który własną ręką mógł jej dotknąć!

Brat Rufin razu pewnego, aby opatrzyć rany Świętego Męża, jak to często czynił, nieostrożnie dotknął tej świętej rany prawego boku. To dotknięcie sprawiło ogromny ból Franciszkowi, który odsunąwszy jego rękę, prosił Boga, by mu przebaczył.

Te rany bowiem troskliwie ukrywał przed obcymi. Starannie otaczał tajemnicą przed bliskimi, tak że nawet najbliżsi jego współbracia, którzy zawsze przy nim byli, przez długi czas o tym nic nie wiedzieli.” (Tomasz z Celano Pierwszy życiorys świętego Franciszka).

Trzeba tu dodać, że św. Franciszek z Asyżu był pierwszym w historii znanym stygmatykiem. Kościół urzędowo potwierdził ten wypadek, wyznaczając na 17 września święto Stygmatów św. Franciszka.

Po otrzymaniu stygmatów Franciszek czuł się tak osłabiony, że musiał zaprzestać swych wędrówek apostolskich, a do tego jeszcze oślepł prawie zupełnie. Kontakt ze współbraćmi utrzymywał prawie wyłącznie przez dyktowane listy. W 1225 roku przebywał w San Damiano. W tym czasie podyktował swój największy utwór poetycki, znany dziś pod wieloma różnymi tytułami: Laudes creaturarum, Laudes Domini de suis Creaturis, Hymn pochwalny do Boga od Jego stworzeń, Hymn stworzenia, Hymn Brata Słońce, Pieśń słoneczna albo pochwała stworzeń, a po włosku: Cantico delle creature lub Cantico di Frate Sole. Poniżej przytaczam tę piękną pieśń.

„Najwyższy, Wszechmocny, dobry Panie,

Twoja jest sława,

chwała i cześć

i wszelkie błogosławieństwo.

Tobie jednemu, Najwyższy, one przystoją

i żaden człowiek nie jest godny

mówić o Tobie.

Pochwalony bądź, Panie mój,

ze wszystkimi Twymi stworzeniami,

szczególnie z szlachetnym bratem słońcem,

przez które staje się dzień

i nas przez nie oświecasz.

I ono jest piękne i świecące wielkim blaskiem:

o Tobie, Najwyższy, oznajmia.

Pochwalony bądź, Panie mój,

przez siostrę księżyc i gwiazdy:

ukształtowałeś je na niebie jasne

i cenne, i piękne.

Pochwalony bądź, Panie mój, przez brata wiatr

i przez powietrze, i chmury,

i przejrzystość nieba, i wszelką pogodę,

przez które Twoim stworzeniom

dajesz utrzymanie.

Pochwalony bądź, Panie mój,

przez siostrę wodę,

która jest bardzo pożyteczna i pokorna,

i cenna, i czysta.

Pochwalony bądź, Panie mój,

przez brata ogień,

którym rozświetlasz noc:

i on jest piękny i wesoły,

i krzepki, i mocny.

Pochwalony bądź, Panie mój,

przez siostrę naszą, matkę ziemię,

która nas utrzymuje i chowa,

i wydaje różne owoce

z barwnymi kwiatami i trawami.

Pochwalony bądź, Panie mój,

przez tych,

którzy przebaczają

dla Twej miłości

i znoszą słabości

i prześladowania.

Błogosławieni ci, którzy je zniosą w pokoju,

ponieważ przez Ciebie, o Najwyższy,

będą uwieńczeni.

Pochwalony bądź, Panie mój,

przez siostrę naszą śmierć cielesną,

której żaden człowiek

żywy uniknąć nie może.

Biada tym, którzy umierają

w grzechach śmiertelnych!

Błogosławieni ci, których [śmierć] zastanie

w Twej najświętszej woli,

ponieważ śmierć druga

nie uczyni im zła.

Chwalcie i błogosławcie mojego Pana

i dziękujcie mu i służcie

z wielką pokorą.”

Hymn ten został uznany za pierwsze dzieło poetyckie w literaturze włoskiej. Jest też przykładem – jednym z wielu – wielkości Franciszka. Pieśń przepełniona miłością, światłem i radością życia powstawała w momentach największych cierpień i bólu świętego; a właściwie z nich wyrosła. Uważa się, że pierwszych dziewięć strof powstało w dniu następującym po bezsennej, pełnej cierpienia nocy. Strofy dziesiąta i jedenasta powstały kilka dni później, a trzy ostatnie są odbiciem przeczuwanej już przez Franciszka śmierci.

Dotychczas nie wspomniałam jeszcze o tej stronie życia i działalności świętego, z której – poza stygmatami – jest najbardziej znany: o jego stosunku do zwierząt i ich traktowaniu. Przez całe życie głosił, że wszystkie zwierzęta – dzieci tego samego Ojca Niebieskiego, co i my, są naszymi młodszymi braćmi. I nie tylko głosił. Tę myśl realizował całym swym życiem: każde stworzenie było dla niego słowem Bożym, pomagało mu zrozumieć Stwórcę. „Niech będzie pochwalony nasz Stwórca, bracie bażancie” – zwracał się do ofiarowanego mu przez kogoś ptaka, a ten stawał blisko niego i nie chciał żadnego innego towarzystwa. „Powinnaś zaśpiewać na chwałę Pana, cykado” – mówił innym razem, a cykada zaczynała swój śpiew i kończyła dopiero wtedy, kiedy jej to nakazał. Często dotrzymywały mu towarzystwa dzikie zwierzęta: zając podczas jego pobytu na wyspie na Jeziorze Trazymeńskim, dziki królik w Greccio. W pobliżu Sieny pewnego dnia otoczyły go owce i zaczęły beczeć, jak gdyby coś opowiadając. Na jeziorze w Rieti podarowaną sobie żywą rybę wrzucił z powrotem do wody, a ona przez dłuższy czas płynęła za jego łodzią. Złapany w sidła i tego samego dnia podarowany Franciszkowi ptak nie chciał odlecieć – zrobił to dopiero na rozkaz świętego. Nawet z wilkiem porozumiał się jak z bratem, o czym można przeczytać w „Rozmowie św. Franciszka z wilkiem”.

Powszechnie znane z przekazów i legend jest kazanie św. Franciszka do ptaków. A oto jak opowiada o tym jego dziejopis:

„Było to w owym czasie, kiedy do Franciszka dołączyło się już wielu braci, a Święty wędrował przez dolinę Spoleto i znalazł się w pobliżu małej miejscowości koło Bevagna. Zgromadziło się tam ogromne mnóstwo różnych ptaków, a wśród nich gołębie, młode wrony i kawki.

Mąż Boży Franciszek był bardzo wrażliwy i do każdego stworzenia, nawet nierozumnego, odnosił się z tkliwą miłością. Na ich widok kazał braciom zatrzymać się, a sam szybko podbiegł do ptaków. Gdy znalazł się blisko i zauważył, że one jakby na niego oczekiwały, pozdrowił je swoim zwyczajem: »Pokój wam«. Wielce też się zdziwił, gdy ptaki nie poderwały się do lotu, jak to zwykły czynić. Przeto uradowany, pokornie je poprosił, by zechciały słuchać słowa Bożego. Między innymi tak do nich przemawiał: »Ptaszęta, moi bracia, wysławiajcie i kochajcie waszego Stwórcę, który was przyodział piórami, dał wam skrzydła do latania i wszystko, czego potrzebujecie. Wywyższył was spośród innych stworzeń i dał wam możność przebywania w rozległych przestrzeniach świeżego powietrza! A chociaż nie siejecie ani zbieracie, sam Stwórca bez waszego starania was strzeże, wami zarządza, o was się troszczy, iż niczego wam nie brakuje».

Wówczas, jak to opowiadał sam Franciszek i bracia, którzy z nim byli, ptaki zaczęły się radować, wyciągać szyje, rozpościerać skrzydła, otwierać dziobki i spoglądać na niego. On zaś sam przechadzał się pomiędzy nimi, dotykając swoją tuniką ich głów i skrzydeł. Na koniec pobłogosławił je, uczynił nad nimi znak krzyża i pozwolił odlecieć w swoje strony. Potem ruszył z braćmi dalej drogą z radością wychwalając Boga, któremu pieśń uwielbienia zanoszą wszystkie stworzenia.

(…)

Gdy znalazł się wśród kwiatów, tak do nich przemawiał i tak zachęcał do chwalenia Pana, jakby uważał, że one go rozumieją. Również pola i winnice, kamienie i lasy, kwieciste łąki, tryskające źródła, zielone ogrody, ziemię, ogień, powietrze i wichry, czystym dziecięcym sercem wzywał do kochania i wielbienia Boga i nakłaniał z największą szczerością do składania mu kornego hołdu.

Tak więc wszystkie stworzenia nazywał swoimi braćmi i siostrami, a jednym spojrzeniem swego serca zgłębiał ich tajemnicę ukrytą przed innymi ludźmi, gdyż sam osiągnął już wolność dzieci Bożych (Rz 8, 21).

(…)

Zaprawdę, przedziwną i niewysłowioną radością napełniał go widok słońca, a jak podziwiał księżyc, gwiazdy, wpatrując się w firmament niebios!

O prosta pobożności!

O pobożna prostoto!

Nawet do robaczków odnosił się z miłością, czytał bowiem znamienne słowa odnoszące się do Zbawiciela: »Jam jest robak, a nie człowiek« (Ps 22, 7). Gdy je napotykał na drodze, zbierał je i kładł na bezpiecznym miejscu, by nie zostały podeptane.

A cóż powiedzieć o innych stworzeniach? Pszczołom, by nie zginęły w zimie od chłodu i mrozu, podawał miód i wino. Podziwiając ich zwinność i pracowitość oraz doskonałość innych stworzeń, nieraz przez cały dzień je wychwalał.

Podobnie jak niegdyś trzej młodzieńcy wrzuceni do rozpalonego pieca wzywali wszystkie żywioły do wielbienia Stwórcy, tak ten człowiek, pełen ducha Bożego, w całej przyrodzie nie przestawał wielbić, czcić i wychwalać Stwórcę i Rządcę wszelkiego istnienia.” (Tomasz z Celano Pierwszy życiorys świętego Franciszka).

Jak z powyższego jasno wynika, tą wielką miłością, z jakiej w stosunku do zwierząt znany jest św. Franciszek, darzył także inne – wszystkie dzieła Boże:

„Ten szczęśliwy wędrowiec uważał ziemię za miejsce swego wygnania i pielgrzymowania. Oczekiwał chwili rozstania się z nią, jednak z radością posługiwał się wszystkim, co na niej istnieje.

Widział świat jako czyste zwierciadło, w którym przegląda się dobroć Boga i traktował świat jako pole walki z księciem ciemności.

W każdym stworzonym dziele podziwiał i poznawał Stwórcę…

Z niesłychanym uczuciem miłości i oddania obejmował wszystkie stworzenia, przemawiał do nich o Bogu i wzywał je, by go wielbiły.

Ostrożnie osłaniał dłonią płonące pochodnie, świece, łuczywa, by nie zgasić światła, przypominającego mu odblask wiekuistej jasności.

Po skałach stąpał z uszanowaniem ze względu na Tego, który został nazwany »Skałą« (1Kor 10, 4).

A gdy się modlił słowami psalmu: »Ty mnie wyniesiesz na opokę«, przejęty głęboką czcią wołał: »Od podnóża skały mnie wywyższyłeś«.

Kiedy bracia ścinali drzewa, zabraniał im ścinać cały pień, w nadziei, że drzewo może jeszcze odrosnąć.

Ogrodnikowi nie pozwalał plewić, wygrabiać grządek, by chwasty i polne kwiaty też mogły wzrastać, a swoją barwą i zielenią głosić chwałę wspaniałego Ojca Wszechrzeczy.” (Tomasz z Celano Drugi życiorys świętego Franciszka).

I jeszcze jedno świadectwo miłości Franciszka, do wszystkiego, co stworzył dobry Bóg.

„Gdy choroba dotknęła jego wzrok, odwiedził go pewnego dnia lekarz, który miał dokonać operacji przypalania oczu. Przygotował ogień, by rozgrzać żelazo. Gdy żelazo było rozpalone do czerwoności, błogosławiony Franciszek chcąc się duchowo wzmocnić i nabrać odwagi, tak oto przemówił do ognia: »Bracie mój, ogniu, ty jesteś szlachetny i pożyteczny wśród stworzeń Bożych, bądź dla mnie miły w tej godzinie, bo kiedyś cię kochałem i będę cię kochał z miłości do Tego, który cię stworzył. Błagam więc Pana, który nas stworzył, by tak złagodził twój żar, żebym zdołał go wytrzymać«.

Po tych słowach uczynił znak krzyża nad ogniem.

Wówczas bracia, którzy byli przy nim z litości i współczucia uciekli. Pozostał z nim tylko lekarz.

Gdy się już odbyła operacja, wróciliśmy do niego. A on nam powiedział: »Bojaźliwi i małej wiary, dlaczego uciekliście? Ja nie odczułem żadnego bólu ani żaru ognia. A jeśli nie zostały należycie przypalone moje oczy, można przypalić jeszcze raz«.

Lekarz bardzo się temu dziwił i powiedział: »Moi bracia, mówię wam, że zawsze się lękam, czy taką operację przypalania zdoła znieść nie tylko słaby i chory, ale nawet silny mężczyzna, a ten nawet się nie poruszył i nie okazał żadnego znaku cierpienia«.

Przypalono mu wszystkie żyły od ucha do brwi. Nic mu to nie pomogło. Inny lekarz rozpalonym żelazem przebił jego uszy, ale i to też nie pomogło.

Jednakże nie było w tym nic dziwnego, że ogień i inne stworzenia poskramiały swoją surowość i były posłuszne przez szacunek dla Franciszka.

My bowiem, którzy razem z nim żyliśmy, często widzieliśmy, jak okazywał im miłość i jak wielką radością napawał go ich widok oraz jak duch jego przejmował się litością i współczuciem, gdy widział, że ktoś bezwzględnie z nimi się obchodził.

W przedziwny sposób rozradowanym sercem przemawiał do stworzeń, jakby chciał, aby Boga czuły, rozumiały i o Nim mówiły, a sam przy tym wznosił się w zachwycie ku Panu.” (Zwierciadło doskonałości).

Czy można wyobrazić sobie większą miłość?

Św. Franciszek, który powodowany skromnością, nie chciał przyjąć święceń kapłańskich i przez całe życie pozostał diakonem, w ostatnich latach życia musiał znieść wiele dolegliwości i cierpień. Niestrudzona aktywność misjonarska i niezważanie na potrzeby ciała doprowadziły go do stanu wyniszczenia i wyczerpania; ponadto groziła mu ślepota, z powodu dotkliwego bólu kończyn często nie mógł się poruszać, do tego bardzo dokuczały mu bóle żołądka i wątroby. Kiedy jego stan stale się pogarszał, dał się wreszcie namówić do skorzystania z rad największego dobroczyńcy zakonu, kardynała Hugolino i usłuchał próśb brata Eliasza, żeby posłuchał papieża i zaczął się leczyć w jego letniej rezydencji w Rieti. Jednak było już za późno. Franciszek, przeczuwając rychłą śmierć i pragnąc zakończyć życie wśród braci, udał się do Asyżu. Po drodze, w pustelni Celle nad Jeziorem Trazymeńskim, podyktował swój testament. 3 października dotarł do Porcjunkuli.

Znów oddajmy głos biografowi:

„Mędrzec powiedział, że to co najgłębsze w człowieku, można poznać dopiero u kresu jego życia. To stwierdzenie doskonale się spełniło w życiu Świętego.

Wyniszczony ciężką chorobą, która go zupełnie wyczerpała, polecił, by go nagim położono na gołej ziemi. Był to wieczór trzeciego października 1226 roku. W ostatniej chwili życia, kiedy szatan mógł jeszcze przypuścić ostatni atak, »chciał nagi walczyć z tym, który jest z wszystkiego ogołocony«.

Odważnie więc oczekiwał ostatecznego triumfu, rozkładając ręce, jakby je wyciągał po nagrodę sprawiedliwości.

Gdy nagi leżał na ziemi, oczy swoim zwyczajem wzniósł w niebo, zatopiony w jego chwale, a lewą ręką zasłonił ranę boku, by jej nikt nie widział.

Następnie przemówił do braci: »Wykonałem to co do mnie należało, a was niech Chrystus nauczy, co wy macie czynić«.

Na ten widok rozpłakali się bracia, głęboko wzdychając ze wzruszenia i wielkiego bólu.

Gdy wszyscy trwali w smutku, gwardian natchniony przez Boga poznał życzenie Świętego. Opanował łzy, powstał, wziął habit, spodnie i kaptur z szorstkiego grubego materiału, z którego szyje się worki i powiedział: »Oto habit, spodnie i kaptur, pożyczam ci je na mocy świętego posłuszeństwa! Ażebyś zaś wiedział, że te rzeczy w żadnym razie nie należą do ciebie, dlatego zabraniam ci je komukolwiek ofiarować«.

Ucieszył się Franciszek, słysząc te słowa i z głębi serca wzniósł okrzyk radości.

Teraz bowiem był pewien, że aż do końca pozostał wierny Wielkiej Pani Biedzie.” (Tomasz z Celano Pierwszy życiorys świętego Franciszka).

Ciało świętego w uroczystej procesji zaniesiono do kościoła św. Jerzego (około 3 km), gdzie złożono je na wieczny spoczynek. Po czterech latach przeniesiono je w nie mniej uroczystej procesji do wystawionej ku jego czci wspaniałej bazyliki, pod której budowę 15 lipca 1228 r. kamień węgielny położył papież Grzegorz IX. Zwłoki pochowano w niej w sekretnym miejscu w obawie przed złodziejami relikwii. W roku 1442 i 1476 relikwie św. Franciszka dla bezpieczeństwa zamurowano i z biegiem lat zapomniano o nich. Odkryto je dopiero po długich i bezowocnych poszukiwaniach 12 grudnia 1818 roku. Spoczywały zamurowane w podziemnej krypcie Bazyliki św. Franciszka w Asyżu. Wzniesiono tam okazały grobowiec, który po dziś dzień przyciąga setki tysięcy pielgrzymów.

Dwa lata po śmierci Franciszka, 16 lipca 1228 r., papież Grzegorz IX, były kardynał Hugolin, dokonał uroczystej kanonizacji Franciszka w Asyżu, dokąd osobiście przybył. 18 czerwca 1939 r. papież Pius XII ogłosił św. Franciszka patronem Włoch.

Święty Franciszek pozostawił po sobie niewiele pism: List i błogosławieństwo dla brata Leona, Regułę w wersjach z roku 1221 i z roku 1223, fragmenty Reguły dla sióstr klarysek, Testament, 9 listów i 8 modlitw; jedną z nich jest Hymn Brata Słońce.

Zostawił też po sobie dzieło, które większe jest od innych sobie podobnych. Zakon św. Franciszka – Bracia Mniejsi, jest dziś najliczniejszym zakonem na świecie (należą do niego trzy wielkie rodziny: obserwanci, kapucyni i franciszkanie konwentualni). II Zakon św. Franciszka, to siostry klaryski, koletanki i obserwantki (bernardynki). Wreszcie utworzony również przez Franciszka w 1221 r. III Zakon św. Franciszka, tzw. tercjarze świeccy, to około 2 mln wiernych na świecie.

Do Polski franciszkanie przybyli niedługo po śmierci Założyciela: we Wrocławiu założyli konwent w 1236 r., a w Krakowie w 1239 r. Z zakonów franciszkańskich w Polsce wywodzą się: bł. Jakub Strzemię, św. Szymon z Lipnicy, bł. Jan z Dukli, bł. Władysław z Gielniowa, bł. Honorat Koźmiński, św. Maksymilian Kolbe, bł. Salomea, św. Kinga, bł. Jolenta.

W ikonografii atrybutami św. Franciszka są: słuchające jego kazania ptaki, krucyfiks, czaszka, kula ziemska, jabłko jako znak godności monarszej, walący się dom, laska z liliami, baranek i wilk; Franciszek otrzymujący stygmaty.

Św. Franciszek jest patronem Akcji Katolickiej, Włoch, Asyżu, pokoju, franciszkanów, ubogich, pracowników socjalnych, ekologii, ekologów i pracowników ochrony środowiska, kupców, krawców, sprzedawców sukna, tkaczy, sprzedawców lnu, sprzedawców tapet, koronkarek, dziewiarek, rodzin, samotnie umierających, towarzystw opieki nad zwierzętami, zwierząt, ptaków; jest wzywany w przypadku bólu głowy, w przypadku zarazy; proszony o opiekę przeciw ogniowi.

...wróć

Litania do św. Franciszka z Asyżu

Kyrie elejson. Chryste elejson. Kyrie elejson.

Chryste, usłysz nas. Chryste wysłuchaj nas.

Ojcze z nieba, Boże, - zmiłuj się nad nami.

Synu, Odkupicielu świata, Boże,

Duchu Święty, Boże,

Święta Trójco, Jedyny Boże,

Św. Mario Niepokalanie poczęta, - módl się za nami.

Św. Franciszku Seraficki,

Kyrie elejson. Chryste elejson. Kyrie elejson.

Św. Franciszku, kwiecie łaski Bożej,

Św. Franciszku, wielki naśladowco Chrystusa,

Św. Franciszku, pragnący śmierci męczeńskiej,

Św. Franciszku, piastunie ran Chrystusowych,

Św. Franciszku, znamionami Męki Jezusowej ozdobiony,

Św. Franciszku, mocą czynienia cudów obdarzony,

Św. Franciszku, gorejący miłością Bożą,

Św. Franciszku, miłością bliźniego przepełniony,

Św. Franciszku, miłośniku pokory,

Św. Franciszku, wzorze pokuty,

Św. Franciszku, przykładzie posłuszeństwa,

Św. Franciszku, miłośniku czystości,

Św. Franciszku, dobrami świata rządzący,

Św. Franciszku, patriarcho ubogich,

Św. Franciszku, żywy obrazie cnót ewangelicznych,

Św. Franciszku, założycielu trzech zakonów,

Św. Franciszku, bojowniku Chrystusowy,

Św. Franciszku, pogromco szatana,

Św. Franciszku, filarze Kościoła świętego,

Św. Franciszku, obrońco wiary katolickiej,

Św. Franciszku, tarczo wojujących za prawdę,

Św. Franciszku, zwycięzco złości świata,

Św. Franciszku, odnowicielu obyczajów chrześcijańskich,

Św. Franciszku, drogowskazie dla błądzących,

Św. Franciszku, lekarzu chorych na duszy,

Św. Franciszku, dzielny orędowniku u Boga,

Św. Franciszku, święty nasz Ojcze.

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie.

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie.

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

K. Módl się za nami, święty Ojcze Franciszku.

W. Abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych.

Módlmy się. Boże, który przez zasługi serackiego Ojca świętego Franciszka Kościół Swój nową rodziną ubogacasz, użycz nam łaski, abyśmy za jego przykładem dobrami ziemskimi gardzili, a do niebieskich pragnienia nasze skierowali. Przez Chrystusa Pana Naszego.

W. Amen.

Bonawentura Berlinghieri, Św. Franciszek, Kościół Santa Croce, Florencja, Włochy


Asyż, trzy wejścia do domu rodzinnego św. Franciszka


Pod kamiennym łukiem widnieje łacińska inskrypcja, napisana gotyckim pismem z XIII wieku: „W tym oratorium, kiedyś stajni wołu i osiołka, narodził się Franciszek, Światłość Świata”


Franciszek otrzymuje swoje powołanie


Giotto di Bondone, „Św. Franciszek wyrzeka się wszystkiego”, górna bazylika św. Franciszka, Asyż, Włochy


Rękopis listu napisanego przez św. Franciszka do zakonnika brata Leona (archiwum katedry w Spoleto)


Św. Franciszek dzielił się z potrzebującymi wszystkim, co miał. Giotto di Bondone, Św. Franciszek oddaje swój płaszcz, górna bazylika św, Franciszka, Asyż, Włochy


Porcjunkula, rycina z XVIII wieku; w dali widać Asyż


Kościółek Porziuncola dziś mieści się wewnątrz Bazyliki Santa Maria Degli Angeli w miejscowości o tej samej nazwie leżącej u podnóża Asyżu


Wnętrze kaplicy Porcjunkuli w kościele Santa Maria degli Angeli (Maryi Panny Anielskiej) w Asyżu z ołtarzem głównym Ilario da Viterbo, 1395 r.


Sacro Tugurio, czyli święta rudera z XII wieku, dziś znajduje się wewnątrz neogotyckiego kościoła św. Marii w Rivotorto. Składa się z dwóch chatek, pomiędzy którymi znajduje się kapliczka


Fresk Giotta „Wizja ognistego wozu”. Wiąże się on z jednym z najbardziej zagadkowych wydarzeń, mianowicie podczas nieobecności Franciszka w Rivotorto „…około północy modlący się zakonnicy zobaczyli wjeżdżający przez drzwi i okrążający ich trzykrotnie, pełen wielkiego blasku ognia świetlisty wóz, nad którym znajdowała się ognista, podobna do słońca kula; światło było tak silne, że noc zamieniła się w dzień…” (Legenda Maior – Bonawentura)


Św. Franciszek przed sułtanem, kościół Il Gesu, Rzym, Włochy


Franciszek cierpiący na chorobę oczu, która doprowadziła do ślepoty. Obraz anonima z XV wieku, pustelnia w Greccio


Szata św. Franciszka: habit z szorstkiego sukna z owczej wełmy, dolna bazylika św. Franciszka, Asyż, Włochy


Vlastimil Hofman, „Kazanie do ptaków”, fragment


„Kazanie do ptaków” – najsłynniejszy fresk Giotta z cyklu „Historia św. Franciszka”, która została opowiedziana w 28 freskach o wysokości 3,67 m i prawie tak samo długich. Znajduje się on w głównej nawie górnej bazyliki w Asyżu


Giotto di Bondone, „Św. Franciszek głosi kazanie do ptaków”, górna bazylika św. Franciszka, Asyż, Włochy


„Kazanie do ptaków”, fresk w niższej bazylice autorstwa nieznanego malarza określanego jako Mistrz św. Franciszka


Pojawienie się św. Franciszka w Arles przed kapitułą prowincjonalną (bilokacja)


Góra i pustelnia La Verna w północnych Włoszech. Tutaj w 1224 r. Franciszek otrzymał stygmaty


Św. Franciszek otrzymuje stygmaty na górze La Verna


Śmierć św. Franciszka


Miejsce ostatniego spoczynku Franciszka – kaplica grobowa z sarkofagiem nad ołtarzem


Klasztor i Bazylika św. Franciszka w Asyżu


Najbardziej znany portret św. Franciszka: fragment fresku Cimabue z ok.1280 r. „Matka Boska z Dzieciątkiem na tronie wśród aniołów”. Postać św. Franciszka stoi z lewej strony grupy i na uboczu


Prawdopodobnie najstarsze wyobrażenie św. Franciszka. Fresk w Sacro Speco w Subiaco we Włoszech, ok. 1200 r.


Franciszek ze zwierzętami


M. Kościelniak, „Św. Franciszek z Asyżu”, klasztor OO. Franciszkanów, Niepokalanów


Popularny obrazek z wyobrażeniem św. Franciszka