Logo serwisu Biblia

Strona główna

Stary Testament

Nowy Testament

Święci wg alfabetu

Święci wg dat

Papieże

Legendy o świętych

Patroni

Ciekawostki

Różne artykuły

Inne strony katolickie

Mapa serwisu

Kontakt




© 2000–2018 barbara
Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved

Strona nie zawiera cookies



Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl


17 czerwcaśw. Albert (Adam Chmielowski)

Urodził się 20 sierpnia 1845 roku w Igołomi w okolicach Krakowa; był tak wątły i słaby, że musiano udzielić mu chrztu „z wody”. Być może dlatego też otrzymał imię Adam, na drugie i trzecie Hilary Bernard. Rodzicami jego byli Wojciech Chmielowski herbu Jastrzębiec, urzędnik celny, i Józefa z Bożysławskich. Miał jeszcze troje rodzeństwa: Stanisława, Mariana i Jadwigę.

Kiedy miał około 6 lat, ojciec kupił majątek ziemski, ale niedługo potem zachorował na gruźlicę, wobec czego musiał majątek sprzedać. Zmarł w 1853 r. w randze urzędnika państwowego; dzieciom przysługiwało stypendium rządowe, dlatego też 11-letni Adam wyjechał do Petersburga do szkoły kadetów. Po roku jednak matka zatrzymała go w domu, bojąc się jego wynarodowienia. Matka za resztę pieniędzy ze sprzedaży folwarku kupiła kamieniczkę w Warszawie, ale kiedy i ona zachorowała i zmarła na gruźlicę w 1859 r., z majątku nie zostało już prawie nic. Dziećmi zajęła się siostra ojca.

Po śmierci matki uczył się w realnym gimnazjum, a następnie w Instytucie Politechnicznym Rolniczo-Leśnym w Puławach. Ledwo jednak zaczął tam naukę, kiedy wybuchło Powstanie Styczniowe. 17-letni Adam natychmiast przystąpił do powstania.

Jednak już w kwietniu 1863 r. został internowany przez wojsko austriackie i wywieziony do Ołomuńca. Udało mu się stamtąd dość szybko uciec, dzięki czemu powrócił w szeregi powstańców. Koledzy uważali go za dzielnego żołnierza, był ogólnie lubiany, mówili, że swą wesołością i zapałem ożywiał cały obóz. Niestety, we wrześniu jego oddział wziął udział w potyczce z Moskalami we wsi Mełchów, gdzie zabłąkany granat zabił pod nim konia, a także bardzo poważnie zranił go w lewą nogę. Rannego powstańca wzięto do niewoli, ale miał szczęście – nie dobito go, ani nie zostawiono na pewną śmierć, lecz oddano w ręce lekarza polowego, który dokonał amputacji lewej nogi w okolicach kolana. Adam Chmielowski zniósł tę operację bez narkozy, poprosił jedynie o cygaro, które miało zmniejszyć jego cierpienia, ale – jak później lubił opowiadać – z bólu połknął je. Po tej operacji został odesłany do szpitala więziennego, skąd znowu udało mu się uciec, chociaż być może został wykupiony przez rodzinę – nie wiadomo tego dokładnie.

Nie był jednak bezpieczny. Zagrożony zesłaniem na Sybir jako były powstaniec, wyjeżdża do Paryża. Otrzymuje też w tym okresie trochę pieniędzy, za które sprawia sobie protezę. W Paryżu chciał studiować malarstwo, ale nie miał jeszcze matury, więc musiał wrócić do Warszawy, gdzie próbował uzupełnić edukację. Próbował uczyć się tu malarstwa, jednak opiekunowie wysłali go w 1866 r. do Gandawy na studia inżynierskie. To jednak nie mogło się udać. Adam nie cierpiał nauk ścisłych, po roku więc wraca do Warszawy, gdzie po wielu zabiegach udaje mu się uzyskać prywatne stypendium od Włodzimierza Dzieduszyckiego na studiowanie malarstwa w Paryżu – pojechał tam jesienią 1869 r. W Paryżu poznał wielu artystów, m.in. Józefa Brandta i Maksymiliana Gierymskiego, z którym zaprzyjaźnił się.

W czasie pobytu w Paryżu próbował starać się o rękę Lucyny Siemieńskiej, ale jej ojciec był temu przeciwny i ostatecznie wydał ją za mąż za bogatszego kandydata.

Adam Chmielowski w 1874 r. wrócił do Polski, myśląc o karierze malarza. Nawiązuje wiele nowych znajomości, m.in. z Heleną Modrzejewską, która pełni rolę mecenasa dla wielu artystów. Wystawia w tym czasie swoje obrazy i niektóre z nich udaje mu się sprzedać. Jednocześnie jednak cierpi na zmienność nastrojów, melancholię, wiele swoich obrazów niszczy, przemalowuje – często rano nie podoba mu się to co stworzył poprzedniego dnia.

W 1879 r. odbywa podróż do Włoch, a po powrocie osiada we Lwowie. Myśli ma już jednak zaprzątnięte nie tylko sztuką. Tu namalował swój najbardziej religijny obraz: „Chrystus w cierniowej koronie – Ecce Homo”, Pod koniec roku odbywa rekolekcje u jezuitów w Tarnopolu, a w styczniu następnego roku wyjeżdża do nich jako kandydat do nowicjatu, który rozpoczyna 24 września. 10 października odbywają się obłóczyny, a półtora miesiąca później w trakcie miesięcznych rekolekcji załamał się psychicznie, co skończyło się wydaleniem go z zakonu i oddaniem w kwietniu 1881 r. do Państwowego Zakładu dla Psychicznie Chorych w Kulparkowie. Mimo że już po miesiącu orzeczono, że jego przypadek nie kwalifikuje się do leczenia, przebywał tam jeszcze do stycznia następnego roku, kiedy to zamieszkał u brata w Kudryńcach. W tym czasie męczyły go depresja, melancholia, wyrzuty sumienia, wyglądał też na ciężko chorego.

Wszystko jednak odmienia się, kiedy przypadkiem wysłuchuje rozmowy brata z proboszczem, w której jest mowa o Miłosierdziu Bożym. Zdarzenie to odmieniło go całkowicie. Wydobył się z depresji i melancholii, które nigdy już nie powróciły. Oto opinia o nim, wyrażona przez jednego ze znajomych w tym okresie:

„Serce miał złote i dlatego wszelkie rodzaje ludzkiej niedoli odczuwał z subtelnością przedziwną.”

Adam Chmielowski przystępuje do III Zakonu świętego Franciszka, tzw. tercjarzy. Od razu zaczyna działać aktywnie, naśladując wielkiego świętego, jeździ po Podolu, interesuje się przejawami działalności zakonu, konserwuje ubogie kościoły, przydrożne kaplice, figury i obrazy. To prowokuje zainteresowanie władz carskich, które pod groźbą wywiezienia na Sybir zmuszają go do opuszczenia Podola i wyjazdu do Krakowa. I tu już spędzi Adam resztę swojego życia.

Zamieszkawszy w Krakowie Adam urządza pracownię malarską, odnawia znajomości i pewnie tak wyobrażał sobie dalsze swoje życie. Jednak nie tak miało ono wyglądać. Jego „złote serce” nie mogło patrzeć bezczynnie na nędzę ludzką. Coraz częściej wspomagał i przygarniał różnych nędzarzy, włóczęgów, uliczników. Coraz bardziej angażuje się w tę działalność i w 1885 r. w wynajętej starej ruderze urządza swoim podopiecznym kolację wigilijną. Nieważne, że oprócz opłatków i chleba niewiele więcej złożyło się na tę kolację. Był to początek drogi, która odtąd stanie się jego drogą życiową.

Ciągle jeszcze maluje, musi przecież utrzymać i siebie, i swoich podopiecznych. Coraz mniej jednak z tego ma dla siebie. Najprawdopodobniej w zimie 1887 r. zobaczył po raz pierwszy ogrzewalnię na Kazimierzu (było to coś w rodzaju noclegowni). Był wstrząśnięty tym, co zobaczył: kilka odrutowanych lamp naftowych, dających namiastkę światła, parę ław zbitych z gołych desek, brud, zaduch i atmosfera nienawiści. Brakowało nawet garstki słomy na posłanie. Jego wrażliwe serce nie mogło przejść nad tym do porządku dziennego.

Nie stało się to z dnia na dzień. Taka zmiana życiowa nie może się dokonać szybko. Faktem jest, że pełniąc codzienne uczynki miłosierdzia wśród najuboższych powoli dojrzewał do wielkiego dzieła. 25 sierpnia wkłada habit III Zakonu św. Franciszka, którego nie zdejmie już do końca życia, i staje się Bratem Albertem – Szarym Bratem, jak niedługo zaczęto go powszechnie nazywać. Rok później składa śluby zakonne.

W tym czasie Brat Albert ciągle jeszcze maluje, ale już coraz mniej, coraz bardziej brakuje mu czasu. 1 stycznia 1888 r. na własną prośbę podpisuje umowę z gminą miejską w Krakowie o zajęcie się męską ogrzewalnią. Umowa nie przewiduje wynagrodzenia; nakłada na niego jedynie obowiązki: musi stale tam przebywać, żywić i ubierać ubogich, starać się dla nich o pracę, dbać o lokal, a także kwestować na ich rzecz. W zamian otrzymuje pozwolenie na urządzanie kwesty po mieście.

Brat Albert miał już pomocników w swoim dziele, aczkolwiek byli jeszcze bardzo nieliczni – książka meldunkowa na 1 stycznia 1893 r. podaje sześciu mieszkańców schroniska. Jego mała grupka nazywa się Bracia Tercjarze św. Franciszka Posługujący Ubogim; potocznie określano ich mianem albertyni.

Właściwie całe dalsze życie Brata Alberta to już tylko kontynuacja, ale także rozrastanie się tego wielkiego dzieła. W 1891 r. rada miejska domaga się od Brata Alberta zajęcia się także ogrzewalnią kobiecą. Przyjmuje więc do swojego dzieła kobiety, które nazywa Siostrami Tercjarkami Posługującymi Ubogim. W następnych latach podejmuje podobne dzieło we Lwowie, potem w Sokalu, w Tarnowie. Dzieło zatacza coraz szersze kręgi, a Szary Brat ma coraz mniej czasu, tym bardziej że musi wizytować wszystkie swoje schroniska, których za jego życia powstało 21: domów, gdzie potrzebujący otaczani byli opieką 40 braci i 120 sióstr.. Coraz więcej czasu spędza więc w podróżach. Cały czas boryka się z kłopotami materialnymi, a zaspokoić ich nie może nawet sprzedażą swoich obrazów, bo złożone na strychu brat-ignorant wyciągnął na podpałkę. Dzieło jednak rośnie. Udaje się załatwić domek pustelniczy w Zakopanem, który ma spełniać rolę sanatorium dla chorych członków jego zgromadzeń oraz przygotowywać ludzi zahartowanych fizycznie i moralnie. Później powstały inne liczne domy pustelnicze. W 1913 r. stowarzyszeniu udaje się po raz pierwszy wysłać grupę dzieci na kolonie wypoczynkowe.

28 czerwca 1914 r. Rada Instytucji Czci i Chleba w Paryżu dzięki staraniom hrabiego Zamojskiego, w uznaniu zasług położonych dla ojczyzny i społeczeństwa, przeznaczyła mu dożywotnią pensję w wysokości 250 franków rocznie.

Dzieło rośnie, ale zbliża się do końca czas założyciela. Przeżycia, wrażliwa psychika oraz nadludzki nieraz wysiłek osłabiały Brata Alberta. Jednak pomimo choroby, kalectwa i wieku nie przestawał on podejmować uciążliwych, a konieczny dla rozwoju jego dzieła podróży. Traktował bowiem cierpienie i ofiarę jako obowiązek wdzięczności wobec Boga za łaskę odkupienia. Nasilają się kłopoty żołądkowe, które odczuwał właściwie przez całe życie. Nie pomaga mu w chorobie bardzo skromne odżywianie, potrzebna jest dieta, a on jada z jednego kotła z ubogimi. Rak żołądka stał się przyczyną jego śmierci 25 grudnia 1916 r. Brat Albert, heroicznie poświęcający się swojemu powołaniu, położył się do łóżka dopiero 5 dni przed śmiercią.

Brat Albert został beatyfikowany przez Jana Pawła II 22 czerwca 1983 r. w czasie Mszy św. na Błoniach Krakowskich, a kanonizowany 12 listopada 1989 r. na placu św. Piotra w Rzymie.

Imię Albert które jest skrótem germańskiego imienia Adalbert, złożonego z dwóch cząstek: adal (adef), dziś edel – „szlachetny” i bert – „jaśniejący, błyszczący”, a więc znaczyło ono: „ten, który błyszczy szlachetnością”. W języku francuskim imię to przekształciło się w Aubert, a w polskim przybrało formę Albrecht lub Olbracht.

Św. Albert Chmielowski został patronem zakonów albertynek i albertynów oraz artystów plastyków.

W ikonografii św. Albert przedstawiany jest w szarobrązowym płaszczu zakonnym. Ramieniem otacza ubogiego.

Adam po hebrajsku znaczy „człowiek”, chociaż niektórzy uważają, że raczej w liczbie mnogiej: „ludzie”. Dawniej sądzono także, iż Adam pierwotnie oznaczało „czerwony”, gdyż Bóg miał go ulepić z czerwonej gliny. Inne hipotezy mówią, że imię Adam powstało z sumeryjskiego ada-mu – „mój ojciec” lub z akadyjskiego ad-mu, co oznacza „zbudowany, zrodzony” albo „dziecko”. Najwięcej jednak zwolenników ma przypuszczenie, że powstało z hebrajskiego adhamah – „ziemia”, mogło więc pierwotnie oznaczać rolnika.

Albert – imię to jest skrótem germańskiego imienia Adalbert, złożonego z dwóch cząstek: adal (adef), dziś edel – „szlachetny” i bert – „jaśniejący, błyszczący”, a więc znaczyło ono: „ten, który błyszczy szlachetnością”.

...wróć

Zdjęcie Adama Chmielowskiego z jego wczesnej twórczości malarskiej


Fotografia Adama Chmielowskiego wykonana ok. 1879 r. we Lwowie


Brat Albert, portret autorstwa Juliana Maszyńskiego z ok. 1886 roku


Brat Albert, portret autorstwa Leona Wyczółkowskiego z 1934 roku


Chrystus w cierniowej koronie – Ecce Homo

Autoportret św. Alberta Chmielowskiego