Logo serwisu Biblia

Strona główna

Stary Testament

Nowy Testament

Święci wg alfabetu

Święci wg dat

Papieże

Legendy o świętych

Patroni

Ciekawostki

Różne artykuły

Inne strony katolickie

Mapa serwisu

Kontakt




© 2000–2018 barbara
Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved

Strona nie zawiera cookies



Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl


9 sierpniaśw. Edyta Stein (Teresa Benedykta od Krzyża)

Edyta Stein jest jedyną w czasach nowożytnych przedstawicielką Izraela wyniesioną na ołtarze. Przyszła na świat 12 października 1891 r., w dniu żydowskiego święta Jom Kippur, zamożnej rodzinie niemieckich Żydów we Wrocławiu, na Przedmieściu Odrzańskim w nieistniejącym już domu przy Kohlenstraße 13 (dzisiejsza ulica Dubois). Była najmłodszym, jedenastym dzieckiem Zygfryda Steina, handlarza drewnem, i Augusty Stein, z domu Courant, siódmym, które przeżyło. Jako dziecko Edyta była radosna i pogodna duchem, z wielką wrażliwością serca, ale także uparta i psotna. Tak o sobie wspomina: „W pierwszych latach życia byłam jak żywe srebro, ciągle w ruchu, kipiąca nadmiarem pomysłów, zuchwała i wścibska, nieokiełznanie przy tym uparta, gdy coś sprzeciwiało się mej woli. (…) Lecz w moim wnętrzu krył się drugi świat. Wszystko, co w czasie dnia widziałam lub słyszałam, przeżywałam w nim na nowo. Widok pijaka potrafił mnie prześladować i męczyć dniem i nocą. (…) Nie mogłam też nigdy pojąć, jak można się z tego śmiać”. Jednak nie chciała pozostać przy swoich wadach. Wiele wysiłku poświęciła, żeby nauczyć się panować nad sobą, solidnie spełniać obowiązki, osiągać wyznaczone sobie cele przez wytrwałą pracę oraz podporządkowanie swoich uczuć decyzjom woli.

W przyszłości nigdy nie zapomniała o swoich rodzinnych stronach i miejscu swojego urodzenia. Podczas każdego swojego pobytu we Wrocławiu odwiedzała pobliski kościół pw. św. Michała Archanioła, w którym kardynał Henryk Gulbinowicz w setną rocznicę jej urodzin poświęcił kaplicę pw. świętej.

Kiedy Edyta nie miała jeszcze 2 lat, zmarł jej ojciec. Od tego momentu matka zajmowała się zarówno firmą, jak i dziećmi samodzielnie. W 1897 roku Edyta rozpoczęła naukę w szkole podstawowej. Potem, w latach 1909–1911, uczyła się w liceum im. Wiktorii we Wrocławiu. Była wybitnie uzdolniona, miała dużo wewnętrznej dyscypliny, samozaparcia i wytrwałości w pracy, dlatego też w szkole osiągała doskonałe wyniki.

Rodzina Steinów, szczególnie matka, była bardzo wierząca i przestrzegająca tradycję rodziną, chociaż nie ortodoksyjną. Modlili się po niemiecku i nie zaprzestawali pracy w sobotę. Jednak mimo takiej podstawy, Edyta w wieku 14 lat straciła wiarę i uznała siebie za ateistkę.

Duchowy kryzys zaczął się u niej już 2 lata wcześniej. Już od dzieciństwa, tak jak i przez całe późniejsze życie, nurtowało ją poszukiwanie prawdy. A tymczasem w domu rodzinnym znajdowała zaprzeczenie prawdy: modlenie się tylko ustami, bez wewnętrznej wiary, dom jej siostra Elzy i jej męża, którzy byli ateistami i w których domu znalazła zbyt wiele literatury nieprzeznaczonej dla nastoletnich dziewcząt, samobójstwa dwóch wujów i modlitwy na ich pogrzebach bez wiary w ich życie osobowe po śmierci i spotkanie z nimi, jako że nieśmiertelność nie jest u Żydów przedmiotem wiary. Ponieważ Edyta była zawsze bezkompromisowa, odrzuciła wiarę w Boga, który w jej umyśle nie był prawdziwy.

Odrzucenie Boga nie było jednak dla niej kresem poszukiwania prawdy, a jedynie pewnym etapem. Po latach wspominała: „Tęsknota z prawdą była moją jedyną modlitwą. (…) Kto szuka prawdy – szuka Boga, choćby nawet tego sobie nie uświadamiał”. Mimo opanowania jej przez ateizm, Edyta zachowała wielką wewnętrzną uczciwość, zdyscyplinowanie, czystość serca, wierność etycznemu radykalizmowi. Dla prawdy gotowa była ponieść największe wyrzeczenia. Pisała: „Życie naukowe zobowiązuje. Żyłam zawsze jak zakonnica”.

W latach 1911–1913 jako jedna z pierwszych i nielicznych dziewcząt na Uniwersytecie Wrocławskim studiowała germanistykę, historię i psychologię pod kierunkiem Williama Sterna, twórcy sposobu ustalania wyników testów inteligencji i skali IQ. W 1913 r. przeniosła się do Getyngi, aby studiować filozofię pod kierunkiem światowej sławy filozofa Edmunda Husserla, założyciela słynnej szkoły fenomenologii, w której zdecydowaną większość studentów stanowili Żydzi. Fenomenologia była nowym kierunkiem filozoficznym, który – w odróżnieniu od filozofii idealizmu Kanta, redukującej każde ludzkie doświadczenie oraz naturę Boga do pojęć czysto subiektywnych – miał poprzez poznanie obiektywnej rzeczywistości, poprzez kolejne fazy rozwoju świadomości (ducha) prowadzić do poznania obiektywnej rzeczywistości, w tym także rzeczywistości nadprzyrodzonej. Chociaż Husserl i jego żona byli Żydami, obydwoje przeszli na protestantyzm. Pod wpływem filozofii Husserla Edyta zrozumiała, że i ona może pojąć istnienie niewidzialnego Boga. Szczególne wrażenie wywierały na nią wykłady dwóch żydowskich profesorów: Adolfa Reinacha, który przyjął chrzest, oraz Maksa Schelera, który w 1899 r. przeszedł na katolicyzm. Szczególnie genialne wykłady tego drugiego na temat pokory i świętości wywarły na niej wielkie i niezapomniane wrażenie. Dzięki temu jej duch powoli przygotowywał się na spotkanie z Bogiem. Wspomina: „Jedne po drugich opadały ze mnie więzy racjonalistycznych przesądów, w jakich wzrastałam, nie wiedząc o tym, i nagle stanął przede mną świat wiary. Przecież ludzie, których codziennie spotykałam, na których patrzałam z podziwem – wiarą tą żyli. A więc musiała ona stanowić wartość godną co najmniej przemyślenia. Chwilowo byłam aż nadto zajęta innymi sprawami, dlatego problemami wiary nie zajęłam się systematycznie. Zadowalałam się tylko bezkrytycznym wchłanianiem w siebie impulsów, płynących z mego otoczenia, które – prawie niedostrzeżenie – przekształciły mnie wewnętrznie”. I jeszcze: „W Getyndze nauczyłam się poszanowania dla problemów wiary i czci dla ludzi wierzących. Chodziłam nawet czasem z mymi przyjaciółmi do kościoła protestanckiego (…), ale drogi do Boga jeszcze nie odnalazłam”.

W Getyndze spotkała Maxa Schelera. Dzięki niemu poznała nietypowe spojrzenie na katolicyzm oraz stanęła wobec konieczności ponownego rozważenia swojego stosunku do wiary. Wtedy też poznała swojego późniejszego przyjaciela Romana Ingardena. Darzyła go wyjątkowym uczuciem i przez jakiś czas żywiła w sercu nadzieję, że zazna wielkiej miłości i szczęścia w małżeństwie. Jednocześnie jednak nie zamierzała odstąpić od swoich przekonań. W autobiografii wspomina: „Naszą przyjaźń opierałam na niezłomnym przekonaniu, że jest to człowiek bardzo czysty. (…) Nie chciałam mieć kontaktu z ludźmi kulejącymi na tym punkcie”.

W sierpniu 1916 r. obroniła napisaną pod kierunkiem Edmunda Husserla rozprawę doktorską pt. „O zagadnieniu uczucia” (Zum Problem der Einfühlung. Dissertation, Halle 1917), otrzymując najwyższą ocenę – summa cum laude. Było to w tamtych czasach niezwykłe osiągnięcie, ponieważ kobiety były bardzo niechętnie przyjmowane do świata nauki. Tymczasem Husserl, doceniając jej niezwykłe osiągnięcia, powierzył jej funkcję swojej asystentki.

W tym okresie swojego życia Edyta miała wielkie szczęście żyć pośród ludzi prawdziwie żyjących wiarą, mających autentyczny kontakt z Bogiem, dzięki czemu promieniowali szczególnie ciepłymi uczuciami miłości i pokoju. Zaczęła czytać Nowy Testament, studiować „Ojcze nasz”. W dalszym ciągu pogłębiała zarówno swoją znajomość religii, studiując m.in. dzieła św. Tomasza z Akwinu, św. Augustyna, Dunsa Szkota.

Podczas pierwszej wojny światowej, kiedy dowiedziała się w 1917 r. o śmierci na froncie swojego dobrego znajomego i profesora Adolfa Reinacha, wpadła w apatię i duchowe rozdarcie, z którego przez dłuższy czas nie umiała się podnieść.

Wtedy to spotkała się z wdową po Reinachu, Anną, która była ewangeliczką. Anna poprosiła Edytę o pomoc w porządkowaniu papierów jej zmarłego męża. Kiedy do niej jechała, była przerażona, zastanawiała się, co może powiedzieć kobiecie, która właśnie straciła męża i prawdopodobnie nie może się podnieść z żalu i przygnębienia. Ku swojemu zdumieniu spotkała jednak nie zapłakaną i zrozpaczoną wdowę, ale kobietę, która w swoim doświadczeniu odwołuje się do chrześcijaństwa, do swojej wiary i z niej czerpie moc, emanuje pogodą ducha i wcale nie potrzebuje pocieszania. W życiu Edyty było to pierwsze tego rodzaju doświadczenie, obok którego nie potrafiła przejść obojętnie. Po latach napisała: „Na pogrzebie Reinacha po raz pierwszy spotkałam się z krzyżem i Bożą mocą, jakiej udziela on tym, którzy go niosą. Ujrzałam pierwszy raz w życiu Kościół w jego zwycięstwie nad ościeniem śmierci. W tym momencie załamała się moja niewiara i ukazał się Chrystus w tajemnicy krzyża”.

Jednak wtedy jeszcze Edyta nie dojrzała do podjęcia ostatecznej decyzji. Potrzebowała jeszcze pięciu lat i innych doświadczeń związanych z chrześcijańskim przeżywaniem religii.

Tymczasem okazało się, że współpraca z Hussserlem jest bardzo trudna, dlatego po roku Edyta zrezygnowała z asystentury u niego. Jednak podczas tego roku opublikowała kilka książek oraz wielokrotnie błyskotliwie występowała na sympozjach filozoficznych. Dzięki temu Edyta Stein stała się jedną z najwybitniejszych osobistości europejskiej elity filozoficznej i kulturalnej.

W jakiś czas po tym pierwszym doświadczeniu, w letni wieczór 1921 r., w domu znajomych ze studiów, Jadwigi i Konrada Martius, Edyta sięgnęła na półkę z książkami. Tak później wspominała ten moment: „Sięgnęłam na chybił trafił i wyjęłam książkę sporej objętości. Nosiła tytuł: »Życie św. Teresy z Avili« spisane przez nią samą. Zaczęłam czytać, zachwyciłam się natychmiast i nie przerwałam lektury aż do jej ukończenia. Gdy zamknęłam książkę, powiedziałam sobie: »To jest Prawda«”. Natychmiast (bo już było rano) poszła do księgarni, gdzie kupiła katolicki katechizm i mszalik. To przeżycie było dla niej mistycznym doświadczeniem Boga, które zamknęło jej długi okres poszukiwań, który nazwała we wspomnieniach szczególnego rodzaju modlitwą prowadzącą do wiary – rozumianą jako „spoczynek w Bogu”. Napisała też: „Bóg jest Prawdą. Kto szuka prawdy, szuka Boga, choćby o tym nie wiedział… Ktoś może być niewierzący bez winy osobistej (w sensie zupełnej nieznajomości Boga) i dlatego obrazy Pisma Świętego są dla niego nieczytelne. Wiemy, że już obciążenie grzechem pierworodnym powoduje pewne zaciemnienie ducha, jeśli w dodatku zaciemnia je otoczenie, jakąż ono ponosi odpowiedzialność i winę! Sam niewierzący jest jednak zawsze współodpowiedzialny. Coraz rzadziej się to zdarza, aby do kogoś nie dotarły żadne świadectwa o Bogu… Bóg każdego prowadzi jego własną drogą: jedni dochodzą do celu prędzej i łatwiej, inni później i trudniej. Wszystko, co możemy uczynić, jest drobnostką w porównaniu z tym, co otrzymujemy. Ale to niewiele musimy sami zrobić. Przede wszystkim wytrwale modlić się o poznanie właściwej drogi; kiedy się ją dostrzeże, iść bez oporów za natchnieniem łaski. Kto tak postępuje i trwa cierpliwie, nie może powiedzieć, że jego wysiłki są daremne. Nie trzeba tylko wyznaczać Bogu terminów”. I jeszcze: „Człowiek, w którym działa łaska i który się ku niej skłania, toczy zwykle długą walkę, aby stopniowo wyrwać się ze świata naturalnego i z siebie. (…) Łaska musi sama przyjść do człowieka. Z siebie samego może on w najlepszym, wypadku dojść do jej bram, ale nigdy nie zdoła sforsować wejścia”. I: „Bóg tu pobudza i Bóg dokonuje, ale wymaga współpracy człowieka, jego własnego czynu duchowego. Duch ludzki musi być pozbawiony wszystkiego, co go zajmuje zgodnie z jego naturą, a wychowany do tego, by Boga poznać i nim samym się radować”. W liście do swojego kolegi, który szczerze szukał Boga, tak mu radzi: „Już Panu poradziłam: stać się dzieckiem, a życie razem ze wszystkimi poszukiwaniami i całym filozofowaniem złożyć w ręce Ojca. A jeżeli się Pan na to jeszcze nie może zdobyć – prosić nieznanego, budzącego wątpliwości Boga, by dopomógł. Teraz Pan na pewno popatrzy na mnie zdumiony, że śmiem zalecać Panu taką prostą, dziecięcą mądrość. To jest mądrość prawdziwa dlatego, że jest prosta; w niej ukryte są wszystkie tajemnice. Jest to też droga, która bezpiecznie prowadzi do celu”.

Niedługo potem, po kilku miesiącach intensywnego przygotowywania się, 1 stycznia 1922 roku, Edyta Stein przyjęła chrzest w Kościele katolickim, w kościele św. Marcina w Bergzabern, przyjmując imię Teresa Jadwiga. Już wtedy była zdecydowana poświęcić się Bogu w życiu zakonnym, jednak nie chcąc zadawać matce zbyt wielkiego bólu, postanowiła odwlec ten moment o kilka lat. Tymczasem złożyła prywatne śluby czystości, ubóstwa i posłuszeństwa i przyjęła posadę nauczycielki języka niemieckiego w liceum sióstr dominikanek, za którą nie pobierała żadnej zapłaty. Od chrztu codziennie przystępowała do Komunii św., miała stałego spowiednika. Podczas godzin spędzanych na modlitwie i kontemplacji odkrywała, że człowiek sam z siebie jest nicością i może odnaleźć swoją wartość i godność tylko w zjednoczeniu z Chrystusem. I nas zachęca do podejmowania codziennego trudu w dążeniu do świętości: „Kto idąc za prawdą wiary, szuka Boga, ten w dobrowolnie podjętym trudzie otworzy się w tym samym kierunku, ku któremu jest pociągany ktoś obdarzony łaską mistyczną; będzie się wyzwalał ze zmysłów i »obrazów« pamięci, nawet z naturalnej działalności rozumu i woli, i wchodził do obnażonej z wszystkiego samotności swego wnętrza, by tam trwać w ciemnej wierze, w prostym, rozmiłowanym spoglądaniu ducha ku ukrytemu Bogu, który, choć utajony, jest obecny”.

Tak pisała o modlitwie: „Bezgraniczne, miłosne oddanie się Bogu, owo pełne i trwałe zjednoczenie, jest najwyższym, do jakiego możemy dojść, wzniesieniem serca i najwyższym stopniem modlitwy. Dusze, które go osiągnęły, są prawdziwie sercem Kościoła, żyje w nich arcykapłańska miłość Chrystusa. Ukryte z Chrystusem w Bogu, nie znają już niczego poza Bożą miłością, która je przepełnia i promieniuje na innych”.

W latach 1928–1933 Edyta także intensywnie pracowała naukowo. Napisała kilka prac filozoficznych, przetłumaczyła pisma św. Tomasza z Akwinu oraz bł. Johna Henry’ego Newmana. Różne europejskie uniwersytety zapraszały ją do głoszenia wykładów. Wykładała też jako docent na Akademii Pedagogicznej w Münster. Rozpoczęła też serię wykładów i pogadanek w radiu. Wszystkich tych prac nie dane jej było dokończyć, bowiem po dojściu do władzy Hitlera, Teresa została zwolniona z pracy.

Kiedy w styczniu 1933 r. Hitler doszedł do władzy, rozpoczęły się w Niemczech prześladowania Żydów i katolików. Wiosną tego roku Edyta napisała dramatyczny list do papieża Piusa XI, w którym prosiła o wstawienie się za okrutnie prześladowanym narodem żydowskim i wydanie encykliki potępiającej hitlerowski ateizm.

W październiku tego samego roku otworzył się następny rozdział w życiu Teresy. Trzynastego pożegnała się z rodziną, która nie popierała jej decyzji, a następnego dnia wstąpiła do zakonu karmelitanek bosych w Kolonii, gdzie przyjęła zakonne imię Teresa Benedykta od Krzyża. Na swoich duchowych opiekunów wybrała św. Teresę z Avili i św. Jana od Krzyża. Po wstąpieniu do klasztoru ta wielka intelektualistka, która uwielbiała taniec, górskie wspinaczki, wiosłowanie, grę w tenisa, koncerty, teatr, dyskusje filozoficzne – pozbawione tego wszystkiego była niezmiernie szczęśliwa. Źródłem tego szczęścia było, jak sama pisze, „rozpoczęcie życia, trzymając za rękę Pana”. Wspominała, że w całym swoim życiu nie była tak szczęśliwa i nie miała tylu radości, co w ciągu dwóch lat nowicjatu. Z modlitwy czerpała moc koncentracji i siły twórcze. W ciągu dziewięciu miesięcy w czasie wolnym od zajęć klasztornych napisała 500-stronicowe dzieło filozoficzne pt. „Byt skończony a byt wieczny” (Endlisches Und Ewiges Sein, 1937).

Edyta, dla której katolicyzm był religią miłości, modliła się żarliwie zarówno za prześladowanych, jak i za prześladowców, ofiarując siebie jako ekspiację za naród żydowski, Niemcy i pokój na świecie. I znów kilka jej słów: „Rozmawiałam ze Zbawicielem i powiedziałam Mu, że wiem, iż to Jego krzyż zostaje teraz włożony na naród żydowski. Ogół tego nie rozumie, ale ci, co rozumieją, ci muszą w imieniu wszystkich w gotowością wziąć go na siebie. Chcę to uczynić, niech mi tylko wskaże jak. Gdy nabożeństwo się skończyło, miałam wewnętrzną pewność, że zostałam wysłuchana. Ale na czym ma polegać to dźwiganie krzyża, tego jeszcze nie wiedziałam”.

W tym czasie już nasilały się prześladowania Żydów. 9 listopada 1938 miała miejsce tzw. kryształowa noc, kiedy to w całych Niemczech dziesiątki tysięcy Żydów zostało aresztowanych i osadzonych w obozach koncentracyjnych. S. Teresa Benedykta od Krzyża zrozumiała, że nie może zostać w Niemczech, gdzie jej obecność mogłaby dać hitlerowcom, nienawidzącym Kościoła i religii, dodatkowy pretekst do likwidacji klasztoru. 31 grudnia 1938 r. razem z siostrą Różą, która nawróciła się na katolicyzm w 1936 r., została przeniesiona do Echt w Holandii. Niedługo potem, bo w Niedzielę Palmową 1939 r. s. Teresa Benedykta napisała do matki przełożonej list, w którym wyraża gotowość do przyjęcia z woli Bożej śmierci w duchu ekspiacji za pokój na świecie, Kościół, Żydów, Niemców oraz złamanie panowania antychrysta Hitlera. W oktawie Bożego Ciała napisała testament. Końcowe jego słowa brzmiały: „Już teraz przyjmuję śmierć taką, jaką mi Bóg przeznaczył, z doskonałym poddaniem się Jego woli i z radością. Proszę Pana, by zechciał przyjąć moje życie i śmierć na swoją cześć i chwałę, za wszystkie sprawy Najświętszego Serca Jezusa i Maryi, za św. Kościół, szczególnie za zachowanie, uświęcenie i doskonałość naszego świętego Zakonu, za Karmel w Kolonii i Echt, w duchu ekspiacji za niewiarę ludu żydowskiego, aby Pan został przez swoich przyjęty, aby nadeszło Jego królestwo w chwale, na uproszenie ratunku dla Niemiec, za pokój świata, wreszcie za moich bliskich żywych i umarłych, za wszystkich, których mi Bóg dał, aby nikt z nich nie zginął”.

Dwa tygodnie po napaści Hitlera na Polskę, we wrześniu 1939 r., s. Teresa Benedykta napisała wstrząsający esej pt. „Witaj, Krzyżu, nasza jedyna nadziejo”, w którym stwierdza, że przez modlitwę i współczującą miłość można nieść pomoc rannym, umierającym i osieroconym dzieciom. Kto potrafi zapomnieć o sobie, kontemplując Mękę Chrystusa, mocą mistycznej modlitwy będzie przezwyciężał największe zło. „Scientiam crucis (wiedzę krzyża) można zdobyć tylko wtedy, gdy się samemu, do głębi, krzyża doświadcza. Od początku byłam o tym przeświadczona i powiedziałam z głębi serca: »Ave Cruz, spes unica« (»Witaj, krzyżu, jedyna nadziejo!«)”.

Niestety, ucieczka nie pomogła jej uciec przed prześladowcami. W 1941 r. Niemcy zajęli Holandię. 15 września s. Teresa Benedykta od Krzyża zostaje zmuszona do noszenia żółtej gwiazdy Dawida z napisem „Żyd” oraz do regularnego meldowania się na gestapo. W tym czasie zdarzyło się, że wiedziona wewnętrznym impulsem s. Teresa Benedykta pozdrowiła przechodzącego gestapowca słowami „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. Oficer spuścił głowę i nic nie odpowiedział.

Podczas pobytu w Echt Edyta Stein napisała ostatnie swoje dzieło, którego nie zdołała już ukończyć, zatytułowane „Wiedza krzyża. Studium o św. Janie od Krzyża” (Kreuzeswissenschaft. Studie über Johannes vom Kreuz).

26 czerwca 1942 r. episkopat holenderski w swoim liście pasterskim zaprotestował przeciwko deportacji Żydów oraz wyrzucaniu żydowskich dzieci z jedynych dostępnych dla nich szkół katolickich. Władze okupacyjne zażądały wycofania tego listu, ale biskupi nie tylko tego nie zrobili, ale też nakazali odczytanie we wszystkich kościołach pełnego pogróżek telegramu, otrzymanego od władz okupacyjnych. W odpowiedzi na to hitlerowcy w niedzielę 2 sierpnia 1942 r. zaaresztowali wszystkich katolików żydowskiego pochodzenia w Holandii. Razem z nią aresztowano także jej siostrę Różę. W czasie aresztowania miała jej powiedzieć: „Chodź, idziemy cierpieć za swój lud”. Aresztowani zostali osadzeni w obozie przejściowym Westerbork w północnej Holandii, a następnie przewiezieni do Auschwitz. W Westerbork s. Teresa Benedykta od Krzyża, promieniując miłością i pogodą ducha, pocieszała i podtrzymywała na duchu współaresztowanych. Widziano ją jeszcze razem z siostrą 7 sierpnia na dworcu we Wrocławiu podczas postoju pociągu złożonego z bydlęcych wagonów, wiozącego więźniów do obozu zagłady. Została zagazowana prawdopodobnie 9 sierpnia 1942 r., natychmiast po przybyciu do Auschwitz, i spalona w krematorium w Auschwitz-Birkenau, a zwłoki jej spalono w krematorium. Towarzyszami w męczeństwie w. Teresy Benedykty od Krzyża poza jej siostrą Różą byli siostra Lisamaria Meirowsky i brat Wolfgang Rosenbaum OFM.

Na miejscu męczeńskiej śmierci Edyty Stein, s. Teresy Benedykty od Krzyża stoi metalowa tablica, na której umieszczono cytat z jej pism: „Miłość będzie naszym życiem wiecznym i już tu musimy do niej zbliżyć się tak, jak to tylko możliwe. Jezus stał się człowiekiem, aby dla nas być drogą. Co więc należy uczynić? Ze wszystkich sił opróżniać siebie (…), umysł kierować na Boga w prostym spojrzeniu, wolę w miłości poddać woli Bożej. Łatwo się to mówi, ale pracą całego życia nie osiągnęłoby się tego, gdyby Bóg nie uczynił rzeczy najbardziej istotnej. Musimy jednakże ufać, że nie odmówi swej łaski, gdy wiernie uczynimy »to trochę«, co możemy. A »to trochę«, biorąc bezwzględnie, znaczy dla nas bardzo wiele”.

Filozofia Edyty Stein bywa określana mianem „filozofii światła”, która poświęcona była przede wszystkim człowiekowi jako istocie świadomej, myślącej i wolnej a potem Bogu i drodze, która do niego prowadzi. W psychologii, fenomenologii, tomizmie i innych dziedzinach, którymi się zajmowała, Edyta Stein poszukiwała prawdy własnego istnienia. Kiedy czuła, że coś ją ogranicza, szukała innej przestrzeni, w której mogłaby pójść dalej. Kiedy szerokie studia psychologiczne i filozoficzne nie doprowadziły jej do odkrycia tej prawdy, zaczęła szukać dalej – w religii. I właśnie tu znalazła to, czego szukała, chociaż wiara nie była dla niej czymś racjonalnym, ale ponadracjonalnym.

Zostawiła dla nas czytelny drogowskaz na drogach szukania prawdy życia we wszystkich swoich pismach, wyjątkowo dziś aktualnych. Zacytuję jeszcze jedną jej myśl: „Nie trzeba, byśmy po kres naszego żywota szukali dowodu prawomocności doświadczenia religijnego. Konieczne jest jednak, byśmy opowiedzieli się »za« lub »przeciw« Bogu. Tego się od nas wymaga: zdecydować się. Nie otrzymując w zamian kwitu gwarancyjnego. Oto jest wielkie ryzyko wiary. Droga wiedzie od wiary do oglądu, nie odwrotnie. Ten, kto jest zbyt pyszny, by się tą wąską furtką przeciskać, pozostaje na zewnątrz. Ten jednak, kto przedostaje się na drugą stronę, jeszcze za życia dociera do wciąż pełniejszej jasności i doświadcza prawdziwości maksymy: credo et intelligam – wierzę i pojmuję. Sądzę, że niewiele da się tu wskórać na drodze przeżyć, które się figuruje i konstruuje w wyobraźni. Chrystus nie pozostawił nas tutaj sierotami. Posłał nam swojego Ducha, aby nas doprowadził do całej prawdy (por. J 16, 13). Założył swój Kościół kierowany Jego Duchem i dał nam na ziemi swego następcę, którego ustami mówi do nas Duch Święty. W Kościele też zjednoczył wszystkich wiernych i chciał, aby jeden był odpowiedzialny za drugiego. W ten sposób nie jesteśmy sami i kiedy stracimy rozeznanie do swego rozeznania i nawet do swej modlitwy, przychodzi nam na pomoc siła płynąca z posłuszeństwa Kościołowi i z wiary we wstawiennictwo innych”.

Prowadząc życie religijno-mistyczne, poświęcone filozofii, nie zapominała też o sprawach tego świata. Od wczesnej młodości angażowała się w sprawy społeczne związane z prawami kobiet. W swych pismach deklarowała radykalne podejście do feminizmu. Poszła w tym w ślady swojej matki i babki.

1 maja 1987 Teresa Benedykta od Krzyża została beatyfikowana w Kolonii, a 11 października 1998 kanonizowana w Rzymie przez papieża Jana Pawła II. Rok później, 1 października 1999 została ogłoszona patronką Europy.

Na ziemiach polskich znajduje się wiele pamiątek po świętej. We Wrocławiu, w dawnym domu Steinów, działa Towarzystwo im. Edyty Stein. W Lublińcu, rodzinnym mieście matki, do którego przyjeżdżała odwiedzać dziadków i krewnych, a który był jej ukochanym miastem, znajduje się Muzeum św. Edyty Stein oraz jeden z nielicznych w Europie kościołów pod jej wezwaniem (inne znajdują się w Gdańsku oraz w Wilkowicach, pow. leszczyński). W Lublińcu znajduje się pierwsza w Europie (a może nawet w świecie) parafia pw. św. Teresy Benedykty od Krzyża. Św. Edyta jest także patronką Lublińca.

Edyta to imię pochodzenia germańskiego (staroangielskiego), złożone z elementów ed- ║ ead- = „majątek, dziedzictwo” i -guth = „szczęśliwy bój”. Całość można interpretować jako „walcząca o majątek, bogactwo, szczęście”.

Modlitwa bł. Edyty Stein:

O, Panie, daj mi, proszę, wszystko,

Co prowadzi mnie do Ciebie.

I weź mi wszystko, Panie Boże,

Co mnie od Ciebie może odwieść.

Zabierz też ode mnie mnie samą

I całą mnie przyjmij na Twoją własność.

...wróć

Dom rodzinny Steinów we Wrocławiu

Rodzina Edyty Stein, Edyta u dołu

Edyta z siostrą Erną

Edyta Stein studentka

Edmund Husserl

Roman Ingarden

Edyta Stein w sierpniu 1926

Edyta Stein w Spirze

Docent Edyta Stein, Münster


Siostra Benedykta od Krzyża (Edyta Stein)



Ostatnie zdjęcie Edyty Stein w Echt