Logo serwisu Biblia


Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl
















błogosławiony Alfred Parte Saiz (Alfred od Maryi Dziewicy)

(2.06.1899–27.12.1936)

27 grudnia



Bł. Alfred Parte Saiz urodził się 2 czerwca 1899 r. w Cilleruelo de Bricia w prowincji Burgos, w Kastylii i León, w Hiszpanii w wielodzietnej katolickiej rodzinie. Był najstarszym spośród dziesięciu synów Kastora Parte i Justy Saiz.

Rodzicie wychowali synów w duchu chrześcijańskim, od dzieciństwa wdrażając w praktykowanie cnót. Alfred poszedł do szkoły w wieku 6 lat – znał już potrzebne modlitwy i katechizm. Dlatego nic dziwnego, że do stanu duchownego poszło dwóch synów: Alfred i jego brat Innocenty. Alfred już w dzieciństwie ogłosił pragnienie zostania pijarem. Prawdopodobnie wpływ na tę decyzję miał jego kuzyn Eufrasio Pena, który był postulantem w Villacarriedo. Niechciał być księdzem diecezjalnym, bo pragnął uczyć dzieci.

Miał 11 lat, kiedy został uczniem szkoły w Villacarriedo, potem przeniósł się do Getafe, gdzie wstąpił do nowicjatu Zakonu Kleryków Regularnych Ubogich Matki Bożej Szkół Pobożnych 1 sierpnia 1915 r. Pierwszą profesję zakonną złożył 13 sierpnia 1916 r. Przyjął zakonne imię Alfred od Maryi Dziewicy. Studiował filozofię i teologię w Irache. Tam zachorował w 1918 r. i musiał przerwać studia. Długo chorował, a po rekonwalescencji musiał używać kul i pozostał kulawy na jedną nogę. Według wspomnień współbraci znosił chorobę z wyjątkową cierpliwością i spokojem. Nie wrócił już na studia – spędził sześć miesięcy z rodzicami w Cilleruelo, potem wyjechał do pracy w Villacarriedo. Naukę kontynuował prywatnie, z pomocą ks. Barnaby Pena. Uroczystą profesję zakonną złożył 25 sierpnia 1924 r. Wyświęcony został na kapłana 3 marca 1928 r.

Cechy jego charakteru to: szczerość, jasność; prostota, naturalność, przyjacielskość, dobry humor, optymizm, aktywność, dynamiczność, szybkość i dokładność w pracy. Był doskonały w maszynopisaniu i stenografii. Uczniów traktował poważnie. Był w stosunku do nich surowy, nie tolerował lenistwa i niedbalstwa, ale nie stosował kar, wystarczał jego autorytet. Oprócz pracy nauczyciela powierzono mu też obowiązki kierowania internatem i prokuratora domu.

17 lipca gen. Francisco Franko ogłosił powstanie przeciw władzom Republiki, które szybko przerodziło się w wojnę domową w Hiszpanii trwającą od 1936 do 1939 r. W kraju rozpoczęło się prześladowanie Kościoła i duchownych mające doprowadzić do zniszczenia religii. W tym czasie Alfred przebywał w Cillerelo de Bricia, swoim rodzinnym mieście. Widząc sytuację wrócił do szkoły w Villacarriedo. Chciał zostawić uporządkowane księgi finansowe i administracji szkoły, a potem ukryć się u zaprzyjaźnionej rodziny. Jednak proboszcz nie zgodził się na to uważając, że nic złego się nie stanie.

15 sierpnia do szkoły przyszli komunistyczni milicjanci. Ks. Alfred musiał oddać im księgi administracyjne szkoły i pieniądze. Po południu zaprowadzili zakonników do miasta Santander, gdzie wypuszczono ich na wolność, ale musieli podać adresy, gdzie się zatrzymają. Alfred schronił się w La Concha, w domu swej ciotki Balbiny. Przebywał tam trzy miesiące, aż do swego aresztowania. Czas spędzał na modlitwie, nauce i rysowaniu. Proponowano mu, żeby przebierał się za komunistę – świecki strój, czerwony krawat – ale odpowiadał, że woli tysiąc razy umrzeć jako męczennik za Chrystusa niż zdradzić wiarę i stan kapłański.

Aresztowano go 17 listopada około 16.30. Milicjanci przyszli do domu ciotki pytając o proboszcza. Siostrzenica Maria odpowiedziała, że proboszcza nie ma, ale jest ksiądz pijar. Milicjanci przeszukali cały dom, nawet pruli materace, bo uważali, że skoro jest prokuratorem, to na pewno ukrył gdzieś pieniądze. Zauważyli, że Alfred kuleje. Jeden z milicjantów zaproponował, żeby go zostawić w spokoju, ale pozostali nie słuchali go. Zabrali księdza tak jak stał, nawet nie pozwalając mu założyć butów. Protestującej Balbinie powiedzieli, że to tylko formalność i ksiądz jutro wróci.

Alfred mógłby uniknąć męczeństwa, gdyby powiedział milicjantom, że jest tylko zwykłym nauczycielem, ale on wyznał, że jest pijarem z Villacarriedo. Księdzu diecezjalnemu, który uratował życie ukrywając swoją tożsamość, powiedział: „Daj znać pijarom, że umrę, bo tego pragnę. Chcę oddać swoje życie za Boga i dla Pobożnych Szkół”.

Zawieziono Alfreda do Santander i zamknięto na kilka dni w podziemiu urzędu miasta. Potem przeniesiono go do więzienia Neila, następnie więzienia prowincjonalnego, a w końcu przewieziono na statek więzienny „Alfonso Perez”. Statek znany był jako „Statek widmo”. Nazwa ta powstała z powodu nieludzkiego traktowania na nim więźniów. Osadzeni byli głodzeni, wyśmiewani, obrażani i traktowani bez elementarnego szacunku, przetrzymywani w ładowniach w dolnej części statku. Wychodzić wolno było tylko do toalety, pojedynczo, ale tylko w godzinach wyznaczonych przez strażników. O siódmej wieczorem ładownie zamykano i do rana nikt nie mógł wyjść. Zapach panował straszny.

Alfred szybko przystosował się do tego życia, wykazując wielką siłę ducha. Spędzał dni na modlitwie i dobrych uczynkach, pomagając współwięźniom, gdzie tylko miał możliwość. Niektórych nawet uczył czytać. Kiedy otrzymywał jedzenie od rodziny, dzielił się z tymi, których nikt nie odwiedzał.

Tak trwało aż do Bożego Narodzenia. Ksiądz Alfred wygłosił z tej okazji piękne kazanie na temat Narodzenia Pańskiego. Następnego dnia, 26 grudnia, odwiedził go ks. Julian Pena, a 27 grudnia kuzynka Maria z ojcem.

Ten dzień był ostatnim dniem jego życia. Korzystając z pięknej pogody samoloty wysłane przez rząd zbombardowały miasto zabijając 64 osoby. Reakcja komunistów była gwałtowna. Ruszyli na statek z zamiarem zabicia więźniów. Zdobyli statek i pootwierawszy włazy zaczęli strzelać do więźniów. Wielu zabili, wielu ranili.

Wieczorem do ładowni zeszła grupa milicjantów z przygotowaną wcześniej listą. Ci, którzy byli a liście, jeden po drugim byli zabierani na pokład i zabijani. Ci, których nie było a liście, około 200 więźniów, postawiono przed trybunałem. Jeszcze radzono księdzu, żeby pobrudził ręce tłuszczem i kurzem, co miało ukryć jego stan kapłański. Alfred jeszcze raz odmówił, nie chcą ukrywać, że jest pijarem.

Przed trybunałem na pytanie, kim jest, od razu odpowiedział, że księdzem i pijarem z Villacarriedo. Zaraz kazano mu przejść na pokład. Jeden z milicjantów zauważywszy jego kalectwo powiedział, że nie będzie mógł sam wejść po schodach. Alfred odpowiedział: Nigdy nie szedłem po schodach sam, ale z miłości do Chrystusa dziś wieczorem to zrobię”. I wszedł po schodach. Kiedy dotarł do ostatniego, trzynastego stopnia, otrzymał strzał w tył głowy. Okulary pobrudzone krwią zsunęły się aż pod pokład, skąd zabrał je jeden z towarzyszy.

Ciała około 150 zabitych wywieziono na cmentarz Ciriego i pochowano we wspólnym grobie. Po wojnie władze zezwoliły na ekshumację – zwłoki Alfreda zostały zidentyfikowane przez rodzinę, przełożone do trumny nr 140 i pochowane w krypcie pod katedrą pw. Świętego Chrystusa w Santander.

Ojciec Alfred Parte Saiz został beatyfikowany, w grupie 45 męczenników wojny domowej w Hiszpanii („czerwonego terroru” w Hiszpanii), przez Jana Pawła II 1 października 1995 r.

Wspomnienie błogosławionego obchodzone jest 27 grudnia. W ikonografii przestawiany jest, jako męczennik, z gałązką palmową.

Imię Alfred powstało na gruncie języka staro-wysoko-niemieckiego (VIII–XI w.) jako złożenie wyrazów alf – „elf” i rad – „rada” i pierwotnie znaczyło „mądry niczym elf”.



© 2000–2021 barbara     Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved     Strona nie zawiera cookies